Kierunek – Tokio, kierunek – złoto. Panowie, czas pokonać klątwę ćwierćfinałów!

Kierunek – Tokio, kierunek – złoto. Panowie, czas pokonać klątwę ćwierćfinałów!

Najpierw było zupełnie zgodnie z planem z Tunezją, potem nadspodziewanie łatwo z Francją, wreszcie – wyjątkowo nerwowo w pierwszym i długo w drugim secie ze Słowenią. Koniec końców nasi siatkarze opanowali nerwy, postawili kropkę nad „i” i wywalczyli bilety na Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020. Trener Vital Heynen mówi wprost, że cel jest jeden i jest nim złoty medal. Problem w tym, że mimo wielu doskonałych drużyn, jakie mieliśmy w historii męskiej siatkówki, medal zdobyła tylko jedna, ponad 40 lat temu. Od dwóch dekad prześladuje nas ćwierćfinałowa klątwa, na etapie najlepszej ósemki turnieju wylecieliśmy z gry w Atenach, Pekinie, Londynie i Rio de Janeiro. Panowie, najwyższy czas uporać się z tą klątwą!

Wygrywając w wielkim stylu turniej kwalifikacyjny w Polsce, biało-czerwoni wywalczyli piąty awans olimpijski z rzędu. Już to jest przecież wielkim osiągnięciem, bo turniej olimpijski to nie choćby piłkarskie mistrzostwa Europy, na które w nowym formacie raczej sztuką jest nie wywalczyć miejsca (w turnieju gra prawie połowa federacji). Na igrzyskach jest tylko dwanaście miejsc, z czego kilka jest zarezerwowanych dla reprezentantów Afryki, Azji, czy Ameryki Północnej oraz oczywiście dla gospodarzy turnieju. W praktyce oznacza to, że Polacy, aby awansować na kolejne turnieje olimpijskie, musieli znaleźć się w gronie 4-6 najlepszych ekip z Europy.

Jednym słowem: zawsze trzeba napocić się, by postawić na swoim. Najlepszy dowód o jak trudnym zadaniu mówimy: jedynie Brazylia zawsze miała swoją drużynę w turnieju męskiej siatkówki (a także Rosja, wcześniej ZSRR i WNP, nie licząc zbojkotowanych igrzysk w 1984). Nasi statystykę mają naprawdę niezłą: na 14 możliwych turniejów olimpijskich wystąpili w dziewięciu. Gorzej wygląda to niestety, jeśli chodzi o zdobycz medalową: licznik zatrzymał się na jedynce i złocie ekipy Wagnera zdobytym w Montrealu w 1976 roku.

Dwa medale pań i jeden panów

A propos medali, choć piszemy w tym miejscu o reprezentacji mężczyzn, nie wypada nie wspomnieć o paniach. Nasze reprezentantki na igrzyskach wystąpiły tylko trzykrotnie, ale skuteczność mają znakomitą. W Tokio, gdzie 55 lat temu siatkówka debiutowała na igrzyskach, sięgnęły po brąz. Trzeba wspomnieć, że w turnieju grało wtedy raptem sześć ekip (Polki jako brązowe medalistki mistrzostw świata). Zawody rozegrano na zasadzie każdy z każdym, a tabela ułożyła się tak, że ostatni mecz na turnieju Polki grały z Rumunkami. Obie ekipy miały na koncie po dwa zwycięstwa i dwie porażki, więc w praktyce był to mecz o brąz. Biało-czerwone wygrały bezproblemowo 3:0 (15:7, 15:6, 15:8).

W Meksyku cztery lata później do rywalizacji przystąpiło osiem ekip, w tym ponownie Polska (drugie miejsce w turnieju kwalifikacyjnym). Turniej znów rozegrano systemem każdy z każdym, biało-czerwone przegrały tylko z Japonią i ZSRR, co zapewniło im drugi z rzędu brązowy medal. Po tym sukcesie Polki zniknęły z igrzysk na… 50 lat, aż do Pekinu! W Tokio też nie wiadomo, czy je zobaczymy. W pierwszym turnieju kwalifikacyjnym trochę zabrakło (1:3 w decydującym meczu z Serbkami), ostatnią szansą będzie styczniowy turniej interkontynentalny.

Prehistorię jednak zostawmy, skupmy się na XXI wieku. Napiszemy tylko, że poza złotem sprzed 43 lat, polscy siatkarze zagrali na igrzyskach jeszcze w 1968 roku (piąte miejsce), 1972 (dziewiąte miejsce) oraz w 1980. Choć w Moskwie Polacy bronili tytułu i turniej zaczęli doskonale od zwycięstw nad Jugosławią, Rumunią oraz Libią, medalu nie zdobyli. Po awansie z pierwszego miejsca w grupie B niespodziewanie przegrali w półfinale (z grup awansowały tylko po dwie ekipy) z Bułgarią 0:3, w dodatku w trzeciej partii zbierając baty aż 15:7! Na koniec turnieju biało-czerwoni mierzyli się z Rumunami, których w grupie ograli 3:1. Niestety, w meczu o brąz ulegli 1:3 i do domu wrócili z pustymi rękoma. Czwarte miejsce zostało odebrane, jako porażka, choć musimy pamiętać, że od Moskwy tak wysoko w turnieju olimpijskim nasi siatkarze nie byli…

Bojkot, brak kwalifikacji, baty, brak kwalifikacji

Igrzyska w Los Angeles Polacy zbojkotowali, do Seulu i Barcelony się nie zakwalifikowali. Zdołali awansować za to do Atlanty, ale w sumie chyba wolelibyśmy o ich występie w USA zapomnieć. W największym skrócie, dla porządku, jednak napiszemy. W grupie z Kubą, Bułgarią, USA, Argentyną i Brazylią przegrali wszystkie mecze, w sumie wygrywając jeden set, w ostatnim meczu z Argentyną. Zanim na usprawiedliwienie naszych powiecie, że przecież była to grupa śmierci, spieszymy poinformować, że wszystkie ekipy, które wyszły z tejże grupy… odpadły w ćwierćfinałach!

Do Sydney nasi nie awansowali, choć okoliczności porażki w turnieju kwalifikacyjnym były mocno kuriozalne. W Katowicach naszym głównym rywalem była ekipa Jugosławii. Drużyna Ireneusza Mazura przegrała dwie pierwsze partie i wydawało się, że olimpijskie marzenie już wzięło w łeb. Biało-czerwoni zdołali jednak wyszarpać trzeciego seta, a w czwartym prowadzili już 23:17 i serwowali. W katowickim Spodku wszyscy czekali już na tie-break, ale Jugosłowianie mieli inne plany. Punkt po punkcie rozmontowali polską przewagę i zakończyli mecz w czterech setach. Inna sprawa, że nasi przegrali z nie byle kim. Ekipa z Bałkanów miała w składzie kilka gwiazd światowej siatkówki, z Nikolą Grbiciem i Ivanem Milijkoviciem na czele, a swoją siłę potwierdziła w Sydney. Po drobnych perturbacjach w fazie grupowej (bilans 3-2), wygrali kolejno z Holandią (3:2), Włochami i Rosją (po 3:0), zdobywając sensacyjnie złoty medal. Nasi w tym czasie mogli tylko myśleć, co by było, gdyby jednak doprowadzili do tie-breaka w katowickim Spodku…

Ateny – ćwierćfinał

I tak oto wjechaliśmy w XXI wiek, w którym nie było już igrzysk bez naszych siatkarzy. Do Aten biało-czerwoni zakwalifikowali się, wygrywając I Światowy Turniej Kwalifikacyjny w Porto (komplet zwycięstw w meczach z Wenezuelą, Portugalią i Kazachstanem).

W grupie na turnieju olimpijskim los przydzielił nam Serbię i Czarnogórę, Grecję, Argentynę, Francję oraz Tunezję. Na papierze – punkty miała dostarczać Tunezja oraz debiutująca na igrzyskach Grecja (awansowali na turniej jako gospodarze). W praktyce jednak Grecy okazali się naprawdę wymagającym rywalem i Polaków pokonali 3:1. To zresztą oznaczało spore kłopoty naszej ekipy. Biało-czerwoni zaczęli turniej od imponującego 3:0 z Serbią i Czarnogórą, potem zaliczyli wspomnianą wpadkę z Grecją i kolejną – 0:3 z Francją. W tym momencie nasza sytuacja zrobiła się nieciekawa, bo miejsca na kolejną porażkę już nie było. 3:1 z Tunezją nic nie zmieniło, bo ekipa z Afryki przegrała wszystkie mecze. Trzeba było wygrać w ostatniej kolejce z Argentyną, która miała na koncie trzy zwycięstwa i porażkę 1:3 z Serbią i Czarnogórą. Udało się, choć o wszystkim decydował niezwykle zacięty tie-break, zakończony wynikiem 20:18 dla naszych. Niestety, niepotrzebne przegrane z Grecją i Francją spowodowały, że Polacy zakończyli zmagania w grupie na czwartym miejscu, co oznaczało arcytrudny ćwierćfinał z Brazylią. I cóż, niestety, cud się nie zdarzył i skończyło się na 0:3.

Co ciekawe, podobnie, jak w Atlancie, wszystkie drużyny z naszej grupy odpadły już w ćwierćfinałach. Złoto zdobyli Brazylijczycy, którzy po 3:0 z Polską wygrali 3:0 z USA i 3:1 z Włochami.

Pekin – ćwierćfinał

Ponownie, o awans walczyliśmy w Światowym Turnieju Kwalifikacyjnym i ponownie jego gospodarzem byli Portugalczycy. Tym razem było jeszcze łatwiej niż cztery lata wcześniej. W meczach z Portugalią, Indonezją i Portoryko nasi nie stracili nawet seta.

W Pekinie naszymi grupowymi rywalami były Brazylia, Rosja, Serbia, Niemcy i Egipt. Początek naszych – wymarzony. Trzy mecze, trzy zwycięstwa, kolejno nad Niemcami, Egiptem i Serbią. Awans w zasadzie już był, wypadało jeszcze tylko powalczyć o jak najlepsze miejsce przed fazą pucharową. 0:3 z Brazylią oznaczało, że grupy już nie da się wygrać, ale w ostatniej kolejce Polacy pokonali 3:2 Rosję. Nastroje były bojowe i wydawało się, że strefa medalowa może być w zasięgu. Po fazie grupowej nastąpiło losowanie – Polska mogła trafić na drugie w grupie A Włochy, albo trzecią Bułgarię. Padło na Włochów. Rywale wygrali dwa pierwsze sety, ale ekipa Raula Lozano jeszcze nie złożyła broni. 25:18 w trzeciej partii i 28:26 w czwartej dały nam tie-break. Niestety, skończyło się na 15:17. Był to najdłuższy i najbardziej zacięty mecz turnieju. Co z tego, skoro przegrany?

Złoto trafiło w ręce Amerykanów, którzy w finale pokonali 3:1 broniących tytułu Brazylijczyków.

Londyn – ćwierćfinał

Tym razem nie trzeba było walczyć w turnieju kwalifikacyjnym. Bilety do Londynu podopieczni Andrei Anastasiego wywalczyli, zdobywając drugie miejsce w Pucharze Świata 2011 (awans zdobywały trzy ekipy z japońskiego turnieju).

W Wielkiej Brytanii Polacy trafili do grupy z gospodarzami (zgodnie z przewidywaniami dostarczali punktów i przegrali wszystkie mecze), Australią, Włochami, Argentyną i Bułgarią. Nasi zaczęli od wspaniałego 3:1 z Włochami, ale kiedy niektórzy już zaczęli przebąkiwać o medalu, przyszło niespodziewane 1:3 z Bułgarią. Gładkie 3:0 z Argentyną i Wielką Brytanią mocno poprawiło naszą sytuację w grupie, ale potem, zamiast zdemolować 3:0 słabą Australię (same porażki i wygrana z Wielką Brytanią), nasi zaliczyli wstydliwe 1:3. Zamiast pierwszego miejsca w grupie i ćwierćfinału z przeciętnymi Niemcami (Bułgarzy zmietli ich 3:0), dostaliśmy starcie z Rosją i niestety bolesne 0:3. Trzeci z rzędu ćwierćfinał olimpijski i trzecia porażka.

Marne to pocieszenie, ale złoto trafiło do Rosjan, którzy w zaciętym finale pokonali 3:2 Brazylijczyków. Nasi rywale z grupy zagrali o brąz, Włosi 3:1 wygrali z Bułgarami.

Rio de Janeiro – ćwierćfinał

Droga do Brazylii, podobnie, jak cztery lata wcześniej, wiodła przez Japonię. Tym razem jednak nie przez Puchar Świata, a przez Światowy Turniej Kwalifikacyjny w Tokio. Z ośmiu ekip awans zdobywały trzy, plus najlepsza drużyna z Azji. Nasi pokonali kolejno Kanadę, Francję, Japonię, Chiny i Wenezuelę, potem ulegli 1:3 Iranowi, a w ostatniej kolejce rozbili Australię, zapewniając sobie pierwsze miejsce i pewny awans do Rio.

W brazylijskim turnieju na drodze naszych mistrzów świata stanęli Argentyńczycy, Rosjanie, Irańczycy, Egipcjanie i Kubańczycy. Zaczęło się pięknie – od trzech zwycięstw, nad ekipami z Afryki, Azji i Ameryki Południowej (3:0, ale trzeci set był najdłuższy w całym turnieju – 37:35!). W meczu, który mógł dać podopiecznym Stephane’a Antigi pierwsze miejsce w grupie, lepsi po tie-breaku okazali się Rosjanie. 3:0 z Kubą było ważne, ale Argentyńczycy też wygrali 3:0 i o włos wyprzedzili naszych w tabeli. Inna sprawa, że jakoś szczególnie się nie ucieszyli, bo w ćwierćfinale wpadli na Brazylijczyków (zaledwie bilans 3-2 w grupie A) i gładko przegrali 0:3. Nasi z kolei trafili na trzecich w grupie A Amerykanów. I co? I niestety – tradycji stało się zadość. Znów ćwierćfinał, znów porażka i znów, jak w trzech przypadkach na cztery – po gładkim 0:3.

A Brazylijczycy, którzy tak niemrawo zaczęli turniej, skończyli go ze złotymi medalami na szyjach. W finale ograli 3:0 Włochów. Tymczasem ćwierćfinałowi pogromcy biało-czerwonych sięgnęli po brązowe medale.

Tokio – oby nie ćwierćfinał

Awans już jest, po wygranym turnieju w Gdańsku. Teraz czas na dobre przygotowania, odpowiednią selekcję i wyciągnięcie wniosków. Kiedy leci się na igrzyska jako zwycięzca dwóch poprzednich turniejów o mistrzostwo świata, nie wypada celować nisko.

Mamy drużynę, która ma ogromny potencjał. Jej cel jest jeden: złoty medal igrzysk

– mówił trener Vital Heynen po turnieju kwalifikacyjnym. Ale to nic nowego. Już po tym, jak poprowadził Polskę do obrony tytułu na mundialu, w „Przeglądzie Sportowym” formułował swoją filozofię. – Nie przyszedłem do Polski dla złota mistrzostw świata. Mam jeden cel: medal igrzysk olimpijskich. Mówiłem to od pierwszego dnia i będę powtarzał do końca. Pytanie tylko, czy teraz zadowoli mnie coś innego niż złoto. Tego nie wiem, choć myślę, że tak, bo medal, to medal. Czas go zdobyć po raz pierwszy od 1976 roku. To zarówno mój osobisty cel, jak i całej drużyny.

Z kolei na Twitterze złożył jeszcze wyraźniejszą deklarację. „Tokio, 8 sierpnia 2020, godzina 14:15 czasu polskiego – wpiszcie to sobie w kalendarze. To wtedy i tam wszyscy chcemy napisać historię #złotymedal. Dzięki dla Gdańska, naszych świetnych graczy i niesamowitych fanów za zrobienie pierwszego kroku. Wasz trener, Vital Heynen”.

No, dobra, trenerze, wpisujemy i już nie możemy się doczekać!


Aktualności

Kalendarz imprez