Magdalena Gorzkowska jedzie zimą na K2!

Magdalena Gorzkowska jedzie zimą na K2!

Cel przeambitny – zdobyć ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. K2 zimą oparło się nawet polskiej wyprawie narodowej, ale to nie zraża Magdaleny Gorzkowskiej, byłej lekkoatletki, która w piątek ruszy na podbój “Góry Gór”.

DARIUSZ URBANOWICZ: Z bieżni lekkoatletycznej na himalajskie szczyty. Dotykaliśmy już twojej historii zarówno na “Kierunku Tokio” jak i w Weszło FM. Część czytelników zna ten temat. Jesteś ciężkim przypadkiem, uprawiasz hobby ekstremalne.

MAGDALENA GORZKOWSKA: Hobby musi być ciekawe. Nie może być zbyt nudne. Ja akurat wybrałam sobie góry i to te najwyższe szczyty najbardziej mnie pociągają. Postanowiłam zdobyć wszystkie ośmiotysięczniki. Najbliższy cel to również ośmiotysięcznik.

No tak, ale jaki!

Jeszcze niezdobyty zimą.

Ostatni niezdobyty ośmiotysięcznik zimą, czyli Góra Gór – K2. 8611 metrów. Ameryki nie odkryję jeśli powiem, że ekstremalne wyzwanie to mało powiedziane. 

Wiem, że to naprawdę poważne wyzwanie i bardzo poważnie przygotowuję się do tej wyprawy. Nigdy tak serio nie podchodziłam do przygotowań. Do żadnego ośmiotysięcznika. Trening idzie na kosmicznie wysokim poziomie. Przygotowania techniczne, przygotowanie sprzętu, wszystko jest zadbane, dopracowane w każdym szczególe. Jestem gotowa na wszystko co najgorsze. Nie chcę aby zaskoczyła mnie temperatura, nawet -80 stopni Celsjusza. Staram się, jak mogę.

Jak dojrzewałaś do tej decyzji? Masz już na koncie wejścia na ośmiotysięczniki – Everest, Manaslu i Makalu. Himalaje, można powiedzieć, znasz, Karakorum jeszcze nie.

Faktycznie jeszcze nie było mnie w Karakorum. Jak dojrzewałam? Jeszcze kilka miesięcy temu nie byłam wcale zainteresowana K2 zimą. Mówiłam, że raczej nigdzie się nie wybieram. Aż w końcu coś mi pstryknęło w głowie i zapisałam swoje marzenia na kartce. Postanowiłam, że nie będę się ograniczać. W związku z tym napisałam tam: K2 zimą. Dosłownie tydzień później, w połowie października, zobaczyłam, że agencja organizuje zimową wyprawę na K2. Od razu napisałam do nich: “czy wy chcecie tam wejść, czy robicie wyprawę, żeby posiedzieć w bazie?”.

Odpisali, że absolutnie chcą zdobyć szczyt. Powiedziałam im, że skoro deklarują taką motywację i determinację, to ja widzę siebie w składzie tej wyprawy. Od razu poprosiłam o ofertę, porozmawiałam ze sponsorem i później wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko i pomyślnie. Jedna rzecz nakręcała drugą. Po tygodniu okazało się, że mogę potwierdzić swój wyjazd. To się dzieje, to jest rzeczywistość.

Magdalena Gorzkowska zdobyła Makalu na sportowo!

Od pomysłu do potwierdzenia wyjazdu upłynęło kilka dni, lecz te dni przed wyprawą to wielka gonitwa. Dzieje się naprawdę dużo. Szereg decyzji, pytań, również takich bez odpowiedzi. 

To nie jest łatwy temat. Tak, jest dużo pytań, choćby o to jak się tam ubrać? Tego nikt dokładnie nie wie, bo nikogo w historii świata tam jeszcze nie było. Mam wrażenie, że to trochę szykowanie się na lot w kosmos, że próbujemy przewidzieć wszystko, ale do końca nikt nie jest w stanie tego odpowiednio zaplanować. Niektóre rzeczy robimy troszkę po omacku. Projektujemy dla przykładu kombinezon puchowy z uwzględnieniem najdrobniejszych szczegółów. Domyślamy się siły wiatru, ale precyzyjnie nie możemy jej określić. Dlatego musimy zaryzykować, choć nie do końca wiemy, czy kombinezon nie okaże się za ciężki, jednocześnie będąc bardzo ciepłym. Różne decyzje wymagają różnego czasu. Do niektórych dorastam nawet przez kilka tygodni. Przykładowo wybór modelu czekana, jaki powinnam zabrać – musi być ostry, nie może się stępić na lodzie w niskich temperaturach i do tego musi być lekki. Dylematy tego typu mam z każdą jedną rzeczą, którą ze sobą zabieram.

W Polsce mamy pewne doświadczenie ze zdobywaniem K2 zimą. Znawców tematu nie brakuje. Wyczyn ten nabrał wielkiego rozgłosu w 2018 roku za sprawą polskiej wyprawy narodowej. Do tego doszła spektakularna akcja ratunkowa na Nanga Parbat po Elizabeth Revol i Tomasza Mackiewicza. To dodatkowo nagłośniło wyprawę, mimo że ostateczne szczytu zdobyć się nie udało. Rozmawiałaś z uczestnikami tamtej wyprawy?

Mam stały kontakt z trójką z chłopaków. Dużo mi doradzali, dzielą się doświadczeniem. Dali mi ogromną, wiele wartą wiedzę, której bym od nikogo innego nie usłyszała. Oni tam po prostu byli. Sporo zawdzięczam Arturowi Małkowi, Markowi Chmielarskiemu i Piotrkowi Tomali. Opieram się na ich doświadczeniu, na ich sugestiach co do wyboru modeli sprzętu. Korzystam z ich wiedzy i doświadczenia, bo to jest bardzo cenne.

Czym się będzie różniła w Twoim podejściu ta wyprawa od poprzednich? Mówisz w końcu, że szykujesz się zupełnie inaczej.

Wieloma aspektami. Myślę, że warunki atmosferyczne będą absolutnie najgorsze w moim życiu. Tam, przy sprzyjających wiatrach podczas ataku szczytowego, można się spodziewać temperatury -60 stopni. Spodziewam się, że może być nawet -80. Ekstremalnie niska temperatura i skrajnie silny wiatr. Dlatego sprzęt musi być dużo, dużo lepszy. Ja też muszę umieć poruszać się w dużo trudniejszym terenie. Głównie oblodzonym, w bardzo twardym lodzie. Trzeba będzie włożyć w to dużo więcej siły. Każdy krok, każde wbicie raków w taki lód zabiera dużo energii. Zwracam uwagę na siłowe przygotowanie właśnie pod tym kątem.

Nie chcę odpaść z wyprawy tylko dlatego, że coś zawaliłam, bo nie zrobiłam iluś tam treningów. Czuję się mocna fizycznie już w tym momencie. Biorę dwóch Szerpów, choć dotąd chodziłam z jednym. Towarzystwo będzie inne. Dodatkowa osoba to zawsze możliwość jakichś niedomówień czy to w bazie, czy w górze. W górach wysokich często wychodzą problemy natury ludzkiej, pojawiają się pewne różnice kulturowe, w komunikacji międzynarodowej. To zawsze się zdarza. Z Nepalczykami trudno się z dogadać w niektórych aspektach.

Na przykład w czym?

Dziś pytałam ich czy mam kupić konkretny model skarpetek ogrzewanych powerbankami, czy przygotują sobie sami powerbanki. Jeśli nie, to jestem gotowa dla nich to kupić. Na to w odpowiedzi otrzymuję zdjęcie Matterhornu. Momentami nie jest łatwo się z nimi komunikować. Mam nadzieję, że na miejscu to wszystko będzie już wyglądało normalnie.

W bazie czy w górach już nie ma miejsca na brak porozumienia. Miałem honor uczestniczyć w wyprawie na K2 latem. Mam wyobrażenie jak to wygląda. To jest krajobraz księżycowy. Tam jest naprawdę nieprzyjemnie. Oprócz abstrakcyjnie pięknych widoków, tak naprawdę nie jest to przyjazne człowiekowi miejsce. 

Dokładnie.

Muszę przyznać, że strach sobie wyobrazić jak to musi wyglądać zimą. Ciężko, koniec świata, do najbliższej wioski idzie się pięć dni…

Zdaję sobie sprawę, że zimą mało jest trudniejszych miejsc na świecie. Prawdopodobnie nigdzie nie ma tak ciężkich warunków jak właśnie na K2. Dlatego nastawiam się psychicznie, że będzie masakra. Dosłownie wczoraj podczas trekkingu członkowi innej wyprawy wiatr potargał wszystkie namioty, jeszcze zanim dotarł do bazy. Trzeba się tego spodziewać, zabezpieczać i przygotować na najgorsze.

Kiedyś lekkoatletyczna wicemistrzyni świata, dziś zdobywa ośmiotysięczniki. Rozmowa z Magdaleną Gorzkowską

Kiedy ruszasz?

18 grudnia wyruszam z Warszawy, 19 jestem w Pakistanie. Mam nadzieję 21 grudnia ruszyć z Islamabadu w stronę Askole.

Wcześniej musisz jednak dotrzeć do Skardu. To wrota Karakorum, ostatnie cywilizowane miejsce i okazja do ostatnich zakupów. Choć nie łudziłbym się, abyś była w stanie wszystko tam kupić. Sklepów wspinaczkowych tam nie ma, jako takich.

Jadę tam w pełni wyposażona. Co najwyżej będę mogła sobie dokupić tam czekoladę.

Ze Skardu zapewne ruszycie w stronę Askole właśnie, po całym dniu jazdy samochodem ruszycie na trekking. Do bazy to blisko tydzień marszu w górę. Jaki plan potem, po dotarciu pod K2?

Poczekamy na pogodę, która pozwoli nam wyjść z bazy do góry. Potem praca nad założeniem obozów, wyniesieniem do nich depozytów. Później znów oczekiwanie na okno pogodowe, czyli trzy dni stabilnej pogody i w lutym pewnie będzie próba ataku szczytowego.

Do kiedy macie pozwolenie na działalność górską? Pytam nie bez kozery, bo toczy się doktrynalny spór o to, czy w górach najwyższych zima kończy się w lutym, czy w marcu.

Ja nie mam swojej zimy. Zakładamy, że wyprawa skończy się do końca lutego. W takim terminie mam bilet powrotny. Nie chciałabym tam siedzieć do marca.

Polska wyprawa próbowała wchodzić drogą Cessena, ale się z niej wycofali. Pozostały im próby drogą pierwszych zdobywców, czyli Żebrem Abruzzich.

Tą drogą będziemy wchodzić. Trudno powiedzieć, co nas tam czeka. Mam nadzieję, że nie okaże się, że jakiś wielki serak, który by nam zagrażał, wisi nad drogą. Oby warunki nam sprzyjały i pozwoliły wejść na szczyt.

Prawdopodobnie jest to góra zupełnie inna od tych, na których dotąd byłaś. Wymaga faktycznych umiejętności wspinaczkowych. Spotkaliśmy się na ściance Poziom 450 w Sosnowcu. Tutaj budujesz formę i podnosisz kwalifikacje? Jak jeszcze trenujesz?

W sumie od kilku miesięcy regularnie się wspinam, jestem tutaj przynajmniej raz w tygodniu. Jeśli nie na ściance, to na baldach. Mogę powiedzieć, że wspinaczkowo nigdy nie byłam w takiej formie jak teraz. Poprawiłam się i siłowo, i technicznie. Pokonuję takie trudności, które jeszcze kilka miesięcy temu stanowiły dla mnie problemy nie do przejścia. Myślę, że nastąpił spory progres. Jestem spokojna o swoje umiejętności przed tą wyprawą.

Czy na dotychczasowych wyprawach miałaś poczucie, że jakoś brakuje ci przewspinania, doświadczenia typowo wspinaczkowego?

Nie, zupełnie nie było dotąd takiej potrzeby. Jak droga jest cała zaporęczowana, to nigdzie nie trzeba się wspinać. Oprócz może momentów bardzo stromych, oblodzonych. Ale takiej typowej wspinaczki z czekanem nie ma nigdzie. Na K2 mogą być takie elementy, ale jeśli będą liny poręczowe, to typowej klasycznej wspinaczki nie będzie.

Jak jeszcze się przygotowujesz? Widziałem, że morsujesz – pławisz się w zimnych wodach śląskich oceanów.

Przełamanie własnej bariery komfortu na zimno był istotnym punktem przygotowań. Morsuję dlatego że nienawidzę zimna. Stwierdziłam, że muszę się obyć i zaakceptować stan, w którym jest mi bardzo źle. Morsowanie również wprowadziłam do cyklu treningowego i wchodzę do jeziora dwa razy w tygodniu. Udało mi się raz wytrzymać 33 minuty w wodzie po szyję z rękami zanurzonymi. Woda miała 5-6 stopni. Teraz woda jest jeszcze chłodniejsza. Nie zraża mnie to, bo już widzę i czuję dużą poprawę tolerancji na zimno, a na tym bardzo mi zależy. Potrafię się już lżej ubierać mimo mrozu. Nie czuję już tak tego zimna. Morsowanie zadziałało.

Ewelina Ptak, Magdalena Gorzkowska, Justyna Święty, Małgorzata Hołub – srebro HMŚ w sztafecie 4×400. Fot. newspix.pl

Ponieważ biegałaś na światowym poziomie na 400 m i byłaś rezerwową w polskiej sztafecie podczas igrzysk w Londynie 2012, muszę zapytać: jak to przygotowanie sprinterskie przekłada się na to co się dzieje z twoim organizmem w górach? Mówi się, że jesteś bardzo mocna i szybka. 

Nie da się ukryć, że moje ciało jest zaadoptowane do wysiłku. Dlatego nawet jeśli nie trenuję regularnie, szybko wracam do odpowiedniego poziomu dyspozycji. W związku z tym nie muszę trenować dużo, ale mogę powiedzieć, że część obciążeń robię takich samych jak wtedy, gdy jeszcze zawodowo biegałam. Nie ubyło mi tego, cały czas mam to w sobie. Moje ciało zmieniło się fizycznie, przebudowało się. Pojemność płuc powiększyła mi się do prawie sześciu litrów. Mój alergolog twierdzi, że tylko mężczyźni, kolarze czy wioślarze, mają takie płuca jak ja. To wszystko bardzo ułatwia mi działanie w górach najwyższych. Wysokość też nie stwarza mi problemów. Na ostatniej wyprawie na Manaslu dopiero powyżej 7500 m poczułam, że jestem naprawdę wysoko. Wcześniej potrafiłam bardzo szybko chodzić i nie czułam tej wysokości. To też te trzy wcześniejsze wyprawy dały mi pewne doświadczenie. Mój organizm to zapamiętał i ja to czuję na każdej wyprawie, że dobrze sobie radzę z tą wysokością.

Pamiętasz, że te 7500 m na K2 jawi się jako zupełnie co innego. Tam wysokość 7000 m osiągnęli naprawdę nieliczni.

Mnie interesuje szczyt. 7000 m jest po drodze. Nie skupiam się na tym. Natomiast jadę z dużym nastawieniem, aby wejść na wierzchołek.

Jaki masz plan na akcje górskie? Wspinasz się z dodatkowym tlenem w butli?

Na samym ataku szczytowym, w docelowym wyjściu z obozu czwartego na szczyt, dużego obciążenia nie ma. Rzeczywiście wtedy idzie się na lekko, bo w plecaku mam może z pięć kilogramów. Wcześniej plecak waży 10-15 kg. Muszę wszystko wynieść do góry – maty, śpiwory, jedzenie, termos. Każdy tam nosi swoje rzeczy. Raczej nikt mi nie pomoże w noszeniu. Jeśli chodzi o tlen, bardzo bym chciała wejść tam bez dodatkowego tlenu. To sportowe podejście jest mi dużo bliższe. Dwa ostatnie ośmiotysięczniki zdobyłam właśnie w taki sposób. Chciałabym całą Koronę Himalajów i Karakorum zdobyć bez dodatkowego tlenu. Wiem, że spokojnie jestem w stanie to zrobić.

Natomiast zimowe K2 to jest mimo wszystko masakra pogodowa. Będziemy mieli butlę w celach ratunkowych, ale ciężko mi powiedzieć, czy z niej skorzystam. Jeśli będę musiała podjąć decyzję na wysokości ośmiu tysięcy metrów w sytuacji -60 stopni i szacując ryzyko odmrożeń. Tlen będzie na górze, to norma. Musi być ze względów awaryjnych. Myślę, że zdecyduję w trakcie ataku szczytowego. Jeśli będę siebie pewna, to nie skorzystam. Jeśli będzie ryzyko utraty zdrowia i odmrożeń, to zapewne się zdecyduję. Na pewno o tym poinformuję. Po to mamy fotoreportera na wyprawie.

Chciałem właśnie zapytać o skład ekipy. Niedawno Waldemar Kowalewski zaskoczył polskie środowisko tym, że rusza na K2 i mówi o ataku szczytowym. 

Waldemara nie znam osobiście. Życzę mu zdobycia szczytu.

K2 FOT. DARIUSZ URBANOWICZ

To bardzo pozytywna postać. Poznałem go w bazie pod Broad Peakiem. Przemiły jegomość, ciekawe pogawędki w bazie gwarantowane. 

To dobrze, bo w bazie będziemy siedzieć długo. Na pewno okazji do rozmów towarzyskich nie zabraknie. Mój skład to dwóch Szerpów i reporter – Oswald Rodrigo Pereira, który już był pod K2 zimą. Zna te realia, ma doświadczenie, był na kilku wyprawach, na wysokości. Jest dobrze wytrenowany, dlatego właśnie go biorę, bo wiem, że jest ode mnie mocniejszy fizycznie. Muszę mieć mocny skład. Mam nadzieję, że dojdzie ze mną jak najwyżej. Zakładam, że razem wejdziemy na szczyt.

Zdajesz sobie sprawę, co się będzie działo w polskim piekiełku. Nie obawiasz się komentarzy w internecie?

Na wyprawie skupiam się na pracy, na górze. Koncentruję się na zadaniu. Nie mam czasu na internet, brak mi możliwości, by czytać, co tam piszą. Szczerze powiedziawszy, mało mnie to interesuje. W Polsce mamy ekspertów od wszystkiego – równo 38 milionów znawców Himalajów. Każdy Polak był przecież w Himalajach i zna realia. Ja wiem i rozumiem, jakie mamy tendencje w narodzie. Póki co spotykam się z mega pozytywnym odbiorem informacji o wyprawie. Czuję duże wsparcie ze środowiska od  osób, które były również zimą w Himalajach. Nie spotkałam się z żadną osobą, która wypowiadałby się negatywnie. Oczywiście, robiąc coś ponadprzeciętnego zawsze pojawi się hejt. Muszę to olać, bo jakbym się na tym skupiała, niczego w życiu bym nie osiągnęła.

Będziesz tam pierwszy raz. Jak wyglądają twoje przygotowania topograficzne. Znajomość góry z opisów czy fotografii to ważna sprawa, by nie pobłądzić w górze. 

Mam nadzieję, że się nie zgubię, chociaż wrodzonego talentu nawigacyjnego nie mam. Wierzę, że droga będzie na tyle wyporęczowana, a trekking jasny, a chodzić będziemy grupami. Myślę, że się tam nie zgubię. Akurat na to liczę, chociaż zgubiłam się schodząc z Everestu, więc wszystko jest możliwe.

Wróćmy do Szerpów. Powiedz coś o nich.

Pemba Szerpa to jest mój stały partner wspinaczkowy. Człowiek, z którym idę na trzecią górę. Jest sprawdzony, zaufany, lojalny, pracowity. Obyty z górami i doświadczony – był na K2, Evereście chyba z osiem razy. W sumie bodaj na sześciu ośmiotysięcznikach. Mam z nim bardzo dobrą relację, po prostu przyjacielską. Wiem, że mnie nie wystawi, nie zostawi jeśli coś mi się będzie działo. Stawia moje dobro ponad własne. Drugiego nie znam jeszcze osobiście. Musiałam podjąć tę decyzję na odległość. Postawiłam na bardzo doświadczoną osobę, był na K2 i kilku innych ośmiotysięcznikach. Spokojny, mocny fizycznie chłopak. Przyjaciel mojego Szerpy, więc mam nadzieję, że się nie pobiją i nie pokłócą. Rok temu zdobył Everest zimą. Naprawdę mocny zawodnik.

 

 

59. Halowe Mistrzostwa Polski Seniorów. Fot. Newspix.pl

Co jeszcze różni tę wyprawę od twoich poprzednich?

Najwięcej kombinacji i ulepszeń jest ze sprzętem. Przykładowo mam nowo uszyty kombinezon puchowy, z dużo lepszym puchem, o wiele lepszych właściwościach i o wiele większą ilością puchu. Zastosowaliśmy niuanse, ulepszenia typowo pode mnie. Biorę drugi kombinezon, który był już z chłopakami na K2, od Artura Małka. Idealny na atak szczytowy, odporny na wiatr i niskie temperatury. Mam plan A i B. Zabieram nawet kombinezon nurkowy, który został stworzony do bardzo niskich temperatur. Przy wyborze raków brałam pod uwagę oczywiście ich ciężar, stop metalu i jego reakcję na silne mrozy. Każda rzecz jest przeze mnie mocno analizowana. Uprząż jest ultralekka i szybko odpinana. Z każdą rzeczą obchodzę się jak z jajkiem. Mam kombinezon, który jest obszyty włóknami elektrycznymi i będzie mnie grzał dzięki energii z powerbanków. Mam nadzieję, że w skrajnej sytuacji, kiedy będzie bardzo zimno, to mi pomoże. Nie wyobrażam sobie nie mieć takiego wsparcia. Głupio byłoby się wycofać, bo zapomniałam jakiegoś ubrania na taką wyprawę. Sprzętowo jestem bardzo mocno przygotowana.

Podczas zimowej wyprawy na K2 sprawdziła się budowa igloo. To rozwiązanie, które rozważacie, czy pozostajecie przy namiotach?

Myślę, że to wyjdzie w praniu. Wiem, że igloo jest bardziej korzystne jeśli chodzi o komfort termiczny. Natomiast to wiąże się z ogromnym nakładem energii, który by trzeba włożyć w budowę. Zobaczymy, jakie będą warunki śniegowe. Możemy sobie wszystko zaplanować, a na miejscu okaże się, że śniegu nie ma, jest sam lód i nie da się zbudować igloo. Będziemy podejmować takie decyzje na miejscu. Jeśli będę miała energię, czas i chęci, może zorganizuję ekipę do budowy igloo.

Zabierasz zatyczki do uszu?

Zawsze biorę. Tam bardzo mocno wieje i panuje ciągły hałas.

Z tego co słyszałem, ma się tam wrażenie, że śpi się przy torowisku, tuż obok pędzących pociągów.

Tam zawsze jest głośno i trzeba o to zadbać, bo przez ten hałas można się wcale nie wysypiać. Zatyczki są obowiązkowe.

Co jeszcze masz przy sobie, co trzeba zabrać, bo harcerska finka i zapałki, nie do końca musiałyby się sprawdzić?

Przy sobie zawsze mam żele do jedzenia, taka szybka energia. Pod kombinezonem będę miała bukłak z piciem, bo inaczej zamarznie. Ja już mam to doświadczenie, bo żele zamarzają i można przez to nic nie zjeść. Na Evereście zamarzł mi termos i przez dobę nic nie piłam. Teraz mam najlepszy termos na świecie, powinien dać radę do -40 stopni. Mam przy sobie leki. Mam astmę i bez leków mogłabym się udusić. Plus lekarstwa na chorobę wysokościową, na niewydolność płuc, na obrzęk mózgu… Na odmrożenia mam ten lek, który uratował Revol przed utratą palców. Apteczka musi być dobrze dopracowana. Nie jadę tam, by stracić zdrowie na tej górze.

Czego ci życzyć przed wyprawą?

Okna pogodowego, szczęścia i powrotu cała i zdrowa.

Boisz się?

Może troszkę się boję, ale to raczej ekscytacja. Bardzo się cieszę, że tam pojadę, że nabędę te doświadczenia. To coś unikalnego, niesamowitego wręcz w skali świata. Niezależnie od wszystkiego warto w tym uczestniczyć. To wyjątkowy moment w dziejach podbojów wysokogórskich. Myślę, że ktoś stanie tej zimy na K2.

Rozmawiał
DARIUSZ URBANOWICZ


Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
andrzej
andrzej
5 miesięcy temu

Czytając ten wywiad to mam wrażenie że ona chyba myśli że te poręczówki to kur*a elfy rozwiaszają. Cyrk turystyki himalajskiej przeniósł się pod zimowe k2

Kasia
Kasia
5 miesięcy temu

biedna dziewczyna nawet nie wie że K2 leży w Karakorum a nie w Himalajach, więc o czym my w ogóle rozmawiamy

Kazimierz
Kazimierz
5 miesięcy temu

Czytalem ostatnio o pauperyzacji Tatr a tu taki kwiatuszek – w Karakorum na K2 zimą !!! wybiera się turystka wysokogórska.
Dawniej nasi starzy mistrzowie z lat 80 byli kompletnymi wspinaczami – sportowymi, skalnym, alpejskimi a Himalaje to był niejako kolejny stopień wtajemniczenia w rzemiosło wspinaczkowe. Dziś była lekkoatletka ze sponsorem uważa że jest w stanie pominąć te wszystkie szczeble w drabinie. Radziłbym zacząć od sekcji wspinaczkowe na ściance bo mi byłoby wstyd przed kamerami ciorać na wędce. Z taternickim pozdrowieniem.

Znafca Himalaizmu nr 37.999.999
Znafca Himalaizmu nr 37.999.999
5 miesięcy temu
Odpowiedz  Kazimierz

Od dawna wiadomo, że w tej chwili agencje są w stanie każdego zdrowego człowieka postawić na Evereście. K2 to nie Everest. Biorąc pod uwagę liczbę uczestników agencja SST skasowała kilka milionów za to wejście. Super łatwe pieniądze, biorąc pod uwagę fakt jak szybko w warunkach zimowych ta wyprawa się uszczupli. Patrząc za nazwiska osób biorących udział tylko kilka osób ma realne szanse na atak szczytowy. I teraz pytanie. Ta pani mówi o wyporęczowaniu tras. Kto to zrobi? No przecież nie ona. Jaka będzie jej zasługa w wejściu na szczyt, że weszła pięćdziesiąta? Nie ważne, bo i tak nie wejdzie. W… Czytaj więcej »

Aktualności

Kalendarz imprez