Koronawirus paraliżuje kwalifikacje olimpijskie. Kto spokojny, kto czeka?

Koronawirus paraliżuje kwalifikacje olimpijskie. Kto spokojny, kto czeka?

Agence France Presse twierdzi, że dotychczasowe kwalifikacje do Tokio 2020 utrzymają ważność. Zatem ci, którzy już je wywalczyli, przynajmniej pod tym względem mogą cieszyć się (pozornym) spokojem. Reszta sportowców znajduje się w trudnej sytuacji: igrzyska olimpijskie mają się odbyć później (2021?), a pod znakiem zapytania pozostają terminy zawodów/regat/turniejów kwalifikacyjnych. Jest jeszcze ostatnia grupa sportowców, u których walka o przepustki do Tokio odbywa się na podstawie miejsca w rankingu. Obecnie nie mogą nawet zdobywać do niego punktów. Czekamy na ustalenie kalendarza zawodów kwalifikacyjnych.  

Co tu dużo mówić –  sportowcy najczarniejszego scenariusza zakładać po prostu nie mogą. Igrzyska, nie igrzyska, formę trzeba trzymać i budować. Wszystko wskazuje, że Tokio 2020 odbędzie się w roku 2021. Mówi się o kwietniu, ale to tylko spekulacje. W ciągu kilku tygodni PKOl ma określić dokładną datę rozpoczęcia XXXII Igrzysk Olimpijskich. Natomiast kwalifikacje – jak zapewnił Komitet Wykonawczy MKOl – na pewno rozciągną się w czasie. Informacja podana przez AFP na pewno wielu zawodników uspokoiła, innym odbiera nadzieję, że coś się jeszcze może zmienić. Jednak w dzisiejszej rzeczywistości nic nie może być traktowane jako pewnik i nawet pozornie wiarygodna informacja może się momentalnie zdezaktualizować.

Pewniacy

Kto więc może być spokojny o miejsce w Tokio? Zacznijmy od ekipy, w której pokładamy chyba największe nadzieje. Mowa oczywiście o naszych mistrzach świata w siatkówce, których od czasu zdobycia tego tytułu, wzmocnił jeden z najlepszych zawodników globu Wilfredo Leon. Wciąż liczymy, że przyjmujący utworzy piekielnie mocny duet z Bartoszem Kurkiem, który w ostatnim czasie z powodu kontuzji, nie był w stanie regularnie bronić barw narodowych. I mamy wrażenie, że pierwsze od ponad czterdziestu lat mistrzostwo olimpijskie jest w naszym zasięgu, szczególnie że w kilku ostatnich kampaniach olimpijskich Polacy traktowani byli jako pretendenci do medali, a kończyło się co najwyżej na ćwierćfinałach.

No dobra, było słowem o personaliach, teraz o turnieju. Tu sprawa jest prosta – siatkarze zakwalifikowali się do niego już w sierpniu ubiegłego roku. Znamy zresztą nie tylko wszystkie drużyny, które prędzej, czy później zagrają w Tokio, ale również składy grup. Polacy trafili do grupy A, w której mają zmierzyć się z:

Japonią,
Włochami,
Kanadą,
Iranem,
Wenezuelą.

Sprawić niespodziankę w turnieju tenisa stołowego będą próbować polskie zawodniczki, które awans wywalczyły podczas lutowego turnieju kwalifikacyjnego. Reprezentacja będzie miała prawo wystawienia drużyny oraz dwóch zawodniczek do turnieju singlowego (decyduje światowy ranking, na razie najwyżej rozstawione w nim są Li Qian oraz Natalia Partyka). Więcej o Polkach pisaliśmy TU. Obecnie kadra jest nieco podzielona, ponieważ Li Qian na początku lutego z powodu epidemii koronawirusa nie mogła przylecieć do Polski, a obecnie kiedy to Europa jest w gorszej sytuacji, niż Chiny, naturalnie nie ma takiej potrzeby.

– Myślę, że trzeba wrócić do stycznia i zorientować się, że mamy wielki kapitał w postaci kwalifikacji olimpijskiej. Jesteśmy w znacznie lepszej sytuacji, niż wielu innych sportowców na świecie, którzy jeszcze jej nie wywalczyli. Chcemy podtrzymywać formę na ile jest to możliwe i obserwować kolejne wydarzenia – już wiemy, że niektóre sprawy, które były zaplanowane w kadrze kobiet, nie będą już możliwe do zrealizowania. Przykładowo – drużynowe mistrzostwa świata w Korei, które miały odbyć się w marcu, zostały przesunięte na czerwiec. Pytania co będzie, w mojej mentalności, nie za bardzo mają sens. Najważniejsze jest podtrzymać dyspozycję sportową – w postaci przygotowania fizycznego oraz technicznego. To oczywiście ma miejsce, wszystkie zawodniczki wykonują program, który mamy ustalony – mówi w rozmowie z nami trener reprezentacji Zbigniew Necek.

Na igrzyskach zobaczymy również Tomasza Bartnika. Polski strzelec udział w nich zapewnił sobie jako pierwszy z Polaków, za sprawą zdobycia tytułu mistrza świata w 2018 roku. W ostatnim czasie znajdował się w nieco gorszej dyspozycji (kilka słabszych występów w dużych imprezach), ale wciąż powinien liczyć się w walce o najwyższe laury. Kadrę uzupełnią również Klaudią Breś oraz Aleksandra Jarmolińska, które również sprawę kwalifikacji mają z głowy. Gorzej wygląda, co oczywiste, kwestia budowania formy: –  W kwietniu mieliśmy mieć test przedolimpijski w Tokio, wiadomo dlaczego go odwołali. Japończycy robią wszystko, aby wirus się u nich nie rozprzestrzenił. Siedzimy w zawieszeniu i nie wiemy, co będzie dalej – komentował dla nas Bartnik.

Z kwalifikacjami zdążyli się uwinąć kolarze torowi, którzy swoje przepustki wywalczyli podczas zakończonych  pierwszego marca mistrzostw świata. W Tokio zobaczymy dziewięciu reprezentantów Polski, w tym Darię Pikulik  i Daniela Staniszewskiego w omnium oraz w madisonie w parach z kolejno: Nikol Płosaj oraz Wojciechem Pszczolarskim. Dołączą do nich sprinterki – Marlena Karwacka oraz Urszula Łoś oraz sprinterzy – Maciej Bielecki, Krzysztof Maksel, Rafał Sarnecki oraz Mateusz Rudyk. Ostatni z nich z pewnością powalczy o medal nie tylko w drużynie, ale również w sprincie indywidualnym. Zaznaczyć trzeba, że w kolarstwie kwalifikacje zdobywa się dla kraju, zatem ostateczny skład osobowy reprezentacji poznamy zapewne tuż przed samym startem olimpijskim. Jeśli chodzi o kolarstwo szosowe, mamy dwa miejsca dla pań i trzy dla panów. Wśród mężczyzn głos będzie należał do trenera kadry Piotra Wadeckiego, który ma ustalić kto pojedzie ze startu wspólnego i w czasówce. W tej ostatniej konkurencji kandydat wydaje się być ewidentny – Maciej Bodnar, który będzie wspierał w peletonie (chyba!) Michała Kwiatkowskiego i medalistę z Rio 2016 Rafała Majkę. Możemy się spodziewać, że po odwołaniu całej kolarskiej wiosny klasyków i ogromnym znaku zapytania co z ciągiem dalszym sezonu w zawodowym ściganiu, orzech do zgryzienia będzie naprawdę twardszy od stali.

Końca dobiegły też kwalifikacje w jeździectwie. Po raz pierwszy od szesnastu lat Polska ma mieć swojego reprezentanta w konkurencji skoków przez przeszkody. Będzie nim Wojciech Wojcianiec, który udział na igrzyskach zapewnił sobie podczas zawodów rozgrywanych we wrocławskich Partynicach. Drużynową przepustkę zapewniła sobie za to polska drużyna w WKKW (Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego). I to również po szesnastu latach posuchy! Transport koni na igrzyska stanowi zawsze wielkie wyzwanie organizacyjne. Przypomnijmy chociaż igrzyska 2008 roku, kiedy to ze względów kwarantanny konkurencje jeździeckie rozgrywano w Hongkongu a nie w samych Chinach. Również wysyłka wierzchowców do Japonii na pewno jest problematyczna i pod tym względem wiele kwestii zostało już sformalizowanych. Odroczenie Tokio 2020 z pewnością kłopoty nawarstwi.

Już w ubiegłym roku bilety do Tokio zapewniło Polsce też sześć osad wioślarskich (podkreślamy, w tym przypadku również są to kwalifikacje dla krajów, a nie imienne). Czwórki bez sternika: Marcin Brzeziński, Mikołaj Burda, Michał Szpakowski i Mateusz Wilangowski oraz u pań: Monika Chabel, Joanna Dittmann, Olga Michałkiewicz i Maria Wierzbowskiej. Czwórki podwójne: Fabian Barański, Dominik Czaja, Szymon Pośnik i Wiktor Chabel oraz Agnieszka Kobus-Zawojska, Maria Springwald, Marta Wieliczko i Katarzyna Zillman. Dwójki podwójne: Mateusz Biskup i Mirosław Ziętarski. Dwójka podwójna wagi lekkiej: Jerzy Kowalski i Miłosz Jankowski. W maju (17-20) pozostałych biało-czerwonych miały czekać regaty kwalifikacyjne w Lucernie, ale zostały odwołane, a wcześniej jeszcze w kwietniu w Sabaudii miał się odbyć Puchar Świata – wewnętrzna rywalizacja o prawo startu w Lucernie.

Do Tokio polecą również polscy żeglarze. Oficjalną nominację zarządu Polskiego Związku Żeglarskiego otrzymały Aleksandra Melzacka oraz Kinga Łoboda, czyli polska załoga klasy 49erFX oraz deskarze. W klasach 49er i Laser Radial, w których Polska ma prawo wystawić zawodników, wciąż trwa wewnętrzna rywalizacja. Na olimpijskim skiffie (49er) o miejsce w reprezentacji ubiegają się dwie załogi – doświadczeni olimpijczycy Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński oraz Dominik Buksak i Szymon Wierzbicki. Jeśli chodzi o walkę o punkty (podstawowe kryterium kwalifikacyjne) te załogi liczyć będą jeszcze na dorobek uzyskany podczas Pucharu Świata na akwenie olimpijskim w Enoshimie.

Podobna sytuacja panuje w windsurfingu olimpijskim. Punktowaną część krajowej rywalizacji wygrali Zofia Klepacka oraz Piotr Myszka. To im właśnie Polski Związek Żeglarski rzutem na taśmę przyznał nominacje do Tokio 2020. Ogłoszenie tych nazwisk wydarzyło się jednak przed oficjalnym odroczeniem igrzysk, a to może odwrócić jeszcze wszystko do góry nogami. We wczorajszej audycji “Kierunek Tokio” wziął udział dyrektor sportowy PZŻ Dominik Życki, który przyznał, że decyzja pozostaje w mocy, jednak żeglarska centrala czeka na ogłoszenie terminu regat olimpijskich i kalendarza regat, bo jak w każdym innym przypadku niemal na chwilę obecną, nic nie wiadomo.

Audycja Kierunek Tokio #48: Odroczenie XXXII Igrzysk Olimpijskich

W klasie 470 Agnieszka Skrzypulec i Jolanta Ogar nie mają w kraju konkurencji. Zapewniły kwalifikację dla kraju, zatem formalności w PZŻ z zatwierdzeniem udziału podopiecznych trenera Zdzisława Staniula na igrzyska to kwestia czasu. Niewiadomą stanowi również kto będzie ścigał się na żeńskim Laserze na Zatoce Tokijskiej. Rywalizują Magda Kwaśny i Agata Barwińska, jednak ta pierwsza udowadnia lepszą gotowość do wyjazdu (znacznie lepszy dorobek punktowy w kwalifikacjach).

Polska gimnastyką na pewno nie stoi, choć jeszcze dwanaście lat temu złoty medal w Pekinie 2008 zdobył Leszek Blanik. Okazję, aby choć w połowie wejść w jego buty, będzie miała Gabriela Janik, która na igrzyska awansowała podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata. Obecnie jej dyscyplina kompletnie stanęła jednak w miejscu. Międzynarodowa federacja z góry odwołała wszystkie zawody Pucharu Świata aż do czerwca. Bilet do Japonii zarezerwowała również Aleksandra Mirosław – zawodniczka wspinaczki sportowej. W marcu planowano rozegrać jeszcze mistrzostwa Europy w Moskwie, które posłużyłyby jako kwalifikacje ostatniej szansy, ale impreza została wstępnie przeniesiona na czerwiec.

Polskę w stolicy Japonii na pewno reprezentować będą zapaśnicy: Roksana Zasina, Jowita Wrzesień i Tadeusz Michalik. Kolejne okazje do zdobycia przepustek w tej dyscyplinie miały nadejść podczas europejskiego (18-22 marca) i światowego (30 kwietnia – 3 maja) turnieju kwalifikacyjnego. Z powodu epidemii zawody zostały przeniesione na kolejno: maj i czerwiec.

Koniec marzeń

Do Tokio na pewno nie pojadą polscy piłkarze ręczni i siatkarki. Obie reprezentacje przegrały w turniejach kwalifikacyjnych. Dla panów posłużyły za niego mistrzostwa Europy – brak awansu do II fazy turnieju oznaczał pożegnanie się z marzeniami o igrzyskach. Panie natomiast w kwalifikacjach (odbywających się na tych samych zasadach, co te koszykarzy) przegrały w półfinale z Turczynkami. Pamiętamy ten mecz! …Pamiętamy i chcemy go zapomnieć. Było niesamowicie blisko. Dziewczyny pokazały klasę, ale niestety zabrakło im zimnej krwi. W przypadku tak młodej drużyny, jest to jak najbardziej wytłumaczalne. Potencjał ogromny, ale szansy nie wykorzystały.

Jeszcze wcześniej szansę na igrzyska straciły szczypiornistki, które w 2018 roku nie wyszły z grupy na mistrzostwach Europy, a w ubiegłym roku nie zdołały awansować na mistrzostwa świata. A sukces na jednej z dwóch wielkich imprez był warunkiem koniecznym, aby myśleć o czymś więcej. Dokładnie to samo możemy powiedzieć też o koszykarkach, które również nie poradziły sobie na żadnym z czempionatów. Idąc dalej: bez szans na kwalifikację olimpijską jesteśmy również w baseballu, softballu, piłce wodnej i rugby, czyli dyscyplinach, które w kraju nad Wisłą nie cieszą się rzeszą oddanych fanów. Nie będziemy oglądać też polskiego hokeja na trawie, bo zarówno panowie, jak i panie odpadli na drugiej fazie kwalifikacji olimpijskich w 2019 roku.

Co z piłka nożną? Jak wiemy, olimpijski futbol to jedyna dyscyplina na igrzyskach, w której występują ograniczenia wiekowe idące w górę – zespół może składać się z trzech zawodników o dowolnym wieku, a reszta nie może przekraczać 23. roku życia. Są to więc poniekąd rozgrywki młodzieżowe, dlatego kwalifikacje na nie odbyły się podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata U-21. Biało-czerwoni prowadzeni przez Czesława Michniewicza – mimo świetnego początku i wygranych z Belgią i Włochami – pożegnali się z imprezą w fazie grupowej. Tym samym stracili szansę na występ w Tokio.

Zadecydowały rankingi

W taekwondo miejsca na podstawie rankingu zostały już rozdane, a jedno z nich trafiło w ręce Aleksandry Kowalczuk (jako piątej zawodniczki z rankingu). Polka obecnie prowadzi walkę z czasem, bo na początku roku doznała częściowego zerwania więzadła krzyżowego oraz pęknięcia łękotki. Przesunięcie igrzysk mogłoby więc – ironicznie  – pomóc jej w lepszej rehabilitacji i powrocie do formy. Odbyć miał się jeszcze turniej kwalifikacyjny w Moskwie (17-18 kwietnia), który uzupełniłby olimpijską stawkę, ale oczywiście został odwołany. Podobnie jak Mistrzostwa Europy Seniorów (7-10 maja), choć nasza zawodniczka i tak mogłaby mieć problemy, aby się na nie wyrobić.

W szermierce kwalifikacje odbywają się na zasadzie rankingu z 4 kwietnia. Pewne występu w Tokio są już polskie szpadzistki. Dodatkowo zaplanowany został jeszcze europejski turniej ostatniej szansy (tzw. dobijaki) w Madrycie 8-19 kwietnia, ale już wiemy że się nie odbędzie, bo wszystkie imprezy zostały zawieszone do odwołania.

Królowa zasobna

Nie możemy nie poświęcić akapitu królowej wszelkich sportów, czyli lekkoatletyce. W jej przypadku o udziale na igrzyskach decydują minima kwalifikacyjne, ustalone przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Czas na ich uzyskanie polscy zawodnicy mieli mieć do 29 czerwca (w przypadku maratończyków oraz chodziarzy do 31 maja), ale z powodu przeniesienia igrzysk termin może ulec zmianie. Potem zostanie jeszcze ostatnia furtka, czyli awans na podstawie rankingu olimpijskiego (na który z pewnością może liczyć nawet ponad 30 biało-czerwonych).

Tak to wygląda na ten moment u pań:

100 m: Ewa Swoboda,

400 m: Justyna Święty-Ersetic, Iga Baumgart-Witan,

1500 m: Sofia Ennaoui,

maraton: Karolina Nadolska,

100 m przez płotki: Klaudia Siciarz,

400 m przez płotki: Joanna Linkiewicz,

skok wzwyż: Kamila Lićwinko,

pchnięcie kulą: Paulina Guba,

rzut młotem: Anita Włodarczyk, Joanna Fiodorow, Malwina Kopron.

A u panów:

800 m: Adam Kszczot, Marcin Lewandowski,

1500 m: Marcin Lewandowski,

400 m przez płotki: Patryk Dobek,

skok o tyczce: Piotr Lisek, Paweł Wojciechowski,

pchnięcie kulą: Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk,

rzut dyskiem: Piotr Małachowski,

rzut młotem: Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki,

rzut oszczepem: Marcin Krukowski,

chód 50 km: Artur Brzozowski i Rafał Augustyn.

Wszyscy wymienieni wyżej zawodnicy mogą cieszyć się już ze statusu olimpijczyków. Ale naturalnie liczymy, że na tym się nie zakończy. Czasu zostało sporo, a my trzymamy kciuki za chociażby skoczka wzwyż Sylwestra Bednarka i Angelikę Cichocką z Grupy Sportowej ORLEN, która powoli wraca do biegania po prawie dwuletniej kontuzji, czy oszczepnika Cypriana Mrzygłoda. Na ranking w ostateczności będzie liczył fenomenalny w hali Damian Czykier, który na 60 m ppł uzyskał szósty wynik na świecie. Ich z pewnością stać na wynik przekraczający ten gwarantujący udział na igrzyskach. Na koniec, nie można zapominać, że minima to jedno, ale każdej reprezentacji przysługuje prawo wystawienia ograniczonej liczby zawodników. Do tego dochodzą cztery sztafety: w tym 4×400 pań, w których pokładamy największe nadzieje.

KACPER MARCINIAK
DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. pixabay.pl


Aktualności

Kalendarz imprez