Koniec jednego z najlepszych duetów w Polsce. Włodarczyk rozstała się z trenerem

Koniec jednego z najlepszych duetów w Polsce. Włodarczyk rozstała się z trenerem

Ich współpraca to pasmo sukcesów. Anita Włodarczyk i Krzysztof Kaliszewski tworzyli idealny duet. Od października 2009 roku, gdy rozpoczęli współpracę, polska młociarka zdobyła dwa złote medale igrzysk olimpijskich i trzy złota mistrzostw świata. Na mistrzowskiej imprezie przegrała w tym czasie tylko raz – na mistrzostwach Europy w 2010 roku. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN kilkukrotnie ustanawiała też nowy rekord świata, a rywalkom odskoczyła tak naprawdę o lata świetlne. Teraz ich wspólna epoka się zakończyła.

O co poszło? O dziwo, wcale nie o pieniądze. Raczej o zaangażowanie, wiarę w zawodniczkę i sprawy rodzinne. Jeszcze na początku marca oboje razem trenowali w Chula Vista. Stamtąd Włodarczyk wróciła do Polski na zabieg kolana, z którym ponownie miała problemy. Ponownie, bo przeszkadzało jej już w ubiegłym roku. Do kraju miał też później wrócić trener Kaliszewski. Nie zrobił tego jednak, a Włodarczyk w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”, który o całej sprawie poinformował, wyjaśniała dlaczego.

– Trener postanowił, że nie wraca do Polski. Napisał mi, że musi zostać w USA ze względów rodzinnych i że może mnie trenować zdalnie. Dostał z PZLA wiadomość, że zgrupowanie jest zakończone i że ma lecieć do Polski, a jednak tego nie zrobił. Nie wyobrażam sobie, byśmy mogli pracować zdalnie.

– Trener Kaliszewski, z tego co wiem, ma dziecko urodzone w Stanach Zjednoczonych. Specjalnie wysyłał swoją małżonkę kilka miesięcy przed terminem po to, żeby mogła jeszcze do Stanów dolecieć w zeszłym roku. Może z tym jest to związane? – mówił nam Szymon Ziółkowski, były mistrz olimpijski, który również współpracował z trenerem Kaliszewskim, zresztą przez trzy lata w tym samym czasie co Włodarczyk. Sam trener mówił, że do czerwca zostać musi w Stanach.

W tej sytuacji, jak wspomniała Włodarczyk, Kaliszewski zaproponował jej współpracę zdalną. Ona jednak nie widziała możliwości, by taki model wypalił. Tym bardziej że poszło tu o jeszcze jedną rzecz. – Trener zapytał mnie, czy chcę kontynuować przygotowania do Tokio. To pytanie było dla mnie szokiem. Nie było takiego momentu, bym pomyślała o zakończeniu kariery. Cały czas rozmawialiśmy o tym, że trenuję do igrzysk. Nie było momentu zawahania, czy to kontynuować. Dla mnie to jest jednoznaczne, że trener położył na mnie krzyżyk. Może pomyślał, że to jest niemożliwe, bym wróciła do takiej formy jak przed operacją. Ale ja wierzę, że wrócę i za rok powalczę o trzecie olimpijskie złoto – mówiła „Przeglądowi Sportowemu”.

Kaliszewski twierdzi jednak, że nigdy nie przestał w nią wierzyć. I życzy jej złota, choć, jak to ujął „mleko się rozlało”. I to rozlało kompletnie niespodziewanie. Gdy zadzwoniliśmy do Szymona Ziółkowskiego, był całkowicie zaskoczony. Tym bardziej że – jak to ujął – Anita powoli myślała przecież o zakończeniu kariery. A w takiej sytuacji zmiana trenera, tak się wydawało, nie wchodziła w grę. Ale skoro już nastąpiła, warto zapytać – jak wpłynie to na jej przygotowania do igrzysk?

– Anita na pewno ma teraz w tej kwestii większy spokój przez to przełożenie. Chodzi mi głównie o to, że znowu coś jej się tam „zakapućkało” z tym jej kolanem. W tej sytuacji nie musi rzucać rehabilitacji, żeby trenować. Tego czasu jest trochę więcej. […] Na pewno jednak musi mieć jakiegoś szkoleniowca. Na własnej skórze przeżywałem pracę bez trenera. To nie jest najlepsze wyjście z sytuacji. Dobrze jest cedować na kogoś odpowiedzialność za to, co robimy i za nasze działania. Patrząc na to, ilu mamy w Polsce zawodników w rzucie młotem, to na pewno znajdą się też trenerzy. A kto nie chciałby trenować dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej i czterokrotnej mistrzyni świata? – mówi Ziółkowski.

Nazwiska? No tu już będzie problem. Bo to nie do końca wygląda tak, że każdy od razu rzuci się na pomoc Włodarczyk. Z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że większość trenerów przypisana jest już do konkretnych zawodników. Wiadomo, zbliżają się najważniejsze imprezy, każdy współpracuje z kimś od dłuższego czasu. Drugi powód? Włodarczyk przez lata naraziła się wielu osobom w środowisku. Zapytajcie Konrada Bukowieckiego, zapytajcie lekkoatletów ze słynnej „afery alkoholowej” w USA. Zresztą w nieprzyjaznej atmosferze Anita rozstawała się też między innymi z byłym menadżerem.

Niemal na pewno odpada więc dołączenie do Pawła Fajdka, który Włodarczyk po prostu nie lubi i raczej się z tym nie kryje. O wspólnych treningach z Wojciechem Nowickim i Joanną Fiodorow nie ma co marzyć. Z Czesławem Cybulskim, którego można by awaryjnie zatrudnić (choć ma już 85 lat) Włodarczyk rozstała się skonfliktowana w 2009 roku. Jeśli urazy wciąż są żywe, może być problem. Sami widzicie, lista nazwisk niebezpiecznie się zmniejsza. Do gry zapewne wejdzie Polski Związek Lekkiej Atletyki. I może to on kogoś dla Włodarczyk wynajdzie. Choćby z trenerów, którzy dotochczas nie wyrobili sobie jeszcze nazwiska.

Z pewnością będzie to konieczne. Bez szkoleniowca bowiem o trzecie, upragnione złoto, będzie dużo trudniej. Po prostu.

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez