Kłos: Śliwka doprowadzał zawodników Trentino do szewskiej pasji!

Kłos: Śliwka doprowadzał zawodników Trentino do szewskiej pasji!

– ZAKSA co roku dokonywała pojedynczych transferów, często niedotyczących zawodników, którzy grają w pierwszej szóstce. Wydaję mi się, że to odpowiednia droga. Idealny przykład dla polskich zespołów, które będą chciały powtórzyć jej sukces – mówi nam Ireneusz Kłos. Z 337-krotnym reprezentantem Polski w siatkówce rozmawialiśmy świeżo po finale Ligi Mistrzów, w którym Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle pokonała Trentino.

KACPER MARCINIAK: Nie pytam, czy emocje opadły, bo jeszcze nie miały prawa.

IRENEUSZ KŁOS: Dokładnie tak! Przyznam, że trochę obawiałem się o ten mecz, mając w głowie finał mistrzostw Polski. ZAKSA cały sezon grała doskonale i przyszedł moment załamania, przegrała z Jastrzębiem. Dlatego chapeau-bas dla chłopaków, że się podnieśli, psychicznie przede wszystkim, i pokazali, że są wielką drużyną. Szkoda, że ten zespół się rozpadnie, bo wiemy już o paru transferach, ale mam nadzieję, że te braki uda się jakoś załatać.

Siatkarze ZAKSY wielokrotnie pokazywali, że są mocni psychicznie. Ale co innego zrobić to w mniej ważnych meczach, a co innego w finale Ligi Mistrzów.

Przede wszystkim zespołowość tej ekipy odegrała dużą rolę. W dzisiejszym spotkaniu gorzej zaprezentował się Benjamin Toniutti. Nie był tak precyzyjny, tak dokładny, jak w poprzednich spotkaniach, ale jednak zawodnicy potrafili z tych niewygodnych wystaw zrobić użytek.

Jeśli o to chodzi – trzeba szczególnie pochwalić Olka Śliwkę. Robił robotę, typowymi dla siebie, niekonwencjonalnymi zagraniami.

Doprowadzał zawodników Trentino do szewskiej pasji! Znamy te jego sztuczki z ligi polskiej. Tak też powinno się grać. Nic na siłę. Trzeba zachowywać cierpliwość i spokój. Polski zespół w dzisiejszym spotkaniu to pokazał.

Trentino po przegraniu dwóch pierwszych setów nie dało za wygraną. Wiele zmieniło wejście młodego Alessandro Michieletto.

Byłem bardzo zdziwiony, że to nie on, a Dick Kooy pojawił się w pierwszej szóstce. Bo przecież ten młodziutki przyjmujący potrafił grać w tym sezonie kapitalnie. I jego wejście faktycznie odmieniło grę Trentino. Możemy to uznać za błąd trenera. Nie wiem, skąd ta decyzja.

W finale PlusLigi właśnie “jokerzy” sprawiali ZAKSIE pełno problemów. Tym razem koniec końców siatkarze Grbicia nie dali się zaskoczyć.

Tak, mogli mieć koszmary, po tym czego doświadczyli w PlusLidze. Wyciągnęli jednak wnioski i jak widać, zakończyło się to ich zwycięstwem.

Nimir Abdel-Aziz – tego zawodnika wielu z nas obawiało się dzisiaj najbardziej. Ale mimo świetnych momentów, nie był nie do zatrzymania.

Abdel-Aziz jest znany z tego, że potrafi bombardować. W lidze włoskiej Trentino zresztą cały czas gra na Holendra. To też zawodnik, który jest bardzo groźny na zagrywce. Dobrze, że dzisiaj ten serwis mu aż tak nie siedział. Tak – niestety dla niego – bywa.

Serwis miał być dzisiaj kluczowy. I koniec końców mam wrażenie, że ZAKSA wypadła w tym elemencie lepiej. Mimo tego, że Włochom nie brakuje świetnie zagrywających graczy.

Zgadza się. Ale trzeba zwrócić uwagę, że ZAKSA również ma w swoich szeregach zawodników, którzy błyszczą na serwisie. Smith, Kochanowski, Semeniuk – są w tym świetni, choć może nie w każdym spotkaniu. Dzisiaj więc nie było żadnego przypadku. Śliwka zagrywał floty, ale w pewnym momencie też starał się zaskoczyć rywali. Nawiasem – brawa należą się środkowym. Może nie notowali sporo bloków, ale wybloków – już tak. Co pozwalało wyprowadzać skuteczne kontry.

Jeśli chodzi o środkowych, to ci z Trentino byli bardziej zauważalni. Przez cały mecz ZAKSA nie mogła znaleźć na nich recepty.

To też dlatego, że zespół z Włoch miał zdecydowanie lepsze przyjęcie. My mieliśmy pewne problemy, ale na szczęście – jak wspominałem – atakujący potrafili kończyć również trudne piłki.

Porozmawiajmy chwilę o bohaterach. Benjamin Toniutti nie zagrał perfekcyjnego meczu, ale zamknął swoją karierę w ZAKSIE piękną klamrą.

Na pewno w Kędzierzynie będzie go brakować. Przez te parę lat stworzył wokół siebie – powiedzmy – charakterystykę grania. Jego następca będzie miał zagwozdkę. Czy przyjąć reguły rozgrywania Toniuttiego, czy wymyślić nowy styl w ataku zespołu? Wracając do dzisiejszego meczu – Francuz oczywiście odstawał do Giannelliego wzrostem, ale grał bardziej kombinacyjnie. Zdarzało mu się gubić przeciwnych blokujących. To zresztą nic nowego w jego przypadku.

To był też ostatni mecz Pawła Zatorskiego w barwach ZAKSY.

Trafi do Resovii, podobnie jak Jakub Kochanowski. Trochę więc tych ważnych zawodników ubędzie. Trudno jednak o lepsze pożegnanie niż wywalczenie takiego trofeum jak Liga Mistrzów. A przecież ZAKSA wielokrotnie była tego bliska w przeszłości. Kończyło się na drugim miejscu, na trzecim, na czwartym. Teraz wreszcie się udało.

Kamil Semeniuk w jakimś stopniu przypieczętował swoje miejsce w kadrze na igrzyskach? Czy nawet złoty medal Ligi Mistrzów nie daje mu żadnej gwarancji?

To już pytanie nie do mnie, tylko trenera Vitala Heynena. Ten chłopak to oczywiście objawienie tego sezonu, choć już w poprzednich sezonach pokazywał się z dobrej strony. W tym roku grał jednak kapitalnie. Mam nadzieję, że nawet jak selekcjoner nie da mu szansy w tym roku, to w następnych już tak.

Polskim zespołom w następnych latach trudno będzie powtórzyć sukces ZAKSY? Triumf w Lidze Mistrzów może się już długo nie powtórzyć?

Na pewno nie będzie o niego łatwo. Wiem, że Resovia próbuje od lat zbudować zespół, który będzie w stanie robić wielkie rzeczy. Ale też trochę przesadza – co roku wymienia praktycznie 3/4 zespołu. To się kończy brakiem medali w krajowych rozgrywkach. Tak więc – nie tędy droga. ZAKSA co roku dokonywała pojedynczych transferów, często niedotyczących zawodników, którzy grają w pierwszej szóstce. Wydaję mi się, że to odpowiednia droga. Idealny przykład dla polskich zespołów, które będą chciały powtórzyć jej sukces.

Rok 2021 może być dla polskiej siatkówki historyczny. ZAKSA wygrała Ligę Mistrzów, a już w lipcu polscy siatkarze rozpoczną grę w turnieju olimpijskim. Medal, nawet złoty, jest w zasięgu.

Zdecydowanie, to może być historyczny rok. Co prawda przed igrzyskami w Londynie nasi siatkarze też byli w niesamowitym gazie, ale wyszło, jak wyszło. Mam jednak nadzieję, że w tym roku przynajmniej przywiozą medal. Przynajmniej, a po cichu trzymajmy kciuki za ten najważniejszy, z najcenniejszego kruszcu.

ROZMAWIAŁ
KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Kamil
Kamil
12 dni temu

Pilka nozna lepsza elo

Maciek
Maciek
11 dni temu
Odpowiedz  Kamil

chyba piłka z rożna

Aktualności

Kalendarz imprez