Łzy Igi Świątek, uśmiech Pauli Badosy. Polka odpadła z turnieju olimpijskiego

Łzy Igi Świątek, uśmiech Pauli Badosy. Polka odpadła z turnieju olimpijskiego

“Został mikst” – właśnie to musimy sobie powiedzieć po dzisiejszym spotkaniu. Iga Świątek przegrała w II rundzie singla z Paulą Badosą i o medal może powalczyć już tylko w parze z Łukaszem Kubotem. To jednak nie tak, że Polka grała dziś słabo – rywalka po prostu była lepsza. Hiszpanka rozegrała znakomity mecz i wygrała w pełni zasłużenie. Iga pewnie to przepracuje, zrozumie. Choć jeszcze kilka minut po meczu targały nią emocje, więc siedziała na ławeczce na korcie i płakała w ręcznik. A i nam przez to oczy się lekko zaszkliły. 

Uwaga, pułapka

Wielu wybiegało już myślami do ćwierćfinału, gdzie Iga miała opcjonalnie zmierzyć się z Naomi Osaką. Widzieli Japonkę jako największą przeszkodę na drodze Świątek do strefy medalowej. Jasne, na papierze tak to właśnie wyglądało, Naomi faktycznie była najgroźniejsza i jest wielką faworytką całego turnieju. Tyle że warto było zwrócić uwagę na to, co czeka Igę wcześniej. Bo Paula Badosa rozgrywała do tej pory znakomity sezon. Po raz pierwszy w karierze została triumfatorką turnieju WTA. Po raz pierwszy doszła do wielkoszlemowego ćwierćfinału. Po raz pierwszy awansowała do najlepszej “30” rankingu. Po raz pierwszy zaliczyła półfinał imprezy WTA 1000. I tak dalej, sporo tych “pierwszych” jeszcze by się znalazło.

Hiszpanka mówiła jakiś czas temu, że nie chce, by kojarzono ją wyłącznie z mączką, na której – jak zresztą większość jej rodaków oraz rodaczek – radzi sobie najlepiej. I faktycznie, jest na dobrej drodze do tego, by chociaż w Polsce myślano o niej jako o zawodniczce uniwersalnej. Na trawie Wimbledonu w III rundzie pokonała Magdę Linette, a dziś – na olimpijskich kortach twardych – wygrała z Igą Świątek. Kto wie, czy i Naomi Osace, jeśli obie się spotkają, nie sprawi problemów. Na pewno ma bowiem warunki do tego, by to zrobić.

Badosa to przede wszystkim potężny serwis, którym ustawia sobie wymiany. Do tego dokłada mocny forehand, zdolny naruszyć każdą rywalkę. Iga przekonała się dziś o tym wielokrotnie. Hiszpanka nie jest jednak zawodniczką jednowymiarową, bardzo dobrze potrafi się bronić i przechodzić z defensywy do ataku skutecznymi kontrami. Nieźle też returnuje, jeśli więc serwuje się stosunkowo słabo – a Iga dziś miała z serwisem spore problemy – trzeba się liczyć z tym, że jednym uderzeniem będzie mogła ustawić wymiany i zyskiwać sobie break pointy.

To wszystko, niestety, Badosa dziś zaprezentowała na korcie.

Scenariusz się powtarzał

Dwukrotnie Iga szybko Hiszpankę przełamywała. Dwukrotnie traciła potem własny serwis. Raz przegrała seta po kolejnym przełamaniu, raz doszło do tie-breaka, w którym jednak lepsza również okazała się Badosa. Trudno grało się dziś z Paulą, głównie dlatego, że ta operowała niesamowicie szybką piłką. Przez to Iga z czasem bywała spóźniona. W końcu zaczęła się też denerwować i to było widać. Wiele jej prostych zagrań było niedokładnych, serwis funkcjonował słabo (celność pierwszego podania kręciła się w okolicach 50%, przy czym wiele z trafionych nie było dla Badosy groźnych), a do tego zdarzało jej się źle wybierać – czy to kierunek, czy rodzaj zagarnia.

Wydawało się, że bała się przy tym siatki. Podchodziła do niej rzadko, choć okazji miała wiele, a gdy już się tam znajdowała, nie grała najlepiej, mimo że przecież potrafi to robić, co pokazywała wielokrotnie w deblu. Swoją drogą można tu zarzucić jedno Idze – aczkolwiek to cecha, która przyjdzie wraz z kolejnymi meczami i zbieranym doświadczeniem – że nie potrafi zmienić taktyki, reagując na to, co robi rywalka. Trzyma się swojej gry, która niekoniecznie przynosi efekty, licząc, że w końcu mecz się odwróci. Dziś się nie odwrócił. Choć, patrząc na całokształt, to nie był wcale zły mecz Polki, bo ta przecież do końca walczyła.

Tyle że Badosa rozegrała spotkanie znakomite.

Miała odpowiedź właściwie na wszystko. Iga dużą część wymian musiała najpierw rozprowadzić kilkoma zagraniami, a dopiero potem wykończyć. Z czasem zaczęła też zdawać sobie sprawę z tego, że musi być niezwykle precyzyjna, przez co momentami… chciała być aż za bardzo. I pojawiały się błędy, wyrzucone minimalnie piłki. Raz, w kluczowym momencie II seta, uratował ją challenge, gdy piłka zahaczyła o linię może nawet niecałym milimetrem swojej średnicy. W innych sytuacjach jednak challenge nie mógł pomóc. Swoją drogą Świątek i tak pokazywała, że technicznie jest wyszkolona znakomicie, bo często to techniką wyprowadzenia zagrań nadrabiała braki w swoim złym ustawieniu. A te, znów o tym napiszmy, zdawały się wynikać z niepewności, trudności w podejmowaniu decyzji, wobec świetnej gry rywalki.

Badosa za to jakby się nie denerwowała. Gdy w tie-breaku przy stanie 5:3 serwowała, nie wyszedł jej pierwszy serwis. Po chwili jednak dołożyła punkt asem. Iga obroniła jeszcze jedną piłkę meczową, ale przy następnej wyrzuciła backhand. I mecz się skończył. Przy siatce obie długo się ściskały, Hiszpanka pocieszała Polkę. Ta jeszcze zdobyła się na lekki uśmiech, ale gdy usiadła na ławce, od razu zapłakała. Wcześniej wielokrotnie mówiła, że igrzyska dużo da niej znaczą, że chciałaby zaprezentować się z jak najlepszej strony, powalczyć, może nawet o medal. Dziś się nie udało i dobrych kilka minut trwało, zanim oderwała ręcznik, którym się zasłoniła, od twarzy.

W tym czasie Paula Badosa zeszła już z kortu. Z uśmiechem. Trzeba przyznać, że solidnie dziś na niego zapracowała.

To jeszcze nie koniec

Iga dostanie jeszcze jedną szansę – w turnieju miksta, gdzie wystąpi wraz z Łukaszem Kubotem, który zresztą też przeżył już na tych igrzyskach porażkę, bo wraz z Hubertem Hurkaczem został wyeliminowany w I rundzie gry deblowej. Wydaje się zresztą, że spora może być jego rola w tym, by Iga przeszła nad przegraną do porządku dziennego. Owszem, Świątek ma swój sztab (Daria Abramowicz pojawiła się zresztą na korcie i tam rozmawiała z Igą po jej dzisiejszej porażce), ale gdyby zobaczyła, że Łukasz wierzy w jej możliwości i szanse na zdobycie medalu, mogłoby ją to nakręcić.

– Stan naprawdę podniósł mnie po tym, jak przegrałem w singlu. Naprawdę wierzyłem, że zdobędę tam medal, a nie udało mi się. Zaraz po tym meczu musiałem rozegrać spotkanie w deblu. Stan cały czas powtarzał: „To jest to, dawaj, zróbmy to!”. To był dla nas wielki tydzień – mówił Roger Federer o igrzyskach w Pekinie, gdy sensacyjnie odpadł z rozgrywek singla, ale potem Stan Wawrinka nakręcał go na turniej debla. I Szwajcarzy go wygrali. A przecież Federer to wielki mistrz, człowiek, którego – wydawałoby się – nie trzeba tak podbudowywać. Gdyby jednak nie Wawrinka, może nie miałby swojego jedynego olimpijskiego złota.

Liczymy więc, że Łukasz Kubot zmotywuje Igę w podobny sposób na miksta i nasza polska para skutecznie w nim powalczy. Gdyby jednak im się nie udało, to cóż… w przypadku Świątek nic się nie stało. Iga jest przecież młoda, przed nią – nie wątpimy w to – jeszcze kilka igrzysk. Z całą pewnością da nam na nich jeszcze sporo radości.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez