Klaudia Jans-Ignacik: Iga Świątek jest bronią samą w sobie

Klaudia Jans-Ignacik: Iga Świątek jest bronią samą w sobie

Trzykrotna olimpijka, finalistka French Open w turnieju mikstowym Klaudia Jans-Ignacik nie kryje ogromnego wzruszenia i podziwu: zwycięstwo Igi Świątek w wielkoszlemowym Roland Garros to trampolina, ale nie ułatwi jej gry w kolejnych turniejach. 

DARIUSZ URBANOWICZ: Rozmawiamy w trakcie dekoracji, kiedy Iga Świątek jeszcze trzyma trofeum w górze. Jakie emocje ci towarzyszą, co czujesz?

KLAUDIA JANS-IGNACIK: To coś absolutnie pięknego! Popłakałam się ze trzy razy. Jak już było 4:1 to wiedziałam, że nie dam rady powstrzymać łez. Pierwszy raz rozryczałam się na rozpoczęcie meczu, podczas rozgrzewki, kiedy pokazali jej tatę i siostrę. Wczoraj rozmawiałam z tatą Igi i powiedział mi, że właśnie lecą na finał do Paryża. Sama jestem matką i zupełnie inaczej przeżywam takie emocje. To jest coś niewiarygodnego. Cieszę się, że jestem też częścią tego spektakularnego wydarzenia i że mogę udzielać głosu w tej sprawie.

Pewnie jeszcze długo będziemy sobie uświadamiać wymiar sukcesu Igi. Ona ma dopiero 19 lat. Iga nie przegrała seta w tym meczu, ba, nie straciła żadnego seta w całym turnieju! Przeszła przez ten turniej niewiarygodnie, przejechała po rywalkach niczym walcem.

To prawda. Iga właśnie zapisuje nie tylko historię polskiego tenisa, ale te jej osiągnięcia mają wymiar światowy. Ustanowiła w trakcie Rolanda Garrosa szereg rekordów. Ta liczba wygranych setów… A tytuł zdobyła przecież jako wciąż bardzo młoda tenisistka. Podejrzewam, że teraz miłośnicy statystyki grzebią w tabelach i będą jeszcze na bieżąco wyszukiwać kolejne rekordy.

Teraz już post factum może się wydawać wszystko bardzo proste, ale Sofia Kenin przecież nie wypadła sroce spod ogona. Czego się po niej spodziewałaś przed tym finałem? Patrząc na suche wyniki nie do końca widać, że ten pierwszy set wcale nie był sielanką.

Pierwszy set był kluczowy. Pewnym niepokojem przeszył mnie półfinał debla. Iga we wczorajszym meczu troszkę zeszła z tonu, trochę też popuściły jej emocje. Była zdenerwowana, rzucała rakietą. Przestraszyłam się, że oj, czy to nie jest początek jakiejś większej nerwowości? Jednak już na samym początku tego meczu Iga wygrała trzy gemy z rzędu, to okazało się bardzo ważne. A później? Moment, kiedy rywalka ją doszła, a Iga była w stanie utrzymać poziom koncentracji – to według mnie przesądziło o całym meczu.

Trudno nawet sobie wyobrazić, jaka musiała zostać wykonana gigantyczna robota w sztabie w tym układzie trener Piotr Sierzputowski, psycholog sportu Daria Abramowicz i zawodniczka Iga Świątek. Przecież Iga musiała działać na jakichś kosmicznych obrotach, a jednocześnie wyzbyć się wielu zbędnych emocji.

Ostatnio usłyszałam takie stwierdzenie, że nie ma sportów indywidualnych, tylko starty są indywidualne. Bez wsparcia odpowiednich ludzi, bez właściwie dobranego sztabu nikt nie jest w stanie przygotować się sam do tego poziomu sportu wyczynowego. Na korcie zostajesz sam, ale w każdej innej sferze musisz mieć drużynę, potrzebujesz wsparcia.

Klaudia Jans-Ignacik: nic się nie równa igrzyskom, nawet Wielki Szlem

Podobała mi się Iga w momencie kiedy Kenin wyszła z terapeutką na jakiś zabieg. Nasza tenisistka nie traciła ani chwili, zaczęła się dogrzewać, serwować – a przecież to właśnie pierwsze podanie dziś nieco u niej szwankowało. Nierzadko przeciwnicy wykorzystują takie zabiegi, aby wybić z rytmu przeciwnika. To musi być bardzo trudny moment, mimo wszystko nie dała sobie wytrącić oręża.

Kiedy Kenin wróciła po konsultacji medycznej, miała bardzo mocno obandażowane udo. Według mnie już na pierwszy rzut oka było widać, że za mocno, bo nie mogła normalnie stanąć na nodze. I faktycznie po jednym gemie rozwinęła sobie ten opatrunek. Według mnie jednak nie było już tutaj co zbierać. Iga nie zwracała uwagi, że ma kontuzjowaną zawodniczkę po drugiej stronie. Gdyby brała to pod uwagę, mogłoby to ją dodatkowo spiąć, mógł się pojawić ciężar, że jak to, mam po drugiej stronie nie w pełni sprawną rywalkę, że wystarczy kilka piłek, że muszę… Iga przez cały turniej patrzyła tylko na siebie i tak właśnie zagrała końcówkę tego meczu.

A który mecz według ciebie był najtrudniejszy w tym turnieju? Finał czy któryś z wcześniejszych?

Wydaje mi się, że punktem zwrotnym w turnieju, może najtrudniejszym meczem było zwycięstwo z Martiną Trevisan. Do czwartej rundy z Halep wszystko szło według planu. Oczywiście Iga już w pierwszej rundzie pokonała Marketę Vondrousovą, ale po tej wygranej kolejne grała pod swoje dyktando. Natomiast po zwycięstwie z Simoną Halep musiała postawić kropkę nad i – wygrać z pozycji faworytki. Co się zmieniło po meczu z Halep? A to, że każdy zmienił do niej podejście, od tego momentu to ona już była faworytką. Przecież już wtedy otwarcie się mówiło, że każdy traktuje ją nie tylko jako faworytkę do wygrania kolejnego meczu ćwierćfinałowego czy półfinałowego, ale całego turnieju. A grać z podwójnym obciążeniem to jest prawdziwa sztuka.

Fascynujący był tenis Igi, kiedy przeszła do „agresji”, przejmowała inicjatywę i nic nie zbijało jej z pantałyku. Nawet przegrane pojedyncze piłki czy gemy nie spychały jej do defensywy, nie oznaczały kłopotów.

To Iga narzucała przez cały turniej swój rytm i swoje warunki. Podtrzymała to w finale. Pytano mnie o to, jaką bronią dysponuje Kenin. Przyznaję, że Iga sama w sobie jest bronią. Jeśli ona będzie w stanie grać na własnych warunkach, to nie ma w tej chwili sobie równych na świecie. Widzieliśmy to w finale. Boże, ona wygrała Wielkiego Szlema!

Jak to brzmi w ogóle!

Pierwsza Polka, pierwsza Polka!

Dziś mieliśmy okazję posłuchać przemówień Igi, trudno się oprzeć wrażeniu, że dużo w nich spontaniczności, ale jednocześnie wielkiej klasy, uznania dla rywalki, kierowała też ciepłe słowa do sztabu i ojca. Pewnie jak wygra piętnasty taki turniej, to będzie mówić jak z automatu…

Nie jestem taka pewna, wcale nie wiadomo. Nawet Nadalowi czy Federerowi, po którychś tam z rzędu zwycięstwach zdarzało się popłakać. Każdy turniej ma inny smak. Wiadomo, że tenis to nie tylko mecze i wyjście na kort.

Wiadomo, jakie gigantyczne nakłady wiążą się ze zbudowaniem dobrego zawodnika i jaką cenę się płaci za dojście do najwyższego poziomu, za wychowanie mistrza. Za Igą stoi jej ojciec Tomasz, który tak naprawdę zaprojektował jej karierę.

Teraz dopiero, kiedy sama mam dzieci, chciałabym, aby były w sporcie i dopiero teraz sobie uświadamiam sobie, jak niezbędne jest duże zaangażowanie rodzica, jaką cenę rodzic musi zapłacić. I nie tylko chodzi tylko o pieniądze, ale o czas, wożenie na treningi, motywowanie. Tutaj należą się wielkie brawa dla Tomasza Świątka.

Co zmieni ten Wielki Szlem w życiu i karierze Igi? To naprawdę taka poważna trampolina?

Ma już to odhaczone, bo każdy tenisista chce wygrać choć raz w karierze turniej Wielkiego Szlema. Ona to zrobiła. Teraz jednak będzie stawiana w roli faworytki w większości turniejów. Rywalki już będą wiedziały doskonale, kim jest Iga Świątek, będą znały styl jej gry, pod który będą szykowały taktykę, będą też wiedziały, co mają grać przeciwko niej. Pytanie tylko, czy będą w stanie postawić Idze takie warunki, by z nią wygrać. Na pewno mnóstwo rzeczy się zmieni. Przecież stanie się powszechnie rozpoznawalna, jestem pewna, że zacznie się wielki szał na jej punkcie. Wcale mnie to nie zdziwi. Jako trenerka również mam nadzieję, że rodzice zrozumieją, że ich dzieciaki też mogą spełniać marzenia, poślą masowo dzieci na tenisa i rozpocznie się tenisowy boom.

Rozpocznie się Igomania, Świątkomania?

Życzyłabym sobie tego.

Po tym wszystkim ceny na kortach pójdą drastycznie w górę!

To idealny moment, aby przyciągnąć ludzi na korty. Trzeba coś wymyślić, by jak najwięcej dzieciaków zaczęło grać.

Tobie też należą się gratulacje, bo jakby nie było, przecierałaś Idze ścieżkę, przecież grałaś tu w finale miksta.

To prawda, osiem lat temu grałam na tym samym korcie w finale miksta. To było dla mnie ogromne wydarzenie, bo w singlu po prostu go nie grałam, więc na takie osiągnięcie nie miałam szans. Wykorzystałam za to swoją okazję w mikście. Mimo że nasze humory po przegranym finale były gorsze, to jednak ta cała otoczka, wręczenie nagród, to fantastyczne uczucie. Chciałam powiedzieć niepowtarzalne, ale jak najbardziej życzę Idze, aby się ono powtórzyło!

Rozmawiał
DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez