Lilly King i Julia Jefimowa. Zimna wojna na basenach

Lilly King i Julia Jefimowa. Zimna wojna na basenach

Julia Jefimowa przez lata była jedną z czołowych pływaczek świata. Jest nią zresztą do dziś, ale od 2013 roku towarzyszy jej zszargana reputacja. Po tym, jak Rosjankę dwukrotnie przyłapano na stosowaniu dopingu (ale tylko raz z tego powodu dłużej pauzowała), stała się “personą non grata” w pływackim środowisku. Wielu miało o niej złe zdanie, ale Lilly King nie bała się go wyrazić. Podczas igrzysk w Rio de Janeiro najpierw skrytykowała rywalkę, a potem pokonała w bezpośredniej rywalizacji na basenie, ogłaszając, że zatriumfował czysty sport.

Od tamtej imprezy minęły lata, napięcie między zawodniczkami nie jest już tak widoczne. Pewne jest jednak to, że w Tokio znowu się spotkają. To jedna z tych rywalizacji, których nie chcemy przegapić. Jefimowa stanie przed okazją do rewanżu, a King po raz kolejny do pokonania Rosjanki, którą otwarcie nazywa “dopingowiczką”.

Powtórka z rozrywki

Lilly King nigdy nie bała się mówić tego, co myśli. Nawet jako nastolatka, dopiero debiutująca na wielkiej scenie, miała jasne zdanie na temat dopingowiczów. Nie uważała, że powinni wchodzić do tego samego basenu co ona. “Trashtalku” nie unikała zresztą w stosunku do jakichkolwiek rywalek. Nie unika do dziś.

– Zawsze byłam po prostu sobą i szczerze nie obchodziło mnie to, co myślą o mnie inni ludzie – mówiła w czerwcu Amerykanka. Tłumaczyła się tym samym ze słów, że na igrzyskach w Tokio jej rodaczki mogą zgarnąć wszystkie medale w indywidualnych konkurencjach. Co z jasnych powodów nie zostało wszędzie odebrane pozytywnie.

W przeszłości za odważnymi wypowiedziami King wielokrotnie jednak szły czyny. To specjalistka od stylu klasycznego, siedmiokrotna mistrzyni świata, a także dwukrotna mistrzyni olimpijska z igrzysk w Rio de Janeiro.

Na tej imprezie świat usłyszał jednak nie tylko o jej wynikach, ale rywalizacji z Julią Jefimową. Rywalizacji, która swoją kontynuację będzie miała również na igrzyskach w Tokio.

Tak się nie robi!

Żeby zrozumieć całą historię, należałoby skrótowo przywołać karierę Julii Jefimowej. Rosjanka pierwsze sukcesy zaczęła osiągać w okolicach 2009 roku. Błysnęła na mistrzostwach Rosji, niedługo potem pobiła swój pierwszy rekord świata, na 50 metrów klasykiem. W kolejnych latach oczywiście utrzymywała formę, zdobywała medale, jeden przywiozła z igrzysk w Londynie.

Pod koniec 2013 roku wpadła jednak na teście dopingowym. Okazało się, że brała niedozwolone hormony. Światowe organizacje obeszły się z nią stosunkowo łagodnie – została zdyskwalifikowana na 16 miesięcy, a także odebrano jej cztery rekordy globu oraz medale, jakie zdobyła podczas mistrzostw Europy na krótkim basenie w 2013 roku.

Jefimowa w oczach wielu już była skreślona. Sama mogła tylko skupić się na pływaniu i postarać się odbudować swoją reputację. Ale w marcu 2016 roku znowu zrobiło się o niej głośno. Niestety, z wiadomych powodów. W jej organizmie znaleziono meldonium. Wydawało się zatem jasne jak słońce, że po raz drugi na imprezie olimpijskiej się nie pojawi. Szczególnie że świat sportu w międzyczasie dowiedział się o systemowym dopingu, który panował w rosyjskiej federacji.

Na dosłownie kilka dni przed imprezą w Rio de Janeiro okazało się jednak, że… Jefimowa na niej wystartuje. Podobno nie udało się ustalić pewnych szczegółów, co uniemożliwiało zawieszenie pływaczki na dłuższy okres. – Jadę na igrzyska! Nie mogłabym być bardziej dumna i odczuwać większej ulgi – pisała na Instagramie.

Na igrzyskach nie pojawiła się ze skuloną głową, nie zamierzała pokazywać skruchy. Wręcz przeciwnie. Po swoim pierwszym wyścigu, eliminacjach na 100 metrów klasykiem, uniosła wskazujący palec w górę, jakby sugerując, że jest numerem jeden. Że na baseny wróciła najlepsza zawodniczka świata. Takie zachowanie nie spodobało się jej rywalkom, w tym Lilly King.

Kamery zarejestrowały, jak Amerykanka ogląda wyścig z udziałem Jefimowej, a potem… również macha palcem, tylko że w kierunku ekranu. Nie było w tym żadnej ustawki. Nie wiedziała, że jest nagrywana, że ktokolwiek ją widzi, ale i tak nie potrafiła nie odpowiedzieć Rosjance. – Trzęsiesz tym palcem, bo wygrałaś, choć zostałaś złapana na stosowaniu dopingu. Nie podoba mi się to – dodawała potem King.

Co się stało w kolejnych dniach? Niektórzy odpowiedzieliby: dobro zwyciężyło. W półfinałach dwójka faworytek do złota osiągnęła podobny czas (King była szybsza od Jefimowej o dwie setne), ale już w finale Amerykanka odniosła pewne zwycięstwo. Mogła cieszyć się ze złota, jak i również uzyskania olimpijskiego rekordu.

A potem dolała oliwy do ognia. – To wspaniałe zdobyć złoty medal i być “czystym” sportowcem – powiedziała już po wyścigu. A na pytanie, czy uważa, że ludzie złapani wcześniej na dopingu powinni być w jakiejkolwiek kadrze, odpowiedziała: “nie”. Jakby uderzając również w swoich rodaków, choćby Justina Gatlina, który również dopuszczał się swego czasu dopingu.

Przerzucanie się argumentami

Po finale Jefimowa i King nie patrzyły się w swoją stronę, mimo tego, że pływały na sąsiednich torach. Nie podały sobie ręki, nie pogratulowały. Kiedy zwyciężczyni złotego medalu mówiła o czystym sporcie, Rosjanka rozpłakała się przy dziennikarzach. – Nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się wyspałam. Ostatnie tygodnie były po prostu straszne. Chciałam wygrać i udowodnić krytykom, że się mylą. Jestem smutna, bo mi się nie udało, wiele osób na mnie liczyło – mówiła.

Jefimowa tłumaczyła, że nie byłoby wokół niej takiego zamieszania, gdyby nie fakt, że jest Rosjanką. Nic według niej nie zmieniało to, że od paru lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych i w ojczyźnie nie spędzała wiele czasu. Mało komu zbierało się jednak na współczucie. Przeciwko zawodniczce “Sbornej” stanął m.in. Michael Phelps, który powiedział, że należałoby rozwiązać problem dopingowiczów.

Co również istotne w całym zamieszaniu: Jefimowa nie była jedyną pływaczką, jedynym sportowcem, którego kiedyś przyłapano na dopingu, a w czasie imprezy w 2016 roku zdobył medal. Liczby zresztą naprawdę robiły wrażenia. Aż 31 spośród 120 uczestników tamtych igrzysk przyłapanych wcześniej na dopingu stanęło na podium.

Sprawa Jefimowej była jednak bez wątpienia jedną z najgłośniejszych. I trudno się temu dziwić, skoro przekroczenia przepisów dopuściła się dwukrotnie, w tym na kilka miesięcy przed igrzyskami.

Oczywiście – pływaczka otrzymała pewne wsparcie. Choć przede wszystkim ze strony rosyjskich mediów. Te uznały, że najlepszą obroną jest atak i zwróciły uwagę na “bańki”, jakie pojawiły się na ciele Phelpsa. Efekty, które dawało ich “stawianie”, miały przypominać te osiągane po stosowaniu meldonium. Czyli dopingu, z którym polubiła się Jefimowa czy też – na przykład – Maria Szarapowa.

Emocje opadły, ale znowu mogą wrócić

Rok po igrzyskach w Rio emocje zdążyły opaść. Choć Rosjanka wciąż od czasu do czasu wracała do rywalizacji z King (albo inaczej – była o to pytana przez dziennikarzy i nie unikała odpowiedzi). Oto co mówiła o uniesionym w górze palcu: – Tak naprawdę ten gesty wykonuje wielu sportowców. Widzieliśmy to przecież dużo razy. Ale kiedy ja go zrobię, to od razu wszystkich denerwuje. To było bardziej dla zabawy, żeby wywołać presję, zainteresować media. Chciałam odpalić jakieś “fajerwerki”.

Po tym, jak Amerykanka znowu pokonała swoją rywalkę na mistrzostwach świata w 2017 roku, żadne gesty się nie pojawiły. Zawodniczki podały sobie rękę, pogratulowały (z inicjatywy Jefimowej). Potem stały razem na podium, uśmiechając się z medalem w ręce. Było chłodno, ale wiadomo, nie mogło być inaczej. I cóż, podczas igrzysk w Tokio prawdopodobnie dojdzie do ponownego starcia dwóch żabkarek.

Mimo upływu lat obie są w końcu w bardzo dobrej formie. King podczas Olympic Trials (amerykańskich kwalifikacji do IO) wywalczyła olimpijskie przepustki na dwóch dystansach – 100 i 200 metrów stylem klasycznym. Pokonała po drodze 17-letnią Lydię Jacoby, która była drugą na setkę. To odróżnia ją od Jefimowej, która, w kwietniu, dwukrotnie musiała uznać wyższość innej nastoletniej sensacji, Jewgieni Czikunowej. Szesnastolatka okazała się lepsza od swojej doświadczonej koleżanki z kadry zarówno na 100, jak i 200 metrów. Szkopuł w tym, że o ile w pierwszej z tych konkurencji Jefimowa finiszowała tuż za nią, to w drugiej przegrała też z Mariją Temnikową.

Wyszło więc na to, że, jeśli chodzi o wyścigi indywidualne, Jefimowa popłynie w Tokio w tylko jednym. Ba, jeszcze kilka miesięcy temu można było przypuszczać, że mieszkająca w USA Rosjanka w ogóle nie włączy się do walki o medale. Te przypuszczenia zmieniły jednak niedawne, majowe, mistrzostwa Europy w Budapeszcie. Podczas nich 29-latka znowu błyszczała formą. Zdobyła jeden medal w sztafecie i dwa indywidualne, a także raz minęła się z podium, finiszując czwarta. I co też istotne – ani razu nie przegrała z koleżankami z kadry.

Udowodniła tym samym, że gdyby rosyjskie kwalifikacje przypadły na maj, nie kwiecień, nie miałaby problemu, aby uzyskać upragnioną kwalifikację na 200 metrów. Czemu upragnioną? Bo choć świat zapamiętał ją z rywalizacji na setkę z King, dwukrotnie dłuższy dystans aż trzykrotnie przynosił jej w przeszłości tytuły mistrzyni świata.

Włoszka “zepsuje” zabawę?

Trudno mieć wątpliwości, że na ten moment mocniejsza wydaje się King. Przynajmniej jeśli chodzi o ściganie na dystansie dwóch długości basenu. Amerykanka w czerwcu popisała się czasem 1:04.79, o ponad półtorej sekundy lepszym od tego Jefimowej z ME. Z drugiej strony – startowała w późniejszej fazie sezonu, bliższej igrzysk, stąd jej naprawdę wysoka forma nie mogła dziwić.

Wiele scenariuszy jest możliwych. Skoro Jefimowa była czwarta na ME, niewykluczone, że w Tokio nie awansuje nawet do finału. Ale gdyby już po występie w eliminacjach, po osiągnięciu świetnego czasu, znalazłaby się w gronie faworytek do złota, nikt nie byłby specjalnie zdziwiony. Oczywiście, po najcenniejsze laury nie muszą wcale sięgnąć Amerykanka albo Rosjanka. Możliwe, że pogodzi ich choćby pływaczka urodzona w… 2005 roku. Tak, wiemy, brzmi to niewiarygodnie. Z szesnastoletnią Benedettą Pilato trzeba jednak naprawdę się liczyć.

Wystarczy przypomnieć, że podczas ME w Budapeszcie Włoszka… pobiła rekord świata. Co prawda na dystansie 50 metrów klasykiem, czyli w konkurencji nieolimpijskiej, co nie jest bez znaczenia. W Tokio pojawi się w końcu tylko w wyścigu na setkę, ale z drugiej strony – czemu miałaby nie powalczyć o medal? Historia pokazuje, że akurat styl klasyczny w przeszłości szczególnie promował nastoletnich mistrzów. W 1992 roku złoty medal igrzysk zdobyła japońska żabkarka Kyoko Iwasaki, która tuż przed igrzyskami skończyła…. 14 lat. Natomiast w Atlancie dwa srebra wywalczyła 15-letnia Amanda Beard.

Postać młodej Pilato zatem dodaje jeszcze więcej kolorytu rywalizacji żabkarek w Tokio. Nie zdziwimy się jednak, jeśli oczy sportowego świata znowu skierują się przede wszystkim w stronę Rosjanki i Amerykanki. Dwóch zawodniczek, które – jesteśmy pewni – wciąż mają sobie coś do udowodnienia.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
serio?
serio?
10 dni temu

Nie publikujecie komentarzy? Weszlacka cenzura….

serio?
serio?
10 dni temu

Komentarza nie ma ale błąd w tekście poprawiony. Nie ma za co…

Aktualności

Kalendarz imprez