Koniec chodu na 50 km. Robert Korzeniowski: to znak czasów

Koniec chodu na 50 km. Robert Korzeniowski: to znak czasów

Podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Oregonie w 2022 roku nie odbędzie się konkurencja chodu sportowego na dystansie 50 km, co za tym idzie wypada z programu igrzysk. To w niej królował Robert Korzeniowskim, trzykrotnie zdobywając złoto olimpijskie i po trzykroć również mistrzostwo świata. To on właśnie mówi nam, jak widzi te zmiany.

DARIUSZ URBANOWICZ: Ostatnie 15 km 50-kilometrowego maratonu to, jak się mogę domyślać, droga przez mękę i kwintesencja tego wyścigu. Właśnie o te 15 km skrócono ten królewski dystans. Czyżby po to, by oszczędzić zawodnikom męczarni?

ROBERT KORZENIOWSKI: Nie, chodziło o to by zmieścić się w przekazie telewizyjnym i organizacji zawodów poniżej trzech godzin. Skrócenie do 35 km i eliminacja „50” jest związana z nowym odbiorcą mediów i tyle… Niedawno przecież zaczęły chodzić panie na 50 km, w związku z tym ten czas nam się duplikował, albo kobiety startowały z mężczyznami, co przecież też nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo każdy powinien mieć własne forum do rywalizacji. Mam wrażenie, że owo 35 km stanowi etap przejściowy. Ja przez dwie czteroletnie kadencje brałem udział udział w działaniach komitetu chodu przy IAAF. Dyskutowaliśmy na tematy udoskonalenia przekazu i uatrakcyjnienia tego sportu. Miałem swoje wizje rozwoju tej konkurencji lekkoatletycznej. Na przykład proponowałem dystanse wzięte z biegania – po prostu maraton i półmaraton, które są bardziej zrozumiałe dla każdego.

Myślę, że ciekawym byłoby porównywanie czasów maratończyków-amatorów z czasem chodziarza, bo oni te 42 km pokonują w czasie poniżej trzech godzin. To byłoby znacznie bardziej interesujące. Zatwierdzenie 35 km to decyzja salomonowa, wiadomo było ze 50 km skazane na wykluczenie, ale mnie tak naprawdę cieszy fakt, że chód będzie się rozwijał, bo nie został wykluczony w ogóle. A to mu przecież groziło.

Kierunek Tokio #86

To faktycznie taka rewolucja, która pozwoli na zwiększenie zainteresowania widzów telewizji chodem?

Pojawiła się przykładowo propozycja, by na igrzyskach wprowadzić konkurencję mieszaną – rodzaj sztafety. Prace nad tym trwają i będą trwały. Nic nie jest wieczne, stałe, tym bardziej że chodzi o to by docierać do jak najszerszej publiczności. A chód, paradoksalnie, zaczyna przeżywać renesans. Widzę ogromny wzrost zainteresowania chodem wśród amatorów, a tylko w ten sposób dyscypliny mogą się rozwijać, jeśli jak najwięcej ludzi będzie je uprawiać.

Niezmienność, stałość zasad lekkoatletycznych – „szybciej, wyżej, dalej” to pewien gwarant zrozumienia sportu. World Athletics szuka ciągłych zmian, rozwiązań, choćby sztafeta mieszana 4×400 m.

Myślę, że konieczność zmian dociera do World Athletics. Z duchem czasu wprowadzano unifikację wszystkiego. Kiedyś przecież kobiety nie skakały o tyczce, nie rzucały młotem, ani nie biegały z przeszkodami, a nawet chodu kobiecego nie było na igrzyskach ani na mistrzostwach świata. To wszystko zostało wprowadzone niedawno, był etap kiedy panie wkroczyły na te same pola rywalizacji, dystanse co panowie. To efekt działań w ostatnich dwudziestu latach.

Po czasie egalizacji zorientowano się, że chyba ten worek staje się zbyt pękaty, teraz to dotyczy już niemal wszystkiego. Wyzwanie dla organizatorów stanowi już nawet wyścig na 10 000 m na bieżni. Mam nadzieję, że ten dystans pozostanie, ale wszystko idzie w kierunku skrócenia do postaci clipu. Taki niestety jest nowoczesny odbiór mediów – w programie olimpijskim pojawił się breakdance, deskorolka… Konkurencje, które trwają po tyle godzin będą traciły rację bytu, w takiej formule w jakiej dziś funkcjonują. Ja bym widział chód organizowany na krótkich dystansach na stadionie w formule mieszanej. Zawodnicy byliby wyposażeni w elektroniczne czujniki pilnujące właściwej techniki, bo nad tym też pracujemy jako środowisko.

Na czym polegają te prace nad czujnikami elektronicznymi? To może faktycznie pomóc chodowi, bo sam doświadczyłeś w Barcelonie dyskwalifikacji na ostatnich metrach, przez widzimisię sędziego.

Liczbę sędziów, którzy mają prawo sędziowania, bardzo ograniczono. Wszystko zostało podporządkowane ścisłym rygorom World Athletics, niemniej jednak opieramy się na decyzji ludzkiej i możliwości błędu. VAR, challenge w tenisie czy siatkówce, zostały wprowadzone niedawno. Przed tym samym stoimy w końcu jeśli chodzi o chód sportowy. Rozwiązania technologiczne są już na stole. Brakuje im jednak sponsora.

Bardzo ciekawy projekt rozwijany jest przez Uniwersytet Kataloński pod patronatem IAAF. Chodzi o specjalne wkładki piezoelektryczne, nie jestem fizykiem zastrzegam i mam nadzieję, że niczego nie pomylę. One mają reagować na nacisk, analizują czy jest kontakt z podłożem czy nie. Nie wymagają dodatkowych baterii i instalacji. Przekaz impulsu elektrycznego następuje z wkładek do zegarka, albo do systemu pomiarowego sędziów. Trochę jak w szermierce, nawet jeśli czegoś nie widać ludzkim okiem, czujnik pokaże i zapali się czerwona lub zielona lampka. Takie rozwiązania już są, lecz wymagają umasowienia chodu, aby się opłacało je produkować. One mogą być realnie bardzo tanie, po kilkanaście centów, tak naprawdę.

Zegarki, które są powszechnie używane do monitoringu treningu, mogłyby to przechwytywać i konkurencja znajdzie swoje drugie życie. Same zawody również zyskałyby na atrakcyjności. Dziś, ze względów technicznych, chód może się odbywać w zasadzie na zamkniętej pętli dwóch kilometrów. Odpada wszystko, co rozwinęło maratony, czyli poruszanie się na otwartych trasach. To pozwala na zwiedzanie poszczególnych dzielnic miast, pokazywać atrakcje, chodzi o krajoznawczy aspekt, do tego dochodzi marketing samych miast, w których maratony się odbywają. Oczywiście, chody można przeprowadzić w spektakularnych punktach, ale zawsze będzie to kręcenie się przez trzy godziny na odcinku dwóch kilometrów. No, ileż razy można? Ja uważam, że wprowadzenie tych wkładek mogłoby doprowadzić do umasowienia chodu w wymiarze startowym. A nawet jeśli ich nie będzie, ludzie będą chodzić masowo – tego nic już nie zatrzyma. Realizujemy z żoną projekt Walking Lovers na youtube’ie. W USA chodzi fitnessowo-powerwalkingowo 120 milionów ludzi! Oni się specjalnie nie przejmują tym, na jakich dystansach ścigają się chodziarze wyczynowi na mistrzostwach świata.

Bo wyczyn jedno, TKKF to drugie.

Wraz z tymi reformami pod auspicjami IAAF, bardzo się skonsolidowało środowisko walkingowe na świecie. Idzie ono w kierunku uaktywnienia mas. To jest dobre. Nie każdy może biegać, a chodzić może prawie każdy, do czego zachęcam.

Rozmawiał
DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Newspix.pl

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Oblizać fiuta
Oblizać fiuta
8 miesięcy temu

I chuj po koronnym dystansie

Aktualności

Kalendarz imprez