Kolejna porażka Melo i Kubota w ATP Finals. Znikome szanse na awans

Kolejna porażka Melo i Kubota w ATP Finals. Znikome szanse na awans

Dla Łukasza Kubota oraz Marcelo Melo był to mecz o być albo nie być – śmiało możemy tak powiedzieć. Co prawda porażka nie przekreślała kompletnie ich szans w turnieju ATP Finals, ale drastycznie je zmniejszała. Niestety Polak i Brazylijczyk nie zdołali uniknąć najgorszego scenariusza – przegrali z parą Kevin Krawietz i Andreas Mies w dwóch setach (2:6, 6:7).  

Jak doskonale wiemy: najlepszy polski deblista z niejednego pieca chleb jadł i z samej obecności w gronie najlepszych zadowolić się nie może. Raz był zresztą nawet bliski wygrania ATP Finals. I to nie tak dawno temu, bo w 2017 roku. Wtedy wraz z Marcelo Melo doznał porażki dopiero w finale turnieju z rąk Henriego Kontinena oraz Johna Peersa. Nie da się jednak ukryć, że czasy się zmieniły. W tym sezonie należało koncentrować się na małych krokach, trochę na zasadzie: byle wygrać inaugurujący mecz, a potem myśleć dalej.

Piekielnie trudne położenie

Niestety Kubot oraz Melo poślizgnęli się już na pierwszej przeszkodzie. W niedzielę przegrali z Joe Salisburym oraz Ramem Rajeevem 5:7, 6:3, 5:10. W tej sytuacji stało się jasne, że nie mogą pozwolić sobie na kolejne potknięcie. W drugim grupowym meczu czekała ich jednak dwójka naprawdę wymagających rywali. Krawietz i Mies są w końcu dwukrotnymi triumfatorami Roland Garros.

Już pierwszy set pokazał, że to niemieccy tenisiści znajdują się w lepszej dyspozycji. W trzecim gemie przełamali Polaka i Brazylijczyka, a potem poszli za ciosem, wygrywając całą partię 6:2. Kolejna była już znacznie bardziej wyrównany, a sprawy zawędrowały w kierunku tie-breaka. Liczyliśmy na dobre otwarcie, ale niestety – zanim się obejrzeliśmy, Kubot i Melo przegrywali już 0:3. I choć ostatecznie udało im się wygrać aż pięć piłek, to zwycięstwo w secie, a także całym meczu trafiło do Niemców.

Co dalej? Cóż, powiedzmy sobie szczerze – biorąc pod uwagę bilans 0-2 nawet najbardziej zagorzali kibice nie liczą już specjalnie na awans Polaka do półfinałów. Jeśli para Wesley Koolhof i Nikola Mektić pokona dzisiaj Joe Salisbury’ego i Rama Rajeeva, nasz zawodnik zostanie zresztą pozbawiony nawet matematycznych szans na grę w dalszej fazie turnieju.

Co musiałoby się stać, żeby Melo oraz Kubot faktycznie przeszli dalej? Muszą trzymać kciuki za swoich niedzielnych pogromców, którzy wyjdą na kort o 19.  Następnie sami – co jasne – muszą wygrać z Mekticem oraz Koolhofem w czwartek, po czym znowu liczyć na zwycięstwo Rajeeva oraz Salisbury’ego. Jeśli wszystko ułoży się po ich myśli, triumfator grupy będzie miał na koncie komplet wygranych, a trzy pary (w tym Kubot i Melo) po jednej. O przejściu do półfinałów zadecydowałby zatem procent wygranych setów, który jednak wcale nie będzie premiować polskiej pary. Przyznajcie – nie wygląda to optymistycznie.

Na razie wygląda na to, że polsko-brazylijska para powtórzyła schemat dobrze nam znany z turniejów piłkarskich: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Ale cuda czasem się zdarzają. Może będzie tak i w tym przypadku?

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez