Koronawirus a igrzyska. Czas zacząć się bać?

Koronawirus a igrzyska. Czas zacząć się bać?

Mało kto wie, czym tak naprawdę jest, ale z dnia na dzień budzi coraz większe przerażenie. Pod egzotyczną nazwą „koronawirus 2019-nCoV” kryje się ryzyko, które może mocno namieszać w świecie sportu. Odwołanie halowych mistrzostw świata w lekkoatletyce to dopiero początek. Rykoszetem dostało również wiele innych mniejszych imprez, które są ważne w kontekście olimpijskich kwalifikacji. Spokojny sen wcale nie grozi też też samemu Tokio…

Skalę zagrożenia najlepiej pokazują liczby. Pod koniec stycznia liczba zakażonych koronawirusem przekroczyła 10 tysięcy. To więcej niż łączna liczba chorych na SARS – zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej, którym straszono w latach 2002-03. Wirus powodujący tę przypadłość również należał do grupy koronawirusów. To szczególna podgrupa charakteryzująca się budową, która umożliwia infekowanie ofiar na szeroką skalę.

Poznanie genezy koronawirusa jest kluczowe w kontekście walki z nim. SARS pojawił się prawdopodobnie za sprawą patogenu pochodzącego od egzotycznych nietoperzy, które “spotkały się” w fatalnych warunkach na jednym z dzikich targowisk. Wtedy chińskie władze długo ukrywały sytuację i bały się z nią zmierzyć. Dziś jest inaczej, a skala podjętych działań imponuje rozmachem.

SARS (potem także MERS) czy HIV to złowrogie nazwy, które mocno wryły się już w społeczną świadomość. Koronawirus o kiepsko zapadającej w pamięci nazwie 2019-nCoV nie ma jeszcze takiej mocy rażenia. Mimo to wciąż nie znamy genezy jego powstania, choć pojawiają się różne teorie. Większość znów prowadzi na chińskie targowiska, a jako potencjalne źródło wymieniane są głównie węże i ryby.

Wiadomo jednak, że “świeżak” nie ma na razie takiej skali rażenia jak poprzednicy. Choć zachorowało już ponad 10 tysięcy osób, to pod koniec stycznia liczba śmiertelnych ofiar przekroczyła 150. Dla porównania SARS przy 8098 chorych w latach 2002-03 miał na koncie aż 774 ofiary śmiertelne.

Oczywiście na to porównanie trzeba spojrzeć z dystansem, bo wiele wskazuje na to, że koronawirus 2019-nCoV dopiero się rozkręca. Mimo wszystko analiza dotychczasowych przypadków zdaje się sugerować, ze śmiertelnymi ofiarami choroby najczęściej są osoby, których organizmy już wcześniej były osłabione przez inne schorzenia lub wiek. Aby zminimalizować ryzyko zakażenia należy przestrzegać podstawowych środków higieny – polecane jest zwłaszcza częste i dokładne mycie rąk.

Z Chin w świat, ale… jak?

Pierwsze znane ognisko pojawiło się w grudniu 2019 roku w chińskim mieście Wuhan. Stamtąd problem trafił do innych prowincji, a potem rozlał się właściwie po całym świecie. Przypadki zarażenia potwierdzono już w Europie, Australii i Ameryce Północnej. Od niedawna wiemy też, że koronawirus nie tylko przenosi się z człowieka na człowieka, ale potrafi robić to na etapie, gdy nie daje jeszcze żadnych objawów chorobowych. Dodając do tego fakt, że wciąż nie mamy szczepionki, sytuacja robi się skomplikowana i niepokojąca.

Marek Posobkiewicz – Główny Inspektor Sanitarny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – przestrzega, że między innymi z tych względów liczba zarażonych nową odmianą wirusa może być jeszcze mocno niedoszacowana. Dopóki nie wiemy wszystkiego warto zachować szczególną ostrożność. Wuhan zostało objęte bezprecedensową kwarantanną – w ekspresowym trybie rozpoczęto tam budowę szpitali. Ulice miasta i prowincji Hebei straszą pustkami, przywodząc na myśl sceny z filmu “28 dni później”.

Atmosferę strachu podkręcają media i fanatycy teorii spiskowych. Według tych drugich koronawirus został wypuszczony, by zachęcić wszystkich do szczepień, które są tylko kwestią czasu. Inni przekonują, że w świat wyszedł za zgodą i wiedzą chińskiego rządu. Zdaniem kolejnych cała sprawa to prowokacja wymierzona w coraz lepiej rozwijającą się gospodarkę.

Faktem jest jednak to, że właśnie w Wuhan działa od kilku lat laboratorium badające najgroźniejsze wirusy. Zdaniem niektórych ten zbieg okoliczności może nie być przypadkowy – możliwe, że koronawirus wydostał się za sprawą nieprzestrzegania odpowiednich procedur bezpieczeństwa.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że został wyniesiony poza laboratorium

– przyznał hiszpański mikrobiolog Francisco Mojica.

Reakcją na nowe realia są między innymi ograniczenia w ruchu turystycznym. W 2003 roku liczba odwiedzających Hongkong spadła aż o 77 procent – wszystko za sprawą obaw przed SARS. Igrzyska są wprawdzie organizowane w Japonii, ale wiemy, że tam 2019-nCoV już jest, co nie wróży dobrze. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) po raz pierwszy zabrał głos w sprawie 11 stycznia, gdy cała sprawa nie wyglądała jeszcze aż tak poważnie.

Wtedy największym problemem wydawał się zaplanowany turniej eliminacyjny w boksie dla zawodników ze strefy azjatyckiej. Impreza miała rozpocząć się już 3 lutego. W porozumieniu z gospodarzami ogłoszono, że zawodnicy i zawodniczki wyjdą do ringu równo miesiąc później w Ammanie. Szczegóły dotyczące logistyki ustala w porozumieniu z krajowymi federacjami specjalna komórka do spraw boksu, którą MKOl powołał w ostatnich miesiącach.

Niedługo potem gruchnęła jednak jeszcze ważniejsza wiadomość. Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (World Athletics, dawniej IAAF) odwołano planowane na marzec w chińskim Nanjing halowe mistrzostwa świata – ważny punkt kalendarza startowego. – Wiemy, że Chiny robią wszystko, co w ich mocy, by opanować nowego koronawirusa. Wspieramy je w tych wysiłkach, lecz musimy zapewnić zawodnikom, federacjom i partnerom wyraźny sposób działania w tych szybko zmieniających się okolicznościach – poinformowano w oficjalnym komunikacie.

Jak Zika?

Imprezę ostatecznie przeniesiono na 2021 rok. W ostatnich godzinach lista dyscyplin, które oberwały rykoszetem za sprawą koronawirusa, stale się wydłuża. Plany muszą zmienić między innymi skoczkowie, biathloniści, badmintoniści, a także maratończycy. Odwołano również coroczny prestiżowy bieg w Hongkongu, w którym w dniach 8-9 lutego zawodnicy mieli walczyć na czterech dystansach. Te wszystkie wydarzenia mniejszego kalibru składają na coraz bardziej niepokojący obraz.

W szerszym kontekście mamy do czynienia z poważnym problemem. Podstawą olimpijskiego sportu jest wymiana doświadczeń – spotykają się ludzie reprezentujący różne kręgi kulturowe. Teraz ten mechanizm jest zagrożony – ocenił Alfons Hoermann. Prezes Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego (DSOB) powiedział wprost o tym, o czym wielu myśli – koronawirus może być poważnym zagrożeniem w kontekście igrzysk w Tokio.

Nieoczekiwanie zdążył już wpłynąć na… zimowe igrzyska w Pekinie. W połowie lutego w chińskim Yanqing miały się odbyć zawody Pucharu Świata organizowane przez Międzynarodową Federację Narciarską (FIS) w narciarstwie alpejskim. W trosce o bezpieczeństwo zawodników imprezę odwołano. Miała być nie tylko pilotażowym testem olimpijskiej trasy, ale też pierwszymi w historii zawodami Pucharu Świata FIS w narciarstwie alpejskimi zorganizowanymi w Chinach.

Optymiści wskazują na to, że do igrzysk wciąż zostało jeszcze ponad pół roku. To teoretycznie powinno wystarczyć do tego, by uzyskać szczepionkę. Przed poprzednimi igrzyskami takim globalnym olimpijskim straszakiem był wirus Zika. Nie był on jednak nowością – po raz pierwszy wyizolowano go już w 1947 roku. Przenoszona przez komary choroba co jakiś czas powracała. W styczniu 2016 roku była właściwie w całej Brazylii.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Zika nie była aż tak groźna jak koronawirus. W blisko 80 procent przypadków zachorowań nie pojawiały się żadne objawy. Gdy już jakieś występowały, to najczęściej przypominały “słabszą” grypę. Największe zagrożenie Zika przedstawiała dla kobiet w ciąży. Skutecznej szczepionki przed igrzyskami wprawdzie nie opracowano, ale leczenie objawów najczęściej nie wymagało nawet wizyty w szpitalu. Wszystko rozeszło się po kościach.

Sprawa koronawirusa jest jednak rozwojowa. W niedzielę 2 lutego pojawiła się pierwsza ofiara śmiertelna poza Chinami. Równolegle ważnym ogłoszeniem podzielił się ze światem włoski minister zdrowia. – Wyizolowaliśmy wirusa. To może nam pozwolić na zbadanie go i zrozumienie, ale także na dowiedzenie się jak możemy go zatrzymać – przyznał Roberto Speranza. Według ekspertów to może być pierwszy krok w kierunku otrzymania szczepionki, która byłaby przełomem w walce z nieoczekiwanym problemem.

KACPER BARTOSIAK

Koronawirus bombarduje wydarzenia sportowe w Chinach!

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez