Kim jest nowa minister sportu? Oto historia Dmowskiej-Andrzejuk

Kim jest nowa minister sportu? Oto historia Dmowskiej-Andrzejuk

Mówisz Lipsk, myślisz Red Bull. Zdecydowanej większości ludzi sportu miasto we wschodnich Niemczech łączy się w głowach z drużyną z Bundesligi, która ma mocarstwowe ambicje. Gdyby jednak spytać o pierwsze skojarzenie Danuty Dmowskiej-Andrzejuk, na pewno nie wspomniałaby o piłce, tylko o szermierce. To właśnie w Saksonii w 2005 roku minister sportu odniosła największy sukces w karierze – została mistrzynią świata w szpadzie. Na planszy pokazała wówczas cechy, które mogą jej też pomóc w odniesieniu sukcesu w nowej roli.

23-letnia Danusia przystępowała do mistrzostw jako szesnasta zawodniczka światowego rankingu. W teorii można by więc uznać jej sukces za niespodziankę, w praktyce – niekoniecznie. Dlaczego? W rozmowie z nami wyjaśnia to koleżanka z kadry Barbara Ciszewska-Andrzejewska:

– We florecie i szabli czołówka to dziesięć zawodniczek, które rozstrzygają między sobą kwestię podium. Szpada jest dużo bardziej rotacyjną dyscypliną. I dlatego jest taka piękna, bo potrafi być nieprzewidywalna. Z tego powodu złoto Danusi mnie nie zdziwiło. Szczególnie, że była „obita” w dużych turniejach.

Nie trafić na Laurę Flessel – to była główna myśl Dmowskiej (wówczas jeszcze panny) przed rozpoczęciem imprezy. Polka nie lubiła walczyć z Francuzką, styl ciemnoskórej zawodniczki ewidentnie jej nie leżał. Na szczęście dla Danuty Flessel została wyeliminowana przez Maarikę Vosu, czyli… finałową przeciwniczkę naszej szpadzistki, która tak wspominała walkę o złoto w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”:

– W ostatnich sekundach Estonka, dwukrotnie mnie trafiając, doprowadziła do remisu 11:11. O złocie miała zadecydować dogrywka. Postawiłam na atak, zaskoczyłam Vosu i zostałam mistrzynią świata. Jak zadałam to trafienie, to najpierw pomyślałam, że już nie muszę walczyć, że to koniec turnieju. Cieszyłam się bardzo, ale nie zdawałam sobie sprawy, iż to, co osiągnęłam, jest czymś wielkim. Dopiero kiedy emocje związane z walką opadły, zrozumiałam, jak duży był to sukces.

Zdaniem Barbary Ciszewskiej-Andrzejewskiej do wywalczenia złota bardzo przyczynił się charakter Dmowskiej-Andrzejuk:

– Na planszy zawsze była zadziorna. Gdy stawała przed rywalką, nie miało znaczenia czy to mało znana zawodniczka, czy multimedalistka mistrzostw świata. Danka się nad tym nie zastanawiała, po prostu robiła swoje. Miała też predyspozycje do startów w drużynie, zresztą w Lipsku sięgnęła potem jeszcze po mistrzostwo Europy z Magdą Piekarską i Ewą Nelip-Trzebińską. Umie działać zespołowo, ta cecha może jej się przydać w ministerstwie.

Co jeszcze jest na starcie plusem Dmowskiej-Andrzejuk?

– Najbardziej podoba mi się to, że po raz kolejny resortem będzie kierowała osoba ze środowiska, a nie rasowy polityk – mówi nam Adam Korol, były minister sportu w rządzie Ewy Kopacz i mistrz olimpijski z Pekinu. Kiedy dopytujemy go, czy brak doświadczenia w świecie polityki nie stanie się dla Dmowskiej-Andrzejuk problemem, bez wahania odpowiada, że nie. – To, że jest „zielona”, może wręcz być jej atutem. Dzięki temu z założenia będzie wszystkich traktowała tak samo, nie ma też wokół siebie ludzi, którym byłaby coś „winna”.

 

Nowa minister sportu objęła tekę po Witoldzie Bańce, który zdaniem wielu był najlepszym szefem tego resortu w historii. Poprzeczka jest więc zawieszona bardzo wysoko, co w pierwszej kolejności powinna zrobić, żeby jej nie strącić?

Adam Korol: Zapewnić jak najlepsze warunki do przygotowań do igrzysk olimpijskich w Tokio tym, którzy się na nie zakwalifikowali albo niebawem to zrobią. Ale ministerstwo już to w sumie robi, więc nie sądzę, że w tym względzie coś zmieni się na minus.

Monika Pyrek, dwukrotna wicemistrzyni świata w skoku o tyczce: Bardzo ważne jest kontynuowanie zażyłej współpracy z poszczególnymi związkami. Witold Bańka to rozpoczął, ale wiadomo, że w niektórych dyscyplinach jest sporo do poprawy.

Maciej Petruczenko, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”: Dmowska-Andrzejuk musi zająć się tworzeniem większej liczby szkół sportowych. To szalenie ważne, szczególnie dla dzieci z biednych rodzin, które chciałyby uprawiać sport, a nie są w stanie, bo rodziców nie stać, żeby zapłacić np. 300 złotych za naukę w piłkarskiej akademii. Mogłaby też reanimować sport wyczynowy w Warszawie, który obecnie jest na dramatycznym poziomie.

Minister sportu urodziła się właśnie w stolicy i mimo że jej babcia grała na fortepianie, a mama była muzykologiem, nie poszła w ślady żadnej z nich. Dlaczego? Bo już w wieku 11 lat zakochała się w szermierce. Wszystko dzięki spotkaniu z mistrzem olimpijskim Lechem Koziejowskim. To po nim dziewczynka zapragnęła poświęcić się w stu procentach nowej pasji. Udało się, chociaż jako juniorka nigdy nie zajęła miejsca w… top trzy jakichkolwiek zawodów. W jednym z wywiadów tak uzasadniała brak medali za młodu:

– Była mocna konkurencja, rywalki o rok, dwa lata starsze. Zajmowałam miejsca blisko czołówki, ale nie udawało mi się stanąć na podium. W drużynie, którą tworzyłam z Hanią Cygan, brakowało nam trzeciej dobrej zawodniczki, więc i tu nie mieliśmy szans na zajęcie czołowych miejsc. Ale się nie załamywałam. Porażki mnie dopingowały do większej pracy.

– Mimo braku sukcesów, już wtedy Danusia dobrze się zapowiadała – dodaje Ciszewska-Andrzejewska.

I faktycznie, wyniki przyszły, choć Dmowska-Andrzejuk nie może się czuć w stu procentach spełnionym sportowcem albowiem nie udało jej się wystąpić na igrzyskach olimpijskich. Wydawało się, że w 2012 roku w Londynie spełni swoje marzenie, jednak jej kontuzja połączona z urazem Magdaleny Piekarskiej sprawiły, że ekipa szpadzistek nie przeszła kwalifikacyjnego sita. Startem na igrzyskach może się za to pochwalić jej mąż, Robert Andrzejuk. Nie był to występ, który przeszedł bez echa – starszy o siedem lat szpadzista przywiózł z Pekinu srebrny medal w turnieju drużynowym.

Poznali się w 2001 roku, ale dopiero cztery lata później zaiskrzyło. – Znam ich od lat i mogę panu powiedzieć jedno: są idealnie dobrani. Kapitalnie się uzupełniają, mimo tego, że oboje mają mocne charaktery – zdradza Ciszewska-Andrzejewska.

Andrzejuk również jest bardzo zaangażowany zawodowo – obecnie prowadzi reprezentację szpadzistów. Jeśli dodamy do tego fakt, że Danuta i Robert są młodymi rodzicami, powstaje pytanie, czy nie wzięli sobie na głowę za dużo obowiązków? Zadaliśmy je Monice Pyrek, nadal bardzo aktywnej zawodowo matce dwójki małych dzieci:

– Dużym plusem jest to, że objęcie funkcji ministra nie wiąże się dla Danusi z przeprowadzką. Jeśli będzie dobrze zorganizowana, a znając ją jestem pewna, że tak właśnie się stanie, to da sobie radę. A poza tym na pewno ma rodzinę i przyjaciół w pełnej gotowości do tego, by ewentualnie jej pomóc.

– Bez wątpienia młoda mama skacze na głęboką wodę – uzupełnia Ciszewska-Andrzejewska. – Ale też pamiętajmy, że szermierze nie bez przyczyny uważani są za ludzi inteligentnych. Danka jest bystra, dlatego poradzi sobie z nowym wyzwaniem. Oczywiście by mu sprostać, musi dobrać sobie odpowiednich ludzi. To klucz do sukcesu nie tylko w sporcie, ale i w życiu.

Początek 2006 roku, Bal Mistrzów Sportu. Panna Dmowska zajmuje w nim piąte miejsce, wyprzedzając m.in. takie sławy jak Jerzy Dudek, Tomasz Frankowski czy Robert Kubica. Kiedy wchodzi na scenę, jest oklaskiwana przez setki ludzi ze świata sportu, a nagrodę wręcza jej Zbigniew Zamachowski, czyli filmowy Michał Wołodyjowski. Młodej dziewczynie może zaszumieć w głowie od natłoku wrażeń. Może też wydawać się, że nic – poza ewentualnym olimpijskim medalem – nie da większych emocji niż ten wieczór.

Ponad trzynaście lat później wiemy już, że to nieprawda, bo przyszło jej trzymać w dłoniach nie szpadę czy statuetkę od kibiców, tylko ster, którym musi pokierować naprawdę dużym statkiem. Czas pokaże, czy – jak przewidują nasi rozmówcy – wypłynie nim na szerokie wody, czy też utknie na mieliźnie.

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez