Karolina Naja – najwybitniejsza anonimowa sportsmenka w Polsce

Karolina Naja – najwybitniejsza anonimowa sportsmenka w Polsce

Kiedy była dwukrotną medalistką olimpijską, została nagrodzona stypendium w wysokości… czterystu złotych miesięcznie. Jesteśmy przekonani o tym, że wielu kibiców nie poznałoby jej na ulicy nawet wtedy, kiedy chodziłaby w stroju kajakarskim, dzierżąc wiosło w ręku. A szkoda, bo Karolina Naja to jedna z najbardziej utytułowanych polskich olimpijek bez podziału na płci i dyscypliny.

Czasy się zmieniają, a Naja wciąż na podium

Trzy olimpijskie medale na trzech kolejnych igrzyskach. W Polsce takim osiągnięciem może pochwalić się zaledwie kilkunastu sportowców. To wyczyn zarezerwowany dla najwybitniejszych jednostek w historii. Takich jak Jerzy Pawłowski, Irena Szewińska, Robert Korzeniowski czy – od wtorku – Anita Włodarczyk. Wśród nich są też trzy kajakarki, z których każda była w osadzie mistrzynią dla drugiej, młodszej, która po czasie przejmowała rolę liderki dla kolejnej. Aneta Konieczna, Beata Mikołajczyk-Rosolska i Karolina Naja.

Ale ostatnia z nich być może pobije wyczyn swoich równie wielkich poprzedniczek. Wszystkie mają dwa brązowe i jeden srebrny medal olimpijski. Karolina ma 31 lat. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wystartowała również w Paryżu, ale i w Tokio będzie miała szansę powiększyć swój dorobek – wystartuje też w kajakarskiej czwórce na 500 metrów. Oczywiście, wraz z Anną Puławską, z którą… od pierwszego spotkania rozumiały się bez słów. Tak przynajmniej twierdzi Naja.

– Z Anią spotkałyśmy się kiedyś w magicznych okolicznościach. W szatni po treningu chciałam wyjąć coś z plecaka. Nie powiedziałam co, a Ania to po prostu wyciągnęła i mi dała. Spojrzałam na nią i zapytałam, czy powiedziałam na głos, czego szukam. Okazało się, że nie. Tak się to wszystko zaczęło. A teraz zdobyłyśmy wspólnie olimpijskie srebro – powiedziała w rozmowie dla Sportowych Faktów.

Witamy w dorosłym życiu

Karolina pochodzi z Tych. Wychowała się w typowym dla Górnego Śląska krajobrazie – w osiedlu Z, czy też jak kto woli – osiedlu Zuzanna. Nieopodal blokowiska znajduje się Jezioro Paprocańskie, a przy nim przystań kajakowa. To właśnie do tego miejsca jedenastolatka udała się wraz z kolegami i koleżankami. Spodobało jej się obcowanie z naturą, zatem została tam na dłużej. Tym bardziej, że nie mogła narzekać na monotonię. Bo kajaki nawet na półprofesjonalnym poziomie, to nie tylko żmudne machanie wiosłami w tafli wody. To również wyjazdy na zgrupowania do fajnych miejsc, bieganie, trening siłowy, pływanie – trening w tym sporcie jest mocno urozmaicony.

Ale po czasie warunki w Miejskim Ośrodku Sportu Młodzieżowego w Tychach zrobiły się dla niej niewystarczające. Kajakarka zaczęła osiągać pierwsze sukcesy oraz po prostu dorastać. Kiedy przyszło do wyboru studiów, otrzymała propozycję od gorzowskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Tamtejszy AZS posiadał sekcję kajakarską, prowadzoną przez trenera Marka Zacharę. Z Gorzowem kajakarka związała się na długie dziesięć lat.

Jej życie na stancji było typowo studenckie – oczywiście, pod względem finansowym. W wywiadzie udzielonym dla portalu sport.pl wspomina, że miała do rozdysponowania osiemset złotych miesięcznie. Musiała za tę kwotę utrzymać się w obcym mieście, a przecież cały czas trenowała. Niezbędny sprzęt – taki jak chociażby buty do biegania – kosztował.

Mimo niełatwych warunków Karolina była na tyle dobrą zawodniczką, że zaczęła łapać się do kadry i odnosić pierwsze duże sukcesy. W 2010 roku znajdowała się w osadzie czwórki. Wraz z Anetą Konieczną, Sandrą Pawełczak i Magdaleną Krukowską zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w wyścigu kajakarskiej czwórki na 500 metrów.

Dwa sezony bez medali

Dalsze lata jej kariery to stały rozwój oraz medale wielkich imprez, które przywoziła prawie w każdym roku. Dość powiedzieć, że od 2010 roku Nai przytrafiły się tylko dwa lata, w których nie przywiozła medalu z międzynarodowej imprezy. Jednym z nich był rzecz jasna rok 2020 i szczyt pandemii koronawirusa, która sparaliżowała cały świat – łącznie ze światem sportu. Odwołano wtedy zarówno mistrzostwa Europy, jak i mistrzostwa globu. Ale co najważniejsze, przesunięto też igrzyska olimpijskie. Trzy okazje do zapełnienia gabloty z medalami przepadły. Chociaż ta i tak uginała się od trofeów. Zwłaszcza, że Karolina nie raz startowała w kilku konkurencjach podczas jednych mistrzostw.

Dwanaście medali mistrzostw świata – jeden złoty, pięć srebrnych, sześć brązowych. Dziesięć krążków przywiezionych z europejskich czempionatów. Cztery z najcenniejszego kruszcu, pięć srebrnych i jeden brąz. Dwa medale igrzysk europejskich – stosunkowo świeżej imprezy organizowanej co cztery lata przez Europejski Komitet Olimpijski, której pierwsza edycja odbyła się w 2015 roku w Baku. I oczywiście dwa brązowe medale z igrzysk najważniejszych, olimpijskich. Choć można powiedzieć, że co się odwlecze, to nie uciecze. W tym roku Naja dorzuciła srebro z Tokio i z Poznania, z mistrzostw Europy.

Ale dla samej Karoliny ważniejszy był rok 2017. Pomimo że nie zdobyła wtedy żadnego medalu, to z pewnością uważa go za jeden z najszczęśliwszych w swoim życiu. Otóż po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro kajakarka postanowiła zrobić sobie przerwę od wiosłowania i założyć rodzinę. Jej wieloletnim partnerem jest Łukasz Woszczyński – również kajakarz, ale startujący w kanadyjkach, który reprezentował Polskę podczas igrzysk w Atenach. Pod koniec 2017 roku para doczekała się syna, Mieczysława, po czym… niedługo później wróciła do kajaków. Do takiej decyzji zachęcał ją partner, który widział, że Karolina ma jeszcze sporo do osiągnięcia w sporcie. Oczywiście, na początku jeździli na zgrupowania całą rodziną, lecz teraz, kiedy mały ma ponad trzy latka, zostaje w domu razem z tatą.

Oczywiście, to Łukasz – z zawodu żołnierz – musi przyjmować tradycyjną rolę mamy, kiedy Naja wyjeżdża na zgrupowanie. Chyba, że to odbywa się akurat w Wałczu. Wtedy z obecnością kajakarki w domu nie ma większych problemów, gdyż… rodzina mieszka w miejscowości, w której znajduje się Centralny Ośrodek Sportu, będący główną siedzibą naszych kajakarzy i wioślarzy.

Wyniki o wiele lepsze niż pieniądze

W poprzednim roku w życiu Karoliny nastąpiła kolejna istotna zmiana. Po dziesięciu latach reprezentowania barw AZS AWF Gorzów zdecydowała się na zmianę klubu. Bo choć w Gorzowie nie mogła narzekać na warunki jako takie, to sama nie odczuwała wsparcia ze strony władz. Województwo lubuskie pod względem sportowym jest zdominowane przez jedną dyscyplinę. To żużel, posiadający ogromne tradycje, zarówno w Gorzowie jak i Zielonej Górze.

Lecz przez to zawodnicy sportów niszowych – takich jak kajakarstwo – schodzą tam na dalszy plan. Nie inaczej było z Karoliną, która pomimo zdobycia dwóch medali olimpijskich mogła liczyć na wsparcie samorządu w wysokości… czterystu złotych miesięcznie. W tym samym czasie promować się poprzez sport zaczęło miasto Poznań, więc kajakarka dziś reprezentuje barwy Posnanii. Oczywiście, w mediach zaczęły krążyć informacje jakoby kajakarka miała otrzymać lukratywną ofertę w wysokości aż trzynastu tysięcy złotych miesięcznie wsparcie, ale te opowieści można włożyć między bajki.

A oto dowód – w tym roku miasto Poznań przeznaczyło 390 tysięcy złotych na 22 zawodników, którzy reprezentują je jako seniorzy. W tej grupie są takie nazwiska, jak Joanna Fiodorow, Aleksandra Kowalczuk, Tadeusz Michalik czy Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka. Zakładając, że kwota została podzielona po równo dla wszystkich, każdy sportowiec otrzymał nieco ponad 17 700 złotych na rok, co daje około 1500 złotych miesięcznie. Może żadne kokosy, ale wciąż ponad trzy razy więcej, niż w Gorzowie Wielkopolskim. Choć sama Naja stwierdza, że finanse nie były jedyną przyczyną zmiany:

– Oczywiście, zdecydowałam się na zmianę klubu również ze względów finansowych. Ale przede wszystkim czułam, że chociaż jestem medalistką olimpijską i szykuję się do kolejnych igrzysk, to miasto nie interesuje się ani mną, ani moją dyscypliną sportu. Czułam się niedoceniana i nie chodziło tylko o finanse. Po co się dusić, jeśli są inne opcje? Dostałam propozycję z klubu i miasta Poznania, za tym poszedł Urząd Marszałkowski z Wielkopolski, który zaczął wspierać sportowców mających już kwalifikacje olimpijskie. Miło być docenianym, szanowanym. Sportowcom naprawdę chodzi nie tylko o pieniądze, ale też o poczucie, że ktoś podziela nasze podejście do takich spraw, jak na przykład idea olimpijska – mówiła w wywiadzie dla sport.pl

Srebro zrodzone z kiszonek i w tunelu

Być może wielu z tych sukcesów by nie było, gdyby nie osoba Tomasza Kryka, który dołączył Naję do kadry kajakarek już w 2009 roku. To człowiek specyficzny, ale przede wszystkim dzięki niemu kajakarska dwójka kobiet nieprzerwanie osiąga sukcesy. Kryk standaryzuje metody treningowe. Powoduje to, że zmiany w osadach odbywają się bezboleśnie – nowa zawodniczka z góry wie w jakim tempie i stylu ma wiosłować.

Tomasz Kryk, fot. Newspix

Ponadto Kryk przywiązuje wagę do najdrobniejszych detali. Oczywiście – w dzisiejszych czasach dieta w sporcie nie jest niczym niezwykłym, ale szkoleniowiec i tak podchodzi do niej dość wyjątkowo. Na zgrupowania jeździ busem z przyczepką, która jest wypchana nie tylko sprzętem kajakarskim. Znajdują się tam również urządzenia AGD, takie jak lodówki, mikser czy nawet wypiekacz do chleba. Poza tym, przy przenoszeniu bagaży można usłyszeć również dziwny hałas. Kryk na każde zgrupowanie wozi ze sobą… słoiki z ogórkami kiszonymi oraz kiszoną kapustą. Twierdzi, że zawodniczki startujące w różnych krajach muszą być przygotowane na inną florę bakteryjną, a kiszonki pomagają przezwyciężyć potencjalne choroby jelitowe. Naszą polską dumę kulinarną zabrał również do Japonii, choć na miejscu okazało się, że nie jest to konieczne. Kajakarki zajadały się miejscową kimchi – kapustą kiszoną w azjatyckim stylu, z dodatkiem pikantnych przypraw.

Poza tym, trener jest dobrym motywatorem. Na wyjazdy zabiera ze sobą mnóstwo książek, z których co rusz rzuca swoim podopiecznym co ciekawsze cytaty. I tak przed finałem trener przekazał dziewczynom, by poczuły się jakby płynęły w tunelu – tylko one i cel do wykonania.

– Przed finałem musiałem je trochę zmotywować. Poprzednie wyścigi dziewczyny popłynęły zbyt rozsądnie, zbyt zachowawczo. Wczoraj porozmawialiśmy o finale. Powiedziałem Karolinie: „Najka, puść wodze fantazji!” – powiedział Kryk w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

I Karolina, wraz z Anną Puławską, rzeczywiście płynęły jak w transie. Ale dla Polek to nie koniec misji w Tokio. Obie wystąpią również w osadzie czwórki. Zatem – jakby to powiedziały w swoim żargonie – wynik z dwójki schowały do pokrowca. Teraz liczy się tylko czwórka, której pierwszy start przewidziany jest na jutro o godzinie 3:37. A my podejrzewamy, że warto będzie o tej porze zasiąść przed telewizorem.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
radek
radek
5 miesięcy temu

najbardziej boli że ci ha tfu politycy przyznają sobie ogromne podwyżki, a Ci którzy naprawdę robią coś dla kraju i sprawiają że kibicujemy im teraz chodź na co dzień nie śledzimy ich poczynań.

Joanna
Joanna
5 miesięcy temu

“Oczywiście, to Łukasz – z zawodu żołnierz – musi przyjmować tradycyjną rolę mamy…”
Ale po co??? Wystarczy, żeby spełniał rolę taty… 🙂

Anna
Anna
5 miesięcy temu

Tychów… Z Tychów…

Aktualności

Kalendarz imprez