Jutro idziemy na stadion. Prefontaine – biegacz totalny

Jutro idziemy na stadion. Prefontaine – biegacz totalny

Na bieżni nigdy nie brał jeńców. Jako dwudziestolatek po raz pierwszy poprawił rekord Stanów Zjednoczonych na 5000 metrów. Rok później pojechał na igrzyska olimpijskie do Monachium w roli faworyta, tocząc jeden z najbardziej zaciętych pojedynków w historii. Jeśli chcesz mnie pokonać, będziesz musiał wypruć sobie flaki – mówił. Undefeated, unforgettable – Steve „Pre” Prefontaine.

Rocky Balboa w szóstej części sagi o „Włoskim Ogierze” z Filadelfii przeprowadza słynną rozmowę z synem.

Nieważne jak mocno uderzasz, ważne jak wiele ciosów możesz przyjąć i mimo nich wciąż iść do przodu

– mówi. Poznając historię życia Steve’a Prefontaina można być pewnym, że jego ojcowska rada dla syna brzmiałaby inaczej. Przede wszystkim – atakuj, ciśnij, napieraj. W tych krótkich słowach najlepiej streszcza się opowieść o największej nadziei amerykańskich biegów długich lat 70 – tych XX wieku.

 

Za mały na futbol, za duży na Amerykę

 

Mimo że Steve Prefontaine przyszedł na świat nad Pacyfikiem, nie były to rajskie wyspy Bora Bora, Tahiti, ani Hawai, tylko robotniczy Coos Bay w stanie Oregon na zachodnim wybrzeżu USA. W Coos Bay życie toczyło się między statkami czekającymi na przeładunek w portowych dokach, a hałasem pił tnących drzewa w okalających miasto lasach. Właśnie w tym pejzażu wraz z siostrami dorastał młody Prefontaine, jedyny syn Raya i Elfriede.

Rodzina i bliscy wspominają Steve’a jako dzieciaka żywiołowego, którego wszędzie było pełno. Zawsze jak gdzieś szedłem to biegłem – zwykł mawiać Forest Gump, ale dokładnie ta sama cecha charakteryzowała Prefontaine’a już od najmłodszych lat. W czasie deszczu dzieci się nudzą? Na pewno nie Steve, który w najgorszą ulewę lubił urządzać sobie przebieżki po Coos Bay ścigając się z bezpańskimi psami. Całkiem prawdopodobne, że w dzisiejszych czasach przypisano by takiemu chłopcu zespół nadpobudliwości psychoruchowej, ale w połowie XX wieku naturalną odpowiedzią na nadmiar energii, która rozpierała nastolatka był sport.

Steve jak większość amerykańskich chłopców u progu dojrzewania zaczął przygodę ze sportem od koszykówki i futbolu. Szybko okazało się jednak, że ze względu na mikrą budowę ciała nie zrobi w tych dyscyplinach kariery (jako dorosły mężczyzna dobił do 175 cm wzrostu i 69 kg wagi). To nie bieganie wybrało jego, to on wybrał bieganie. Jako szkołę średnią upatrzył sobie lokalne Marshfield High School, gdzie trafił pod skrzydła byłego podopiecznego Billa Bowermana (późniejszego współtwórcy marki Nike) – Walta McClure Juniora, prowadzącego grupę biegaczy przełajowych.

Początki biegowego treningu pod okiem McClure’a nie były klasycznym “wejściem z buta” o jakim rapuje Sobota. 53. miejsce w mistrzostwach stanu w roku 1965 nie mogło usatysfakcjonować Prefontaine’a. Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok Steve zaczął jednak sukcesywnie się poprawiać i zaledwie dwa lata później w roku 1967 został zwycięzcą mistrzostw Oregonu w biegach przełajowych. Od tamtego momentu o biegaczu z Coos Bay zaczęło robić się coraz głośniej w całych Stanach Zjednoczonych. Kiedy w roku 1969 mając zaledwie 18 lat dotarł na mistrzostwa USA na otwartym stadionie w Miami zderzył się z prawdziwą dorosłą elitą amerykańskich biegów długich tamtych lat. Po jednej stronie barykady nastolatek z Oregonu, po drugiej dużo bardziej utytułowani i doświadczeni Frank Shorter i Jim Ryun (obaj rocznik ’47). To był prawdziwy egzamin dojrzałości, który Steve zdał ustanawiając trzeci wynik wszech czasów szkół średnich w biegu na trzy mile (13:43).

Dużo pracowałam i nie uczestniczyłam w zawodach syna. Ale dobrze pamiętam, jak jednego dnia zaczepiła mnie pewna kobieta mówiąc – pani Prefontaine, powinna pani przyjść na najbliższe zawody. Pani syn to materiał na przyszłego olimpijczyka

– tak wspomina tamten czas Elfriede Prefontaine.

Żeby jednak przepowiednia przypadkowo spotkanej przez panią Prefontaine kobiety mogła się spełnić Steve musiał trafić pod opiekę słynnego Billa Bowermana z Uniwersytetu Oregon w Eugene.

Jednym z jego bohaterów był Bill Bowerman z Uniwersytetu w Oregonie. Gdy Steve dostał list od Bowermana z zaproszeniem do uniwersyteckiej drużyny niemal oszalał ze szczęścia. Ten list utwierdził syna w przekonaniu, że jest na właściwej drodze

– w takich słowach opowiada o wydarzeniu z roku 1969 ojciec Steve’a.

W roku olimpijskim 1972 doszło do prawdziwej eksplozji formy Prefontaina. Od pierwszych marcowych zawodów we Fresno, po lipcową próbę przedolimpijską w Eugene wygrał wszystkie dwanaście biegów, w międzyczasie trzykrotnie poprawiając rekordy USA (na 3000 m i 5000 m). Na amerykańskiej ziemi ten zaledwie dwudziestojednoletni biegacz z Coss Bay nie miał sobie równych.

 

Biegacz totalny

 

Kiedy w latach siedemdziesiątych w europejskiej Holandii Rinus Michels tworzył teorię futbolu totalnego, w dalekim amerykańskim Oregonie Steve Prefontaine opatentował system biegania totalnego. Tysiące fanów zasiadało na kultowym Hayward Field w Eugene nie tylko po to, żeby obejrzeć rekordowe biegi, ale przede wszystkim dlatego, żeby doświadczyć spektaklu jaki zawsze był gotowy zaserwować im Pre. To było bieganie przesycone agresją, wolą zwycięstwa i niezwykłą wiarą we własne siły. Biegi Prefontaina zawsze wyglądały tak samo – mocne uderzenie, wyjście na czoło i totalny atak do samej mety.

Nie biegam po to, żeby przekonać się kto jest najszybszy. Biegam po to, żeby sprawdzić kto ma więcej odwagi… Najlepsze tempo to samobójcze tempo, a dziś jest dobry dzień by umierać

– miał powiedzieć Pre.

Kibice przed każdym mitingiem zastanawiali się, czy może tym razem znajdzie się ktoś na tyle mocny, żeby wytrzymać tempo narzucone przez Prefontaine’a. Go Pre! – koszulki z takim napisem nosili jego fani. Kibice rywali natomiast przywdziewali t-shirty z drogowym znakiem STOP i hasłem – Stop Pre! Ale w większości przypadków nikt nie był w stanie go zatrzymać.

Jeff Galloway (maratończyk, olimpijczyk z 1972 r.) tak opowiada o rywalizacji z Prefontainem:

Ściganie się z Pre w Oregonie było pomyłką. O ile oczywiście planowałeś nawiązać z nim jakąkolwiek walkę. Pre nie tylko był niesamowicie pewny siebie podczas biegu. W pewnym sensie zawłaszczał sobie zawody tak bardzo, że człowiek czuł się onieśmielony a nawet zastraszony jego specyficzną aurą.

W podobnym tonie wypowiada się komentator sportowy Wendy Ray:

Pre miał to „coś”, pewien magnetyzm, który trudno nazwać. Aktorzy go mają, piosenkarze go mają, niektórzy ludzie po prostu się z tym czymś rodzą, inni nie. Większość nie. Prefontaine miał tego dużo.

Prefontaine przełamywał stereotypy krążące na temat biegaczy. Burzył mur jaki wyrósł pomiędzy masowym kibicem a bieganiem – sportem nudziarzy. Pokazywał, że biegacz może być osobą jaskrawą i pełną kolorytu a nie jedynie skrytą i introwertyczną. W metaforycznych słowach opisuje to zjawisko Dave Wottle (kolega z bieżni, a przy okazji mistrz olimpijski na 800m):

Byliśmy ze Stevem jak sól i pieprz. Ja byłem solą, w porównaniu do Pre byłem nijaki, introwertyczny, stroniłem od imprez i mimo młodego wieku miałem już żonę. Natomiast Steve był jak pieprz, był wyrazisty, towarzyski, ekstrawertyczny, dążący do kontaktu z innymi ludźmi. Różniliśmy się pod każdym względem.

Niemal w identyczny sposób wypowiada się Mac Wilkins (kolega, a przy okazji mistrz olimpijski w rzucie dyskiem):

Czasami po zawodach chodziliśmy coś zjeść i wypić kilka piw. Steve nie należał do gości, którzy siedzieli z boku milcząco przyglądając się innym. Nie. Chodził od stolika do stolika zagadując ludzi. Nie miał żadnego problemu z tym, żeby podejść do drugiego człowieka, spojrzeć mu głęboko w oczy i uścisnąć. Fakt, że dla niektórych było to dość dziwne, ale Steve był osobą niezwykle ciepłą dla innych i nigdy nie udawał kogoś innego.

Prefontaine zrobił z biegania sztukę. Sprawił, że ludzie przychodzili na stadion wyłącznie dla niego. Skupiał uwagę, przyciągał wzrok. Na każdym planie filmowym ważną pracę wykonuje reżyser, wózkarz, dźwiękowiec czy charakteryzacja. Jednak ludzie do kina przychodzą głównie po to, aby obejrzeć na ekranie aktorów w głównych rolach. Nie inaczej było z zawodami w których uczestniczył Pre – ważne, że startowali inni zawodnicy, ale kibice przede wszystkim chcieli zobaczyć jak to robi Prefontaine.

Niektórzy ludzie tworzą za pomocą słów, inni za pomocą dźwięków, jeszcze inni za pomocą pędzla i farby. Ja chciałbym tworzyć coś pięknego gdy jestem w biegu. Chciałbym żeby ludzie zatrzymywali się na mój widok mówiąc – jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek biegł w taki sposób! Bieganie to dla mnie coś więcej niż tylko wyścigi, bieganie to styl, to kreacja. To tworzenie nowej rzeczywistości.

(Steve Prefontaine)

 

Niewesołe Igrzyska – Monachium 1972

 

Maskotką niemieckich Igrzysk Olimpijskich w 1972 roku został przyjazny jamnik Waldi, a mottem tamtej imprezy wybrano hasło – „Die heiteren Spiele” (Wesołe Gry). 5 września o godzinie 4:30 Happy Games stały się jednak bliższe fabule austriackiego thrillera Funny Games w reżyserii Haneke. Doszło do masakry. Palestyńscy terroryści należący do organizacji Czarny Wrzesień wzięli za zakładników jedenastu członków izraelskiej drużyny olimpijskiej. Wszyscy zakładnicy zginęli.

W atmosferze strachu i wypaczenia olimpijskich ideałów do swojego debiutu w igrzyskach olimpijskich przygotowywał się Steve Prefontaine. 7 września przebrnął przez bieg eliminacyjny, natomiast 10 września wystartował w najważniejszych zawodach swojej dotychczasowej kariery – finale IO w biegu na 5000 metrów.

David Bedford, który w tamtym biegu był faworytem Wielkiej Brytanii, tak ocenia stawkę jaka stanęła na linii startu:

Jedno jest pewne, w tym czasie na świecie było wielu klasowych zawodników na dystansach 5000 i 10 000 metrów. Dwóch Finów – Vaatainen i Viren, Puttermans, Prefontaine, ja, Stewart… Sami młodzi pretendenci, głodni sukcesu, każdy z nas chciał udowodnić że jest najlepszy.

Prefontaine zanim jeszcze pojawił się w Monachium jasno mówił o swoim planie na bieg finałowy. Ostatnia mila w cztery minuty – powtarzał każdemu kto pytał o olimpijską strategię. Mocno wierzył, że pobiegnięcie ostatnich czterech okrążeń w cztery minuty da mu upragnione zwycięstwo i złoty medal olimpijski. 60 sekund na każde z czterech ostatnich okrążeń i spełni się jego głębokie pragnienie jeszcze z czasów nauki w Marshfield High School w Coos Bay.

Od samego początku finałowego wyścigu Pre nie mógł znaleźć swojego miejsca w stawce. To było dla niego coś nowego. Zamiast dobrze znanego stadionu Hayward Field w Eugene, obcy stadion olimpijski w Monachium. Zamiast amerykańskich biegaczy których znał i przerastał, trafił na równych sobie rywali z różnych stron świata. Zamiast w swoim stylu narzucić od początku zabójcze tempo ciągle zmieniał pozycję, nerwowo obiegając rywali po drugim, a nawet trzecim torze. Tymczasem Fin Lase Viren który ledwie tydzień wcześniej zdobył olimpijskie złoto na 10 000 metrów biegł spokojnie przy samym krawężniku, nie nadrabiając niepotrzebnie dystansu (zresztą – czy widział ktoś kiedyś nerwowego Fina?). Kiedy jednak na liczniku biegaczy pojawił się metr numer 3400 Prefontaine wreszcie ruszył do ataku! Cztery okrążenia do końca i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z przewidywaniami Pre, Amerykanin za cztery minuty będzie cieszył się ze złotego medalu.

To była z jedna z najbardziej dramatycznych mil w historii wyścigów na 5000 metrów. Prefontaine tracił prowadzenie, żeby po chwili je odzyskać. Jeszcze na trzysta metrów przed metą wydawało się, że Pre odklepuje poddanie. Ale sto metrów dalej znów atakował, napierał i cisnął, znów był w swoim żywiole. Niestety finał biegu okazał się być dla dumy Oregonu bezlitosny. Przegrał brązowy medal olimpijski na ostatnich 30 metrach dając się wyprzedzić anglikowi Stewartowi. Prognozy Steve’a okazały się jednak trafione. Wygrał Lase Viren, który ostatnią milę przebiegł dokładnie w… cztery minuty, Pre zabrakło do celu – dwóch sekund.

Człowiek, który nie potrafił oszukiwać

Co było największym talentem Prefontaina? Asystent trenera Bowermana, Bill Dellinger mówi tak:

Największym „talentem” Pre była regularność. Przeszedł przez cztery lata koledżu nie tracąc żadnej jednostki treningowej z powodu przeziębienia czy innej choroby. Cztery lata i nigdy nie ominęły go żadne zawody. Zawsze dawał z siebie wszystko, bo jak sam mówił, “dać z siebie mniej, niż wszystko, to marnować otrzymany dar”. Nieważne o której kładł się spać, następnego ranka zawsze wstawał o godzinie szóstej i wyruszał na pierwszą przebieżkę. Nieważne z kim rozmawiał, zawsze wypowiadał się bez ogródek.

Steve zawsze walił prosto z mostu, mówił to co myśli i jest to rzecz za którą zawsze go podziwiałem. Nie, Prefontaine nie był politycznie poprawny

– wspomina Jon Hendershott (Track and Field News).

Po powrocie z nieudanych igrzysk w Monachium, Pre szybko zajął się tym co wychodziło mu najlepiej – atakiem. Jednocześnie walczył z rywalami na bieżni i działaczami z amerykańskiego związku sportowego (AAU). W latach 1973-1975 siedmiokrotnie poprawiał rekordy USA (na dystansach od 3000 m do 10 000 m). Działaczom, którzy blokowali jakiekolwiek formy zarobkowania biegaczom, chcącym utrzymać status amatora mówił tak:

Muszę za coś opłacić rachunki. Moje życie wygląda tak samo jak każdego innego Amerykanina. Jeśli nie opłacę rachunków wyłączą mi prąd. Po skończeniu College’u jako sportowcy jesteśmy zdani na pastwę losu. W tym kraju nie ma żadnego programu przygotowań olimpijskich. Czy to takie trudne do zrozumienia? Żadnej opieki medycznej, żadnych obozów, nie ma niczego. Ja nie mówię o jakimś dotowaniu. Ja mówię o narodowym programie. Oczekiwałabym jedynie odrobiny zainteresowania naszą sprawą. Prawda jest taka, że reszta sportowego świata nas przegoniła.

(za Pre dla Georga Pasero z Oregon Journal)

W polskim filmie “Jutro idziemy do kina”, opisującym losy młodych ludzi u progu wybuchu II wojny światowej, chłopcy którzy dopiero co zdali maturę wznoszą toast – za bijatykę, oszustwo i kradzież. Za oszustwo, żeby oszukać śmierć. Ci młodzi mężczyźni mają swoje plany, ambicje i marzenia, ale wszystkie te pragnienia przepadają 1 września 1939 wraz z wybuchem wojny. Steve Prefontaine tak jak nie potrafił oszukiwać w życiu, tak samo nie oszukał śmierci, która dopadła go na przydrożnych skałach w roku 1975. Podobnie jak młodzi Polacy ze wspomnianego filmu odszedł przedwcześnie, w wieku 24 lat będąc w szczytowej formie. Pre podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu 1976 byłby jednym z głównych faworytów do medalu. Ostatni raz widziano go jednak na stadionie 29 maja 1975 roku podczas zwycięskiego biegu na 5000 m. Następnego dnia z samego rana Amerykę obiegła informacja o śmierci mistrza. Od tamtego momentu, nikt już więcej nie zapytał – czy Pre znowu to zrobi?

 

PKN ORLEN jest sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz wielu najważniejszych mityngów w kraju.

 

Źródła:
Pre: The story of America’s Greates Running Legend, Tom Jordan.
Fire on the track, amerykański film dokumentalny autorstwa Ericha Lyttle (1995) Wikipedia: https://en.wikipedia.org/wiki/Steve_Prefontaine

 

FOT. YOUTUBE (kadr z filmu “Prefontaine” – w roli tytułowej Jared Leto)


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez