Jest moc! Majka świetnie pojechał na czas i awansował w generalce

Jest moc! Majka świetnie pojechał na czas i awansował w generalce

34 kilometry jazdy na czas zwykle oznaczają, że Rafał Majka poniesie pewne straty. W sobotę też tak było, ale… tylko częściowo. Uciekło tak naprawdę dwóch kolarzy. Resztę rywali Polak ma po dzisiejszym starcie bardzo blisko. To był wręcz doskonały – jak na jego możliwości – etap jazdy na czas. Dość powiedzieć, że w generalce awansował o dwie lokaty. A to już zdecydowane przekroczenie naszych oczekiwań. 

Ganna nie do pokonania

Choć piszemy, że Majka pojechał znakomicie, to był jednak poza czołową dziesiątką. A najpierw pozwolimy sobie szybko rzucić okiem na to, co działo się właśnie w niej. Bezkonkurencyjny znów okazał się bowiem Filippo Ganna. Już przed etapem było wiadomo, że wygrać z nim może co najwyżej… on sam. I przegrać też mógłby tylko, gdyby coś poszło nie tak – czyli na przykład złapał gumę czy przytrafił mu się defekt albo upadek.

Nic takiego jednak nie nastąpiło i mistrz świata znów okazał się najszybszy. “Znów”, bo wygrał w tegorocznym Giro już trzeci etap, drugi raz okazując się najlepszym w jeździe na czas. Jego wynik? 42:40. Inny znakomity specjalista od czasówek, Rohan Dennis, który dojechał dziś drugi, zanotował rezultat o 20 sekund gorszy. Reszta stawki straciła do Włocha już ponad minutę. Kamil Gradek, nasz ekspert od tego typu etapów, przyjechał 2 minuty i 34 sekundy za Ganną.

Włoch na czas jeździ w tej chwili tak dobrze, jak Adam Małysz skakał jakieś osiemnaście lat temu. Po prostu nie ma na niego kozaka, rywale wyraźnie odstają. I pewnie na ostatniej czasówce – kończącej Giro – to znów on okaże się najlepszy.

Rafał się popisał

Powiedzmy sobie wprost: Rafał Majka czasówek ma pełne prawo się obawiać. Wiadomo, że to jego najsłabszy element. W dodatku na pierwszym etapie tegorocznego Giro – krótszej i teoretycznie łatwiejszej jeździe na czas – zaprezentował się po prostu słabo, to można było podchodzić do dzisiejszego wyzwania ze sporym niepokojem. Mowa była w końcu o etapie, który liczył sobie 34 kilometry i był mocno pofałdowany. Ale całkiem możliwe, że to właśnie te podjazdy Polakowi pomogły.

Bo pojechał świetnie. Z naszym topowym czasowcem Kamilem Gradkiem przegrał ledwie o trzy sekundy, etap skończył na 16. miejscu. Za plecami Polaka znaleźli się między innymi Vincenzo Nibali (o 17 sekund wolniej od Rafała), Domenico Pozzovivo (24 sekundy), Jakob Fuglsang (36 sekund) czy Patrick Konrad (54 sekundy). A to wszystko zawodnicy, którzy otaczali Majkę w klasyfikacji generalnej.

W konsekwencji Rafał awansował o dwie lokaty, a szóste miejsce zajmuje razem z Pozzovivo. Przed nim znajdują się Joao Almeida, Wilco Kelderman, Pello Bilbao, Brandon McNulty i wspomniany Nibali. Do podium Polak traci ledwie 22 sekundy. A że zaraz góry, to taką stratę bez problemu da się odrobić. Problemem jest tylko pierwsza dwójka – Almeida znów pokazał, że świetnie radzi sobie na czas i odskoczył reszcie stawki. Blisko niego jest tylko Kelderman (56 sekund straty). Reszta musi nadrobić ponad dwie minuty, jeśli chce walczyć o zwycięstwo w całym wyścigu. Rafał – dokładnie 2:33.

Góry rozstrzygną

Choć problem w takim liczeniu jest jeden – tak naprawdę to Wilco jawi się w tej chwili jako główny kandydat do końcowego zwycięstwa. Almeida jedzie dopiero swój pierwszy wielki tour (!) w karierze i już znacząco przekroczył oczekiwania. Choć wszystko jest możliwe, to raczej sugeruje się, że w górach straci. Kelderman za to na razie radzi sobie w nich wyśmienicie, a że potrafi jeździć trzytygodniowe wyścigi pokazywał na hiszpańskiej Vuelcie, gdzie w trzech ostatnich edycjach finiszował w najlepszej “10”. Na Giro udało mu się to raz – był 7. w 2014 roku.

W tegorocznym włoskim wyścigu wszystko będzie oczywiście rozstrzygać się w ostatnim tygodniu, ale jeszcze przed wjazdem w niego, na kolarzy już jutro czeka ciekawy etap, z trudnym podjazdem, zakończonym górskim finiszem. Eksperci sugerują, że to tam reszta walczących o najwyższe cele zawodników postara się uszczuplić przewagę Almeidy. Na pewno urwanie choćby pół minuty byłoby cenną zaliczką. Tym bardziej, że po tym etapie na zawodników czeka dzień przerwy i Portugalczyk będzie mógł się zregenerować.

Odpocznie jednak też reszta. Wszystko po to, by potem wjechać w najwyższe góry. Czekamy na nie, bo gorąco wierzymy, że dobrze zaprezentuje się tam Rafał Majka. Widać bowiem, że – jak to mówią kolarze – noga po prostu mu podaje. Jeśli utrzyma taką dyspozycję, na koniec wyścigu może być naprawdę pięknie.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Kasjusz
Kasjusz
7 dni temu

Brawo Rafał, trzymaj tak dalej!!!

Aktualności

Kalendarz imprez