Memoriał Maniaka: Lisek, Lewandowski i Haratyk podbili Szczecin

Memoriał Maniaka: Lisek, Lewandowski i Haratyk podbili Szczecin

Wiesław Maniak to dla szczecińskiego sportu postać szczególna. Niegdyś „najszybszy biały człowiek świata”, indywidualny mistrz Europy i wicemistrz olimpijski w sztafecie. Nic dziwnego, że postanowiono uczcić jego pamięć memoriałem, który – mimo że to dopiera jego druga edycja – już zapisał się w świadomości kibiców. Zresztą trudno, by było inaczej, skoro dziś swoją dobrą dyspozycję potwierdzali tam m.in. Marcin Lewandowski, Piotr Lisek czy Michał Haratyk.

Wyników oszałamiających może i nie było, ale to taki moment sezonu. Do imprezy docelowej – mistrzostw świata – zostało sześć tygodni, zmieniły się obciążenia na treningach, wszyscy próbują wykrzesać z siebie maksa na siłowni, bieżni, skoczni czy gdziekolwiek tylko się przygotowują, by zaowocowało to w Katarze. Stąd trudno było liczyć na nowe rekordy Polski, jakie w minionych miesiącach ustanawiała cała wspomniana trójka, ale z pewnością można było oczekiwać dobrych występów.

I taki zanotował Michał Haratyk. Choć do jego rekordu Polski (22,32 m) zabrakło mu dziś ponad metra, spokojnie wygrał konkurs pchnięcia kulą. Co ważne – przerzucił 21 metrów, już po raz osiemnasty w tym sezonie. We wszystkich dotychczasowych startach, nie zrobił tego tylko raz. To pokazuje, że jego forma jest stabilna, a możliwości – jak wiemy – ogromne. Biorąc pod uwagę, jak wyrównana jest w tym roku stawka w pchnięciu kulą, na mistrzostwach może się okazać, że trzeba będzie wygrać z samym sobą i rzucić najdalej w karierze. Wierzymy, że Haratyk to zrobi.

Doskonałym przykładem dla niego może być w tej kwestii Tomasz Majewski. Wspominamy o nim dziś mija bowiem dokładnie 11 lat od pierwszego złota olimpijskiego naszego kulomiota. Zresztą Majewski pchnął wówczas w Pekinie 21,51 m, co oznaczało, że równocześnie… ustanowił rekord życiowy. Gdyby Haratyk powtórzył ten scenariusz w Katarze czy – za rok – w Tokio, wcale byśmy się nie obrazili. A skoro o medalach mowa, to warto wspomnieć, że 15 sierpnia to dla naszej lekkiej atletyki dzień szczególny i z innego powodu – trzy lata temu złoto (i rekord świata) wyrzuciła w Rio Anita Włodarczyk.

Młotem nikt jednak w Szczecinie nie rzucał, ale wysoki poziom oglądaliśmy w konkursie skoku o tyczce. Z wynikiem 5,81 m wygrał go Piotr Lisek, zresztą przed własną publicznością, bo to przecież gość, który ze szczecińskim klubem związany jest od siedmiu lat. Ataku na rekord Polski dziś nie było, bo Liskowi nie udało się pokonać nawet poprzeczki zawieszonej na wysokości 5,91. Ale i tak rywali odsadził bez problemu. Za jego plecami, z zaliczoną próbą na 5,71 m (ale i wielkimi problemami przy niższych wysokościach) znalazł się Paweł Wojciechowski. Co jak co, ale na stan polskiej tyczki narzekać nie możemy.

Honor Polaków w konkurencjach biegowych ratował Marcin Lewandowski, który jako jedyny nasz reprezentant przeciwstawił się rywalom i wiejącemu dziś mocno wiatrowi. Ten ostatni przeszkadzał głównie sprinterom, nie pozwalając im osiągnąć dobrych wyników. W biegu dłuższym – a „Lewy” startował na 800 metrów – najwięcej problemów sprawiał wszystkim na finiszu, gdy wiał zawodnikom w twarz. Ale kiedy reszta stawki się z tym zmagała, Lewandowski wyglądał, jakby to tylko dodało mu skrzydeł, niczym dmuchanie w telewizor Adamowi Małyszowi. Na finiszu Marcin odskoczył od rywali o dobrych kilka metrów i… po raz kolejny w tym sezonie zapewnił sobie ból głowy.

Bo od początku sezonu mówiło się, że na mistrzostwach świata pobiegnie na 1500 metrów. Sęk w tym, że jest w znakomitej formie i również na 800 biega koncertowo. Za niedługo trzeba będzie wybrać ten dystans, w którym się wystartuje… albo spróbować swoich sił w obu. Decyzja należy oczywiście do niego (a przyznał, że myśli o podwójnym starcie), a gdybyśmy i my mieli coś mu podpowiedzieć, byłoby to zapewne: a co tam, chłopie, jesteś w takiej formie, że zgarniesz medale na obu dystansach! A potem trzymalibyśmy kciuki, żeby tak właśnie się stało. Bo Lewandowskiego na to stać.

Poza naszą eksportową trójką w Szczecinie zaprezentowali się też m.in. Christophe Lemaitre, medalista olimpijski na 200 metrów i w sztafecie 4×100 m, który brał udział w dwuboju (zawodnicy startowali i na 100, i na 200 m), Dariusz Kowaluk, Rafał Omelko, Jakub Krzewina (cała trójka brała udział w biegu na 400 metrów, zajęli odpowiednio trzecie, czwarte i piąte miejsce), Patrycja Wyciszkiewicz (wróciła do startów po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją) czy Anna Kiełbasińska (trzecie miejsce w dwuboju sprinterskim). Było więc kogo oglądać, podobnie jak było komu dopingować. Bo publika dopisała.

I choć w Szczecinie obyło się dziś bez rekordowych wyników, to podsumować cały memoriał możemy tylko w jeden sposób: to były po prostu bardzo dobre zawody, które powinny zadowolić każdego Maniaka lekkiej atletyki.

Fot. Newspix

 

Sponsorem Memoriału Maniaka jest PKN ORLEN.


Aktualności

Kalendarz imprez