Krukowski chce iść na wojnę z organizatorami igrzysk. I nie jest w tej walce osamotniony

Krukowski chce iść na wojnę z organizatorami igrzysk. I nie jest w tej walce osamotniony

W olimpijskim konkursie rzutu oszczepem mężczyzn działo się sporo, a sensacyjne wyniki wciąż odbijają się echem w środowisku lekkoatletyki. Przypomnijmy, że wielcy faworyci – Johannes Vetter i Marcin Krukowski – sensacyjnie skończyli bez medali. Ba, Polak nie przeszedł nawet eliminacji. Jednak teraz obaj oszczepnicy – i nie tylko oni – domagają się od organizatorów zadośćuczynienia i zwrotu kosztów swoich przygotowań do igrzysk. Wszystko przez tartanową nawierzchnię, na jakiej przyszło im walczyć o olimpijskie laury. Nawierzchnię, która zdaniem oszczepników wypaczała warunki równej i uczciwej rywalizacji.

Bieżnia idealna dla biegaczy…

Zacznijmy od przedstawienia przedmiotu sporu, czyli bieżni wzbudzającej sporo kontrowersji. Za nawierzchnię na stadionie olimpijskim w Tokio odpowiadała firma Mondo, której eksperci pracowali trzy lata nad nową wersją tartanu. Podłoże jest wyjątkowo cienkie – ma tylko czternaście milimetrów grubości. Bieżnia dobrze amortyzuje wstrząsy, a przy tym jest bardzo responsywna, za co odpowiadają zawarte w niej pęcherzyki powietrza. Przez to biegacze odczuwają efekt podobny do biegania po trampolinie. Według przeprowadzonych badań, w niektórych konkurencjach biegowych – jak na przykład 400 metrów przez płotki – sportowcy na tej nawierzchni poprawiali swoje rezultaty nawet o dwa procent. W przypadku próby pobicia wyśrubowanych rekordów świata to kolosalna różnica.

Oczywiście, niczego nie ujmujemy biegowym rekordzistom z Tokio, nowe nazwiska przy literkach „WR” to przede wszystkim ich zasługa. Ale warto mieć na uwadze, że nawierzchnia wyraźnie im sprzyjała. To nie przypadek, że rekordy świata bili Karsten Warholm i Sydney McLaughlin (oboje na 400 metrów przez płotki) czy Yulimar Rojas w trójskoku kobiet. Padło również sporo rekordów olimpijskich. Elaine Thompson-Herah w biegu na 100 metrów pobiła rekord igrzysk należący do Florence Griffith-Joyner, który Amerykanka ustanowiła jeszcze w Seulu w 1988 roku. Olimpijskie rekordy padły też w biegach na 1500 metrów kobiet i mężczyzn czy biegu na 110 metrów przez płotki kobiet. Do tego pobitych zostało wiele najlepszych rezultatów poszczególnych kontynentów czy krajów – jak chociażby rekord Polski w sztafecie 4×400 metrów kobiet w wykonaniu naszych Aniołków Matusińskiego.

… ale tragiczna dla oszczepników

Rzecz w tym, że w rzucie oszczepem tego typu tartan zupełnie się nie sprawdził. W tej konkurencji równie ważne co wykonanie szybkiego rozbiegu – czemu nawierzchnia sprzyjała – jest momentalne wyhamowanie pędu zaraz przed rzutem, poprzez postawienie nogi blokującej. Podłoże samo w sobie było miękkie, a dodatkowo działała na nie wysoka temperatura, czyniąc tartan jeszcze bardziej gąbczastym. W połączeniu z obuwiem używanym do rzutu oszczepem dawało to fatalne skutki. O zawiłościach technologicznych opowiedział nam Maciej Topolewski, oszczepnik, trener tej dyscypliny oraz pracownik Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie:

– Miękki tartan zwyczajnie nie utrzymywał oszczepniczych kolców. Zresztą obuwie to kolejny element zawiłej układanki. Oszczepnicze buty wyposażone są w długie metalowe wkręty i tym znacznie różnią się od przygotowanych z okazji igrzysk butów biegowych. Wkręty te wyrywały grząski pod wpływem temperatury tartan, osuwając tym samym nogę blokującą.

Niektórzy z was zapewne mogą zastanawiać się, dlaczego w takim razie nawierzchnia nie przeszkadzała Neerajowi Choprze, który w finale posłał oszczep niecałe pół metra bliżej niż wynosił jego najlepszy wynik sezonu i zdobył złoty medal. Albo Jakubowi Vadlejchowi czy Vitezslavowi Veselemu, wszak Czesi w Tokio uzyskali najlepsze rezultaty w sezonie. Noga blokująca – to kolejne wyrażenie-klucz. Wyżej wymieniona trójka rzuca zupełnie inną techniką niż Johannes Vetter, Marcin Krukowski czy Keshorn Walcott – zawodnicy, którzy w tym sezonie najdalej posyłali swoje oszczepy.

– Zarówno Chopra, jak i Vadlejch i Veselý preferują technikę, w której dominuje wykorzystanie górnej partii ciała, co sprawia, że ich rozbieg jest nieco wolniejszy i nie wymaga tak silnego zaangażowania nogi blokującej. Konsekwencją tego jest przyjęcie pozycji wyrzutnej niejako w mniejszym „rozkroku”. Nietrudno się domyślić, że tego typu technika mniej naraża na poślizg, aniżeli ta, którą wykorzystują Vetter i Krukowski – tłumaczy nam Topolewski.

Maciej Topolewski opowiedział nieco szerzej o niepowodzeniu Krukowskiego, kiedy gościł u nas w programie Stan Igrzysk (od 23:16).

Jak całą sprawę widzi Marcin Krukowski?

O przebieg oraz wrażenia po konkursie postanowiliśmy zasięgnąć informacji u głównego zainteresowanego – Marcina Krukowskiego. Oszczepnik nie kryje żalu do organizatorów twierdząc, że zawodnikom nie dane było nawet sprawdzić, czy i jak zachowa się nowa nawierzchnia w tej bądź co bądź technicznej konkurencji. Ponadto zapowiada, że będzie walczył o uzyskanie zadośćuczynienia od organizatorów konkursu lub producenta bieżni, która nie spełniała warunku przeprowadzenia zawodów na zasadach równych dla wszystkich.

Czy mógłbyś z perspektywy swojej jako zawodnika powiedzieć więcej o specyfice tartanu w Tokio?

Marcin Krukowski: Taka nawierzchnia została użyta pierwszy raz. Na testy tartanu zostali sprowadzeni wyłącznie sprinterzy z Jamajki. Nikt nie spodziewał się, jaka będzie reakcja podłoża na przeciążenia występujące w rzucie oszczepem. Owszem, tartan był szybki, ale przy tym bardzo delikatny. Jeżeli ktoś rzucał techniką polegającą na dużych napięciach, szybkości oraz rzucie z bloku stawianego daleko w przód, wtedy tartan po prostu się darł.

Miałeś wcześniej kontakt z tym podłożem?

Pierwszy raz miałem na nim okazję stanąć dzień przed eliminacjami. Nawet nie wiedziałem, że to nowa nawierzchnia. Dopiero kiedy powiedziałem w rozmowie z telewizją, że na tym nie da się rzucać, ludzie zaczęli mi podsyłać wiadomości że to nowa, „innowacyjna” nawierzchnia.

Czy twoja technika rzutu miała wpływ na wynik?

Najgorsze jest to, że nie zostały spełnione podstawowe warunki równej rywalizacji. Jeżeli zawodnik rzucał bardziej górą ciała, mógł rzucać swobodnie. W momencie gdy ktoś bardzo szybko biegł i stawiał nogę blokującą w przód, czuł się tak, jakby miał na niej założone rolki.

Mówisz, że warunki równej rywalizacji nie zostały spełnione. Ale jednak każdy z was rzucał na tym samym rozbiegu.

Posłużę się przykładem. To tak, jakby w pchnięciu kulą zrobili tak śliskie koło, żeby zawodnicy używający techniki obrotowej nie mogli sobie z nim poradzić i musieli pchać z klasycznego ślizgu. Pewne standardy muszą być zachowane. Ludzie piszą mi w komentarzach „mógł rzucić inaczej”. Nie zdają sobie sprawy, że diabeł tkwi w szczegółach. Ja rzucam pod dziewięćdziesiąt metrów, staram się przełamać tę granicę. I nagle, rzucając jedną techniką, mam się przestawić na zupełnie inny model rzutu? To trochę tak, jakby prawonożnemu piłkarzowi kazano kopać tylko lewą nogą. Też pewnie nie wiedziałby, co się dzieje.

Wspomniałeś o uciekaniu nogi blokującej. Czy przy waszych obciążeniach to było bezpieczne?

Ryzyko kontuzji przy czymś takim drastycznie rosło. Zawodnik sztywno stawia nogę blokującą, chce rzucić, a ona odjeżdża, po czym na ponownie wyluzowanej nodze tartan ją łapie i blokuje. Mnie do tej pory kolano boli po eliminacjach, we wtorek udaję się na USG. Moim zdaniem, organizatorzy zmienili nawierzchnię nieadekwatnie do rangi zawodów. Jak można na imprezie pięciolecia zrobić sobie test tartanu? To absurdalne.

Masz zamiar domagać się od kogoś wzięcia odpowiedzialności za to, w jakich warunkach musieliście startować?

Będziemy starali się skontaktować zarówno z organizatorem, jak i producentem tartanu w celu uzyskania zadośćuczynienia za to, co nas spotkało. My do Tokio nie pojechaliśmy na byle mityng, żeby zarobić parę tysięcy dolarów. To zupełnie inna skala. Oni nam zrujnowali pięć lat przygotowań do igrzysk olimpijskich, żeby biegacze – bo do nich tartan był przystosowany – mogli robić rekordy świata. Żeby nie było – ja nie uderzam tutaj w biegaczy. Tylko jeżeli organizatorzy coś wprowadzają, powinni sprawdzić to pod względem każdego sportu. Bo dla rzutu oszczepem ta nawierzchnia miała wadę konstrukcyjną.

Skontaktowaliśmy się z prawnikami – zarówno ja, jak i reszta zawodników. Takie kroki poczynił wieloboista [Thomas Van der Plaetsen – dop. red.], który skacząc w dal nie trafił w belkę i też pojechał na tartanie. Skończył dużo gorzej niż my, noga wykręciła mu się w drugą stronę. Rozmawiałem z nim, jest po ciężkiej operacji nogi, prawdopodobnie nigdy nie wróci do sportu. Nie chcemy zaprzestać na narobieniu medialnego szumu. Chcemy, żeby ktoś za to odpowiedział.

Co w przypadku, jeżeli organizator lub producent nawierzchni nie będzie poczuwał się do odpowiedzialności?

Jeżeli zostaniemy – mówiąc kolokwialnie – olani, to pójdziemy dalej i będziemy walczyć gdzie tylko możemy, żeby coś się zmieniło. Są dwa aspekty tej sprawy. Pierwsza – żeby takie coś nigdy więcej się nie wydarzyło. Niech taki tartan będzie, ale na bieżni na 400 metrów. Po zbiegnięciu z bieżni, na torze do rzutu oszczepem musi być inny. Druga kwestia, to walka o zadośćuczynienie finansowe.

Wspomniałeś o tym, że media czy kibice zarzucają ci, że mogłeś rzucić inaczej. Zatem – z całym szacunkiem do waszych rezultatów z tego sezonu – może wy jako faworyci najzwyczajniej w świecie nie poradziliście sobie w Tokio?

Mówimy o zawodnikach, którzy mają trzy najlepsze wyniki na światowych listach. Johannes Vetter rzucił w tym sezonie 96.29, ja 89.55, a Keshorn Walcott 89.12. To nie jest tak, że pojechało sobie trzech przeciętnych zawodników i teraz robią lament. Sezon pokazał, że rzucaliśmy równo, byliśmy przygotowani na igrzyska. Mam filmy nagrane pięć dni przed startem, na których z truchtu rzucam ponad minimum kwalifikacyjne do finału [83.50 – dop. red.]. Johannes Vetter na złoty medal musiałby rzucić dziesięć metrów bliżej, niż wynosi jego rekord życiowy. Żeby tak obniżyć poziom, trzeba naprawdę być bez formy. Tymczasem jemu oszczepy nie dolatywały do siedemdziesięciu metrów. Takie rzeczy się nie zdarzają. Swoją drogą, mało brakowało, a też zrobiłby sobie krzywdę na rozbiegu.

Niniejsze zdjęcie dobrze uchwyciło to, o czym opowiada Marcin. Noga blokująca nie może złapać przyczepności, przez co odjeżdża w momencie oddania rzutu. Zwróćcie również uwagę, na ilość grudek i to, jak bardzo poszarpana jest nawierzchnia rozbiegu. Fot. Newspix.

Skupiliśmy się na złej nawierzchni, ale czy tylko ona zawiniła? Wy używacie również innych butów, niż biegacze. Według ciebie obuwie tu nie zawiniło?

Buty w których rzucamy to stosunkowo nowy model kolców Nike. Ja posiadam go od dwóch lat. Kiedy rzucałem na starych tartanach i jeszcze w starych kolcach, to czasami zdarzało się, że w takich warunkach noga mi odjechała. Nowe kolce są sztywne, duże, z długimi wkrętami. Od dwóch lat ani razu nie pojechała mi na nich noga. Tutaj na cztery rzuty – jeden rozgrzewkowy i trzy w konkursie – to się wydarzyło za każdym razem.

***

 

Czy walka w gabinetach ma sens?

Oszczepnicy, którym występ w Tokio nie wyszedł, mają kilka argumentów przemawiających na ich korzyść. Gdyby jeden z nich zawiódł w Tokio, moglibyśmy mówić po prostu o niespodziance. Niepowodzenie dwójki byłoby sensacją. Lecz kiedy z trzech obecnie najdalej rzucających oszczepników na świecie tylko Vetter wchodzi do finału, w którym odpada po trzech rzutach, a pozostałych dwóch odpada w eliminacjach, trudno żeby w głowie nie zapaliła się lampka ostrzegawcza. A przecież kwalifikacji nie przeszedł również Gatis Cakss, będący w obecnym sezonie piątym najdalej rzucającym oszczepnikiem na świecie. Każdy z nich rzuca techniką opartą na dalekim wysunięciu nogi blokującej. Pozostaje pytanie, o co realnie mogą walczyć już nie na stadionie, ale być może w sali sądowej?

Ustalmy na początku – powtórzenie konkursu jest równie realne, co ponowny karny Błaszczykowskiego w meczu z Portugalią. Zresztą sami zawodnicy o to nie proszą. Pogratulowali też zwycięzcom, którzy w niczym przecież nie zawinili. Zresztą oszczepnicy zgłaszali uwagi co do bieżni, na co sami organizatorzy reagowali okładając ją workami z lodem, jednak to nie ratowało sytuacji.

O tym, że wyniki konkursu zostaną utrzymane, zapewnia Janusz Rozum, polski sędzia międzynarodowy zawodów lekkoatletycznych: – Komisja odwoławcza musi dostać protest do trzydziestu minut po zakończeniu konkurencji. – Rozpatrywanie protestu może się przedłużyć, jednak powinno być zakończone bez większej przerwy. Nie można odwołać się od wyników na przykład do Sportowego Sądu Arbitrażowego w Lozannie.

Zatem nie pozostaje nic innego, jak walka o zadośćuczynienie finansowe, którą zresztą Krukowski zapowiada i nie będzie w tej walce osamotniony. Podobne kroki poczyni również Johannes Vetter. Obaj pracowali na występ w Tokio pięć lat. Przez błąd organizatora, który nie dał im możliwości wcześniejszego sprawdzenia bieżni, nie mogli godnie się zaprezentować. Przecież sponsorzy łożyli pieniądze w nadziei na ich dobry występ i swoją własną promocję. Lecz być może ważniejsze od ich wyniku sportowego są zarzuty dotyczące kontuzjogenności nawierzchni. Nawet osiągający ponadprzeciętne wyniki biegacze mówili, że takie podłoże nie nadawałaby się do codziennych treningów ze względu na większe ryzyko kontuzji mięśniowych. Choć dodajmy, że to nie jest jeszcze udowodnione. Poza tym, oszczepnicy posługują się przykładem wieloboisty Thomasa Van der Plaetsena. Doznał poważnej kontuzji nie trafiając w próg podczas skoku w dal, przez co noga doświadczyła uślizgu na tartanie. Belg również ma zamiar pozwać organizatorów.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Marcin Krukowski (@mkrukowski1)

W poście, który Marcin udostępnił na swoim Instagramie, zawodnik przedstawia problemy wynikające z wykorzystania nowej nawierzchni. Polecamy obejrzeć tę “galerię”.

Lecz Janusz Rozum podchodzi do sądowej batalii z organizatorami nieco bardziej pesymistycznie: – Gdyby doszło do bardzo tragicznego wypadku, to moglibyśmy mówić o braku zachowanych norm bezpieczeństwa. Natomiast przeprowadzono sześć konkursów. Kwalifikacyjne, finałowe oraz w wielobojach. Przypadek wspomnianego wieloboisty był wyjątkowy i jedyny. Nie przewiduję, że cokolwiek osiągną. Mogą mieć tylko pretensje do losu, że ktoś nie przewidział, że taka bieżnia do rzutu oszczepem się nie nadaje. Przedobrzono, chcąc zrobić jak najszybszą bieżnię, a przy okazji oni na tym stracili, że rozbiegi były pokryte tą samą nawierzchnią. W normalnych warunkach robi się próbę przedolimpijską, polegającą na rozegraniu dużych zawodów w mocno obsadzonej stawce. Ale ze względu na pandemię nie było takiej możliwości.

Zatem możemy stwierdzić, że z pewnością Krukowski nie będzie miał łatwej drogi w uzyskaniu zadośćuczynienia. Lecz dodajmy, że nie jest to niemożliwe i zdarzało się już kilkukrotnie. Jedną z najsłynniejszych tego typu historii jest sprawa Grzegorza Sposoba, naszego skoczka wzwyż. Podczas igrzysk olimpijskich w Atenach Polakowi w trakcie próby eliminacyjnej pękł but, przez co zawodnik doznał kontuzji. Sposób zaskarżył producenta obuwia o wadę konstrukcyjną i swoją sprawę wygrał. Czy w przypadku oszczepników – jeżeli ci nie porozumieliby się z organizatorami – wygrana sprawa sądowa jest możliwa? Tego nie wiemy, ale z pewnością warto będzie śledzić dalszy rozwój tych wydarzeń.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez