Memoriał Maniaka. Duszyński i Skrzyszowska z życiówkami!

Memoriał Maniaka. Duszyński i Skrzyszowska z życiówkami!

Pierwszy większy mityng w Polsce po igrzyskach olimpijskich odbył się w Szczecinie. Na memoriale Wiesława Maniaka – niegdyś doskonałego sprintera, “najszybszego wśród białych” – rywalizowało wiele uznanych nazwisk polskiej lekkiej atletyki. Wśród nich medaliści olimpijscy: Patryk Dobek, Kajetan Duszyński czy Dariusz Kowaluk. Poza tym pojawili się też między innymi Piotr Lisek oraz Pia Skrzyszowska. Jak im poszło?

Członkom naszej złotej sztafety mieszanej 4×400 metrów wręcz doskonale. I Kowaluk, i Duszyński wykręcili na szczecińskim stadionie życiówki. Ich rywalizację wygrał ten drugi z czasem 45.31 – jak na nasze warunki znakomitym (9. w historii kraju), drugi był o 13 setnych gorszy. Obaj jednak przyznawali, że jeszcze da się z tego sporo urwać, a 45 sekund spokojnie jest w przyszłości spokojnie do złamania. Zresztą po Duszyńskim było widać – co sam przyznawał – że doskwierał mu przede wszystkim brak kogoś, kogo mógłby gonić. Niemal od samego początku to on prowadził bieg i tak też dotarł do mety.

– To mój przełomowy sezon. Jestem zadowolony z życiówki. Może trochę żałuję tego biegu, bo po mocnym starcie nie miałem z kim rywalizować. Może też nieco przesadziłem z pierwszą częścią dystansu. Z finiszu jestem już znany, ale jednak szkoda, że nie miałem się na kim “przewieźć” w tej pierwszej części dystansu. Ten bieg sporo mnie kosztował, ale przebiec samemu tak mocno to też sztuka. Mam zamiar jeszcze trochę postartować, nie ma co odpuszczać. Tak też chyba łatwiej przyzwyczaić się do tej nowej sytuacji po Tokio. Treningi wyciszają umysł, a to potrzebne, bo jeszcze nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć. Warto było to jednak przeżyć – mówił Duszyński przed kamerą TVP Sport.

Ich rekordy życiowe przesadnym zaskoczeniem nie były, patrząc na znakomitą formę, jaką prezentowali obaj w Tokio. Ale ten Pii Skrzyszowskiej – a raczej czas, jaki wykręciła – już tak. Młoda Polka brała bowiem udział w lekkoatletycznym dwuboju, w którym najpierw biegła na 100, a potem na 200 metrów. I to na tym dłuższym z dystansów (swoją drogą w obu przypadkach wygrała) ustanowiła nową życiówkę, a dodajmy, że po łuku biegała mało, właściwie zrobiła tylko jeden trening, który miał ją na to przygotować. I pobiegła 23.05 s. Doskonały czas jak na to, że to przecież dziewczyna biegająca na co dzień na sto metrów. I to częściej przez płotki niż płaskie.

– Nie mam pojęcia, jak to zrobiłam. Jestem nieco podziębiona, nie liczyłam na takie rezultaty. Sto metrów pobiegłam dobrze, luźno, 200 metrów się nieco bałam, ale taktyka była taka, żeby biec luźno i dwa razy to dało efekty. Nie czuję już tej formy z IO, jestem nieco zmęczona sezonem. Kontrolowałam, widziałam, że mijam rywalki. Mogłam ruszyć szybciej, może bym złamała te 23 sekundy, to byłby kosmos. Może dałoby to nawet medal mistrzostw Polski – mówiła Pia. Dodajmy, że biegi sprinterskie kobiet przyniosły jeszcze jedno ważne wydarzenie – w swoim pierwszym starcie po “ucieczce” z Tokio pokazała się Kryscina Cimanouska. Mówiła, że przede wszystkim ważne było dla niej po prostu pobiec. I to zrobiła. A co będzie dalej – czas pokaże.

Zawiedli, niestety, Patryk Dobek i Piotr Lisek. Ten drugi był dziś w stanie przeskoczyć tylko 5.50 m (choć Paweł Wojciechowski i Robert Sobera nie doskoczyli nawet do tej wysokości) i zajął drugie miejsce w konkursie tyczkarzy, który, mimo niezłej obsady, stał na stosunkowo niskim poziomie. Dobek z kolei wylądował na ostatniej lokacie w biegu na 800 metrów, a jego najmocniejsza strona – finisz – dziś okazała się najsłabszą, to na ostatnich metrach bowiem wyprzedzili go wszyscy rywale. Piąty na mecie był za to Michał Rozmys, ale to Dobek miał być gwiazdą Memoriału. Jest przecież drugim – po Maniaku – medalistą olimpijskim ze Szczecina. Wynikiem jednak niespecjalnie się przejął.

– Cały tydzień miałem wyjęty ze względu na to, co stało się w Tokio. Ciągle miałem spotkania i podróże. Chciałem się tu zaprezentować z jak najlepszej strony, ale nie wyszło. Nie martwię się tym, to też spotkanie z kibicami, mogli przyjść, nas dopingować. To było fajne, tym się cieszę. Jak przyjechałem z Tokio do Szczecina, to mnie świetnie przywitano. Na pewno to miłe. Przede wszystkim to, że zdobyłem ten historyczny medal IO to wartościowy sukces – mój i mojego trenera. Biegniemy dalej. Teraz wszystko się zacznie. Jeszcze trochę mam potrenować, kilka startów jest zaplanowanych, może uda się coś dobrego nabiegać – mówił.

Liczymy, że “coś dobrego” może oznaczać nawet rekord Polski. Bo ten Pawła Czapiewskiego swoje lata już ma. I wypadałoby go wreszcie pobić.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez