Koniec ucieczki Colemana

Koniec ucieczki Colemana

Problemy Christiana Colemana to nic nowego. O tym, że jeden z najlepszych sprinterów świata omijał kontrole dopingowe, dowiedzieliśmy się już w zeszłym roku. Początkowo nie spotykały go jednak za to żadne konsekwencje. Wziął udział w mistrzostwach świata i – mimo mocno nadszarpniętej reputacji – zgarnął złoty medal. Od tego czasu bronił się przed krytyką i zarzutami, ale w końcu dał się złapać w sidła. Amerykanin został zawieszony na dwa lata.

Na początku wyjaśnijmy kwestie regulaminowe – lekkoatleci mogą w ciągu dwunastu miesięcy ominąć kontrole dopingowe dwukrotnie. Jeśli zrobią to po raz trzeci, grożą im poważne konsekwencje. Te niemal dotknęły Colemana już w zeszłym roku, tuż przed mistrzostwami świata w lekkiej atletyce w Dausze. Na jego liczniku znalazły się bowiem trzy absencje. Ale ostatecznie okazało się, że doszło do… błędu systemu.

WADA miała zarejestrować przypadek ominiętej kontroli, której tak naprawdę nie było. Tym samym Coleman był bezpieczny – bo, jak wspomnieliśmy, dwie nieobecności w dzienniku są jeszcze dopuszczalne. Nie trzeba było jednak długo czekać, żeby znowu poślizgnęła mu się noga. W grudniu zeszłego roku sprinter, już bez żadnych wątpliwości, nie zjawił się na kontroli, łapiąc się tym samym na dwunastomiesięczne okno. Grunt znowu zaczął palić mu się pod nogami.

To nie ja, to oni

Otoczony ze wszystkich stron Amerykanin podjął ciekawą taktykę. Zamiast przeprosić i przyznać, że popełnił błąd, uznał, że najlepszą obroną jest atak. W czerwcu opublikował na Twitterze oświadczenie, w którym tłumaczył się z ominiętej grudniowej kontroli, a także krytykował World Athletics, sugerując, że ktoś chciał, aby “wpadł po raz trzeci”.

Tu znajdziecie link do całości. My już przyjrzeliśmy się słowom Amerykanina, ale nie zaszkodzi, jeśli zrobimy to po raz kolejny. Przede wszystkim – sprinter zaznacza, że nie było go w domu, kiedy pojawili się kontrolerzy (a nawet zakradli), bo 9 grudnia robił zakupy świąteczne. I nikt do niego nie zadzwonił, nie poinformował, że czeka pod jego domem. A dwa dni później przeszedł już test i nie było z nim żadnych problemów.

Pisał też, że o ile wspiera czysty sport, tak system musi się zmienić. Częste testowanie kosztuje go bowiem wiele stresu. W obecnym systemie sportowcy muszą cały czas być dostępni, są zobowiązani informować, gdzie w danym momencie się znajdują, aby w każdej chwili móc przejść kolejny test. Co tam, że tak samo testowani są zawodnicy na całym świecie i większość nie narzeka, a po prostu ten fakt akceptuje. Christian cierpiał.

Oczywiście – da się zrozumieć, że to wszystko nie jest zbyt wygodne. Ba, sam fakt, że musisz oddać próbkę moczu w obecności kontrolera, jest niewygodny. Ale, przepraszamy, nie ma po prostu innego wyjścia. Doskonale wiemy, z czym je się lekkoatletykę. Wiemy, że w przeszłości, szczególnie jeśli mówimy o latach 70. i 80., kwestie fair play schodziły na dalszy plan. Wiemy, jak na najwyższym poziomie decydujące są drobnostki, ułamki sekund, o które trzeba po prostu walczyć. Pokusa, aby dopuścić się oszustwa, istniała, istnieje i będzie istnieć.

Wysłanie wymaganych próbek pocztą – choć może Amerykanin by tak chciał – nie wchodzi w grę. Niezapowiedziane wizyty kontrolerów są złem (choć czy aby na pewno?) koniecznym.

W tłumaczeniach Colemana (pomijając kilka dziwnych fragmentów oświadczenia) nie zgadzała się jeszcze jedna rzecz. Otóż sugerował, że przed 20:15 był już w domu, bo chciał zdążyć na transmisję meczu futbolu amerykańskiego. Z drugiej strony, na jednym z paragonów z zakupów widniała godzina… 20:22.

Nie pierwszy, nie ostatni

Ucieczka przed sprawiedliwością dobiegła końca. Amerykanin został zawieszony na dwa lata. To zabawne, ale jego “wyrok” zbiegł się z poczuciem ulgi u innej znanej postaci biegów krótkich.

W ubiegłym tygodniu pisaliśmy bowiem o Salwie Eid Naser, mistrzyni świata w biegu na 400 metrów z Dauszy, która była oskarżona o to samo, co Coleman – czyli ominięcie trzech kontroli. Jej się jednak upiekło – okazało się, że wysłannik Athletics Integrity Unit (AIU)… pomylił drzwi. I dobijał się do kanistrów z benzyną, a nie mieszkania biegaczki. Tym samym skończyło się na dwójce przewinień, a nie trójce (choć dołożyła i kolejne, ale już po upływie dwunastu miesięcy od pierwszego). Reprezentantka Bahrajnu może więc śmiało przygotowywać się do igrzysk w Tokio.

O tej imprezie musi zaś zapomnieć Coleman. Z racji, że startować nie mógł od 14 maja 2020 roku, ominie go nie tylko cały sezon 2021, ale i początek 2022. Wyrobi się dopiero na mistrzostwa świata w lekkiej atletyce, bo te odbędą się w lipcu. Oczywiście skreślać biegacza jeszcze w pełni nie należy – przysługuje mu bowiem prawo odwołania się do Sportowego Sądu Arbitrażowego. Ale czy będzie w stanie coś zdziałać? Wątpliwe.

Amerykanin, który w przeszłości schodził poniżej granicy 9,80 na setkę, dołączy do niechlubnej listy sprinterów zawieszonych za sprawy związane z dopingiem – czy to stosowanie niedozwolonych środków, czy też omijanie kontroli. Tyson Gay, Asafa Powell, Justin Gatlin, Ben Johnson, Yohan Blake, Nesta Carter, Steve Mullings, Tim Montgomery – wszyscy ci panowie biegali swego czasu bardzo szybko. I wszyscy oszukiwali. Witamy w towarzystwie.

Tak to niestety wygląda – biegi na najkrótszych dystansach nie mogą uciec od dopingu. Dość powiedzieć, że jeśli popatrzymy na pierwszą dziesiątkę autorów najlepszych czasów w historii biegu na 100 metrów, znajdziemy tylko trzech zawodników, którzy nie byli nigdy zawieszeni – to, oczywiście, Usain Bolt oraz Richard Thompson i Maurice Green. Z tym że ostatniemu z nich również – już po zakończeniu kariery – zarzucano oszustwa.

Co ciekawe, w tym wszystkim specjalnych powodów do zmartwień nie mają amerykańscy kibice lekkiej atletyki. Tracą gościa, którego już mało kto lubił i wciąż mają trzech mocnych kandydatów do triumfu na setkę w Tokio: Gatlina, Noaha Lylesa oraz Michaela Normana.

Z Christianem Colemanem na pewien czas się natomiast żegnamy. Liczymy, że jego przypadek będzie stanowił przestrogę dla innych, szczególnie młodszych sprinterów. Nie oszukuj. A jeśli omijasz kontrole dopingowe, to nie dziw się, że mało kto jest w stanie cię zrozumieć. One naprawdę zostały po coś stworzone.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Dula
Dula
30 dni temu

Tak kasy ćpunów trzeba ścigać

Aktualności

Kalendarz imprez