Królowa Sportu zgłasza obecność!

Królowa Sportu zgłasza obecność!

Za nami pierwszy w tym sezonie duży mityng lekkoatletyczny. Polscy zawodnicy powrócili na stadion po kilku miesiącach bez startów, ale też kilku solidnie przepracowanych miesiącach. Justyna Święty-Ersetic, Konrad Bukowiecki czy Wojciech Nowicki podczas zawodów “Królowa Sportu wraca na Stadion Śląski” udowodnili, że forma im wcale nie uciekła. Szczególnie imponująco zaprezentował się ostatni z nich, który uzyskał drugi w tym roku wynik na świecie.

Chciałoby się powiedzieć: powiew normalności. W końcu wreszcie mieliśmy okazję obserwować lekkoatletyczne zmagania w pełnej krasie. Z drugiej strony – Stadion Śląski, który może pomieścić kilkadziesiąt tysięcy kibiców, tym razem nie przywitał żadnego z nich. Dodatkowo pogoda nie sprzyjała osiąganiu dobrych rezultatów – tuż przed startem padało, temperatura była dość niska. Nie zmienia to jednak faktu, że zarówno po startach zawodników, jak i ich zachowaniu dało się dostrzec, że czują to, co my – czystą radość z powrotu zmagań.

Szczególnie usatysfakcjonowany ze swojego występu może być Wojciech Nowicki. Polski młociarz w jednej z prób osiągnął wynik 78,52 metra. W tym roku dalej rzucał tylko Węgier Bence Halasz. – Bardzo się ciesze z tego wyniku. To zdecydowanie dobry prognostyk. Z czasem powinienem być świeższy, mocniejszy. Sezon jest, jaki jest, ale myślę, że tę osiemdziesiątkę mogę złamać. Dzisiaj do najlepszego rezultatu sezonu trochę zabrakło, prawda. Jest nad czym pracować, ale to wynik z marszu. Marzyłem, żeby wreszcie wystartować. To się udało, choć zdecydowanie brakuje kibiców, ich braw, zachęcania do dawania z siebie wszystkiego. Mam nadzieję, że sytuacja się unormuje i już niedługo będą mogli nas dopingować – mówił Nowicki.

Jeśli chodzi o panie, z fantastycznej strony pokazała się Katarzyna Furmanek. 24-letnia młociarka aż czterokrotnie rzucała ponad swój dotychczasowy rekord życiowy. A najlepsza próba – 71,02 pozwoliłaby jej nawet zakwalifikować się na igrzyska w Tokio, gdyby tylko miały one odbyć się w tym roku. W ramach przypomnienia – uzyskiwanie minimum kwalifikacyjnego jest zawieszone do 30 listopada.

Nie w jednym, nie w dwóch, a trzech konkurencjach wzięła udział Justyna Święty-Ersetic. Najpierw zaliczyła swój debiut na dystansie… 100 metrów. Skąd ten pomysł? Biegaczka odpowiedziała na to pytanie na antenie Weszło FM: – Chcę złapać szybkość, której mi najbardziej brakuje na czterysta metrów. Mogę sobie w tym momencie pozwolić na takie eksperymenty. To będzie dla mnie ciekawe doświadczenie i fajne przetarcie, pobiegnąć na jedną prostą. Ale mam nadzieję, że w sierpniu powrócę już na swój tradycyjny dystans.

Justyna linie mety przekroczyła z czasem 12,10 sekund, co wstydu zdecydowanie nie przynosi. Bieg wyglądał zresztą dokładnie tak, jak można było się spodziewać. Na pierwszy metrach biegaczka specjalizująca się w średnich dystansach mocno odstawała od rywalek, ale kiedy tylko się rozpędziła, to nie było co zbierać. Do pokonania pierwszej Julii Polak zabrakło jej tylko 0,06 sekundy.

Już w biegu na 300 metrów Święty-Ersetic nie miała sobie równych. Dzięki świetnemu finiszowi wyprzedziła Natalię Kaczmarek, wygrywając z czasem 37,05. Polkę zobaczyliśmy również w biegu na 600 metrów, gdzie pełniła rolę “zająca” dla Joanny Jóźwik, która uzyskała najlepszy jak dotąd w tym roku wynik na świecie – 1:27,90.

Z dobrej strony pokazał się również Rafał Omelko. Były rekordzista świata w sztafecie 4×400 jeszcze podczas tegorocznych Halowych Mistrzostw Polski nie błyszczał formą, ale kwarantanna widocznie mu się przysłużyła. Wygrał bieg na 400 metrów z naprawdę niezłym czasem – 46,05. Gorzej wypadł jego kolega ze sztafety Łukasz Krawczuk, który w końcówce wyścigu wyraźnie osłabł, kończąc zmagania na ostatniej, czwartej pozycji.

Małe przetarcie ma za sobą Paweł Wojciechowski. Do triumfu w konkursie skoku o tyczce wystarczyła mu próba na 5,45. W pojedynku kulomiotów: Michała Haratyka oraz Konrada Bukowieckiego, nieco lepszy okazał się drugi z nich (20,63 do 20,12). Po zawodach mówił: – Moje wyniki są takie, że nie ma czego się wstydzić. Cieszę się, że udało się wrócić na stadion. W końcu dlatego się trenuję, aby startować, walczyć o jak najlepsze wyniki. Chciałbym tutaj wrócić na zawody już z kibicami, tak jak dwa lata temu podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej, kiedy Stadion Śląski wypełniło 40 tysięcy ludzi.

Jeśli chodzi o najgłośniejsze nazwiska, to byłoby na tyle. Nie sposób jednak nie wspomnieć o 18-letnim Oliwerze Wdowiku. Młody sprinter po raz kolejny udowodnił, że drzemie w nim spory potencjał. Wygrał zarówno bieg na sto, jak i dwieście metrów. Na krótszym dystansie uzyskał nawet życiówkę – 10,51 sekund. Urodzonego w 2002 roku zawodnika zabrakło za to na najbardziej nietypowym ze sprinterskich dystansów – 300 metrów, gdzie triumfował  Karol Zalewski (32,87 s).

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez