Leżymy i kwiczymy. Co się stało z polskimi sportami walki?

Leżymy i kwiczymy. Co się stało z polskimi sportami walki?

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma rzekami, polscy wojownicy zdobyli na igrzyskach olimpijskich worek medali. Czego tam nie było! Do zdobyczy dorzucili się fenomenalni bokserzy, których zazdrościł nam cały świat, swoje dołożyli niesamowici zapaśnicy, nie zawiedli także szermierze, którzy wywalczyli medale nie tylko indywidualnie, ale także w drużynie, ba, nawet judocy z powodzeniem wzięli udział w wyprawie po złoto! Niestety, to co kiedyś było rzeczywistością niemal każdych igrzysk, dziś brzmi już tylko jak bajka dla małych dzieci. Co się stało z polskimi sportami walki? Czemu dyscypliny, które przynosiły nam naprawdę worki medali, teraz przynoszą głównie wstyd i zażenowanie? I czy są jakiekolwiek szanse, że coś się w tej sprawie zmieni i horror znów stanie się bajką?

Żeby nie być gołosłownym, na początek garść liczb. Do sportów walki w programie olimpijskim zaliczane są boks, zapasy, judo, szermierka, taekwondo, a od Tokio także karate. W sumie w wyżej wymienionych dyscyplinach polscy olimpijczycy zdobyli 99 medali, czyli – naprawdę dużo. Problem w tym, że to wszystko dawno i nieprawda. Rzut oka na pięć ostatnich igrzysk (Sydney, Ateny, Pekin, Londyn i Rio de Janeiro) mówi wszystko – to nie jest przejściowy kryzys, czy drobne kłopoty. Inaczej mówiąc: tu nie chodzi o wysypkę, biegunkę, czy skręconą kostkę. Nasz pacjent ma zaawansowany nowotwór, rozległy zawał serca i do tego przetrącony kręgosłup. Lekarze jeszcze walczą, ale po pierwsze ich metody są mocno kontrowersyjne i średnio skuteczne, a po drugie – pacjent niezbyt współpracuje i nie bierze zapisanych leków.

Od Amsterdamu do Helsinek: 5 medali

Od pierwszego polskiego medalu olimpijskiego w sportach walki minęło już ponad 90 lat. Na igrzyskach w Amsterdamie na trzecim stopniu podium stanęli Tadeusz Friedrich, Kazimierz Laskowski, Aleksander Małecki, Adam Papée, Władysław Segda i Jerzy Zabielski, czyli nasza drużyna szablistów.

Panowie poszli za ciosem, bo w nieco zmienionym składzie (Friedrich, Papée, Segda, Marian Suski, Leszek Lubicz-Nycz) wywalczyli także brąz cztery lata później w Los Angeles. Na następnych igrzyskach, w 1936 roku, byli bardzo blisko kolejnego medalu, rywalizację zakończyli jednak na miejscu 4. Co warte podkreślenia, igrzyska w Berlinie to ostatnie zawody, w których reprezentanci Polski w sportach walki ani razu nie stanęli na podium.

Pierwsze igrzyska po wojnie odbyły się w Londynie. Polskę reprezentowało zaledwie 37 sportowców, którym udało się wywalczyć jeden medal. Co ważne: był to pierwszy w historii medal polskiego boksera, bo na najniższym stopniu podium stanął Aleksy Antkiewicz. Pięściarz z Trójmiasta, podobnie jak szabliści, poszedł za ciosem i cztery lata później w Helsinkach zdobył srebro. W fińskiej stolicy miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie dla historii polskich sportów walki: Zygmunt Chychła został pierwszym polskim mistrzem olimpijskim w boksie (i w sportach walki w ogóle).

Od Melbourne do Monachium: 41 medali

Igrzyska w Melbourne były pierwszymi na których do koszyczka wpadły więcej niż dwa medale. Brąz wywalczyli bokserzy Henryk Niedźwiedzki i Zbigniew Pietrzykowski, a srebro drużyna szablistów: Marian Kuszewski, Zygmunt Pawlas, Jerzy Pawłowski, Andrzej Piątkowski, Wojciech Zabłocki i Ryszard Zub. A potem – poszło już z górki i sporty walki zaczęły przynosić medale wręcz hurtowo.

Z Rzymu, Tokio, Meksyku i Monachium bokserzy za każdym razem wracali z workiem medali. W sumie było to sześć złotych, siedem srebrnych i aż dziesięć brązowych. Z czterech igrzysk! Jakby tego było mało, trzy brązowe medale w tym okresie dołożyli zapaśnicy, cztery złote, dwa srebrne i brązowy dołożyli szermierze, a do gry włączyli się także judocy. W 1972 roku w Monachium pierwszy w historii dyscypliny olimpijski medal (srebro) wywalczył Antoni Zajkowski.

W sumie dwudziestolecie 56-76 dało biało-czerwonym w sportach walki 41 medali, w tym 10 złotych, 13 srebrnych i 18 brązowych, średnio ponad osiem miejsc na podium na każdych igrzyskach. Biorąc pod uwagę dorobek polskich sportowców (nie tylko ze sporów walki) w ostatnich latach – totalne science-fiction.

Od Montrealu do Atlanty: 46 medali

Jeśli myśleliście, że lata 1956-76 były dobre, to zapraszamy do kolejnych dwóch dekad. W Montrealu było dziewięć medali (w tym dwa złote), ale nasi dopiero się rozkręcali. Prawdziwe żniwa przyszły cztery lata później, w Moskwie. Oczywiście, tam konkurencja była mniejsza, bo imprezę zbojkowotwało kilkadziesiąt krajów, z USA, Chinami i Niemcami na czele. Faktem jednak jest, że 16 medali (7 w zapasach, 5 w boksie, 3 w szermierce i 1 w judo) robi kolosalne wrażenie.

Po ośmiu latach w Seulu wpadło 10 medali, w tym dwa złote. Szczególnie ważne było złoto Waldemara Legienia – pierwsze w historii polskiego judo. Brąz w boksie zdobyło czterech Polaków, w tym Andrzej Gołota, który w półfinale był faworytem, ale doznał kontuzji łuku brwiowego, która uniemożliwiła mu kontynuowanie walki.

Igrzyska w Barcelonie były nieco gorsze dla polskich sportów walki. Waldemar Legień obronił tytuł mistrza olimpijskiego w judo, dwa wicemistrzostwa dołożyli zapaśnicy, brąz drużyna florecistów. Ostatni medal to Wojciech Bartnik, który sięgnął po brąz w boksie. Wtedy w środowisku załamywano ręce, że tak złego wyniku polskiego pięściarstwa nie było od ponad 40 lat. Historia pokazała, że był to tylko początek katastrofy, bo od Barcelony medalu jak nie było, tak nie ma…

W Atlancie błysnęli zapaśnicy: Andrzej Wroński, Ryszard Wolny i Włodzimierz Zawadzki zdobyli złote medale, Jacek Fafiński sięgnął po srebro, a Józef Tracz po brąz. Niesamowity Paweł Nastula w wielkim stylu zdobył złoto w judo (poniżej jego kolekcja medali), a jego koleżanka z kadry Aneta Szczepańska wywalczyła srebro.

Medale Pawła Nastuli

W sumie pięć igrzysk w Montrealu, Moskwie, Seulu, Barcelonie i Atlancie przyniosły Polsce 46 medali (9 złotych, 16 srebrnych i 23 brązowe), czyli średnio ponad 9 na jedne zawody. Dziś niewiele więcej wynosi zdobycz całej reprezentacji…

Od Sydney do Rio: 6 medali

Sydney, Ateny, Pekin, Londyn i Rio de Janeiro to już upadek polskich sportów walki. Od medalu Pawła Nastuli żaden z judoków nie stanął na podium. O bokserach już była mowa. Zapaśnicy? Z Chin, Wielkiej Brytanii i Brazylii przywieźli po jednym brązowym krążku, podobnie wygląda dorobek szermierzy (drużynowe srebro w 2000 i 2008 oraz brąz Sylwii Gruchały w 2004). I… tyle.

Pięć kolejnych igrzysk olimpijskich i raptem sześć medali: dwa srebrne w drużynie i cztery brązowe indywidualnie. Średnia: 1,2 medalu na zawody, czyli – biorąc pod uwagę to, co było wcześniej – dramat w pięciu aktach. A najgorsze jest nawet nie to, że medali nie ma, tylko to, że nie ma tu mowy o przypadku.

Boks: dziewczyny, ratujcie!

Wojciech Bartnik, wspomniany ostatni medalista olimpijski w boksie: – Przecież to, że czekamy na ten medal już 27 lat, to jest jakiś dramat, tragedia polskiego pięściarstwa. Największym problemem jest to, że na wszystko brakuje pieniędzy. Kiedy ja boksowałem, miałem zapewnioną pensję, plus dostawałem dodatkowe kwoty za występy w lidze. Może luksusów nie było, ale na wszystko starczało. Dziś ligi nie ma, młodzi zawodnicy mają poważny problem z tym, żeby utrzymać się z boksu. Z tego, co wiem, większość medalistów mistrzostw Polski, zamiast skupić się tylko na boksie, musi pracować zawodowo. Trudno oczekiwać wyników, kiedy zawodnicy zamiast spędzać czas na sali treningowej, stoją na bramkach w dyskotekach, czy pracują jako ochroniarze – mówi Bartnik i dodaje:

Kiedy myślę o sytuacji polskiego boksu, to chce mi się płakać, łzy same mi się cisną do oczu. Trzeba coś z tym zrobić, trzeba przełamać tę klątwę, bo nasza piękna dyscyplina nie zasługuje na taką posuchę.

Siedem złotych medali, osiem srebrnych i dwadzieścia pięć brązowych to piękny dorobek. Problem w tym, że licznik zatrzymał się w Barcelonie. Czy są szanse na to, że w Tokio coś się zmieni? Niestety, wśród panów szału nie ma. Światełkiem w tunelu jest reprezentacja kobiet. Karolina Łukasik-Koszewska z niedawnych igrzysk europejskich wróciła ze złotym medalem, Elżbieta Wójcik i Sandra Drabik z brązowymi. Przed nimi turnieje kwalifikacyjne i szansa na wyjazd do Japonii. Droga do medalu jeszcze daleka, ale w teorii – są pewne szanse.

Judo: trenerzy są najmądrzejsi i nikogo nie słuchają

Znacznie gorzej sytuacja wygląda w judo. Ostatnim polskim medalistą w tej dyscyplinie jest Paweł Nastula, mistrz sprzed 23 lat.

Dramat. Trochę niezręcznie mi o tym mówić, bo ja chciałem pomóc polskiemu judo, zaangażowałem się, ale zostałem odrzucony. Może stąd problemy? Byli mistrzowie, którzy przecież mają jakąś wiedzę i coś osiągnęli, nie są doceniani, tylko pomijani. Jeśli spojrzymy na naszych medalistów olimpijskich, mistrzostw świata i Europy, to przy kadrze, przy prowadzeniu zajęć z naszymi młodymi zawodnikami, nie ma nikogo… To jest przyczyna kłopotów. Jak to u nas: Polak jest najmądrzejszy, wszystko sam wie najlepiej. Po co trenerzy mają słuchać kogoś, kto zdobywał medale na największych imprezach, skoro mają przekonanie, że sami wiedzą lepiej. Inna sprawa, że świat nam uciekł w szkoleniu – żali się Nastula. – Polskiemu judo potrzeba odpowiednich ludzi i trenerów, mądrych, doświadczonych, którzy wiedzą, co robią i idą w odpowiednim kierunku. Niestety, muszę powiedzieć, że od dłuższego czasu u nas sprawy nie zmierzają w dobrym kierunku. Mnie krew zalewa, kiedy widzę na powołaniach trenerów, którzy byli już 20 lat temu i już wielokrotnie byli przy kadrze i ją niszczyli. A teraz nadal się znajdują na listach wyjazdowych na obozy czy zawody. To jest chore. Dopóki tego się nie wytnie, nasze judo nigdy się nie podniesie. Problemem są tak zwane leśne dziadki…

Szermierka: jak utrzymać rodzinę za tysiąc złotych?

Polska szermierka na medal olimpijski czeka od Pekinu. Po klęsce w Londynie dramatyczną sytuację dyscypliny próbował wyjaśniać Michał Morys, kierownik polskiej drużyny. – Kiepskie wyniki nie biorą się z tego, że w Londynie pada deszcz. W naszej dyscyplinie nie ma wystarczającej ilości pieniędzy, związek nie ma możliwości finansowania wszystkiego samodzielnie, a władze lokalne często wcale nie pomagają. Pieniędzy brakuje przede wszystkim dla trenerów. Ja jestem wykładowcą na warszawskim AWF. Siedmiu na dziesięciu absolwentów nie chce pracować w zawodzie, bo jak mają utrzymać rodzinę za tysiąc złotych? Polscy szkoleniowcy wyjeżdżają zatem do innych krajów. Paweł Kantorski poprowadził właśnie Egipt do pierwszego medalu w historii ich szermierki, a jest tam dopiero trzy lata. To dowód, że można, i że błędy są w naszym systemie, a nie braku odpowiednich ludzi – tłumaczył na łamach natemat.pl.

Perspektywy na Tokio? Drużyna szpadzistek właśnie zdobyła mistrzostwo Europy, pierwsze od dziewięciu lat. Po zawodach awansowały na drugie miejsce w światowym rankingu. Potem niestety przegrała mistrzostwa świata i plasuje się na pozycji trzeciej. Jeśli do końca marca nie wypadną z pierwszej czwórki, zapewnią sobie olimpijską przepustkę.

Zapasy: stranieri na ratunek

Zapaśnicy po nieudanych igrzyskach w Sydney i Atenach, wrócili do gry. Wprawdzie z Pekinu, Londynu i Rio przywieźli po zaledwie jednym medalu, ale to i tak najlepszy dorobek któregokolwiek ze sportów walki. W środowisku nikt jednak nie skacze z radości, bo kryzys dyscypliny jest widoczny gołym okiem. Na ostatnich mistrzostwach świata honor reprezentacji Polski uratował naturalizowany Gruzin, Gework Sahakian (brąz w stylu klasycznym, waga 67 kg). Na tegorocznych mistrzostwach Europy też szału nie było. Trzy medale (dwa srebrne i brąz) to także w dwóch trzecich dorobek stranierich (Sahakian i Magomedurad Gadżijew oraz Zbigniew Baranowski).

O tym, że z zapasów ciężko wyżyć, mówił wprost Damian Janikowski, czyli największa brązowy medalista igrzysk w Londynie. Po raz ostatni na macie pojawił się w wieku 25 lat, na mistrzostwach świata wojskowych (srebro). Na igrzyska w Rio się nie zakwalifikował (zabrakło jednego miejsca na mistrzostwach świata), po czym podpisał kontrakt z KSW.

W Rio de Janeiro honor polskich zapasów uratowała Monika Michalik, która w stylu wolnym (63 kg) wywalczyła brąz. W stylu klasycznym Polska nie miała w Brazylii ani jednego reprezentanta, a przecież 20 z 26 medali olimpijskich w zapasach zdobyli właśnie klasycy.

– To dla nas coś niewiarygodnego, że nie mamy żadnego klasyka na igrzyska w Rio. Masakra

– komentował na gorąco Andrzej Supron, wicemistrz z Moskwy.

Podsumowując: polskiej olimpijskiej potęgi w sportach walki już dawno nie ma. Medale wpadają sporadycznie i są raczej wynikiem charakteru i ciężkiej pracy zawodników, czasem zbiegu szczęśliwych okoliczności, czy „dniem konia” niż systemu szkolenia w poszczególnych związkach. Co do samych związków – trudno nawet wskazać jedną przyczynę problemów. Tu raczej chodzi o pogłębiający się z roku na rok kryzys, braki w związkowej kasie, nieumiejętność znalezienia sponsorów, błędy w szkoleniu i tak dalej, i tak dalej.

Niech nikogo nie zdziwi, jeśli w Tokio będziemy mieli pierwsze od 84 lat igrzyska, na których Polska nie zdobędzie w sportach walki ani jednego medalu. Przypomnijmy, że w 1996 w Atlancie wywalczyła ich aż osiem, czyli o zaledwie trzy mniej niż cała reprezentacja w Rio de Janeiro. To najlepszy dowód na to, jak szybko postępuje ta choroba. Ten pacjent naprawdę jest w ciężkim stanie i lekarze pomału tracą nadzieję.

JAN CIOSEK


Aktualności

Kalendarz imprez