Kwiatkowski kiepsko zaczął sezon. Czy już można się niepokoić?

Kwiatkowski kiepsko zaczął sezon. Czy już można się niepokoić?

Jeśli jesteście kibicami kolarstwa i liczyliście, że Michał Kwiatkowski od samego początku sezonu będzie śmigać jak nakręcony, wygrywać kolejne etapy i wyścigi, mogliście się rozczarować. Polak jest w tej chwili daleki od formy, jaką zwykł prezentować na początku sezonu. Dziś, na czwartym etapie Volta ao Algarve, bardzo łatwo odpadł od prowadzącej grupy. Zimą miał z kolei problemy w trakcie przygotowań. Dołóżmy do tego nieudany ubiegły rok i pojawia się pytanie: czy Kwiato zdolny będzie powalczyć w najbliższych miesiącach o najwyższe cele? Pytamy również w kontekście Tokio 2020.

Zacznijmy od tego, co działo się w poprzednim sezonie. Michał Kwiatkowski w 2019 miał celować w zwycięstwa w wielkich wyścigach. I początek miał naprawdę dobry. Gdy jednak przyszło do rywalizacji czy to w wiosennych klasykach, czy monumentach, czy też – zwłaszcza – Tour de France, wyglądało to już znacznie gorzej. Kwiato był bez formy, brakowało mu energii, nie miał “depnięcia” i łatwo odpadał od najlepszych. Jednym zdaniem: widać było, że nie jest w optymalnej dyspozycji.

– Sam Michał mówił, że sezon 2019 to była pokuta za 2018 rok. Wtedy jeździł bardzo dużo, był zresztą jednym z kolarzy, którzy w całym peletonie mieli na koncie najwięcej dni startowych. Myślał, że jeśli podtrzyma taką intensywność startów, to pomoże mu to przeskoczyć na inny poziom. Okazało się, że nie pomogło, a wręcz zaszkodziło. Bo o ile na początku poprzedniego sezonu – pewnie na świeżości złapanej zimą – był w stanie notować dobre wyniki, o tyle potem przyszedł fatalny Tour de France i właściwie skończył się dla niego sezon. Jeszcze jeździł, fakt, ale już bez walki, nieco odpoczywając – mówi redaktor naczelny portalu kolarsko.pl Tomasz Czernich.

Przed tym sezonem Michał zmienił więc strategię. Postanowił, że szczyt jego wiosennej formy musi przyjść później. Nie wiemy, czy faktycznie tak będzie, ale jedno możemy stwierdzić już teraz – jeśli szczyt w ogóle przyjdzie, to faktycznie nie w takim terminie, jak to bywało w poprzednich latach. Bo w Algarve, gdzie teraz jeździ, Kwiato zwykle radził sobie doskonale. W tym roku jest za to kiepsko. Na dzisiejszym etapie odpadł już na początku finalnego, krótkiego podjazdu. Zresztą razem z Geraintem Thomasem, kolegą z ekipy, co tylko potęgowało wrażenie niezbyt dobrej dyspozycji. Inna sprawa, że w zimie Michał męczył się z kontuzją. I to też miało zapewne swój wpływ.

– Zimę oceniam pół na pół. Styczeń wyszedł perfekcyjnie, ale w grudniu zaliczyłem kraksę i problem z mięśniem czworogłowym. Przez to miałem dwa tygodnie przerwy. W styczniu było jednak lepiej. Liczę, że to nie wpłynie na dalszą formę. Zamiast do Australii, gdzie miałem się udać, pojechałem na Gran Canarię na obóz treningowy z turystyczną grupą Bike Holidays, a potem zdecydowałem się przyjechać do Walencji przed startem w Algarve, Strade Bianche oraz San Remo. Zawsze staram się myśleć pozytywnie. Zobaczymy co przyniosą Walencja i Algarve. Potem wystartuję w wyścigach, które są jednymi z głównych celów w tym sezonie – Strade Bianche, San Remo i ardeńskich klasykach. Trudno mi powiedzieć, w jakim miejscu teraz jestem. W ciągu najbliższych kilku dni w górach, będzie mi pewnie trudno – mówił Kwiatkowski w rozmowie z Cycling News.

I w sumie wszystko jak na razie się sprawdza. Sęk w tym, że Michał gdzieś między wierszami – po kiepskiej Walencji, w której “widział jednak kilka pozytywów” – przebąkiwał, że w Algarve mógłby nawet pokusić się o walkę w klasyfikacji generalnej. A od tego jest w tym momencie mniej więcej tak daleki, jak ŁKS od utrzymania w Ekstraklasie. Mogłoby się to wydarzyć tylko wtedy, gdyby na ostatnim etapie wyłożyli się wszyscy rywale, a on sam pojechałby dobrze. Wiadomo, teoretycznie nie ma powodów do niepokoju, to dopiero drugi wyścig Michała. Ale jednak nie wygląda to najlepiej, gdy inni kolarze tak łatwo mu uciekają. Zwłaszcza na trasie, która powinna Michałowi pasować.

– Wobec tego, co mówił sam Michał, logika podpowiada, że wszystko idzie zgodnie z planem. Z drugiej strony jednak na początku wyścigu zapowiadał walkę o klasyfikację generalną. Może myślał, że ta dyspozycja, którą ma teraz, mu wystarczy? Miał do tego prawo, w przeszłości przecież wiele razy stał tu na podium, wygrywał też cały wyścig. Widać jednak, że rywale są na ten moment w zdecydowanie wyższej formie. Wybitnie leżało mu Algarve, ale też wpisywało się w ten jego stary kalendarz sezonu. A w tym roku jednak go zmodyfikował. Myślę więc, że mimo wszystko to sytuacja kontrolowana – mówi Czernich.

Weryfikacja formy Michała przyjdzie na tym wyścigu, o którym wspominał on sam – Strade Bianche. Skoro Kwiato stawia go sobie za cel, nie będzie tam już żadnego “ale”, żadnego tłumaczenia sobie opcjonalnego kiepskiego wyniku zmianą kalendarza i innym podejściem do startu sezonu. Jeśli rywale mu odjadą, oznaczać to będzie, że nie jest dobrze. Jeśli dojedzie do mety na wysokim miejscu i blisko najgroźniejszych rywali – będzie to oznaka tego, że nowa strategia przynosi efekty. – Wierzę, że Michał zrozumiał, co było nie tak w poprzednich sezonach i wyciągnął odpowiednie wnioski. A ta słabsza forma w Algarve to rzecz kontrolowana i szczyt formy przyjdzie później. Takie poważniejsze wnioski na temat jego formy będzie można wyciągnąć po Mediolan-San Remo. Ja zawsze wierzę w Michała, bo do tej pory, jak deklarował, że gdzieś będzie w formie, to zwykle się to sprawdzało. Choć, oczywiście, pojawia się niewielki znak zapytania co do jego dyspozycji, kiedy ma się w pamięci to przemęczenie sprzed roku – kończy Czernich.

Oczywiście, wiosenne klasyki czy monumenty i tak nie są głównym celem Michała na ten rok. Ale jeśli tam będzie słabo, trudno będzie uwierzyć, że w swych dwóch najważniejszych wyścigach – czyli na Tour de France i igrzyskach – da radę pojechać na miarę naszych i własnych oczekiwań. A Kwiato już od zeszłego roku powtarza, że to właśnie tam będzie chciał osiągnąć sukcesy. Zarówno w Paryżu, jak i w Tokio. I to mimo tego, że pomiędzy tymi startami jest tylko tydzień przerwy. – Zdecydowanie chcę wystartować w Tour de France. Mam świetne doświadczenia z Touru, jeśli tam byłem w formie, wygrywałem też wyścigi po nim. W tym roku chciałbym utrzymać dyspozycję z Touru aż do igrzysk. To jest mój cel – mówił.

Z pewnością Michała stać na to, by w obu tych wyścigach walczyć o najwyższe cele – to wiemy. Jego obecna forma może jednak niepokoić. Dlatego uważnie będziemy przyglądać się kolejnym tygodniom w jego wykonaniu. One bowiem dużo nam powiedzą o tym, czego spodziewać można się po nim w tym sezonie.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez