Koronawirus i gra w chińczyka

Koronawirus i gra w chińczyka

Chociaż epidemia koronawirusa zaczyna torpedować całą gospodarkę światową i to może być wkrótce najprawdziwsza tragedia, na razie największym zmartwieniem jest seryjne odwoływanie najbliższych imprez sportowych. Lekkoatletom na przykład odpadły zaplanowane w marcu halowe mistrzostwa świata w Nankinie (Chiny), czyli w kraju, gdzie się zaraza zaczęła. W perspektywie kilku miesięcy opinia światowa najbardziej się przejmuje groźbą odwołania  zaplanowanych w Tokio i Sapporo (konkurencje wytrzymałościowe) tegorocznych igrzysk olimpijskich (24 lipca – 9 sierpnia). Tymczasem zarówno japońscy gospodarze, jak i MKOl wciąż robią dobrą minę do złej gry, twierdząc, że o całkowitym odwołaniu olimpijskiego szczytu 2020 nie ma mowy, a co najwyżej termin igrzysk się co nieco przesunie. Dziś jednak nikt nie może być pewny, jakie rozwiązanie zostanie ostatecznie przyjęte, bo też skala epidemii  nadal pozostaje nieznana. 

Kiedy w roku 1906 rząd włoski  powziął wyprzedzającą dość odległą przyszłość decyzję o rezygnacji z organizowania w 1908 Igrzysk Olimpijskich w Rzymie, żeby skoncentrować się na odbudowie zniszczonego wybuchem Wezuwiusza Neapolu. Było to w pełni zrozumiałe posunięcie, jakkolwiek w całej historii nowożytnego olimpizmu taka rezygnacja nominowanego już miasta należała do rzadkości. Na dobrą sprawę dopiero w latach 70-tych XX wieku mieliśmy do czynienia z kompromitacją amerykańskiej miejscowości Denver (Colorado), która wygrała w 1970 konkurs na gospodarza zimowych igrzysk 1976, by w 1972 ogłosić rezygnację po sprzeciwie mieszkańców i MKOl w końcu powierzył tę rolę Innsbruckowi. 

Podobne komplikacje wywołały wcześniej tylko dwie wojny światowe. W 1916 igrzyska miały się odbyć w Berlinie, wciąż tylko w letniej wersji, jakkolwiek już z pewnym dodatkiem sportów zimowych; w 1920 zaś kolejny zlot olimpijski zaplanowano w Budapeszcie. Działania wojenne w pierwszym wypadku, a względy polityczne w drugim sprawiły, że o przeprowadzeniu obu igrzysk nie można było nawet pomarzyć. W 1920 natomiast przejęła je od Budapesztu Antwerpia.

Zaraz potem nastąpił podział na igrzyska zimowe i letnie. I dopiero kolejne działania wojenne zburzyły plany MKOl. W 1940 zawody olimpijskie w sportach zimowych postanowiono rozegrać w Sapporo, ale inwazja Japonii na Chiny w 1938 wykluczyła taką możliwość, więc w Lozannie postanowiono, że w tej sytuacji urządzi się je – podobnie jak w 1936 – w niemieckiej zbitce miejscowości Garmisch-Partenkirchen (słynne Ga-Pa), by w 1944 posłać mistrzów dyscyplin rozgrywanych na śniegu i lodzie do włoskiej Cortiny d’Ampezzo, co oczywiście również nie mogło się udać. 

Jeśli chodzi o igrzyska letnie, konflikty militarne tym bardziej im zaszkodziły. W 1940 gospodarzem  miało być Tokio, które ze wspomnianych wyżej powodów zrezygnowało z zaszczytu i MKOl powierzył tę rolę Helsinkom przy założeniu, że w 1944 następnym organizatorem, już po raz drugi, będzie Londyn. No cóż, druga wojna światowa całkowicie przekreśliła i te plany. Helsinkom przyszło gościć olimpijską czeredę dopiero w 1952, Cortinie d’Ampezzo w 1956, a Sapporo w 1972. Londyn przyjął jeszcze dwie edycje letnich igrzysk (1948 i 2012). Tokio zaś doczekało się ich wreszcie w 1964 roku, by w 2020 liczyć na powtórkę.

Wycofanie się rządu włoskiego z organizacji Igrzysk Olimpijskich 1908, nie pociągnęło za sobą w tamtym czasie poważniejszych konsekwencji, tym bardziej że Brytyjczycy (z pomocą Francuzów) błyskawicznie zebrali na gruncie prywatnym pieniądze potrzebne do urządzenia w Londynie tej imprezy, z budową stadionu na Shepherds Bush (na63 tysiące widzów) z kolarskim owalem (603,24 m) i lekkoatletyczną okólną bieżnią (536,45 m). Przedsiębiorczy prywaciarze mieli  entuzjastyczne poparcie króla Edwarda VII, który sam był zapalonym szermierzem, a będąc gościem honorowym „międzyolimpiady” 1906 w Atenach, ogromnie się nią zachwycił.

W wypadku Tokio 2020 sytuacja jest wszakże zupełnie inna. Bo w erze telewizji, Internetu i wielkich kontraktów sponsorskich nagłe odwołanie igrzysk byłoby rozerwaniem splotu najróżniejszych powiązań, oznaczającym w sferze biznesu swego rodzaju wybuch bomby atomowej. Prezydent MKOl Thomas Bach desperacko zapewnia, że igrzyska z całą pewnością się odbędą, bo ma świadomość, iż lozański areopag nie ubezpieczył się na ewentualność ich odwołania. Co innego potężny nadawca amerykański NBC Universal, który za 7,7 mld dolarów wykupił sześć lat temu prawa transmitowania igrzysk aż do 2032 roku, a co do samego Tokio 2020 sprzedał już reklamy za 1,25 miliarda. No i licząc się z ryzykiem nieprzeprowadzenia tej imprezy z jakiegokolwiek powodu – sieć NBC z góry zadbała o odpowiednie ubezpieczenie. 

Czy może więc być tak, że MKOl stanie się nagle niewypłacalnym dłużnikiem? To całkiem realna perspektywa. Tym bardziej że dotychczasowa formuła olimpijska stała się już pewnym przeżytkiem i ktoś prawdopodobnie zaproponuje organizowanie światowego szczytu sportowego w nowym kształcie. Zapewne z niemałym dodatkiem e-sportu. 

A tak nawiasem mówiąc, gdy w kierunku Chin kieruje się teraz pretensje o rozprzestrzenienie koronawirusa, jednocześnie w Stanach Zjednoczonych chiński imigrant Eric Yuan robi majątek życia jako udziałowiec i dyrektor wykonawczy firmy Zoom Video Communications, której akcje na giełdzie błyskawicznie idą w górę, podczas gdy akcje innych firm spadają na łeb na szyję. Firma jest obecnie warta 35 mld dolarów. Część należąca do Yuana to też niezły kąsek – aż 6 miliardów… 

Co ciekawe, aż dziewięć razy aplikował on o wizę amerykańską, nim mu ją wreszcie przyznano. A gdy już przybył do USA, stał się jednym z gwiazdorów Doliny Krzemowej (Silicon Valley) i we właściwym momencie wykorzystał pojawienie się na rynku smartfonów, które pozwalają nie tylko na sprawne organizowanie biznesowych wideokonferencji, lecz w ogóle na zdalne wykonywanie pracy (remote working), bez konieczności spotykania się twarzą w twarz. W dobie koronawirusa okazuje się to kluczowym zagadnieniem. Być może, obecna epidemia sprawi, że we współzawodnictwie wyczynowym trzeba będzie ze względów bezpieczeństwa przestawić się całkowicie na e-sport? 

A tak poza wszystkim, skoro Eric Yuan stał się w zakresie królem pola w zakresie wideokomunikacji, tylko wypada powtórzyć słynną kwestię z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego: „Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!”

MACIEJ PETRUCZENKO


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Marvin (niekoniecznie)Gay
Marvin (niekoniecznie)Gay
7 miesięcy temu

Pan Petruczenko tutaj! Swietna wiadomosc!

Aktualności

Kalendarz imprez