Karolina Karasiewicz odczarowała Puchar Świata

Karolina Karasiewicz odczarowała Puchar Świata

Polacy wrócili bez medalu z pierwszego Pucharu Świata, które przed tygodniem odbyły się w Mińsku. Na Białorusi byli o włos od podium. Również w Glasgow podczas drugich zawodów cyklu w kilku przypadkach zamiast miejsca w czołowej trójce obchodziliśmy się smakiem, pocieszając się, że forma jest bo wpadł rekord Polski Mateusza Rudyka, a Urszula Łoś traciła do trzeciego miejsca ledwie trzy tysięczne! W końcu mamy powody do wielkiej radości, bo w scratchu triumfowała Karolina Karasiewicz.

Tych czwartych miejsc mamy już dość, wydawała się powiedzieć Karolina. Scratch to wyścig na kreskę, czyli o zwycięstwie decyduje kolejność na mecie. Nie ma lotnych finiszów, nie zbiera się punktów i (raczej) nie odpada na trasie. Do pokonania zawodniczki miały 10 km, czyli 40 okrążeń.Polka zwyciężyła z czasem 12:17 minut, co dało średnią 48.828 km/h! Kolejne miejsca zajęły Rosjanki Anastasija Czułkowa i Diana Klimowa.

Świetnie w eliminacjach spisał się Mateusz Rudyk. Medalista mistrzostw świata ustanowił (i poprawił własny) rekord Polski na 200 m ze startu lotnego. Na welodromie im. sir Chrisa Hoya uzyskał rezultat 9.558 s. W tej fazie zawodów lepszy okazał się tylko Harrie Lavreysen, który jest mistrzem świata i tymczasowo (mamy nadzieję) należy go traktować jako zawodnika z innej galaktyki. Tak mocny start w wykonaniu zawodnika Grupy Sportowej ORLEN zapowiadał wielkie emocje w kolejnych rundach sprintów, w których już zawodnicy są parowani w drabince wedle czasów osiągniętych w eliminacjach. Do półfinałów Polak przeszedł jak burza, a tam ponownie musiał mierzyć się z Holendrem i choć nie był to posiadacz tęczowej koszulki, to Jeffrey Hoogland poziomem Lavreysenowi zbytnio nie ustępuje (udowodnił to chociażby podczas mistrzostw Europy w Apeldoornie). Obaj “pomarańczowi” pewnie zwyciężyli swoje półfinały i przeszli do finału, tak jak mają w zwyczaju już od pewnego czasu. Rudykowi pozostała walka o brąz w “finale pocieszenia”, a jego rywalem miał być Japończyk Tomohiro Fukaya, jednak tym razem zawodnik z kraju gospodarza Tokio 2020 nie dał się wykiwać. Mateuszowi pozostała zapewnie ograniczona radość z czwartego miejsca.

O medal otarła się Urszula Łoś w keirinie, czyli wyścigu, podczas którego grupka sześciu zawodników rozprowadzana jest przez taki śmieszny motorek. Ów motorek to derna, która na pierwszych trzech okrążeniach rozpędza się do 50 km/h i i opuszcza tor. Wtedy do głosu dochodzą już zawodniczki, które z ogromną prędkością walczą o zwycięstwo na mecie. Kolarka Grupy Sportowej ORLEN podzieliła los Mateusza Rudyka i uplasowała się na czwartej lokacie tuż, tuż za mistrzynią Europy Mathilde Gros. Do trzeciego miejsca zabrakło jej… 0,003 sekundy (trzech tysięcznych!).

A jak mała była to różnica? Popatrzcie na to zdjęcie:

Również na średnich dystansach działo się sporo. O Karolinie Karasiewicz już wspominaliśmy, ale znów z bardzo fajnej strony pokazała się wieloboistka Daria Pikulik, której niewiele zabrakło by wedrzeć się do czołowej trójki w omnium. Ostatecznie zajęła szóstą lokatę. U Filipa Prokopyszyna znać chyba dało zmęczenie intensywnymi ostatnio startami. Medalista ME przewrócił się w madisonie: – Ostatnie starty w tym sezonie nie poszły po mojej myśli. Brak jakiejkolwiek formy wraz z pechem, który mnie nie opuszczał przekreśliły szanse na przyzwoity występ – krótko podsumował swój start w Glasgow. Polacy nie ukończyli tego wyścigu.

Siedemnasty czas kwalifikacji sprinterek uzyskała Urszula Łoś i o kolejną rundę musiała walczyć z Caitlin Ward. Górą była Australijka. 35. była Marlena Karwacka.

 

Kolejny Puchar Świata odbędzie się w Hongkongu w dniach 29 listopada – 1 grudnia.

 

Sponsorem polskich sprinterów jest PKN ORLEN.

 


Aktualności

Kalendarz imprez