Jeszcze nie teraz. Polki bez medalu na mistrzostwach Europy

Jeszcze nie teraz. Polki bez medalu na mistrzostwach Europy

Włoszki były do ogrania. Piszemy to z pełnym przekonaniem. Tyle tylko, że nasze dziewczyny nie wspięły się dziś na poziom, na którym mogłyby to zrobić. Przeszkadzały własne błędy, nieźle grające rywalki, a nawet… zbyt jasne światło. Bo w hali były dziś problemy z oświetleniem. O ile jednak reflektory świeciły za mocno, o tyle nasze reprezentantki przygasły. I wyjadą z Turcji bez medalu. 

Choć i tak mogą mieć poczucie, że odwaliły kawał dobrej roboty. Sam awans do najlepszej czwórki mistrzostw Europy wykraczał przecież poza przedturniejowe założenia. Ostatni raz tak daleko nasze zawodniczki doszły na tej imprezie 10 lat temu, gdy sięgały po brąz. Liczyliśmy, że dziś powtórzą tamten sukces. Okazało się jednak, że to jeszcze za wcześnie, a tej kadrze po prostu trzeba więcej doświadczenia, opanowania i… motywacji.

Bo wyglądało to trochę tak, jakby po wczorajszym meczu z Turkami nasze siatkarki nie zdołały się otrząsnąć. Szczególnie uderzała (znowu) postawa Malwiny Smarzek-Godek, zwłaszcza przy piłkach granych na kontrze. Liderce naszej kadry często nie udawało się ich skończyć. A gdy gra jest w dużej mierze oparta na jednej zawodniczce, to przy jej słabszej formie trudno wygrywać. Uwagi można by też zapewne mieć do Jacka Nawrockiego. O ile w czasie przerw potrafił potrząsnąć swoimi podopiecznymi, o tyle mamy wrażenie, że mógł zaryzykować ze zmianami. Być może dziewczyny, które otrzymałyby szansę wejścia na parkiet, potrafiłyby odmienić losy tego spotkania.

Bo do tego nie trzeba było dużo. No, może pomijając drugiego seta – przegranego do 20 – w którym nasze zawodniczki długo dostawały baty. To właśnie na jego początku był problem z oświetleniem. Elektrycy sprawę załatwili, ale wyglądało na to, że przy okazji wyjęli wtyczki naszym zawodniczkom. Bo te grały, jakby miały przerwy w dostawie prądu. A że to niestety nie był koncert z serii MTV Unplugged, a mecz o 3. miejsce siatkarskich mistrzostw Europy, to nie mogło to wyglądać dobrze. I nie wyglądało. Już po chwili Włoszki prowadziły 10:2 i spokojnie “dowiozły” tę partię do końca.

Ale w pierwszej i trzeciej wszystko rozstrzygało się w końcówkach. W tej rozpoczynającej spotkanie Polki odrobiły kilkupunktową stratę, doprowadziły do remisu 23:23 i… przegrały następne dwie piłki. W trzecim było jeszcze lepiej – mieliśmy piłkę setową. Wykorzystać jej się jednak nie udało, a wtedy na zagrywkę u Włoszek weszła Miriam Sylla i posłała dwa serwisy, które zamknęły sprawę. Pierwszy bardzo utrudnił nam rozegranie akcji i punkt ostatecznie padł łupem Włoszek, a drugi był idealnym podsumowaniem tego meczu – piłka po taśmie prześlizgnęła się na naszą stronę, kompletnie myląc nasze zawodniczki. Bo dziś, oprócz opanowania czy skuteczności, momentami brakowało też szczęścia. Przecież kilka punktów wcześniej, wolno opadająca piłka, odbiła się od dolnej taśmy, również odskakując tak, że jej toru lotu nie dało się przewidzieć. A czekały już na nią dwie Polki.

Ale cóż, szczęście sprzyja lepszym. Z przysłowiami różnie bywa, nie zawsze się sprawdzają, ale dziś zdecydowanie możemy to konkretne przytoczyć. Bo to Włoszki, choć nie grały na miarę swoich możliwości, zaprezentowały się lepiej i zasłużenie sięgnęły po brąz. Polki – choć pewnie w tej chwili będzie o to trudno – i tak mogą być zadowolone ze swojego występu w całym turnieju. Awans do najlepszej czwórki powinien dać im pozytywnego kopa na przyszłość. Motywacją do ciężkiej pracy może być też to, że zobaczyły, ile brakuje im do grona najlepszych ekip. Grona, w którym z całą pewnością chciałyby się kiedyś znaleźć.

Więc, choć do Polski wrócą bez medalu, to dziewczynom gratulujemy. I trzymamy kciuki, by więcej powodów do zadowolenia miały po ostatnim turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. Bo zasłużyły, by w Tokio się znaleźć.

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez