Korzeń wraca! – Co mam do stracenia?

Korzeń wraca! – Co mam do stracenia?

Karierę skończył już niemal trzy lata temu, ale pokusa pojechania do Tokio okazała się zbyt silna. Dlatego postanowił wrócić. Paweł Korzeniowski może stać się pierwszym polskim pływakiem, który będzie mógł pochwalić się udziałem na pięciu igrzyskach olimpijskich. Jak sam podkreśla, nie ma nic do stracenia. Były mistrz świata do rywalizacji wróci już 21 grudnia, podczas zawodów „Bijemy rekordy pod patronatem Pawła Korzeniowskiego”.

Na początku 2017 roku postanowił powiedzieć stop. Zostawił po sobie niezwykle okazałe CV, napakowane sukcesami zarówno na mistrzostwach Europy, jak i mistrzostwach świata. Swego czasu na swoim koronnym dystansie – 200 metrów delfinem, był w stanie rywalizować z najlepszymi, a nawet pokonać Michaela Phelpsa. Od jego największego osiągnięcia minęło sporo czasu, bo po złoty medal MŚ sięgnął w 2005 roku. Potem nawiązało do tego tylko dwóch polskich pływaków – specjalizujący się w stylu dowolnym Przemysław Stańczyk oraz Mateusz Sawrymowicz (obaj mistrzami świata zostali w Melbourne w 2007 roku).

Skąd decyzja o powrocie do rywalizacji? W rozmowie z nami uzasadnia to tak: – Przez trzy lata od momentu zakończenia kariery śledziłem polskie pływanie. Widziałem, że poziom cały czas jest taki sam. Na mistrzostwach Polski zawodnicy wykręcają czasy po około 49.5 sekund. Myślę, że to jest wynik nadal w moim zasięgu. Co mam do stracenia? Swoją szansę upatrzyłem po namowie Marcina Cieślaka, który również wrócił do pływania pół rok temu. Sugerował mi żebym spróbował, potem żebym się z nim trochę pościgał. I tak to się uformowało – zacząłem się coraz więcej ruszać, coraz więcej pływać.

Obecnie trenuje sześć razy w tygodniu. Nie brakuje mu motywacji, ani przede wszystkim przyjemności, którą nieustannie czerpie z częstych pobytów na basenie. Wyznaczył sobie prosty cel – kwalifikacja na igrzyska. Nic więcej, nic mniej. Bez napięcia na powrót na czerwonym dywanie. Nie myślę o tym, żeby zdobywać jakieś medale. Sam fakt pojechania na piąte igrzyska będzie dla mnie dużym wydarzeniem.

I nie ma się co dziwić, bo w historii polskiego pływania nie było jeszcze nikogo, kto wziąłby udział w pięciu olimpijskich zawodach. Korzeniowski stałby się również piętnastym zawodnikiem na świecie, który tego dokonał. Przypomnijmy, że o kwalifikację olimpijską polscy pływacy będą walczyć od lutego do maja 2020 roku.

Polskie pływanie znalazło się w ostatnich latach w sporym dołku. Podczas lipcowych mistrzostw świata w Gawnju reprezentantom Polski nie udało się stanąć na jakimkolwiek stopniu podium. Ostatni raz z pustym workiem z imprezy tej rangi wracaliśmy aż 21 lat temu. Światełko w tunelu stanowią dobre występy Radosława Kawęckiego w International Swimming League, a niekonwencjonalną próbę w odzyskaniu formy podjął wicemistrz świata z 2017 roku Wojciech Wojdak, który rozpoczął współpracę z Shanem Tusupem.

W  jakiej formie znajduje się Paweł Korzeniowski? Co najmniej przyzwoitej. Przede wszystkim, po skończeniu kariery wcale nie osiadł na laurach. Jego nową pasją stał się triathlon, w którym osiągał całkiem niezłe rezultaty. Podczas zawodów IRONMAN 5150 Warsaw (dystans olimpijski 1,5 km pływania, 40 km jazdy na rowerze, 10 km biegu) zajął siedemnaste miejsce w generalnej klasyfikacji. – W przyszłości nadal będę chciał trenować triathlon. Robiłem to przez trzy lata i zanotowałem duży progres. Jak jednak wiemy, igrzyska są raz na cztery lata, a to jest pewnie moja ostatnia szansa. Już do Los Angeles na pewno takiej próby bym nie podjął.

Gdyby jednak 34-latek uzyskał przepustkę do Tokio 2020, a potem jeszcze pokusił się o udział w kolejnych igrzyskach, miałby szansę dołączyć do absolutnie elitarnego grona. Derya Büyükuncu, Lars Frölander oraz Therese Alshammar – to jedyni pływacy, którzy brali udział w aż sześciu edycjach. Pierwsza dwójka ostatni raz do olimpijskiego basenu wskoczyła w Londynie w 2012 roku, a 42-letnia Alshammar jeszcze w Rio.

Zostawmy jednak rozważania i wzorem Pawła, skupmy się na najbliższej przyszłości. Powrót postaci tego kalibru zawsze cieszy, a dodatkowo może dać motywacyjnego kopa młodszej generacji. Tak jak Korzeniowski chce krok po kroku wracać do formy i pojechać do Tokio, tak polskie pływanie powinno skupić się na spokojnym wstawaniu z kolan. Nikt nie prawa oczekiwać w Tokio worka medali, ale kilka finałów i może jeden, ewentualnie dwa krążki od Kawęckiego, Wojdaka czy Pawła Juraszka? Kto wie. Liczymy, że w wiosce olimpijskiej towarzyszyć im będzie pewien zawodnik, który z sukcesem jest za pan brat.

Fot. 400mm.pl


Aktualności

Kalendarz imprez