Kosmita w mieście Kopernika. Duplantis odleciał całemu światu

Kosmita w mieście Kopernika. Duplantis odleciał całemu światu

Takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często. Ba, w Polsce nie zdarzają się praktycznie nigdy, w końcu największe lekkoatletyczne imprezy rzadko odbywają się nad Wisłą. Dzisiaj podczas ORLEN Copernicus Cup w Toruniu padł rekord świata w skoku o tyczce. Genialny Armand Duplantis odpalił 6 metrów i 17 centymetrów, po raz kolejny przekraczając granicę ludzkich możliwości. Justyna Święty-Ersetic poprawiła własny rekord Polski na 400 m. To był świetny mityng!

O tym chłopaku można by pisać nie tylko długie artykuły i obszerne analizy, ale także prace magisterskie, a nawet doktorskie. Słowo “chłopak” jest tu jak najbardziej na miejscu, bo reprezentant Szwecji ma dopiero 20 lat i tak naprawdę dopiero powinien rozpoczynać poważną karierę. Tymczasem on już ma na koncie mistrzostwo Europy i wicemistrzostwo świata seniorów plus całe mnóstwo rekordów wśród juniorów. Od dzisiaj jest także absolutnym rekordzistą świata w skoku o tyczce. Najlepszy wynik w historii ustanowił w Toruniu, podczas lekkoatletycznego mityngu ORLEN Copernicus Cup.

Na ten rekord zresztą się zanosiło od pewnego czasu. Kilka dni temu na zawodach w Duesseldorfie było już bardzo blisko, ale przy próbie na 6,17 m Mondo minimalnie zahaczył poprzeczkę ręką i nie zdołał pobić wyniku Francuza Renauda Lavillenie. Dziś w Toruniu pięć tysięcy kibiców szykowało się, że zobaczą historyczny moment. I zobaczyli, chociaż tym razem okoliczności wcale nie sprzyjały Szwedowi. Dość szybko bowiem wysypali się wszyscy jego rywale i już na etapie 5,72 m został w walce z poprzeczką sam jak palec. Każdy lekkoatleta powie wam, że bicie rekordów jest znacznie łatwiejsze, kiedy rywalizuje się z kimś na topowym poziomie. Duplantis rywalizował dziś sam ze sobą. Bez najmniejszych problemów zaliczył 5,92, potem z ogromnym zapasem także 6,02 m umacniając się na czele światowych tabel tego sezonu. Chwilę później cała hala wstrzymała oddech. Szwed zażyczył sobie, żeby ustawiono mu 6,17 m, czyli wysokość, jakiej nie pokonał nikt w historii skoku o tyczce, nawet legendarny Siergiej Bubka. Centymetr wyżej niż aktualny rekord Lavilleniego.

ORLEN Copernicus Cup: Gwiazdozbiór w Toruniu

Pierwszy raz był, podobnie jak w Duesseldorfie, nieznacznie nieudany. Za drugą próbą cel jednak został osiągnięty i Duplantis oszalał z radości. Podobnie zresztą jak publika.

Co tu dużo gadać, Szwed wybrał sobie idealne miejsce do bicia rekordu świata. Toruń to miasto Mikołaja Kopernika, człowieka, który jak mało który kojarzy się z kosmosem. Dzisiaj na ORLEN Copernicus Cup znalazł się godny, kosmiczny następca wybitnego astronoma. Przed Duplantisem bez wątpienia jeszcze mnóstwo wielkich chwil i wspaniałych zwycięstw, ale jesteśmy absolutnie pewni, że dzisiejszego wieczora w Toruniu nie zapomni do końca życia.

A propos zapominania, o Copernicus Cup szybko mogą zapomnieć za to polscy tyczkarze. Paweł Wojciechowski i Robert Sobera zaliczyli po 5,52, czyli o 65 centymetrów mniej od zwycięzcy. Przepaść. Paweł Wojciechowski tłumaczy kolejny nieudany występ nowymi tyczkami. Wzbogacił się bowiem o nowy komplet i musi się w nie “wskakać”, a to w przypadku każdego tyczkarza po prostu trwa. Czekamy cierpliwie, bo pod nowym trenerem (Wiaczesławem Kalininczenką, tym co prowadził m.in. Monikę Pyrkównę) ponoć nastąpiła nowa jakość na treningach. Wierzymy, że przełoży się to na zawody.

Skoro jednak mówimy o rekordach, to nowy ustanowiła także Justyna Święty-Ersetić. Wprawdzie nie świata, tylko Polski, w biegu na 400 metrów, ale nie będziemy narzekać. Sama zawodniczka także nie narzekała.

Jestem zaskoczona, ten wynik to dla mnie coś wspaniałego. Cieszę się, że po raz kolejny miałam możliwość poprawienia rekordu kraju na polskiej ziemi – mówiła na gorąco po wygranym biegu. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN nie kryła zadowolenia i… zaskoczenia rezultatem. Od sobotniego wieczoru rekord Polski to 51.37. – To tylko świadczy, że jestem naprawdę mocna na tym etapie przygotowań. Przełożenie mistrzostw świata nie zmienia trybu moich przygotowań, bo i tak  nie braliśmy pod uwagę tego startu… 

Drugą serię na 400 m wygrała Iga Baumgart-Witan, a startowały wszystkie “Aniołki Matusińskiego”, bo i Anna Kiełbasińskam i Małgorzata Hołub-Kowalik, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka oraz aspirująca do tego grona młodzieżowa mistrzyni Europy z ubiegłego sezonu Natalia Kaczmarek. Przy jej nazwisku automatycznie nachodzi skojarzenie z Konradem Bukowieckim, gdyż stanowią parę. Lider światowych list (21,88 m ze środowego mityngu w Ostrawie) tym razem pchał bardzo słabo (jak na swoje możliwości). Nie szczędził sobie autokrytyki. – To pewne, że lepiej będę wspominał Copernicus Cup sprzed dwóch lat, kiedy ustanowiłem tu rekord Polski – mówił. W znacznie lepszym humorze do dziennikarzy przyszedł Michał Haratyk, który wrócił na rzutnię po jesiennej operacji łokcia. W Toruniu zajął drugie miejsce (za Tomasem Stankiem z Czech – 21,86 m). Jego 21,5 metra to najdalszy wynik, ale każdym przekraczał 21 m i choć trzy próby spalił, za każdym razem kula lądowała za tą magiczną granicą. – Nie mogę jeszcze wyprostować ręki do końca, ale czuję się dobrze. Wciąż czeka mnie mnóstwo pracy w sali rehabilitacyjnej – zastrzega.

O rekord Polski na 60 m przez płotki otarł się Damian Czykier. Zabrakło ledwie  trzech setnych! Najlepszy wynik w historii polskiej lekkiej atletyki od 21 lat należy do Tomasza Ścigaczewskiego. Damian był przeszczęśliwy i wygląda na to, że w kolejnych tygodniach sezonu halowego może się pokusić o zapisanie się na dłużej w krajowych tabelach, bo ze startu na start się rozpędza. Tym razem na metę wpadł na trzecim miejscu.

Na deser tego niesamowitego wieczoru został bieg profesorski i nie chodzi tu o naukowców z lokalnego uniwersytetu. Do biegu na 800 m przystąpiło naszych dwóch czołowych średniodystansowców, Adam Kszczot i Marcin Lewandowski. Na trybunach szaleństwo, wrzawa niesamowita. Reakcje toruńskiej publiczności rewelacyjne. Wyścig na cztery okrążenia w wykonaniu Polaków również. Zaczęli “spokojnie” (chciałoby się móc osiągnąć taki “spokój” pędząc do autobusu na odcinku 50 m…) z tyłu stawki. Na półtorej rundy przed metą zaczęli pościg. Fenomenalny finisz. Tempo biegu w końcówce wręcz nierealne. Obaj ustanowili najlepsze wyniki w sezonie, a podzielił ich błysk flesza. Adam Kszczot uzyskał 1:46.01, a Marcin Lewandowski 1:46.05.

To była lekkoatletyczna uczta co się zowie. Nie tylko Duplantis i Polacy błyszczeli i zachwycali. Choćby w skoku w dal w imponującym stylu wygrała Maryna Bech-Romanczuk. Utytułowana Ukrainka uzyskała najlepszy wynik na ziemiach polskich 6,96 m (nr 1 w tym sezonie). Zacieramy ręce, bo we wtorek w Łodzi ORLEN Cup. Start o 17:00 w Atlas Arenie. Najwyższy poziom i wspaniałe emocje sportowe gwarantowane!

JAN CIOSEK
DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez