Lewandowski: cztery mityngi halowe, a mistrzostwa świata? Zobaczymy…

Lewandowski: cztery mityngi halowe, a mistrzostwa świata? Zobaczymy…

Start Marcina Lewandowskiego w Halowych Mistrzostwach Świata w Nanjing zależy od… formy. Jeśli rezultaty uzyskane na mityngach potwierdzą wysoką dyspozycję i szanse walki o medale, Marcin do Chin poleci.

Marcin Lewandowski po najlepszym sezonie w karierze został doceniony przez kibiców, których głosy dały mu dziewiąte miejsce w 85. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Roku. Nagrodę odebrał od najlepszego skoczka wzwyż w historii polskiej lekkoatletyki Jacka Wszoły. To pierwszy “Bal Mistrzów Sportu” medalisty mistrzostw świata:

W tym czasie zawsze byłem na obozach treningowych. Chociaż moja grupa treningowa już jest w RPA, jednak postanowiłem opóźnić wylot o trzy dni i przyjechać na Bal Mistrzów Sportu. Nie ma co się oszukiwać, czasu jest coraz mniej… Chciałem tu być, przeżyć tę imprezę. Wcześniej zdarzało się, że otrzymywałem zaproszenia kiedy miałem lepsze sezony, ale nie szło to nigdy w parze. Tym razem postanowiłem zmienić cykl, stwierdziłem, że trzy dni mniej na obozie wcale mi nie zaszkodzi. Chciałem się spotkać z ludźmi, zawodnikami, przyjaciółmi, kibicami. A myślę, że okazja nadarzyła się wyjątkowa, bo rok 2019 był najlepszy w mojej karierze: pięć razy biłem rekord Polski, obroniłem trzeci raz z rzędu tytuł halowego mistrza Europy na 1500 m, w końcu wymarzony, długo oczekiwany medal mistrzostw świata na otwartym stadionie. Sezon rewelacyjny.

Marzyło mi się, by wygrać plebiscyt, ale nie ma to większego znaczenia. Fakt, jestem sportowcem i zawsze walczę na najwyższa trofea. Rozumiem, że głosowali kibice i nie miałem na to większego wpływu. Moich głosów wystarczyło na dziewiąte miejsce. Cieszę się z tego bardzo i czuję zaszczycony, bo wystarczy zobaczyć jakie grono znalazło się w czołowej dziesiątce i kogo w ogóle nominowano… To wielkie osiągnięcie, ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Stawiałem na Roberta Lewandowskiego, raz że nazwisko zobowiązuje, a dwa – co ten gość robi na murawie! To się w głowie nie mieści. Kibicuję mu z całego serca. Powiem jedno, zawsze myślałem, że jestem profesjonalistą, ale kiedy patrzę na niego, widzę że jestem amatorem…

Kilka dni temu rozpoczął się rok olimpijski. Na pewno start w igrzyskach to cel nadrzędny, jedna zima w wykonaniu lekkoatletów kojarzy się ze startami pod dachem:

Jeśli chodzi o igrzyska olimpijskie, to nie wybiegam za bardzo wprzód. Trener ma zaznaczone terminy w kalendarzu, a ja tymczasem myślę o sezonie halowym. Planuję starty w czterech mityngach w Europie. Mam potwierdzone starty – w Duesseldorfie, “mój” mityng ORLEN Copernicus Cup w Toruniu, potem Glasgow i Lievin we Francji. Ten start najprawdopodobniej skończy mój sezon halowy. Tam się jednak sprawdzę moją formę, przekonam się na czym stoję. Jeśli okaże się, że stać mnie na rekord Polski, pewnie pojadę na mistrzostwa świata. Nie mam jakiegoś szczególnego ciśnienia, bo cel jest tylko jeden: Tokio 2020 i wszystko temu podporządkowuję.

Dłuższy niż zwykle sezon letni 2019 roku wymusił nieco inny tryb przygotowań i Marcin szybciej wszedł na obroty:

Miesiąc spędziłem w Kenii, gdzie naprawdę mocno trenowałem. Bardzo ciężki obóz. Nie byłem do końca gotowy na takie obciążenia, a od razu zostałem rzucony na głęboką wodę. Biegałem tam na wysokości 2400 m nad poziomem morza. Dodatkowym aspektem jest ukształtowanie terenu, bo ciągle jest z górki, albo pod górkę. Przepracowałem to zgrupowanie solidnie, jakoś “przerzeźbiłem”. Umierałem tam praktycznie każdego dnia. To co boli mnie na tym etapie treningu, będzie mniej bolało później. Teraz będzie już dużo łatwiej, ale taki był plan. Również po powrocie do Polski zrobiłem kilka naprawdę fajnych treningów. Miałem też przetarcie na trzy kilometry, fajnie wyszedł ten sprawdzian. Spotkaliśmy się z moim serdecznym kolegą Bartoszem Nowickim, medalistą mistrzostw Europy na 1500 m w Paryżu 2011. On zawsze mi pomaga kiedy jestem na miejscu. Wsiadł na rower i poprowadził mnie w odpowiednim tempie. Biegałem na pętli w lesie, było zimno, wiało, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Miałem jeden cel, zmęczyć się jak najbardziej. Jeśli chodzi o Kenię, dwa czynniki przesądziły, że było tak ciężko. Po pierwsze wysokość, a po drugie te górki. Mnie podbiegi zawsze zabijały. Tam nie ma płaskich odcinków, choćby stu metrów, aby zrobić rytmy. Realizacja tego planu na pewno ułatwi mi trening na kolejnym zgrupowaniu, które będzie ostatnim już obozem treningowym przed sezonem halowym.

DARIUSZ URBANOWICZ

 

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez