Jest wspaniale – Hurkacz już w półfinale!

Jest wspaniale – Hurkacz już w półfinale!

Wujkiem Roberto Quiroza, z którym dziś mierzył się Hubert Hurkacz, jest Andres Gomez – triumfator Roland Garros 1990. I może momentami w grze Roberto da się dostrzec to pokrewieństwo. Ogółem zawodnikiem jest jednak dużo słabszym i nie może dziwić, że Hurkacz uporał się z nim w dwóch setach. Tym samym Polak jest już w półfinale turnieju w Delray Beach.

Złe początki

Hurkacz przed meczem był murowanym faworytem. Podobnie jak w poprzednim spotkaniu, tak i w tym mierzył się z rywalem spoza setki, który zresztą jeszcze nigdy w karierze do niej nie wszedł. Tym razem w dodatku po drugiej stronie siatki stawał starszy od niego gość, co jeszcze bardziej świadczyło o tym, że Roberto Quiroz może i ma dobre geny, ale na poziomie ATP to jeden z tych rywali, których Hubert powinien spokojnie ogrywać.

Choć wątpliwości były.

Wynikały głównie z dwóch powodów. Po pierwsze – to początek sezonu. I owszem, Hubert świetnie zaprezentował się we wczorajszym meczu z Danielem Elahim Galanem, ale wahnięcia formy w pierwszych styczniowych meczach są czymś naturalnym. I mogą się przytrafić każdemu. Powód numer dwa? Quiroz w swoim poprzednim starciu odprawił Ivo Karlovicia, grając znakomite zawody. Imponował zwłaszcza minięciami, którymi regularnie karcił Chorwata, ale równocześnie pokazywał, że sam przy siatce pograć potrafi.

I dziś też zaczął z wysokiego P – jak Przełamanie. Co prawda w swoim pierwszym gemie serwisowym przegrywał już 0:40, ale ostatecznie podanie utrzymał. A potem z miejsca wygrał gema przy serwisie Hurkacza. Choć może lepiej byłoby napisać, że Polak mu tę małą partię podarował. Popełnił bowiem kilka niewymuszonych błędów z forehandu, łatwo oddając kolejne punkty. I ani się nie obejrzeliśmy, a Ekwadorczyk prowadził najpierw 3:1, a potem 4:2.

Przebudzenie

Hubert się jednak rozkręcał. Już w gemach zaraz po straconym podaniu widać było, że gra coraz lepiej i pewniej. Imponował zwłaszcza – już tradycyjnie – swoim backhandem, którym ustawiał sobie wymiany. Lepiej też się poruszał, zwłaszcza w defensywie, a jego przejścia z obrony do ataku następowały błyskawicznie i regularnie zaskakiwały rywala. Swoją drogą widać, że zimą Hurkacz musiał pracować nad bardziej agresywną grą. Już nie jest tak pasywny jak sezon temu, chętniej atakuje i robi to bardzo precyzyjnie.

Quiroz przy takiej grze Polaka mógł tylko wywiesić białą flagę. Hubert wygrał pięć kolejnych gemów i z 2:4 dla rywala zrobiło się 1:0 w setach i 1:0 w gemach dla Polaka. Dopiero w tym momencie Ekwadorczyk się ocknął, ale pary – w czym duża zasługa Hurkacza – wystarczyło mu tylko na środek seta. Końcówkę już przegrał, w decydującym momencie popełniając błąd. Skończyło się więc 6:4 6:4 dla Polaka.

Pomijając sam początek – to był kolejny bardzo dobry mecz Huberta. Dłuższy niż ten z II rundy (od której Hubert zaczynał), ale Hurkacz i tak stosunkowo szybko uporał się z Ekwadorczykiem – zajęło mu to ledwie 85 minut. Ponownie imponował skutecznością punktów wygrywanych przy swoim serwisie (mimo straty gema), ponownie też znakomicie returnował.

– Trudno było grać przeciwko Roberto, bo bardzo dużo podcina z backhandu. Nie wiesz, czego się spodziewać: czy zagra slajsa, czy też nagle przyśpieszy. Nie rozpocząłem najlepiej pierwszego seta, ale ostatecznie udało mi się wygrać. Serwis? Pracuję nad nim. Dobrze teraz czuję się serwując blisko linii, to jest ważny aspekt mojej gry – opowiadał Polak, gdy już było jasne, że to on jest półfinalistą.

A właśnie – co czeka na niego w kolejnej rundzie?

Dobra drabinka

– Rola faworyta? Zaczynam się do tego przyzwyczajać. Już w poprzednim sezonie kilka razy byłem w takiej sytuacji Staram się do tego jak najlepiej przygotować – mówił Polak. Kolejne spotkanie, w którym na kort wyjdzie właśnie jako faworyt, rozegra już jutro. Jego rywal jest na tym etapie kompletną niespodzianką.

Został nim bowiem Christian Harrison (młodszy brat Ryana, bardziej znanego tenisisty), który zajmuje aktualnie… 789. miejsce w rankingu ATP (choć kiedyś był 198.). To się zmieni, oczywiście, w następnym notowaniu, ale do tego turnieju przystępował w roli całkowitego outsidera. Jego sukcesem było już samo przejście kwalifikacji, a teraz – zupełnie niespodziewanie – znalazł się w półfinale imprezy. Gra też zresztą w turnieju deblowym, gdzie razem z bratem też doszli do tej samej fazy.

Hurkacz będzie więc, jak napisaliśmy, ogromnym faworytem. Ale musi uważać. Harrison udowodnił już, że potrafi wygrywać z rywalami na poziomie. O ile w pierwszej rundzie dostał szansę od losu i ograł 256. w rankingu Tomasa Etcheverry’ego, o tyle w drugiej pokazał klasę, odprawiając Cristiana Garina, notowanego na 22. pozycji, czyli… wyżej niż Hurkacz. Dziś za to wygrał ze 101. Gianlucą Magerem.

Innymi słowy: jest w formie, jest groźny i może zaskoczyć. Ale Hubert i tak stoi przed sporą szansą na to, by po raz drugi w karierze zagrać w finale singlowej imprezy rangi ATP. Ten pierwszy – jak doskonale pamiętamy – zakończył się jego zwycięstwem.

Nikt chyba nie miałby nic przeciwko, by taki scenariusz się powtórzył.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez