Krajobraz po burzy. Kto zdominuje 800 metrów po Semenyi?

Krajobraz po burzy. Kto zdominuje 800 metrów po Semenyi?

Wszystko wskazuje, że podczas igrzysk olimpijskich Tokio 2020 będą obowiązywać nowe regulacje dotyczące testosteronu. Zawodniczki, które nie poddadzą się kuracji lub nie zdecydują się na operację, nie będą mogły startować na dystansach od 400 do 1500 metrów. To oznacza nowe otwarcie, zwłaszcza w stawce biegających na 800 metrów. Wsród zawodniczek schowanych na drugim planie czają się również Polki, ale czeka je piekielnie trudne zadanie.

Nie sposób wskazać postaci, która w ostatnich latach budziłaby na światowych bieżniach takie kontrowersje jak Caster Semenya. Na salony wdarła się przebojem już jako nastolatka, wygrywając z ogromną łatwością medale wielkich imprez. Od samego początku kwestionowano jej muskulaturę, dopatrując się nieregulaminowego podłoża tych sukcesów. Po badaniach okazało się, że reprezentantka Republiki Południowej Afryki wykazuje cechy hiperandrogenizmu (DSD) i ma naturalną przewagę nad wieloma innymi rywalkami – naturalnie podwyższony poziom testosteronu.

Sportowa nauka nie jest do końca w stanie określić, jaki jest faktyczny wymiar tego atutu. Badania nie są jednoznaczne, a duża część ustaleń opiera się na subiektywnej interpretacji materiału o dość wątpliwej jakości. W 2011 roku okazało się, że problem podwyższonego poziomu testosteronu dotyczy niecałych 2% przebadanych zawodniczek, ale u większości z nich był pokłosiem sięgania po doping. Naturalnie podwyższony poziom hormonu dostrzeżono u zaledwie kilku przedstawicielek różnych dyscyplin, ale tylko u biegaczek na średnich dystansach dopatrzono się korelacji wpływającej na lepsze wyniki.

Od samego początku kwestionowano metodologię badań Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (kiedyś IAAF, dziś World Athletics). Sprawa przypominała przeciąganie liny. Kiedy w końcu pojawiły się regulacje poziomu testosteronu wśród biegaczek, to jedna z zawodniczek zbuntowała się i odwołała do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. Przepisy na kilka lat uchylono, a podczas igrzysk w Rio finał biegu na 800 metrów zdominowały zawodniczki o naturalnie podwyższonym poziomie tego hormonu.

Potem dostarczono nowe badania i zaproponowano kolejne regulacje, które tym razem Trybunał uznał, choć decyzja nie była jednomyślna. Obecnie sprawa wydaje się zamknięta, a budzące kontrowersje biegaczki nie mają wyjścia: jeśli chcą startować w najważniejszych zawodach na dystansach od 400 do 1500 metrów, muszą poddać się lekowej kuracji obniżającej poziom hormonu. To rozwiązanie tymczasowe, ale jest też wyjście stałe… zabieg chirurgiczny.

Boisko zamiast bieżni?

Caster Semenya przyjęła te postanowienia z oburzeniem i nie zrezygnowała z walki. Po drodze została ambasadorką marki Nike i w całej sprawie zaczęła się dopatrywać drugiego dna. W ostatnich miesiącach wybrała jednak ciszę, a w mediach społecznościowych chętniej sprzedaje mądrości znane z mało ambitnej twórczości mówców motywacyjnych.

“Twój rozwój przeraża ludzi, którzy nie chcą się zmienić”

– tego typu hasła pojawiają się między kolejnymi reklamami nowych butów Nike’a. O sporcie mówiła mało aż wreszcie po ponad pół roku przerwy zdecydowała się na start na nietypowym dystansie. W ojczyźnie pobiegła na… 300 metrów. W tej konkurencji nie obowiązują testosteronowe regulacje, ale nie jest ona rozgrywana zbyt często, a już na pewno nie pojawia się podczas najważniejszych zawodów. Z czasem 36.78 s pobiła nawet rekord kraju, a po wszystkim zapowiedziała kolejne występy. – Jeszcze zobaczycie mnie na bieżni. Tyle mogę na tę chwilę powiedzieć – zdradziła.

Jej odwołaniem zajmuje się Sąd Najwyższy w Szwajcarii, ale zdaniem ekspertów szanse na podważenie decyzji Trybunału są niewielkie. Jeśli nic się nie zmieni, to logiczną alternatywą będzie tylko walka o start na igrzyskach na dystansie 200 metrów. Tam regulacje także nie obowiązują, bo nie stwierdzono, by podwyższony poziom testosteronu przekładał się na poprawę wyników. Jest jednak pewien problem – życiówka Semenyi z zeszłego roku wynosi 24.26, a czas zapewniający olimpijską przepustkę to 22.80. Ciężko będzie więc w ogóle wywalczyć bilet do Tokio, nie mówiąc o jakiejkolwiek szansie na coś więcej.

Innym pomysłem na życie biegaczki jest… piłka nożna. To tak naprawdę jej pierwsza miłość, którą porzuciła w młodości na rzecz biegów. W 2019 roku po niekorzystnej dla siebie decyzji Semenya ogłosiła podpisanie kontraktu z klubem JVW Football Club i zapowiedziała walkę o występ w narodowych barwach w nowej dyscyplinie. Wszystko miało się odbyć właśnie w 2020 roku, ale nie wiadomo, czy deklaracja dalszej walki na bieżni mocno wpłynie na te plany.

A sportowe życie nie znosi próżni. Okazało się, że po zmianie przepisów wyniki czołowych biegaczek na 800 metrów w dużym stopniu się wyrównały. Jeśli z tabeli najlepszych wyników 2019 roku odjąć najlepszy czas Semenyi (1:54.98), to w przedziale 1:57.72 (drugi na listach wynik) – 2:00.02 mieści się aż 27 zawodniczek na teoretycznie zbliżonym poziomie.

Nadchodzi czas niespodzianek?

W tym gronie warto zwrócić szczególną uwagę na Ajee Wilson. To nie tylko autorka drugiego najlepszego wyniku 2019 roku, ale również posiadaczka znakomitego rekordu życiowego. W 2017 roku przebiegła 800 metrów w czasie 1:55.61, śrubując najlepszy wynik w historii amerykańskiej lekkoatletyki. W wieku 25 lat już ma na koncie dwa brązowe medale mistrzostw świata i gorzkie rozczarowanie z Rio, gdzie rywalizację zakończyła na półfinale. W nowych realiach wydaje się murowaną kandydatką do medalu w Tokio. W tym sezonie zdążyła już zanotować czas 1:58.29 – na razie w hali.

W Katarze – podczas najważniejszej imprezy poprzedniego sezonu – Wilson musiała uznać wyższość swojej rówieśniczki, która przez lata pozostawała w cieniu. Halimah Nakaayi pokonała dystans z czasem 1:58.04, bijąc rekord Ugandy, gdzie ma już zresztą status narodowej bohaterki. Takiego rezultatu nie spodziewał się nikt, bo do tej pory zawodniczka rzadko łamała barierę dwóch minut, a podczas największych imprez przeważnie w ogóle nie kwalifikowała się do finałów.

Srebro podczas najważniejszej ubiegłorocznej imprezy wywalczyła Raevyn Rogers – inna zawodniczka, która dopiero od kilku miesięcy zaczęła notować zauważalną poprawę wyników. 23-latka w Katarze wskoczyła na podium za sprawą porywającego finiszu – jeszcze 100 metrów przed metą zajmowała odległą siódmą pozycję. Na dziś jednak trudno wyrokować, czy to zapowiedź czegoś więcej, czy tylko jednorazowy wyskok.

O medale w Tokio będą chciały też powalczyć wyczuwające swoją szansę europejki. Lynsey Sharp na mecie w Rio nie kryła łez, a po wszystkim jako jedna z nielicznych przyznała, że rywalizacja z Semenyą i innymi zawodniczkami o podwyższonym poziomie testosteronu nie ma sensu. – W obrębie tego finału finału toczyły się dwa oddzielne biegi – przyznała. Podczas ostatnich mistrzostw świata nie dostała się nawet do półfinału, a potem walczyła głównie o zdrowie – przez moment podejrzewano u niej nowotwór.

W tabeli najlepszych wyników za 2019 roku Sharp sąsiaduje z Laurą Muir, ale jej rodaczka specjalizuje się w biegu na 1500 metrów. Nadzieją na przyszłość wydaje się za to Jemma Reekie – 21-latka w lutym 2020 roku śrubowała brytyjskie rekordy w hali na 800 i 1500 metrów oraz na milę. Zwłaszcza wynik na 800 metrów odbił się szerokim echem. W Glasgow uzyskała czas 1:57.91 – żadna kobieta nie pobiegła w hali tak szybko od 14 lat. “Dostałam niesamowity zastrzyk pewności siebie. Nie jestem już juniorką, pora pokazać się w gronie seniorek” – przyznała rekordzistka.

Sukcesy, kontuzja i walka o igrzyska. Joanna Jóźwik chce pojechać do Tokio

Gdzie w tym wszystkim są Polki? Niestety na ten moment daleko. W 2019 roku najlepsza wśród biało-czerwonych była Anna Sabat z Grupy Sportowej ORLEN, która w Radomiu sięgnęła po kolejne złoto krajowych mistrzostw, a rok wcześniej zajęła piąte miejsce podczas mistrzostw Europy. Najlepszy w tym sezonie wynik 2:01.21 dał jej miejsce dopiero w szóstej dziesiątce światowych tabel. Joanna Jóźwik – piąta zawodniczka ostatnich igrzysk – w tym samym zestawieniu znalazła się poza pierwszą setką, a oprócz tego nie wypełniła minimum na mistrzostwa świata. W jej przypadku w ostatnich miesiącach walka toczy się o inną stawkę – powrót do pełni zdrowia i wejście na najwyższe obroty.

Stale pojawiają się jednak komplikacje. Zawodniczka zdecydowała się na zmianę trenera, co odbiło się szerokim echem i doczekało się reakcji Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Perturbacje nie powinny przesłonić jednego – minimum olimpijskie zostało wytyczone na poziomie 1:59.50. W 2019 roku żadna Polka nie pobiegła tak szybko. Być może do grona walczących o olimpijską przepustkę dołączy Angelika Cichocka również z Orlen Teamu, która również wraca po perypetiach zdrowotnych, lecz największe sukcesy osiągała na dystansie 1500 metrów.

Zakończone niedawno halowe mistrzostwa Polski na 800 metrów wygrała Anna Pólkowska, znana do niedawna pod panieńskim nazwiskiem Dobek. Czas 2:05.75 nie wyróżnia się specjalnie na tle najszybszych w tym roku na świecie, ale nowa mistrzyni jeszcze do niedawna specjalizowała się w startach sprinterskich. To kolejny drobny aspekt, który wpisuje się w nowy obraz biegu na 800 metrów. Sytuacja zrobiła się otwarta nie tylko na szczycie, ale także na poziomie krajowym, choć oczywiście z różnych względów.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Kukurydza
Kukurydza
11 miesięcy temu

Jóźwik już nic wielkiego w sporcie nie osiągnie – za dużo instagrama i taniego fejmu. Pozostaje jej jedynie jakiś taniec z gwiazdami czy inna szopka, a potem kariera trenera personalnego.

Pólkowska na 800 m nie ma szans wyrobić się na Tokio. Na otwartym stadionie rekord życiowy ma o prawie 10 sekund gorszy niż minimum. To się nie może udać tak szybko.

Jedyną nadzieją jest Cichocka, ale to czas pokaże.

Piotr Wiszowaty
11 miesięcy temu

Tolerowanie tej kobiety, z całym szacunkiem, to jak hodowla Jarmili Krarohvilowej. Sorry, ale gdzieś muszą być granice.

Piotr Wiszowaty
11 miesięcy temu

I jeszcze jedno – nagrody w tenisie dla turniejów kobiecych powinny być mniejsze niż niż dla mężczyzn, chyba że się będą zarzynać w pięciosetówkach. To jest chore. Nawet jeśli by nakręcono jeszcze siedem filmów jak kobieta ograła krytyka. TO nie jest ten sam sport, jak pozostałe. Ale lobby jedzące z miseczki WTA jest głodne…

watson84200
watson84200
11 miesięcy temu

‘Rewolucja stała się faktem – wszystko wskazuje, że podczas igrzysk olimpijskich Tokio 2020 będą obowiązywać nowe regulacje…’ To stała się faktem czy tylko wszystko na to wskazuje? Ja ******* kto to pisze

Aktualności

Kalendarz imprez