Koronawirus a doping. W czasie pandemii otwiera się okno…

Koronawirus a doping. W czasie pandemii otwiera się okno…

Służby medyczne na całym świecie mają w ostatnich tygodniach jeden priorytet – walkę z postępującą pandemią koronawirusa COVID-19. Ograniczenia wprowadzane przez kolejne kraje rykoszetem mogą jednak uderzyć w walkę z dopingiem w sporcie. “Testy nie są jedyną bronią, którą dysponujemy” – przestrzega potencjalnych oszustów Witold Bańka, przewodniczący Światowej Organizacji Antydopingowej (WADA), która znalazła się w obliczu bezprecedensowego wyzwania.

O sprawie po raz pierwszy zrobiło się głośno w połowie marca, kiedy Brytyjska Agencja Antydopingowa (UKAD) wypuściła w świat szeroko komentowane oświadczenie.

– W związku z odwołaniem imprez sportowych i ostatnim zaleceniami brytyjskiego rządu, zmieniamy profil naszej działalności. Będziemy teraz przeprowadzać zauważalnie mniej testów w ramach naszego programu. (…) Naszym głównym celem pozostaje walka o czysty sport, ale na pierwszym miejscu w tych trudnych czasach musimy postawić zdrowie i bezpieczeństwo – poinformowała szefowa organizacji Nicole Sapstead.

Oświadczenie przyjęto z powszechnym niedowierzaniem. Większość krytyków zadawała przede wszystkim jedno pytanie – nawet jeśli czasy rzeczywiście są wyjątkowe, to po co wypuszczać w świat wiadomość, które de facto może zachęcać nieuczciwych sportowców do sięgnięcia po doping? Co dobrego może w ogóle przynieść taki sygnał? Zanim dyskusja na dobre zdążyła się rozpocząć okazało się, że podobne problemy jak UKAD mają inne krajowe organizacje walczące z dopingiem w sporcie.

Ogłoszenie o całkowitym zawieszeniu testów antydopingowych po raz pierwszy przyszło… z Rosji. W sobotę Jurij Ganus – szef skompromitowanej wcale nie tak dawno Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) – ogłosił, że w związku z nowymi zarządzeniami ze strony państwa organizacja będzie wciąż działać, ale nie będzie aktywnie badać zawodników. Jak długo potrwa ten stan? Na tę chwilę przynajmniej tydzień, ale nie ma się co oszukiwać – restrykcje prędko nie zostaną zniesione i w niektórych krajach o długiej dopingowej historii mogą stać się pretekstem do udostępniania zawodnikom nieregulaminowych substancji.

Testy przerwane, ale na jak długo?

Koronawirus sprawił, że wyjątkowo mało miejsca poświęcono innej ciekawej sprawie z ostatnich dni, która również dotyczyła Rosji. 12 marca Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (dziś znane jako World Athletics, jeszcze do niedawna jako IAAF) ukarało krajowy związek grzywną, która wyniosła aż 10 milionów dolarów – najwięcej w historii. – Poprzednie środki okazały się niewystarczające. Chcemy wysłać w świat mocną wiadomość, że nie ma i nie będzie zgody na podobne działania – komentował przewodniczący World Athletics Sebastian Coe.

Postanowienia dotyczyły sprawy halowego mistrza świata w skoku wzwyż z 2018 roku, Daniła Łysenki. Rosyjscy działacze konsekwentnie przesyłali do Lekkoatletycznej Jednostki Uczciwości (AIU) sfałszowane dokumenty, które miały sugerować, że zawodnik poważnie chorował i tylko dlatego nie mógł poddać się testom. Od początku do końca była to bajka, w której pojawiali się nawet nieistniejący lekarze. Grzywna to nie koniec reperkusji. Ogłoszono również, że na igrzyskach w Tokio pod neutralną flagą będzie mogło wystartować tylko dziesięcioro rosyjskich lekkoatletów. Nie wiadomo jeszcze, czy przeniesienie zawodów o rok będzie miało na tę decyzję jakiś wpływ.

Kilka dni po tej decyzji Rosjanie całkowicie zawiesili testy, ale akurat w tej praktyce nie są osamotnieni. Po kilkunastu godzinach na podobny krok zdecydowano się również w Kanadzie. Sportowcy nadal muszą aktualizować zmiany dotyczące miejsca pobytu, ale przez nieokreślony czas nie będą badani, by minimalizować ryzyko kolejnych zakażeń. Ile może potrwać taki stan? Trudno powiedzieć, ale pewną wskazówką mogą być Chiny. Tamtejsza krajowa organizacja zajmująca się walką z dopingiem (CHINADA) w szczytowym momencie pandemii w regionie zawiesiła działalność na niemal trzy tygodnie, ale od 22 lutego działa już w normalnym trybie.

Ci, którzy są czyści, raczej nie będą ryzykować. Martwimy się o tych, którzy myślą inaczej i spróbują zrobić wszystko, by wykorzystać okazję i nie ponieść konsekwencji. Można powiedzieć, że dla nich otworzyło się pewne okno – przynajmniej na moment. Musimy potraktować to wyzwanie poważnie – komentował w mediach Travis Tygart, szef Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA). Między słowami pochwalił również decyzję o przełożeniu igrzysk: – Dodatkowy czas może pozwolić na wyłapanie oszustów i wyrówna szanse uczciwych sportowców.

Ostrzeżenie do wszystkich, którym przeszło przez myśl naginanie reguł, wystosował również Witold Bańka, który od stycznia jest najważniejszym człowiekiem w Światowej Organizacji Antydopingowej (WADA). – Chcę wysłać całemu środowisku sportowemu mocną wiadomość. Testy to tylko część broni, którymi dysponujemy. Mamy także biologiczne paszporty, a do tego możemy ponownie badać próbki po latach. Zrobimy wszystko, by zapewnić uczciwe warunki gry wszystkim sportowcom. Będziemy walczyć o czysty sport nawet w tak trudnych czasach – przyznał były minister sportu w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych.

Ciekawie w tym kontekście wygląda zwłaszcza sprawa biologicznych paszportów, które badają odstępstwa od normy w różnych podstawowych parametrach. Za tą metodą wcale nie stoi idea, by przyłapać zawodnika na gorącym uczynku stosowaniu jakiejś niedozwolonej substancji, których z roku na rok jest zresztą coraz więcej. Wychodzi się z założenia, że więcej mogą powiedzieć inne dane, a wtedy dyskwalifikacja jest możliwa bez wykrycia konkretnego zakazanego wsparcia.

Długa droga banitów

W rozmowie z portalem “Inside The Games” Bańka zwrócił uwagę na jeszcze jeden ciekawy aspekt. W związku z przełożeniem igrzysk o rok teoretycznie uchylona została furtka dla zawodników, których dyskwalifikacje dobiegają końca w 2020 roku. Żeby daleko nie szukać – w tym gronie są między innymi Adrian i Tomasz Zielińscy. Bracia wywalczyli medale igrzysk w 2012 roku w Londynie, ale przed startem w Rio przyłapano ich na stosowaniu nandrolonu.

Choć odwoływali się od kar nawet do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, efektów nie było. Zakazy startów dobiegną końca latem i jesienią 2020 roku. W teorii obaj mogliby więc liczyć na występ w Tokio w 2021 roku, jednak w praktyce uniemożliwia to skomplikowany system kwalifikacyjny. Rozgrywka o olimpijskie przepustki toczy się od wielu miesięcy, a Polacy – nawet jeśli wrócą na pomost – nie zdołają nadrobić powstałych już zaległości.

Walka z dopingiem będzie utrudniona nie tylko w poszczególnych krajach, ale także w konkretnych dyscyplinach. Szczególne ryzyko wiąże się z boksem, bo w nim kwestia obchodzenia regulacji może mieć bezpośredni wpływ na życie i zdrowie zawodników. Federacja WBC – jedna z czterech najbardziej wpływowych – od lat prowadzi program “Czysty Boks” (CBP). Jeśli pięściarze chcą walczyć o mistrzowskie pasy organizacji i być klasyfikowani w rankingu, to muszą zgodzić się na udział w programie wyrywkowych testów. W teorii kontroler może przyjść o każdej porze dnia i nocy – nie tylko w okresie bezpośrednio poprzedzającym walkę.

Skuteczność programu w praktyce jest jednak mocno dyskusyjna. Dzięki niemu udało się złapać między innymi Andrzeja Wawrzyka (33-1, 19 KO) i Aleksandra Powietkina (35-2-1, 24 KO) – niedoszłych rywali Deontaya Wildera (42-1-1, 41 KO) w walce o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Sami pięściarze podkreślają jednak, że testów jest zwyczajnie za mało. Tak było dotąd, bo teraz będzie ich jeszcze mniej. – Zawieszamy program ze względu na brak możliwości bezpiecznego pobrania próbek. Za trzy tygodnie zastanowimy się, co dalej – zdradził Mauricio Sulaiman, prezydent federacji WBC.

Dotychczasowe działania były prowadzone w porozumieniu z VADA – Dobrowolnym Stowarzyszeniem Antydopingowym, nie mylić z WADA – Światową Agencją Antydopingową. Skróty obu podmiotów dzieli tylko jedna litera, ale zakres ich działań różni się diametralnie. W dużym uproszczeniu – VADA to organizacja powołana do życia w 2011 roku, która działając zgodnie z wytycznymi WADA stara się walczyć z dopingiem w boksie niezależne od krajowych agencji takich jak UKAD czy USADA.

Dla pięściarzy współpraca z VADA wygląda dobrze także pod względem wizerunkowym. Niedawno organizacja ogłosiła, że w związku z planowaną na czerwiec walką o trzy mistrzowskie tytuły w wadze ciężkiej będzie nadzorować przygotowania Anthony’ego Joshuy (23-1, 21 KO) i Kubrata Pulewa (28-1, 14 KO). Pojedynek raczej nie dojdzie do skutku w planowanym terminie, ale poważniejszym problemem wydaje się całkowite zawieszenie badań – kolejna konsekwencja pandemii.

– Postępujemy zgodnie ze stanowymi i państwowymi wytycznymi dotyczącymi zdrowia. Nie możemy jednak ignorować, że w tym trudnym czasie wzrośnie ryzyko korzystania z dopingu przez pięściarzy – stwierdziła bez ogródek Margaret Goodman, szefowa VADA. Kiedy wszystko wróci do normy? Żadnej daty nie wyznaczono. Już jednak widać, że do stale wydłużającej się listy problemów, z którymi będzie musiał się zmierzyć sport po pandemii, trzeba dopisać jeszcze poważniejszą walkę z dopingiem.

KACPER BARTOSIAK

 

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez