Magda Stysiak. Materiał na wielką gwiazdę, który już świeci jasno

Magda Stysiak. Materiał na wielką gwiazdę, który już świeci jasno

Już kilka sezonów temu mówiło się, że jest wielkim talentem. Dziś nie ma jeszcze 19 lat, a już stała się jedną z ważniejszych postaci polskiej kadry siatkarek i walczy o medal mistrzostw Europy. W kolejnym sezonie zagra we włoskiej lidze, jednej z najmocniejszych na świecie. Wielu porównuje ją do Małgorzaty Glinki. Magda Stysiak to po prostu ogromny talent, który może zamienić się w jeszcze większą gwiazdę.

Talent kontra kolana

Czasem bywa tak, że utalentowani zawodnicy czy zawodniczki przechodzą do seniorów niezauważeni przez juniorskie kadry. Zapytajcie Michała Kubiaka, on mógłby wam coś o tym powiedzieć. Z Magdą Stysiak tak jednak nie było. Zdolną młodą dziewczynę wypatrzono bardzo szybko. Już w wieku 15 lat wyjechała z rodzinnych stron (pochodzi spod Wielunia, miasta, w którym urodził się Mariusz Wlazły) i trafiła do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Równocześnie dostawała powołania do reprezentacji kadetek, a potem juniorek.

Co ciekawe grała wówczas jako środkowa, na tę pozycję najbardziej „pasowała” warunkami fizycznymi. Już wówczas była bardzo wysoka, choć wzrost sprawiał jej problemy. Nie rosła bowiem w regularnym tempie, wręcz przeciwnie. Jakoś na przełomie szkoły podstawowej i gimnazjum nagle doszło jej dobrze ponad 20 centymetrów. To wywołało problemy z kolanami, w końcu miała nawet przejść operację. Tej jednak udało się uniknąć.

– Mój manager [Roberto Mogentalne, mąż Małgorzaty Glinki – przyp. red.] zabrał mnie na badania do Włoch, do prywatnego lekarza, który opiekował się także Małgorzatą Glinką i dzięki niemu zostałam wyleczona. W Polsce miałam później tylko usuwane zwapnienia w kolanach za pomocą salwy uderzeniowej. Szczęśliwie obyło się więc bez poważnej operacji. W Policach zaoferowano mi pomoc, stąd też zdecydowałam się grać w Chemiku Police – mówiła Magda serwisowi siatka.org dwa lata temu.

Tego, że wzrost to nie tylko korzyść, ale i problemy, Stysiak jest świadoma. Często powtarza, że problemy z kolanami będą zapewne nieodłączną częścią jej kariery. Zresztą nie tylko z nimi, zdarzało jej się łapać również inne urazy. Kiedyś przez pół roku nie grała z powodu zmęczeniowego złamania biodra. Innym razem męczyła się z kostką. A, jak mówi nam Milena Sadurek, była rozgrywająca reprezentacji Polski, w siatkówce kobiet wszystko zmierza coraz bardziej ku stronie siłowej. Więc różnych urazów też może być więcej.

Gdyby jakiś się przypałętał – czego Magdzie nie życzymy – Stysiak ma jednak kogoś, komu może czynić wyrzuty. Chodzi o jej brata. To on bowiem, jako pierwszy w rodzinie, zaczął trenować siatkówkę. Siostra poszła jego śladem, bo ten ją na to namawiał i często powtarzał, że to świetny sport. Grać zaczęła w wieku 11 lat. Niespełna osiem później już jest gwiazdą naszej kadry. Brat? Choć starszy, to został nieco z tyłu. Talent ma jednak – podobno – duży. Być może więc za niedługo i jego grę w biało-czerwonych barwach będziemy oklaskiwać. Też zresztą występuje na ataku, a wzrostem przebija nawet Magdę – ma 208 centymetrów.

Osiągnięciami, przynajmniej na ten moment, wygrywa jednak siostra. I to nie tylko tymi z ostatnich lat i seniorskich rozgrywek. Medale zdobywała już jako juniorka. We wrześniu 2018 roku – niemal równo rok temu – została brązową medalistką mistrzostw Europy do lat 19, będąc liderką kadry i regularnie przekraczając poziom 20 zdobytych punktów na mecz. Została zresztą wybrana najlepszą atakującą imprezy.

– Jestem przeszczęśliwa – mówiła niedługo po turnieju portalowi wiescipolickie.pl – Jako pojedynczy sukces brąz z mistrzostw jest najcenniejszy. Naszym celem było przyjechać do Albanii i grać najlepszą siatkówkę. Nikt nie mówił o medalach czy zwycięstwach, po prostu skupiałyśmy się na sobie. Cichym celem było wejście do czwórki, ale raczej nikt nie chciał o tym otwarcie mówić. Po wyjściu z grupy apetyt urósł. Była duża szansa na awans do finału i wydaje mi się, że zabrakło nam naprawdę niewiele. Czy jestem motorem napędowym zespołu? Nie, to chyba za dużo powiedziane. Jestem atakującą, trafia do mnie dużo piłek. Jednak bez zespołu nie miałabym okazji grać skutecznie. Najlepiej idzie nam, kiedy atak rozkłada się na kilka zawodniczek. Mi jest łatwiej, a i zespół wygląda korzystniej.

Wspomnieliśmy już, że Magda Stysiak za młodu grała jako środkowa. Na pozycję atakującej przestawił ją dopiero Grzegorz Wagner, gdy trafiła do Szczyrku. To okazało się strzałem w dziesiątkę. Wzrost Magdy, w połączeniu z jej wyskokiem, dawał świetne efekty. Mogła atakować piłki niedostępne dla wielu innych zawodniczek i punktować dokładnie tak, jak robiła to na albańskiej imprezie. W pewnym momencie jednak stwierdzono, że mogłaby się sprawdzić i gdzie indziej.

Przyjęcie

– Magda na przyjęcie przeszła przez to, że w reprezentacji chciano wykorzystać jej atuty, a nie było możliwości, by zagrała w innym miejscu. Prawy atak zajmuje bowiem Malwina Smarzek, która jest liderką naszej kadry. Więc trzeba było przestawić Magdę, nawet mając świadomość, że przyjęcie mocno u niej kuleje – mówi Milena Sadurek.

W teorii Stysiak na przyjęcie nadaje się… średnio. Bo przy jej wzroście problemem jest koordynacja, odpowiednie ustawienie do piłki, często lecącej tuż nad parkietem. Do tego to dla niej pozycja stosunkowo nowa. Choć nie do końca. Grywała na niej już w młodzieżowych reprezentacjach (a przez chwilę nawet na… rozegraniu, ze względu na wspomniane problemy z kolanami). Wśród kadetek wystawiał ją tak choćby trener Ireneusz Waleczek. Równocześnie w klubie prezentowała się jako atakująca.

– Sam fakt, że w Młodej Lidze gram na ataku, a w kadrze jako przyjmująca czyni mnie bardziej wszechstronną zawodniczką, w razie potrzeby mogę łatwo zmienić pozycję. Poza tym zgrywanie się raz z jednym zespołem, raz z drugim, pozwala też podnosić swoje umiejętności, wynosić z gry w każdym z nich coś nowego. Oczywiście wzrost czasem utrudnia przyjęcia. (uśmiech) Aczkolwiek ja nie zganiam na to własnych błędów. Po prostu staram się najbardziej, jak tylko mogę, pomóc drużynie. Nigdy nie jest tak, że wszystko wychodzi tak, jakby się chciało. […] Gra na przyjęciu wiąże się z większą odpowiedzialnością. Trzeba, często zaraz po odbiorze, przygotować się i skończyć atak. Na ataku jedynym zadaniem jest to, aby tę piłkę skończyć. Obie pozycje są na pewno bardzo ważne dla funkcjonowania zespołu i ja się w takiej roli czuję dobrze – mówiła wówczas na łamach siatka.org.

Oczywiście, gdy już trafiła do seniorskiej rywalizacji, grała zwykle jako atakująca. Ale że w przeszłości potrafiła zaprezentować się jako przyjmująca, to trener Jacek Nawrocki uznał, że warto sprawdzić, ile Magda jeszcze z tego pamięta. Okazało się, że całkiem sporo, więc eksperyment kontynuowano. Dziś okazuje się, że warto było, bo Stysiak wyrasta na jedną z liderek kadry. A gdy tego potrzebuje, to w przyjęciu po prostu dostaje odpowiednią pomoc, jak mówi nam Piotr Makowski, były selekcjoner kadry siatkarek.

– Rzeczywiście, w elemencie przyjęcia Magda może być nieco gorsza. Choć ta koordynacja, mimo wzrostu, jest już u niej dobra, a może być jeszcze lepsza. […] W kadrze trener Nawrocki konsekwentnie stawia ją na pozycji z przyjęciem. Cały świat idzie jednak w takim kierunku. Fajnie byłoby, jakby przyjmowała bardzo dobrze, ale nawet jeśli wykonuje to nie najlepiej, to obok są dwie zawodniczki – Natalia Mędrzyk czy Martyna Grajber – będące zawodniczkami bardziej defensywnymi, mające zabezpieczyć to przyjęcie. Są też przecież Maria Stenzel czy Paulina Maj, grające jako libero. One, odpowiednio się ustawiając, zostawiają Magdzie wąski pasek. Myślę jednak, że i ona będzie w tym elemencie lepsza z roku na rok. Ważne, by grała tak też w lidze włoskiej. Choć tam, z tego, co się orientuję, może być wystawiana jako atakująca.

Bo faktycznie, mówi się, że Magda na południe Europy poleci właśnie po to, by wzmocnić atak. A skoro już o ten temat zahaczyliśmy, to może i my wybierzemy się do Scandicci?

Włochy

Scandicci to urocza miejscowość, położona niedaleko Florencji, w samym sercu Toskanii. Urzeka swym klimatem, zabytkami i jednym z lepszych klubów siatkarskich we Włoszech. Pallavolo Scandicci oficjalnie – od nazwy sponsora – zwane Savino Del Bene Volley Scandicci kojarzyć mogą ci bardziej zaangażowani fani siatkówki. Z dwóch powodów. Po pierwsze w sezonie 2013/14 grała tam Iga Chojnacka, przyczyniając się do awansu ekipy do Serie A1, najwyższej włoskiej klasy rozgrywkowej. Drugi powód jest bardziej oczywisty – w ostatnich dwóch latach siatkarki ze Scandicci kończyły sezon na ligowym podium. Dwa lata temu były drugie, w zeszłym roku trzecie.

Magda Stysiak trafi więc do jednego z najlepszych klubów na świecie. – Ten transfer to potwierdzenie jej talentu – mówi Piotr Makowski. – Wszystko się składa w tym kierunku. Choć i w Policach, i w Budowlanych stawiano na Magdę, dawano jej sporo kredytu zaufania. Magda z tego korzysta, miejmy nadzieję, że we Włoszech też go trochę dostanie. – Na to faktycznie można liczyć. Bo w Scandicci pokazali, że potrafią oprzeć swą grę na zawodniczce młodej, ale utalentowanej. Przez ostatnie dwa sezony grała tam bowiem Isabelle Haak, dziś już dwudziestoletnia, która zawładnęła Serie A1.

– Na Isabelle stawiano nie bez podstaw – przypomina Milena Sadurek. – Wzięto ją przecież z ligi francuskiej, gdzie była najlepszą atakującą i punktującą tamtejszych rozgrywek. Szybko ten talent wyłapano, sprowadzono ją do Scandicci po dobrym sezonie, nie wynaleziono znikąd. We Włoszech potwierdziła tylko swój talent i dobrą dyspozycję. Można było być pod wrażeniem jej gry, jak na swój wiek prezentowała się bardzo dojrzale. Magda w zespole nie będzie miała łatwo, bo jej rywalką do miejsca w składzie zostanie najprawdopodobniej (o ile Magda faktycznie będzie tam atakującą) Lonneke Slöetjes [jedna z najlepszych atakujących świata, trzykrotna mistrzyni Turcji, dwukrotna zwyciężczyni Ligi Mistrzyń – przyp. red.]. A to duże wyzwanie, konkurować z taką zawodniczką. Ale sezon zweryfikuje, może Magda ostatecznie skończy na przyjęciu.

Z drugiej strony, co oczywiste, od takiej zawodniczki Polka może się sporo nauczyć. Poza tym z pewnością swoje szanse dostanie. Czy to w meczach ze słabszymi rywalkami, czy z tymi lepszymi, by choć na moment odciążyć znakomitą Holenderkę. Tu też atutem może okazać się to, że grać na przyjęciu potrafi. I może faktycznie, jak wspominała Sadurek, ostatecznie to tam będzie otrzymywać swoje szanse. Z pewnością nie narzekałby na to trener Nawrocki. Z drugiej strony zapytać można: czy na ten wyjazd aby nie za wcześnie?

Nie, ja jestem za tym, żeby zawodniczki jak najszybciej wyjeżdżały do tych najlepszych lig. W Polsce nie będą się rozwijać, tylko stać w miejscu albo wręcz cofać. Różnica między polską a włoską ligą, to jest jak różnica między Fiatem a Ferrari, mniej więcej. Dla mnie to najlepsza liga na świecie – mówi Milena Sadurek, która sama poznała smak gry we Włoszech. I dodaje: – Boję się jedynie o fizykę Magdy, w Polsce mocno ją oszczędzano. Jeżeli coś ją bolało, to na treningach pewnych elementów nie wykonywała. We Włoszech nikt na takie rzeczy nie patrzy – jesteś słaba, to do widzenia. Tego się obawiam. Ale jeżeli chodzi o sportowe aspekty, to będzie to dla niej świetna rzecz. Nauka płynąca od starszych, najlepszych zawodniczek, które będzie miała wokół siebie, będzie bezcenna. Zobaczy, jak zachowują się najlepsi sportowcy, wygrywający mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie. W ataku na pewno może nauczyć się takiej mądrości, nabierze większego wachlarzu rozwiązań.

O tym, że ten wachlarz we Włoszech jest potrzebny, przekonała się choćby Malwina Smarzek. Bo i jej początkowo trudno było się odnaleźć, gdy zawodniczki broniły nagle takie piłki, które w Polsce spokojnie kończyłyby się punktem. W Serie A1 broni się bowiem znakomicie. Zresztą robi to każda zawodniczka, więc nawet jeśli Magda Stysiak nie będzie grać na przyjęciu, to w obronie i tak popracuje.

Co do samego przejścia na południe Europy  – Magda ma jeszcze jeden, dodatkowy atut. Bo o jej aklimatyzację można by się obawiać, skoro kiedyś – gdy grała jeszcze w Policach – mówiła, że najtrudniej jest jej przebywać z dala od rodziny. A teraz wyjeżdża przecież jeszcze dalej. Na szczęście nie będzie tam sama. Zawodniczką Scandicci od nowego sezonu będzie również Agnieszka Kąkolewska, która zresztą we Włoszech spędziła już jeden rok.

– Na pewno dobrze mieć obok kogoś, kto mówi w danym języku i pomoże z porozumieniem się na początku. Magda pewnie już uczy się języka, ale początki będą trudne. A ktoś taki, kogo zna z reprezentacji, spędza z tą osobą sporo czasu, będzie bardzo pomocny. Znając charakter Agnieszki, to jest to dziewczyna, która na pewno będzie chciała pomóc w aklimatyzacji – twierdzi Piotr Makowski. A na pytanie, czy jego zdaniem Magda stanie się wyróżniającą postacią we włoskiej lidze, odpowiada: – Chciałbym, żeby tak było. Czy jednak na pewno tak się stanie, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jeśli trenerzy we Włoszech uznają, że zawodniczka jest lepsza od konkurującej na tej samej pozycji, to na pewno nikt nie będzie trzymał jej na ławce. Choć to będzie dla Magdy bardzo trudne zadanie, ale nie niewykonalne.

Różne interpretacje

Na szczęście transfer do Włoch przebiegł bezproblemowo. Bo pisząc o Magdzie Stysiak nie sposób nie wspomnieć o poprzednim – gdy w środku sezonu z Polic przeniosła się do Łodzi. To sprawa, którą żyła cała polska siatkówka i która, jak to określano, mogłaby być dla niej „dramatem”. Bo istniało realne zagrożenie, że jeden z naszych największych talentów przez dłuższy czas nie wyjdzie na parkiet.

Przejdziemy przez to szybko i w dość dużym skrócie, dobrze? Bo gdybyśmy chcieli się rozpisać, moglibyśmy stworzyć tekst wyłącznie o tym. W całej tej sprawie poszło o to, że pierwszą umowę z Chemikiem za Stysiak podpisali jej rodzice. Młoda zawodniczka miała wtedy 15 lat, sama po prostu nie mogła tego zrobić. Umowa była zawarta podobno na okres trzech lat z możliwością przedłużenia o dwa. Podobno, bo klub twierdził, że była ona pięcioletnia.

Nie zgadzała się z tym Magda i jej otoczenie. Zgodnie uznali oni, że kontrakt jest nieważny od momentu, gdy Stysiak ukończyła osiemnaście lat. Swoją drogą po urodzinach – bez ważnej umowy – rozegrała jeszcze trzy mecze, czego w teorii nie powinna móc zrobić. Ale to już inna sprawa, Stysiak chciała być miła i wesprzeć klub, więc pograła. Inaczej było jednak w trakcie negocjacji. Magda, widząc, że klub nie zgadza się z jej propozycjami dotyczącymi umowy (sama twierdziła, że nie poszło o pieniądze, a inne kwestie), po prostu postanowiła z niego odejść. Chemik nie chciał jej jednak na to pozwolić.

– To nie tak, że nie chcę grać w Chemiku, ale nie dogadałam się z prezesem w sprawie nowego kontraktu. To najlepszy polski klub, któremu bardzo dużo zawdzięczam, pracuje tam jeden z najlepszych trenerów w naszej lidze, jest wypłacalny. Uważam jednak, że skoro prezes nie był zainteresowany moim pozostaniem, to już teraz opuściłam Police – mówiła wówczas „Wyborczej” Stysiak.

Sprawa trafiła więc do wyższych instancji – Polskiej Ligi Siatkówki i sądu. Zgodnie ustaliły one, że – wbrew obawom kibiców – Magda nie powinna zostać ukarana w żaden sposób, a co dopiero zawieszeniem. I to była najważniejsza wiadomość, bo przecież gdyby nie mogła grać przez pół roku, cierpiałaby nie tylko ona, ale i kadra. Już wtedy mówiło się bowiem, że zajmuje miejsce w planach Jacka Nawrockiego na ten sezon. Kolejne orzeczenie było dla Stysiak jeszcze lepsze. PLS stwierdziła, że Magda miała prawo odejść i może reprezentować barwy dowolnie wybranego przez siebie klubu.

W ten sposób trafiła do ekipy Budowlanych Łódź, której bardzo zależało na jej pozyskaniu. Choćby na pół roku. A jej zależało, by tam grać, bo raz że to również jedna z czołowych polskich ekip, a dwa że miała z Łodzi stosunkowo blisko do domu. Zresztą w barwach Budowlanych wystąpiła już kilka godzin po ogłoszeniu ostatecznej decyzji, wydanej przez Sąd Odwoławczy PZPS. Powtarzała wówczas, że jest zadowolona z tego, że trafiła do tego klubu. Ostatecznie jej krótka przygoda z łódzką ekipą potoczyła się nieźle, choć nieco przeszkodziły urazy. A szkoda, bo chciano tam na nią stawiać w roli przyjmującej. Być może gdyby była zdrowa, już teraz wskoczyłaby na tej pozycji na wyższy poziom.

Dokładnie tak, jak jej największa idolka.

Czy z tej gliny będzie druga Glinka?

Nazwisko Małgorzaty Glinki-Mogentale przewinęło się w tym tekście już kilkukrotnie. Sama Magda nigdy nie kryła, że to właśnie ta siatkarka jest jej idolką. – Staram się być taka jak ona. W moim wieku też była rzucana po różnych pozycjach. Warto się nauczyć czegoś innego i myślę, że to będzie dla mnie dobre. […] Zaczynałam na ataku, to była fajna pozycja, ale teraz warto się uczyć i wykonać krok dalej, spróbować – mówiła na przykład “Wyborczej”.

Cieszyć na pewno mogą ją więc rzucane z wielu stron porównania. Bo najczęściej przyrównuje się ją właśnie do Małgorzaty Glinki. Dwie pozycje, na których gra, to jedna rzecz. Do tego należy doliczyć szybkie przejście do seniorskiej siatkówki, nawet szybszy od idolki wyjazd do Włoch (Glinka trafiła tam w wieku 21 lat) czy samą grę – bezkompromisową, na wysokim poziomie w tak młodym wieku. A Stysiak przecież – w porównaniu do Glinki – ma jeden wielki atut. Dosłownie. Jest o ponad 10 centymetrów wyższa. Czy jednak takie porównania są w tym momencie już uzasadnione? Postanowiliśmy o to zapytać.

– Magda to czysty talent. Nieco podobny do Gośki Glinki, która w tym wieku również decydowała o grze swojego klubu czy reprezentacji. Niedawno nawet rozmawiałem z Magdą Śliwą i ona też mówiła, że Stysiak przypomina jej Gosię z lat młodzieńczych. To chyba rzeczywiście dobre porównanie, choć pod względem osiągnięć trudno w tej chwili Magdę porównywać, bo ona stoi dopiero na początku swej kariery. Trzymam kciuki, by osiągnęła podobne sukcesy, jak Gosia – mówi Piotr Makowski. Nieco inne zdanie ma jednak Milena Sadurek. – Na razie jeszcze nie można ich porównywać, co najwyżej parametry czy wzrost. Gosię znamy jako wielką zawodniczkę, która dużo wygrała. Magda dopiero zaczyna karierę. Jeżeli za 10 lat Magda wygra tyle, co Gosia, to wtedy będzie można je porównywać. Na razie Magda ma przed sobą jeszcze sporo pracy, choćby nad swoim ciałem – Gosia miała bardzo atletyczną budowę, była umięśniona, sporo i dobrze pracowała na siłowni. Magda musi się jeszcze poprawić, wzmocnić ciało, żeby było gotowe do dużego wysiłku fizycznego. Mam nadzieję, że we Włoszech to zrobi.

Zauważcie jednak, że choć wyrażane są wątpliwości, co do porównań, to nikt nie mówi, że „Magda nigdy nie będzie na poziomie Małgorzaty Glinki”. Wręcz przeciwnie. Założenie jest takie, że to się jak najbardziej może stać. Stysiak ma do tego znakomite warunki, spory talent i jeszcze coś. Bo choć Piotr Makowski mówi, że każdy element swej gry młoda Polka może jeszcze poprawić (co jednak, jak podkreśla, jest jej atutem, w każdej chwili może stać się przez to lepsza), to charakterologicznie już teraz jest stworzona do siatkówki.

– Co jest jej mocną stroną? Myślę, że przede wszystkim mentalność. Widać, że to dziewczyna, która się nie spala. Oczywiście, popełnia drobne błędy – czasem pomyli się w ataku czy zagra w siatkę, ale nie przeżywa tego, nie robi problemu. Już w następnej akcji daje radę. Jeśli chodzi o ten element charakterologiczny, to głowę ma na dobrym poziomie. A będzie pewnie jeszcze mocniejsza, gdy zbierze kolejne doświadczenia z kadry czy klubu – mówi.

I faktycznie, Magda w każdym kolejnym meczu kadry imponuje swym podejściem. Milena Sadurek dodaje, że to często cechuje młode zawodniczki – one nie kalkulują, po prostu robią swoje. To ta słynna „młodzieńcza fantazja” w wydaniu siatkarskim. Trzeba zaatakować? Okej, zaatakuję, dajcie mi piłkę. Stysiak robiła to choćby w niedawnym meczu ze Słowenkami, gdy weszła na samą końcówkę seta, zdobyła dwa punkty i zapewniła Polsce wygraną w partii. Wcześniej też miewała jednak znakomite mecze – choćby z Belgijkami w Lidze Narodów, gdy popisywała się w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Potem mówiła, że to był prawdopodobnie najlepszy mecz w jej życiu.

Nic dziwnego, że radość z obecności Magdy w zespole, wyrażała jego absolutna liderka, Malwina Smarzek. Cieszyć może się też Jacek Nawrocki, który Stysiak zaufał, a ta znakomicie się mu za to odwdzięcza. Zresztą nie tylko na boisku, ale i w wywiadach. Bo i tam prezentuje się jako zawodniczka dojrzała ponad swój wiek. Często powtarza, że nie uważa się za wielką zawodniczkę, ale ciężką pracą chce stać się jedną z najlepszych na świecie. I uważa, że jest w stanie to zrobić. Faza pucharowa mistrzostw Europy i występy w lidze włoskiej będą jej kolejnymi egzaminami dojrzałości.

Kolejnymi, bo pierwsze zdawała w polskiej lidze i w polskiej szkole – w maju tego roku podchodziła przecież do matury. Mówiła, że poszło dobrze. Oby podobnie było dziś z Hiszpanią i w kolejnych występach w biało-czerwonych barwach.

Sponsorem Polskiej Siatkówki jest PKN ORLEN.

 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez