Marek Plawgo: nie ma czasu i miejsca na takie sytuacje!

Marek Plawgo: nie ma czasu i miejsca na takie sytuacje!

Wczoraj wybuchła afera wokół Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i Teamu Lewandowskich, czyli trenera Tomasza i zawodnika Marcina – brązowego medalisty mistrzostw świata w Dosze 2019. Na pół roku przed Tokio 2020 zerwała się nić porozumienia i oficjalnie Marcin Lewandowski, Adam Kszczot, Angelika Cichocka i Patrycja Wyciszkiewicz zostali bez trenera…

 

Sprawę opisaliśmy szczegółowo wczoraj:

Burza w polskiej lekkiej atletyce. Kszczot i Lewandowski bez trenera?

Na antenie Weszło FM Marcin Ryszka porozmawiał z Markiem Plawgą – wybitnym polskim 400-metrowcem sprzed lat, a dziś komentatorem lekkiej atletyki.

MARCIN RYSZKA: Co myśleć o tej całej sytuacji, zważywszy, że do Tokio 2020 pozostaje pół roku?

MAREK PLAWGO: Rzeczywiście to okres bardzo gorący. Niefortunna to informacja, bo ujawniły się kulisy negocjacji. Być może jest to figura negocjacyjna, natomiast jedno jest pewne, ona nie powinna się zdarzyć na tym etapie przygotowań. Trwa styczeń, mamy pół roku do igrzysk olimpijskich. To nie powinno absolutnie się zdarzyć w kontekście tych nazwisk – zawodników, którym związek musi zapewnić optymalne warunki przygotowań. To bardzo niepokojące, bo wpisuje się w wachlarz niegrzecznych, nieetycznych zachowań PZLA w ostatnim czasie. W tym miejscu można przybliżyć jeszcze akcję z Asią Jóźwik, która również jakby pod ścianą została przymuszona do zmiany trenera. Tam jednak sprawa została częściowo rozwiązana. Boję się jednak, że staje się to standardem. To bardzo niepokojące, zwłaszcza, że mówimy o nazwiskach, które mają odgrywać pierwsze skrzypce w lekkoatletycznej kadrze olimpijskiej w Tokio 2020.

Przeciętnemu kibicowi może się wydawać, że te sześć miesięcy to jeszcze dużo czasu. Zastanawiam się co się musi dziać w głowie Marcina Lewandowskiego, bo ta sytuacja na pewno stanowi bardzo duże zaburzenie przygotowań.

Wbrew temu co dotarło do opinii publicznej, to nie jest tak, że Tomek z dnia na dzień przestanie przychodzić na treningi Marcina. To co my widzimy to wierzchołek góry lodowej. Możemy domniemywać, że chodzi tu o warunki finansowe jakie zostały przedstawione Tomkowi. To są profesjonaliści i na pewno znajdą rozwiązanie, ale nie powinno być tak, że ad hoc szuka się rozwiązań w takim momencie. Jeszcze pewnie w ubiegłym roku, kiedy Marcin schodził z bieżni w Dosze z medalem, Tomek miał wszystko policzone co do dnia, jak będą wyglądały przygotowania do igrzysk olimpijskich. Na tym właśnie polega profesjonalizm, który zresztą udowadniali wielokrotnie. Tam nie ma wróżenia z fusów, łapanki, działania na ostatnią chwilę… Wszystko jest pieczołowicie zaplanowane i szkoda tylko, że tylko że PZLA trochę się tu opiera w negocjacjach. Aczkolwiek nie znamy kulis, więc ciężko tutaj wyrokować. Wiem jedno: nie ma na to czasu ani miejsca w perspektywie przygotowań olimpijskich, w perspektywie najważniejszej imprezy, bo co cztery lata rozliczamy nie tylko zawodników, ale i centralę, która ma tym zawodnikom przygotować odpowiednie warunki przygotowań.

W złożonej sytuacji jest Adam Kszczot, który niedawno przecież zmienił trenera…

Jemu współczuję najbardziej. Myślę, że brat brata nie zostawi. Można było rozpatrywać, że Adam Kszczot w tym układzie mógł być troszeczkę ciałem obcym. Lecz w momencie kiedy Marcin przekwalifikował się na dystans dwa razy dłuższy, czyli 1500 m, Adam może stać się równorzędnym partnerem treningowym; takim partnerem, który wnosi dużo dobrego i konkurencji treningowej, co mogłoby przysporzyć jeszcze lepszych wyników zarówno w sezonie zimowym jak i letnim. Adam wiele zaryzykował, więc ta sytuacja na pewno budzi u niego niepokój. Postawił wszystko na jedną kartę. Jako doświadczony zawodnik stwierdził, że chce pójść “all in”, czyli nie mając czasu na eksperymenty zmienił trenera, wszystko rzucił na stół, bo ma medale mistrzostw świata, mistrzostw Europy, brakuje tylko medalu igrzysk olimpijskich. Chciał spróbować czegoś zupełnie innego. Faktycznie można powiedzieć, ze wpadł z deszczu pod rynnę, albo że wylądował na lodzie. To dla niego bardzo niefortunna sytuacja. Z tej grupy chyba najlepiej radzi sobie Patrycja Wyciszkiewicz, bo obecnie znajduje się pod opieką trenerki swojej koleżanki ze sztafety. Na bieżnię chciała wrócić Angelika Cichocka i też nie ma łatwej sytuacji. Ale mimo tego co czytamy, że tam nie ma już miejsca na negocjacje, że ktoś posypie głowę popiołem i te warunki postawione przez trenera naszych mistrzów zostaną spełnione i wszystko okaże się historią z happy endem. Nie mamy takiego luksusu, że zdobędziemy trzydzieści medali przy sześćdziesięciu szansach medalowych… Zarówno w przypadku lekkiej atletyki, jak i całego polskiego sportu w ogóle, na każdą szansę powinniśmy chuchać i dmuchać. Wierzę, że Ministerstwo Sportu czy Polski Komitet Olimpijski, choć nie ma tutaj władczej struktury nad PZLA, ale odpowiada za jakość reprezentacji olimpijskiej, jakoś zainterweniują i rozwiązanie się znajdzie.

Rozmawiał
MARCIN RYSZKA

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez