LaMarcus Aldridge miał wygrać upragnione mistrzostwo, ale… skończył karierę

LaMarcus Aldridge miał wygrać upragnione mistrzostwo, ale… skończył karierę

Kiedy opuścił szeregi San Antonio Spurs, a następnie złożył podpis na kontrakcie z Brooklyn Nets, wielu kibiców NBA załamało ręce. Oto wielokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, który z wiekiem stracił sporo dynamiki, ale wciąż potrafił seryjnie zdobywać punkty, dołączył do – być może – najbardziej napakowanej ekipy w całej lidze. LaMarcus Aldridge miał swój cel – chciał w tym roku zdobyć upragnione mistrzostwo. Teraz już jednak wiemy, że tego nie zrobi. Trzydziestopięcioletni koszykarz… skończył dzisiaj karierę.

Nie oszukujmy się – to absolutnie szokująca informacja. Wiadomo, Amerykanin znajdował się w wieku, który pozwalał mu powoli myśleć o emeryturze, ale było praktycznie pewne, że przejdzie na nią najwcześniej po skończeniu bieżącego sezonu. No tylko właśnie – wystąpiły niespodziewane okoliczności. Powodem decyzji Aldridge’a są bowiem problemy z sercem.

Ze zdrowiem nie ma żartów

Ostatni mecz na parkietach NBA podkoszowy rozegrał w sobotę. W jego czasie zaczął odczuwać nieregularne bicie serca. “To była jedną z najbardziej przerażających rzeczy, jakie doświadczyłem w życiu” – czytamy w oświadczeniu byłego już zawodnika Brooklyn Nets.

Po sobotnim spotkaniu sytuacja Aldridge’a się pogorszyła. Kolejnego dnia poinformował o swoich objawach klub, który wysłał go na badania do szpitala. Tam najwidoczniej stwierdzono, że to wszystko nie przelewki, bo koszykarz nie czekał długo z ogłoszeniem decyzji o przejściu na emeryturę. – Nigdy nie wiesz, kiedy coś się skończy, więc staraj się cieszyć tym każdego dnia – napisał na Twitterze.

Nieważne, czy jesteśmy kibicami Nets, czy cenimy umiejętności Amerykanina, czy może wręcz przeciwnie – niezależnie od wszystkiego, doskonale rozumiemy, że nie chce podejmować żadnego ryzyka. Co prawda od czasu do czasu słyszymy o sportowcach, którzy z powodu problemów z sercem robią przerwę od rywalizacji, a po kilku miesiącach i przejściu niezbędnej operacji do niej wracają, ale pamiętajmy, że każdy przypadek jest inny. Możemy śmiało założyć, że Aldridge zawodowego sportu już po prostu uprawiać nie może.

Niestety – to oznacza, że trafi do szerokiego grona gwiazd NBA, które nigdy nie zdobyły mistrzostwa (choć jest pewien szkopuł, o którym za chwilę). O tytuł próbował walczyć już w czasach gry w San Antonio Spurs, a nawet jako zawodnik Portland Trail Blazers, kiedy nie był otoczony wieloma znakomitymi graczami, ale i tak potrafił pokazać się z dobrej strony w playoffach. Ostatnio natomiast dołączył do gwiazdorskich Nets, ale jego przygoda z tym klubem zakończyła się przedwcześnie.

Warto jednak podkreślić, że mistrzowski pierścień i tak może do niego trafić – bo przecież zdążył wyjść na parkiet jako zawodnik zespołu z Brooklynu. Zatem jeśli ten okaże się najlepszy w sezonie 2020/2021, to niewykluczone, że wyróżnieni zostaną wszyscy jego zawodnicy – nawet ci, którzy odeszli w trakcie rozgrywek. Na tej zasadzie mistrzowska biżuteria trafiła do legendarnego Elgina Baylora, który rozwiązał kontakt z Lakers pod koniec 1971 roku, a 1972 roku ekipa z Los Angeles pokonała w finałach New York Knicks.

Ale wiecie – mówimy tak naprawdę o nagrodzie pocieszenia. Nikt tytułować Aldridge’a mistrzem NBA nie będzie. Trzeba przyznać, że Amerykanin ma trochę pecha. Bo złotego medalu olimpijskiego też nie zdobył, choć był tego bliski – w 2012 roku nie dołączył do kadry USA przez kontuzję biodra.

Do historii przejdzie zatem jako znakomity (siedmiokrotny uczestnik Meczu Gwiazd), ale trochę niespełniony koszykarz. Przynajmniej, jeśli chodzi o trofea drużynowe. To wszystko jednak nie ma większego znaczenia – liczy się po prostu zdrowie.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez