Jóźwik: Jeżeli nie pojadę na igrzyska, to schodzę ze sceny

Jóźwik: Jeżeli nie pojadę na igrzyska, to schodzę ze sceny

O kontuzji, która przez dwa lata praktycznie uniemożliwiała jej starty. O planach do igrzysk olimpijskich w Tokio. O sytuacji finansowej lekkoatletyki w Polsce. O hejcie w Internecie, który szczególnie mocno odczuła dwukrotnie podczas swojej kariery.

Gościem Iwony Niedźwiedź w Hejt Parku była Joanna Jóźwik – finalistka biegu na 800 metrów na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro oraz świeżo upieczona halowa wicemistrzyni Europy. Spisaliśmy najciekawsze wypowiedzi Joanny z wczorajszego programu.

O kontuzji: – Zabrała mi dwa lata ze sportu. Przez te dwa lata nie mogłam w ogóle uczestniczyć w zawodach ze względu na ból, który mi towarzyszył. Musiałam poświęcić mnóstwo czasu na fizjoterapię, współpracę z psychologiem, trening medyczny. I przede wszystkim na poznanie się z nowym trenerem, bo postanowiłam jednak wszystko zmienić. Gdy doznałam tak poważnej kontuzji, to dało mi do myślenia że „Jóźwik, coś jest nie tak. Masz kontuzję, która może cię całkowicie wyeliminować, więc trzeba coś zmienić”. Zmieniłam klub, trenera i całe otoczenie.

Długo biegałam z bólem. Brałam leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. To w pewnym momencie już nie pomagało. W momencie, kiedy nie potrafiłam podskoczyć na jednej nodze, powiedziałam stop – trzeba to wyleczyć, bo ja się wyłącznie męczę. Bardzo ciężko było zdiagnozować tę kontuzję, bo to było złamanie zmęczeniowe krętarza większego kości udowej. Pęknięcie tak minimalne, że praktycznie niewidoczne na rezonansie. Zdiagnozowaliśmy to, jednak najważniejsze było, żeby znaleźć odpowiedź dlaczego doszło do tej kontuzji. Jaki jest mój mechanizm ruchu, że organizm sam sobie to zrobił. Miałam duże obciążenia treningowe, a my jednak cały czas skręcamy w lewo. Hala jest dodatkowym obciążeniem, bo jest dwa razy więcej okrążeń. Startowałam praktycznie każdą halę plus zawody na stadionie. Ból nie był bardzo mocny, ale był cały czas. Przy każdej czynności odczuwasz dyskomfort. To jest nie do zniesienia, jak taka kropla, która drąży skałę.

To nie jest tak, że ja przez dwa lata odczuwałam ten ból. Jak zaczęliśmy fizjoterapię, przyjęłam wszystkie zastrzyki, ból zaczął ustępować. Jednak mechanizm ruchu cały czas powodował napięcia. I to było najtrudniejsze. Kilka razy próbowałam wrócić do biegania, myślałam że uda mi się przygotować do sezonu, bo dwa tygodnie nic nie boli. Pomyślałam sobie, że spróbuję potruchtać. Po trzech dniach znowu wszystko zaczynało boleć. I takich powrotów miałam cztery. Po czwartym razie przyszło takie załamanie, że nie miałam ochoty wstać z łóżka rano. Całe szczęście, że miałam pieska, z którym musiałam po prostu wyjść, bo inaczej bym bo inaczej bym po prostu leżała cały dzień w łóżku.

O pomocy PZLA w trakcie kontuzji: – Mamy ubezpieczenie z PZLA i bardzo dużo nam to pomaga. Jednak często to leczenie nie wystarcza, i musimy szukać czegoś na własną rękę. Nie każdy lekarz jest alfą i omegą, i na pewno ci pomoże. Ja zapytałam o zdanie innych, aby mieć różne spojrzenie na dany problem. W momencie gdy jeden lekarz mówi „to na pewno pomoże”, ale to nie pomaga, wtedy wybierasz innego lekarza. I w pewnym momencie, jak rozmawiasz z lekarzem, to czujesz że to ma sens i warto w to wejść.

O hejcie w Internecie: – Niestety, ja to czytałam. Pojawiły się artykuły, gdzie byłam na świeczniku. I sprawdzałam z czystej ciekawości, co ludzie o mnie myślą. Jestem dość wrażliwą osobą i zaczęłam czytać, że jestem taka, owaka, że wyglądam jak kartofel, no wszystko… Ale to czysta ciekawość, tylko i wyłącznie. Dostałam po dupie, po twarzy i wszędzie, gdzie boli.

Po opinii dotyczącej biegów Caster Semenyi: – Kontrowersja jest zawsze spotykana z hejtem, bo są dwie strony. Jedna, która cię popiera i strasznie się cieszę, że dostałam od polskich kibiców ogromne wsparcie. Ale z drugiej strony, zostałam zhejtowana na tyle, że życzono mi śmierci, że Polska powinna się mnie wstydzić, że jestem seksistką, rasistką, że do niczego się nie nadaję i żebym już skończyła biegać.

O sesji zdjęciowej Agnieszki Radwańskiej: – Ja z tym hejtem spotkałam się kilka razy. Agnieszko, strasznie szanuję cię za twoje osiągnięcia sportowe. Jesteś wielkim sportowcem. Ja nie powiedziałam nic na temat tej osoby. Powiedziałam, że ja bym takiego czegoś nigdy nie przyjęła. Nie chciałabym być sfotografowana właśnie tak. I tylko tyle. Ale zostało to przyjęte „o, Jóźwik, ty zła! Dlaczego wypowiadasz się na temat tak znakomitego sportowca! W ogóle jesteś do niczego. Zejdź, przestań istnieć!”

Dwa razy pytano mnie o sesje do CKM-u. Rozebrałam się tylko i wyłącznie przed jednym obiektywem. A był to obiektyw Oli Szmigiel. Robiła bardzo ładne zdjęcia, które nie wyrażały nagości, ale pokazywały kobietę jako sportowca. Jako piękną, artystyczną rzeźbę, żeby zachęcić kobiety do sportu. Żeby się nie bały tego, że „będę miała szerokie barki, mam za dużą łydkę, nie chcę”. To naprawdę tak nie wygląda i ta sesja miała pokazanie tego na celu. Tutaj nie było żadnego seksizmu. To był jedyny obiektyw, przed którym się rozebrałam. Wystarczy. Rozbieram się na zawodach – biegamy tam w samych majtkach i w topie! (śmiech)

O rywalizacji z zawodniczkami o podwyższonym poziomie testosteronu: – Czekałam na to pytanie. Wtedy były takie reguły, a nie inne. Kobiety, które miały naturalnie podwyższony testosteron, mogły startować bez brania żadnych medykamentów [obniżających jego poziom – dop. red.] i dobiegłam wtedy piąta. Temat był tak często maglowany, że wychodzi mi to uszami. Teraz reguły się już zmieniły. Osoby z podwyższonym testosteronem muszą go obniżyć do najwyższego, który jest u kobiet. Który swoją drogą, jest najniższy u mężczyzn, więc mimo wszystko nie jest to aż takie mocne.

Czy czuje wewnętrznie, że w Rio miała medal: – Nie, nie miałam tego medalu na piersi. Więc nie mogę powiedzieć, że czułam.

O tym, którą imprezę lekkoatletyczną wspomina najbardziej: – Najbardziej wspominam Rio, mam stamtąd najfajniejsze wspomnienia. Wiedziałam, że tam jestem w stanie przenosić góry. Był taki moment, gdy przygotowywałam się do startu w finale. Byłam na stadionie rozgrzewkowym. I akurat krótko przede mną miał być finał na 200 metrów, miał biegać Usain Bolt. Świetne wspomnienie, gdy rozgrzewałam się razem z nim, obok siebie. Miałam świetny humor, tak sobie tańczyłam, zero stresu. Fajna sprawa, tak sobie poradzić ze stresem i mieć taką pewność, że jest się dobrze przygotowanym, że mogę sobie tańczyć na rozgrzewce.

O obecnej formie: – Czuję, że jestem na dobrej drodze. Znaleźliśmy złoty środek z trenerem. Ten sezon halowy był sprawdzianem jak mój organizm zareaguje na namiot hipoksyjny, w którym mam warunki wysokogórskie. Siedziałam sześć tygodni w warunkach, w których miałam 15,5% tlenu, więc o 5,5% mniej niż normalnie. Już wiem, że mój organizm bardzo lubi być troszkę podduszony i świetnie na to reaguje. Po halowych mistrzostwach Europy odpoczynek trwał tydzień, dziś zrobiłam pierwszy trening. W poniedziałek już lecę na miesięczny obóz do Portugalii. I znowu do namiotu.

O ataku na rekord polski Jolanty Januchty (1:56,95) : – Jeżeli już raz byłam w stanie zbliżyć się do tego wyniku, to uważam że jestem w stanie zrobić to drugi raz. Mam nadzieję, ze zbliżę się na tyle, by pobiec nawet szybciej. Czuję, że jesteśmy na dobrej drodze żeby to osiągnąć.

O startach na innych dystansach: – Startowałam na 400 metrów, ale to było sto lat temu. (śmiech) Dużo zawodników przebranżawia się na dłuższy dystans. Jednak w moim wieku – a przypomnę że mam 30 lat – raczej ciężko, żebym wróciła do 400 metrów. Raczej mogłabym wydłużyć dystans. Ale tysiąc pięćset dla mnie, jak ja cierpię na tysiącu? Osiemset jest idealne.

O planach na igrzyska w Tokio: – Na Tokio zapatruję się bardzo dobrze. Ważne, żeby było zdrowie. Bo jeżeli będzie zdrowie, to będzie też trening, dobry nastrój i będą też wyniki. Chciałam pobiec minimum kwalifikacyjne teraz w hali [1:59,60 – dop. red.] ale się nie udało. Chyba nie miałam jaj. (śmiech) Miałam jeden świetny bieg, żeby to pobiec. Wystarczyło się złapać za jedną zawodniczką, która pobiegła 1:58,10 w Toruniu podczas Copernicus Cup. Wystarczyło się złapać, ale chyba zabrakło mi, jaj żeby się przytrzymać, bo było bardzo szybko. Po drodze spoglądałam na czas i wydawało mi się, że na mecie będzie to minimum. Jednak pobiegłam 2:00,40. Ale czułam, że mogłam pobiec szybciej.

Wynik, który da mi kwalifikację olimpijską, będzie takim małym spełnieniem, bo jednak pojadę na te igrzyska i będę mogła walczyć o marzenia. Ale moja ambicja chce wrócić do poziomu, jaki prezentowałam w 2016 roku podczas igrzysk w Rio de Janeiro i chciałabym zbliżyć się do czasu 1:57. Nie oszukujmy się, tyle trzeba biegać.

Przyznaję, że w tym roku postawiłam sobie ultimatum. Jeżeli nie pojadę na igrzyska, to schodzę ze sceny. To jest taki mój deadline. Po prostu nie można przeciągać uprawiania sportu w nieskończoność. Uważam, że sport jest po to, żeby sprawiał mi radość i satysfakcję. Ale kiedy nie sprawia mi satysfakcji, to nie chcę się zapętlać. Nie chcę się zagłębiać w to mocniej, bo to do niczego nie prowadzi. Mam mnóstwo pomysłów na siebie i mnóstwo rzeczy, które chcę robić po sporcie zawodowym.

O podejściu do diety: – Są różne organizmy. Jeden organizm dobrze zareaguje na odstawienie mięsa, a inny nie. Watro przetestować na sobie co jest dla nas dobre. Mój organizm lubi wszystko, ale staram się jeść zdrowo. Wiadomo, że bardzo dużo można urwać na samej diecie. Staram się przykładać do tego coraz więcej wagi, bo na początku była tragedia, a teraz jest naprawdę dobrze. Bardzo lubię też domowe jedzenie. Nie zamawiane, bo nie wiem co tam dosypują. Staram się też sama gotować na obozach. Był czas, że na obozach wynajmowaliśmy mieszkanie czy dom i sami gotowaliśmy. Wiedziałam co jem i jak to gotuję.

O przygotowaniach podczas pandemii: – Pandemię mamy już rok, a ja byłam na dwóch obozach zagranicznych w Portugalii. Normalnie byłoby więcej tych wyjazdów. Zdecydowaliśmy się wybrać Portugalię, bo mimo wszystko, co by się nie działo, to jednak wrócimy autem. I było naprawdę bardzo dobrze. W miejscu gdzie trenowaliśmy, było mało przypadków wirusa, dlatego je wybraliśmy. W zeszłym roku w marcu pojechaliśmy do RPA na zgrupowanie. Przylecieliśmy, pierwszego dnia dowiedzieliśmy się, że jest pierwszy przypadek w Polsce. Trzy tygodnie później byliśmy ściągani lotem do domu, prosto na dwutygodniową kwarantannę. Dowiedziałam się po drodze że igrzyska są przełożone, czy nawet odwołane. Tragedia. Teraz się cieszę, bo wiem, że nie pojechałabym na igrzyska, gdyby były w zeszłym roku.

O tym, dlaczego nie biega 800 metrów na treningach: – Często dostaję do pytanie, dlaczego nie biegamy swojego dystansu, tylko wszystko wokół. Nawet jako sprawdzian na koniec obozu biegam 600 metrów. Albo 400. Bo mimo wszystko na treningu nie jestem w stanie pobiec tak, jak na zawodach. Nie mam tej adrenaliny, nie mam rywalizacji i to mogłoby zaburzyć obraz tego, na ile jestem przygotowana.

O spędzaniu wolnego czasu podczas obozów: – Najczęściej spędzam ten czas na regeneracji. Trzeba pójść do fizjoterapeuty czy pochodzić po plaży nad oceanem, żeby schłodzić nogi. Czysty relaks również, typu wyjście na kawę. Teraz oczywiście takich wyjść nie ma. Strasznie lubię fotografię, to mi odciąga głowę od tego, w czym w tej chwili jestem. Zaczynam sobie obrabiać zdjęcia, czy montować film – po prostu wchodzę w to cała i tak siedzę.

O regeneracji po zawodach: – Zaraz po starcie idę do fizjoterapeuty. Mam delikatnie przemasowaną limfę. Następnie po prostu wchodzimy do wody z lodem. I to jest dla mnie najlepsza regeneracja. Ewentualnie, jeżeli tego lodu nie mamy, to pod prysznicem ciepła-zimna, ciepła-zimna woda. Praca z temperaturą bardzo fajnie regeneruje.

O pracy z psychologiem: – Profesor Jan Blecharz podszedł do mnie na mistrzostwach Polski w Radomiu i powiedział „Asia, musimy zacząć pracować, bo dużo osób położyło na tobie krzyżyk. Ale ja nie. Ja wierzę, że jesteś w stanie jeszcze szybko biegać. Widziałem cię w akcji i wiem, że jesteśmy w stanie wyrzeźbić z ciebie diament”. Ja byłam wtedy kompletnie w rozsypce. Cały czas coś mi doskwierało. Przez to, że profesor mieszka w Krakowie, zaczęliśmy od konsultacji właśnie tam. Przyjeżdżałam na dwa dni, raz na dwa miesiące. Dużo rozmawialiśmy nie tylko o sprawach sportowych, ale też osobistych. Bo życie osobiste bardzo mocno wpływa na nasze wyniki i warto o to zadbać, żeby wszystko było ułożone. Całe szczęście, poradziłam sobie z tym, i teraz dużo lepiej przychodzi mi trening mentalny. Dużo więcej może się w tej głowie pomieścić, gdy nie ma śmieci.

­O sukcesie Patryka Dobka: – Patryk Dobek jest naprawdę wielkim talentem. Biegał 400 przez płotki, i jest też typem, który wykonywał bardzo dużo treningu wytrzymałościowego. Wiadomo, że trening trenera Zbigniewa Króla bardzo dobrze na niego zadziałał, więc wyszedł z tego świetny wynik. Jak rozmawiałam z Patrykiem podczas zawodów we Francji, to mówił że bardzo dobrze mu się biega ten dystans, ponieważ wykorzystuje rytm z 400 metrów przez płotki. I wychodzi świetny wynik.

O finansowaniu polskich lekkoatletów: – Dofinansowanie, które opłaca nam przygotowania i szkolenie, mamy z PZLA. Jeżeli nie jesteśmy w centralnym szkoleniu, to jesteśmy zdani na sponsorów. Ja w 2019 roku wypadłam z centralnego szkolenia. Ale na szczęście trafiłam na świetnych ludzi, między innymi pana Jacka Banaszaka z Poznania. Wyszedł do mnie z czystym sercem i propozycją, że pomoże mi w przygotowaniach i opłaci obozy które są mi potrzebne, do zbudowania odpowiedniej formy, żeby jechać na igrzyska. I to jest cudowne, że w momencie kiedy coś idzie nie tak, to jednak są ci dobrzy ludzie, którzy chcą nam pomóc. I nie musimy  nadszarpywać  swoich oszczędności – które jednak zbieramy przez ten czas, bo kariera sportowa trwa tylko chwilę i później musimy jakoś żyć.

Lekkoatletyka w Polsce jest dobrze dofinansowana na tle innych krajów europejskich. Nie mówię tutaj o Wielkiej Brytanii. Ale my naprawdę mamy tych sponsorów i możemy na nich liczyć. Jeżeli jednak chodzi o porównanie lekkiej atletyki z piłką nożną, to jest całkiem inna bajka. Chociaż z drugiej strony, porównując inne sporty olimpijskie – bo tak powinnam do tego podchodzić – typu judo, to akurat dobrze stoimy. Te inne sporty niszowe potrzebują większego dofinansowania, niż mają w tej chwili, więc my nie mamy tak naprawdę na co narzekać.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez