Mamy to! Polki zagrają w Final Six Ligi Narodów

Mamy to! Polki zagrają w Final Six Ligi Narodów

Przed sezonem na to nie liczyliśmy. Dziewiąte, może ósme miejsce – to wydawało się leżeć w naszym zasięgu. Bo to przecież wciąż kadra w budowie, wciąż stosunkowo niedoświadczona, której celem jest dopiero wspiąć się do grona tych najlepszych ekip. Tak się wydawało. Tymczasem dziewczyny sprawiły nam sporą niespodziankę i już teraz znalazły się w czołowej szóstce Ligi Narodów.

W teorii wszystko miało się rozstrzygać jutro, w meczu z Koreą Południową. Zakładaliśmy bowiem, że Japonki ograją dziś Koreanki i właśnie jutro nasze dziewczyny będą sobie musiały zapewnić awans. Tymczasem stało się zupełnie inaczej – gospodynie turnieju, najsłabsza do tej pory ekipa w Lidze Narodów, wygrały z faworyzowanymi reprezentantkami Kraju Kwitnącej Wiśni. Zresztą dość gładko, 3:0. Tym samym otworzyły nam drzwi, które wczoraj (również pokonując Japonię) i dziś (wygrywając, po pełnym zwrotów akcji spotkaniu, z Dominikaną 3:2) uchyliły sobie nasze reprezentantki.

Polki wciąż jednak musiały odczekać chwilę, by przez nie przejść. Brakowało bowiem spełnienia jednego warunku: Brazylijki musiały pokonać Belgię. Faworyt niby oczywisty, mogliśmy oczekiwać, że tak się stanie, ale… już raz dziś się przejechaliśmy na takim typowaniu. Więc czekaliśmy. Zawodniczki z Ameryki Południowej nie spłatały nam jednak psikusa i spokojnie wygrały. Polki mogły przejść przez próg, którego nie przekraczały od 2010 roku.

Pozostaje zadać sobie pytanie: jak duży to sukces, patrząc z perspektywy ostatnich dziesięciu lat, gdy w pewnym momencie zdawało się nawet, że nasza reprezentacja zaczyna dobijać do dna? Odpowiada Piotr Bąk, redaktor naczelny portalu siatkowka24.com i autor biografii Arkadiusza Gołasia:

– Bardzo duży. Biję się teraz w pierś, bo byłem sceptycznie nastawiony do angażu Jacka Nawrockiego na stanowisko trenera naszej kadry. Myślałem po prostu, że nie poradzi sobie z kobietami, bo to bardzo specyficzna praca, zupełnie inna niż z mężczyznami. A w dodatku mieliśmy przecież zastój, nie było widać tej naszej zdolnej młodzieży, która się teraz wybija, jak choćby Malwina Smarzek. Więc to sukces, nikt tym dziewczynom nie może odebrać woli walki. Cała ekipa rozwija się z roku na rok, to widać gołym okiem.

W Final Six Polki zagrają z co najmniej dwoma zespołami z grona: Włochy, Brazylia, Chiny (gospodarz), USA i Turcja. W fazie zasadniczej Ligi Narodów wygrały tylko jeden z tych meczów. Wyniki? Odpowiednio: 2:3, 3:2, 0:3, 1:3, 2:3. Co nam to mówi? Że nasze zawodniczki stać na to, by powalczyć z najlepszymi. Niechlubnym wyjątkiem był tu jedynie mecz z Chinkami, które naszą kadrę zdemolowały. Trzeba jednak mieć na uwadze, że te najlepsze ekipy w fazie zasadniczej często testują różne warianty, ustawienia czy po prostu nowe twarze, a pełnię swoich możliwości pokazują dopiero w finałach. Stąd jesteśmy przekonani, że w typowaniach bukmacherów będziemy głównymi faworytami do… zajęcia szóstego miejsca.

– Fakt, wielu przypisze nam to szóste miejsce jeszcze przed rozpoczęciem turnieju. Wydaje mi się jednak, że to trochę na wyrost, bo powalczyliśmy i z Włoszkami, i z Brazylią, i z wieloma innymi drużynami. Dajmy dziewczynom zagrać w Final Six, dajmy im tam po pierwsze bezpiecznie dolecieć. Myślę, że tam będą w stanie powalczyć z każdym – mówi Piotr Bąk. I dodaje. – Dziewczyny jadą tam w dużej mierze po naukę, bo to będzie pierwszy raz od wielu, wielu lat, gdy będziemy rywalizować z tą faktyczną światową elitą. Zresztą powinniśmy coraz śmielej pukać do grona lepszych zespołów. Przed sezonem wielu przecież mówiło jedynie o utrzymaniu w Lidze Narodów. A okazuje się, że nie tylko to zrobiliśmy, a jedziemy na finałowy turniej. Sam stawiałem gdzieś na okolice ósmego miejsca. Tymczasem pozytywnie się zaskoczyłem, bo dziewczyny skończyły wyżej i przyjemnie się je oglądało.

Co będzie kluczowe w finałach? Eliminacja własnych, prostych błędów. To coś, co niejednokrotnie kosztowało nas sety i całe spotkania. Nawet dziś, w starciu ze średniakiem, jakim jest Dominikana, Polkom zaczął się wymykać ten mecz. Od stanu 2:0 i spokojnego prowadzenia w trzeciej partii zrobiło się 2:2. Potem w tie-breaku było kilka oczek przewagi, szansa na zamknięcie meczu i… za chwilę piłkę meczową miały Dominikanki. Wciąż zdarzają się nam momenty, w których zupełnie brakuje koncentracji i konsekwencji w zagraniach. Z tego skorzystały też niedawno Turczynki, które – w przeciwieństwie do Dominikany – potrafiły wygrać z nami mecz od stanu 0:2. Choć może właściwiej byłoby napisać, że dziewczyny same im to zwycięstwo wręczyły. To największe problemy tej ekipy. Żeby jednak tylko nie narzekać, zapytajmy: jakie są jej atuty?

– Największym – obok niesamowitej Malwiny Smarzek – będzie nasz blok, bo gramy w nim kapitalnie. Mamy wysokie dziewczyny, więc ten blok jest naszą siłą. Jednak przede wszystkim musimy się nauczyć zamykać mecze, tego nam brakuje i to powinno być naszą siłą. Trzeba od razu przycisnąć ofiarę, jak wilk. Złapać, nie wypuścić, wykończyć – mówi Piotr Bąk.

Do Final Six czasu na naukę jest jednak mało, bo turniej kończący rywalizację w tegorocznej edycji, startuje już 3 lipca (potrwa do 7), a warto dodać sobie jeszcze kilka dni na aklimatyzację w Chinach, bo to przydatna rzecz. Natomiast to, co dla tej kadry powinno być kluczowe, odbędzie się dopiero na początku sierpnia, gdy dziewczyny powalczą o awans na igrzyska olimpijskie z Serbią, Tajlandią i Portoryko. Głównymi rywalkami powinny być dla nas zawodniczki z tego pierwszego kraju, ale na dziś jesteśmy przekonani, że możemy je ograć i, po 12 latach przerwy, wrócić na igrzyska. Bo w Lidze Narodów Polki pokazały nam, na co je stać.

PKN ORLEN jest sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz wielu najważniejszych mityngów w kraju.

 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez