Kłos: Po tej porażce przygoda Vitala Heynena w Polsce chyba się skończy

Kłos: Po tej porażce przygoda Vitala Heynena w Polsce chyba się skończy

– Graliśmy jak natchnieni. I to nie wyglądało tak, że jeden czy drugi zawodnik prezentował się fantastycznie, a reszta się przyglądała. Nie, cały zespół był rewelacyjny. I znowu, po pierwszym secie straciliśmy koncentrację. Tak samo było w meczach grupowych – i z Portugalią, i z Grecją. Wychodziliśmy na prowadzenie, ale drugie partie przegrywaliśmy. Potem udawało nam się wrócić do gry, ale dzisiaj było z tym ciężej – bo Słowenia jest zdecydowanie lepszym przeciwnikiem – mówi w rozmowie z nami Ireneusz Kłos, 337-krotny reprezentant Polski, który skomentował porażkę Polaków ze Słowenią.

KACPER MARCINIAK: Nadzieja się pojawiała, znikała, i znowu pojawiała, ale ostatecznie happy endu nie było.

IRENEUSZ KŁOS: Można powiedzieć: znowu ci piekielni Słoweńcy! Trudno jest w to wszystko uwierzyć, bo graliśmy na własnych śmieciach i cóż, prawie widzieliśmy nasz zespół w finale. Ale ponownie się nie udało. Nie możemy przez ten zespół przebrnąć. Mają na nas jakiś sposób. A przecież to, co pokazali polscy zawodnicy w pierwszym secie, napawało optymizmem przed dalszą częścią meczu. Niestety nie poszła nam końcówka w drugiej partii. Łatwiej by nam się grało potem, gdybyśmy ją wygrali. A trzeci set? Do jednej bramki. Ale nie możemy już gdybać, tylko zastanowić się, co zaszwankowało. Wydaje mi się, że nierówno wyglądaliśmy we wszystkich elementach. Tylko w pierwszej partii świetnie wyglądała zarówno zagrywka,  jak i przyjęcie, blok, obrona, atak…

Pierwszy set był po prostu perfekcyjny.

Zdecydowanie. Ale potem, to jak konsekwentnie grali Słoweńcy, uświadomiło nam, że będzie ciężko. To nie jest wygodny przeciwnik. Wychodził z niesamowitych opresji. Stawialiśmy potrójny blok, to obijali nam ręce. Powtarzali to w kółko. I teraz awansowali do finału i nie wiem, czy nie będą faworytami do złota. Obojętnie z kim się spotkają. Fakt faktem, że ta drużyna gra ze sobą w takim samym składzie od lat. Bardzo dobrym posunięciem Alberto Giullianego dzisiaj była zmiana rozgrywającego – Gregor Ropret pokazał się ze świetnej strony.

Kocioł w Spodku, szaleńczy doping polskich kibiców, w ogóle nie wybijał Słoweńców z równowagi.

Mi się właśnie wydaję, że w ważnych momentach publika działała na podwyższone ciśnienie naszym zawodników. Dało się to dostrzec w polu zagrywki – popsuliśmy masę serwisów. Może pomysłem było w końcówce zagrywać, nie na sto, ale siedemdziesiąt pięć procent, i potem czekać z blokiem albo obroną. Ale wyglądało to bardziej tak, że chcieliśmy od razu zdobyć punkt. I to nam wyszło bokiem.

Mówiliśmy o klątwie ćwierćfinału na igrzyskach, klątwie Słowenii na mistrzostwach Europy. Niby klątwy nie istnieją, ale chyba widać, że to wszystko siedzi naszym siatkarzom w głowach.

Na pewno z tego typu rzeczami wiąże się olbrzymi stres. Sam byłem zawodnikiem i wiem, jak to wygląda w ważnych spotkaniach. Człowiek ma mnóstwo myśli w głowie. I trudno jest wtedy znaleźć coś pozytywnego. Tak że… wciąż trudno mi w tę porażkę uwierzyć. Wierzyłem do końca, że nasi siatkarze się przełamią i wywalczą tie-break, w którym w dalszym ciągu będziemy mieli szansę na awans, napędzani naszymi wspaniałymi kibicami. Wyszło jednak jak zawsze, bo to kolejna porażka tym wynikiem ze Słowenią. Nie wiem, czy to klątwa. Ale to naprawdę dobry przeciwnik, który ma na nas sposób. Gra naprawdę dobrze, nieważne pod jakim trenerem. Ja pamiętam, że, kiedy ja grałem w reprezentacji, mieliśmy uraz psychiczny do ZSRR. Przegrywaliśmy w finałach mistrzostw Europy, ciągle byliśmy tymi drugimi.

Dzisiejszą porażkę należy zapisać na konto całego zespołu, czy jakiś konkretny zawodnik zawiódł szczególnie?

Nie, wydaje mi się, że całego zespołu, również trenera. Dzisiaj zrobił podobny błąd co na olimpiadzie. Fajnie zarządzał zespołem do czasu, ale potem się z tymi zmianami spóźniał. Chyba wcześniej powinien ściągnąć Michała Kubiaka, który miał przestój. Co prawda on też miał dobre momenty, walczył w obronie, kończył trudne piłki. Postanowił mu zaufać. W każdym razie – chyba po tej porażce przygoda Vitala Heynena w Polsce się skończy.

Jest pan pewien, że jutro będzie jego ostatni mecz jako trenera reprezentacji?

Prawdopodobnie tak. Chociaż z tego, co słyszałem, dają mu jeszcze szansę, żeby wystartował w walce o tę posadę wraz z innymi kandydatami. Ale mam wrażenie, że po tym, czego dokonał w tym roku, kiedy naszą główną imprezą były igrzyska, na których znowu zawiedliśmy, władze siatkarskie mu podziękują.

Polacy przegrali kolejny mecz, do którego przystępowali jako faworyci.

Tak, coś widocznie ciąży na zawodnikach. Możemy powiedzieć, że to doświadczony zespół, mistrzowie świata, ale nawet jak człowiek ma ponad trzydzieści lat, to te emocje mogą wziąć nad nim górę. Dzisiaj wiadomo, w pierwszym secie byliśmy spokojni, pewni. Graliśmy jak natchnieni. I to nie wyglądało tak, że jeden czy drugi zawodnik prezentował się fantastycznie, a reszta się przyglądała. Nie, cały zespół był rewelacyjny. I znowu, po takim secie straciliśmy koncentrację. Tak samo było w meczach grupowych – i z Portugalią, i z Grecją. Wychodziliśmy na prowadzenie, ale drugie partie przegrywaliśmy. Potem udawało nam się wrócić do gry, ale dzisiaj było z tym ciężej – bo Słowenia jest zdecydowanie lepszym przeciwnikiem.

Ewentualny brązowy medal jutro coś zmieni? Czy to będzie mało wartościowy sukces?

Nie wydaje mi się, żeby on nic nie znaczył. Tym bardziej, że gramy u siebie. Chcielibyśmy ten sezon zakończyć choć trochę pozytywnie. Nie uważam, że zawodnicy podejdą do jutrzejszego spotkania na zasadzie: koniec, nie udało nam się, nie ma o co walczyć.

Mówiliśmy o trenerze, ale czy widzi pan potrzebę zmian personalnych w reprezentacji, jeśli chodzi o zawodników?

Ja nie jestem trenerem reprezentacji, więc to nie moja działka. Nie chcę nikomu patrzeć w metrykę, bo to nie ma sensu, szczególnie że obecnie zawodnicy mogą grać dłużej na wysokim poziomie niż w przeszłości. Nawet do czterdziestki. Wiemy, że Michał Kubiak miał problemy podczas igrzysk, grał na zastrzykach przeciwbólowych. I skończyło się, jak skończyło. Teraz było widać, że jest w lepszej kondycji fizycznej, ale też czegoś brakowało. To nie był ten sam Michał co wcześniej w turnieju. Również dlatego, że przeciwnik był zwyczajnie bardziej wymagający.

ROZMAWIAŁ
KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Enzo
Enzo
1 miesiąc temu

Klątwa… Już samo to słowo, tak irytująco infantylne, jest świadectwem, że nie potrafimy wyciągać wniosków z tych porażek, których doznała reprezentacja od 2018. Mówię porażek, bo sukces jest pojęciem względnym, a my po 2018 r., po dołączeniu do repry Leona, po sukcesach klubowych mieliśmy prawo oczekiwać zwycięstw w turniejach. I na pewno brak awansu do finału drugich z kolei ME, gdzie poważnych rywali jest 3-4 (Rosja, Francja, Słowenia, Włochy/Serbia) jest porażką. Przegrywamy dość regularnie że Słowenią, która na 4 ostatnie mecze w trzech była po prostu lepsza, a obecnie wyrosła nam na jednego z najpoważniejszych rywali w Europie. O mało… Czytaj więcej »

Tomek
Tomek
1 miesiąc temu

I co to zwolnienie da? Heynen przegrał ze Słowenią w 2015, 2017, 2019? Heynen przegrał w ćwierćfinałach igrzysk w 2004,2008,2012,2016?
Problem widzę w siatkarzach i ich psychice. Bo umiejętności mają topowe.

Marek
Marek
1 miesiąc temu

Kłos, niech Pana przygoda się skończy

Krzysztof
Krzysztof
1 miesiąc temu

Od drugiego seta nie było skutecznej zagrywki, która w pierwszym secie była perfekcyjna.

Aktualności

Kalendarz imprez