Jeden kosz, ośmiu zawodników, dziesięć minut. Koszykówka 3×3 podbija świat

Jeden kosz, ośmiu zawodników, dziesięć minut. Koszykówka 3×3 podbija świat

Znacie to. Kilku znajomych, ale nie tylu, żeby zagrać na całe boisko. O ile w ogóle macie takie do dyspozycji, bo to inna sprawa. Więc dzielicie się na dwie ekipy, ustalacie zasady i gracie na jeden kosz. Na czas lub do określonej liczby punktów. Jeśli było was sześciu – gratulacje, właśnie zagraliście w koszykówkę trzech na trzech. Innymi słowy: konkurencję, która zadebiutuje na igrzyskach w Tokio. Już teraz staje się coraz popularniejsza, a Polacy odnoszą w niej sukcesy. Powodów by o niej napisać, jest więc aż nadto. Nie omieszkaliśmy z tego faktu skorzystać.

Jak to się zaczęło?

Generalnie nie ma tu większej historii. Było tak, jak napisaliśmy wyżej. Grało się na podwórkach, salach gimnastycznych, w sumie wszędzie, gdzie akurat był kosz. Najwięcej w USA, bo tam niemal przy każdym domu znaleźć można było tablicę z obręczą, a dzieciaki marzyły o tym, by pewnego dnia trafić do NBA. Zresztą w pewnym momencie podłączyły się pod to duże firmy – Adidas, Nike i cała reszta – z nadzieją, że wraz z rozwojem podwórkowej koszykówki, wzrosną też ich zyski.

Wkrótce zaczęły też powstawać turnieje. W 1974 roku zainaugorowano „Original Gus Macker 3-on-3 Basketball Tournament”. Pod tą przydługą nazwą krył się turniej zorganizowany przez Scotta McNeala (to on był Gusem Mackerem), jego brata i kilku ziomków. Grali o 18 dolców. Z czasem rozrosło się to w potężną organizację, która turnieje – na hali i zewnątrz – organizuje w 75 miastach Stanów, a zgłasza się do nich kilka tysięcy zawodników. Poziom jest nieważny – niektórzy to weterani NBA (nawet z lat 60.!), inni to amatorzy, a jeszcze inne składy złożone są z dzieciaków.

To były czasy, w których pojawiało się wiele zwariowanych pomysłów. Tom LaGarde, pracujący w NBA, wymyślił na przykład roller basketball, który jest dokładnie tym, o czym pomyśleliście – zawodnicy po prostu jeździli na rolkach. I uwaga, sport ten istnieje do dziś, a popularny jest podobno w Brazylii czy Indiach. W USA jednak nie przyjął się za dobrze, w przeciwieństwie do koszykówki 3×3. Jej sukces to jednak zasługa większej liczby osób. Swoje dołożył ponoć między innymi Magic Johnson, legenda NBA, który we własnym – stworzonym na potrzeby telewizji – turnieju do gry zapraszał piosenkarzy, aktorów i byłe gwiazdy ligi. Wszystko działo się na Hawajach. Zainteresowanie programem szybko jednak ucichło, bo ludzie stwierdzili, że Johnson robi to w jednym celu – żeby pobalować sobie za nie swoje pieniądze.

W międzyczasie zdążył jednak powstać doskonale znany wam film „Biali nie potrafią skakać”, w którym Woody Harrelson udowadniał, że jednak potrafią. A przy okazji promował uliczną koszykówkę, choć to celem ludzi z Hollywood raczej nie było. Wtedy do gry (ponownie) włączyły się wielkie korporacje, które z czasem zaczęły organizować własne, streetballowe turnieje. Jeśli macie jakieś trzy dychy na karku, pewnie mieliście okazje takie oglądać – lub nawet brać w nich udział – w swojej okolicy. Streetball dla wielu był esencją basketu. Sęk w tym, że był nieusystematyzowany.

Gdy więc koszykówką 3×3 zainteresowała się FIBA, dorzuciła do tego wszystkiego zasady. Te się zmieniały (nie będziemy was zanudzać tym, jak te zmiany wyglądały, bo zajęłoby to stanowczo zbyt wiele miejsca), w gruncie rzeczy jest ich jednak stosunkowo mało i są proste do zapamiętania. O nich jednak za chwilę. Teraz pozostało nam napisać, że w 2007 roku FIBA wprowadziła kosz 3×3 do Halowych Igrzysk Azjatyckich. Potem odbyły się kolejne testy. I kolejne. I kolejne. I jeszcze jedne. Aż w końcu uznano, że to jest format, który naprawdę może dać ludziom wiele radochy. Zaczęto organizować mistrzostwa świata i Europy, World Tour z jego turniejami, a przede wszystkim – przykuto uwagę MKOl-u.

I ten, po kolejnych testach, stwierdził, że to sport, który zdecydowanie powinien zostać olimpijskim. Wprowadzono go więc do programu igrzysk w Tokio. – Decyzja MKOl jest dla nas [FIBA] wielką zachętą do tego, by promować nasz sport. Ta decyzja idealnie wpasowuje się w koncepcję wprowadzenia „miejskich” sportów do programu igrzysk. Dla nas jest to ważne, bo daje zawodnikom szansę na medale, ale też pozwala zrealizować sen o przejściu z gry na ulicach, do igrzysk olimpijskich. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni – mówił Patrick Bauman, generalny sekretarz FIBA.

I właśnie wtedy – przed dwoma laty – zainteresowały się tym kolejne kraje. W tym i Polska, choć podkreślić trzeba, że u nas rozwój wówczas przyśpieszył. Bo już wcześniej była to dyscyplina, która w naszym kraju miała się nieźle. Stąd wyniki, jakie teraz osiągamy. Nie uprzedzajmy jednak faktów, bo najpierw zapytać musimy…

Jak to wygląda?

Po pierwsze o zasadach. Te podstawowe są banalnie proste. Gra się do 21 punktów albo 10 minut. Zamiast rzutów za dwa i trzy punkty są za jeden i dwa. Faule zbiera się na konto całej ekipy, nie konkretnego zawodnika. Graczy jest czterech, trzech na boisku, jeden na ławce, sami wybierają, kiedy się zmieniać. Zresztą ten gość, który akurat siedzi na ławce, jest dla drużyny cholernie ważny. Mówili nam o tym nasi reprezentanci we wrześniu, gdy zawitali w Weszło FM:

Najważniejsza jest ta czwarta osoba, która siedzi na ławce. Ona widzi najwięcej. Może zareagować, krzyknąć do nas. U nas rotujemy się przy każdej martwej piłce. Możliwe, że po trzech sekundach mamy martwą piłkę, od razu się rotujemy. […] Zawodnik, który wchodzi z ławki decyduje, za kogo wchodzi, widzi, kto stracił najwięcej mocy, pracował mocniej w defensywie i pora na zmianę. To najlepiej widać z boku.

Dlaczego jest tak ważny? Bo w 3×3 tak naprawdę nie ma trenera. W kadrze to bardziej selekcjoner, ma za zadanie wybrać najlepszy skład na turniej i odpowiednio go przygotować. W trakcie meczu nie ma prawa interweniować, zawodnicy wszystko robią sami. Niemal nie ma przerw, bo po każdym koszu czy zbiórce, od razu rozpoczyna się grę – żeby móc rzucać po przejęciu piłki, trzeba wyjść z nią odpowiednio daleko od kosza, wtedy można kontynuować swoją akcję. I to właściwie tyle, więcej pisać nie trzeba. Proste? Proste. I, jak mówi Michał Łopaciński, dziennikarz sportowy nc+ i Weszło FM, to jedna z wielkich zalet tej dyscypliny, a ta prostota przekłada się na zainteresowanie:

– Na pewno 3×3 jest bardziej powszechną odmianą koszykówki. Łatwiej zebrać się w sześciu niż dziesięciu czy dwunastu, jeśli chcielibyśmy mieć zmiany. To też mniej skomplikowana koszykówka, z całym szacunkiem dla chłopaków. Jest żywiołowa, dynamiczna, są zmiany co 50 sekund – z tego wynika widowiskowość. To ma wielki wpływ na popularność. Poza tym jest to koszykówka, która jest najbliżej tych „betoniaków”. Każdy tak zaczynał, ocierając się w dzieciństwie o boiska asfaltowe. To koszykówka bazująca na streecie, mnóstwo mamy w Polsce takich turniejów o różnych pulach nagród. Ta dostępność powoduje, że zainteresowanie jest duże.

Do tego dodalibyśmy, że przyciąga cała atmosfera, otoczka. To sport, który został przy swych korzeniach. Dalej na zawodach jest muza, dalej dodatkowe atrakcje, choćby breakdance, konkursy wsadów i wiele więcej. Na igrzyskach zresztą ma być podobnie. – Gra 3×3 w takiej otoczce jest niesamowicie ekscytująca. Widać to po tłumie. Gra jest krótka i niesamowicie zacięta. To fantastycznie wygląda. Byłem na wielu meczach siatkówki plażowej. Myślę, że w ten sam sposób, w jaki rozwinęła się plażówka – tworząc ekscytującą atmosferę i przyciągając młodych ludzi – może rozwinąć się i ten sport – mówił Adam Silver, komisarz NBA.

Co jeszcze jest ważne? Wspomniana intensywność. Bo, jak mówią zawodnicy, to właściwie jest „dziesięciominutowy sprint”. Tętno gracza wynosi ponoć ok. 170 uderzeń na minutę. Podobne mają hokeiści w meczach na najwyższym poziomie, ale tam zmienia się nierzadko całe formacje. To też coś zupełnie innego niż gra 5×5, gdzie w konstruowaniu akcji często bierze udział trzech zawodników, a dwóch czeka na piłkę, odpoczywając. Jeśli chcecie grać w 3×3 na najwyższym poziomie, musicie być znakomicie przygotowani fizycznie. Każdy zawodnik tam broni kosza, każdy też atakuje. Trzeba – ujmując rzecz najprościej jak się da – zapieprzać. Przygotowanie fizyczne przydaje się jednak również dlatego, że na więcej się tam pozwala: możecie rozpychać się łokciami, lekko poszarpać i tak dalej. Wszystko w granicach rozsądku, oczywiście. Bo to, mimo wszystko, już nie streetball, gdzie można było podkładać rywalom nogi.

Pisaliśmy o dostępności? Pisaliśmy. To warto dodać, że – jeśli tylko chcielibyście zagrać – możecie zwołać drużynę kumpli, pograć w małych turniejach i, o ile dobrze wam pójdzie, spróbować swoich sił w takich, w których zbiera się punkty rankingowe. Na stronie FIBA jest nawet opcja samodzielnego stworzenia swojego profilu gracza (również każdy turniej da się zarejestrować jako działający pod egidą FIBA, jeśli chcielibyście skorzystać z takiej możliwości, trzeba tylko mieć na to trochę kasy). Federacja stara się promować, rozwijać tę konkurencję, stąd „oddaje” ją samym zawodnikom i kibicom. Oczywiście, nie wszystko wygląda tak kolorowo. Bo problemem dla tych, którzy chcieliby się wkręcić w ten świat, jest choćby mnogość turniejów. Wiadomo, istnieje World Tour z największymi imprezami, ale poza tym są turnieje mniejsze, zawody lokalne i tak dalej, i tak dalej. Jak się w tym połapać? Odpowiada Darek Drezno, współtwórca portalu 3x3basket.pl:

– Faktycznie, kalendarz rozgrywek 3×3 jest skomplikowany i bardzo napięty, bo zdecydowana większość wydarzeń ma miejsce w lecie. Mamy rozgrywki zespołów reprezentujących różne miasta – World Tour, rozgrywki międzynarodowe pomiędzy reprezentacjami narodowymi – World Cup, Euro Cup, Asia Cup, Africa Cup i eliminacje do nich, a do tego masę turniejów lokalnych. Sam cykl World Tour to różne poziomy rozgrywek, idąc od najniższych to tzw. satelity, challengery i na końcu turnieje masters. My na naszej stronie relacjonujemy wszystkie turnieje Masters, a na początku sezonu zazwyczaj publikujemy kalendarz najważniejszych imprez. Główną stroną gdzie można znaleźć większość informacji jest oczywiście FIBA, ale nawet nam jest czasem trudno za wszystkim nadążyć. To, co istotne z punktu widzenia polskiego kibica, staramy się zamieszczać u nas. Właściwie to nasza strona powstała po to, aby nie trzeba było śledzić wielu miejsc na raz tylko wszystko mieć łatwo dostępne w jednym miejscu. Występy polskiej kadry i najważniejsze wydarzenia w Polsce na bieżąco są oczywiście opisywane na stronie PZKosz.

Problematyczne są też regulaminy dotyczące tworzenia rankingów, kwalifikacji do dużych imprez czy tworzenia kadr. Weźmy pod uwagę choćby to, że istnieją rankingi reprezentacji, klubów i… konkretnych zawodników. W kadrze za to zagrać mogą dwaj zawodnicy z TOP 10 rankingu najlepszych graczy w kraju (punkty zbiera się przez występy w turniejach, z czym u nas bywa bardzo różnie) i dwaj spoza tej dziesiątki. Na celu ma to uniknięcie sytuacji, w której – przykładowo – USA wystawia nagle skład złożony z LeBrona Jamesa, Stepha Curry’ego i Jamesa Hardena. FIBA chce bowiem, by na największych imprezach grali zawodnicy, którzy faktycznie występują na co dzień w 3×3. Rozwiązanie niby dobre, ale nieco komplikuje życie kibicom. Zresztą nie tylko im: i Darek Drezno, i Michał Łopaciński mówią, że sami nie do końca ogarniają wszystko to, co proponuje FIBA. Choć i tak jest lepiej niż w siatkówce – tu nikt nie zmienia zasad w trakcie trwania turnieju.

Jeszcze jedna rzecz, o której warto wiedzieć: kosz 3×3 to (na razie) sport letni. Zresztą to się łączy z jego korzeniami, grą na betonie i tak dalej. Dziś grać da się już wszędzie, rozłożenie boiska nie zajmuje wiele czasu, ale turnieje rozgrywa się raczej pod gołym niebem. W dodatku letnia pora sprzyja również dlatego, że koszykarze z 5×5 mają wtedy wolne i chętnie przechodzą do kosza sześcioosobowego. Bo i oni lubią powroty do korzeni.

Jaki jest układ sił?

Rządzą Serbowie. Bezapelacyjnie. I to, że na zakończonych niedawno mistrzostwach świata zajęli czwarte miejsce, niczego w tej kwestii nie zmienia. W pierwszych pięciu edycjach turnieju wygrali cztery razy, raz byli drudzy. Dopiero teraz, w szóstej, wypadli poza podium. Wiadomo, kosz na Bałkanach zawsze stał wysoko, ale takie wyniki i tak muszą budzić respekt. Skąd się wzięły?

Serbowie (podobnie jak Słoweńcy) weszli w 3×3 stosunkowo wcześnie i kilka zespołów zbudowali z myślą tylko o 3×3. Właściwie zbudowały się one same z graczy, którzy nie do końca odnaleźli się w 5×5, a grać zdecydowanie potrafią. 3×3 stało się dla nich życiową szansą, wręcz obsesją. Zbudowali własne rozgrywki, oddali się treningowi w 100% i osiągnęli efekt. Polecam film, który opisuje codzienną rzeczywistość najlepszego zespołu na świecie. Koszykarze z Nowego Sadu wyrwali się z szarej codzienności i zna ich teraz oraz podziwia cały świat – mówi Drezno.

Novi Sad to jedna z naprawdę niewielu ekip na świecie, która skupia się wyłącznie na grze 3×3. W turniejach występuje wręcz jako reprezentacja Serbii, bo to w jej barwach występują najlepsi serbscy koszykarze. Do tego ma niezłego sponsora, bo od 2015 roku jej siedziba znajduje się w… Zjednoczonych Emiratach Arabskich (wciąż jednak jest to serbski klub). Koszykarze z Nowego Sadu mogą być więc modelowym przykładem tego, jak zbudować potęgę. Klubową i reprezentacyjną.

Za plecami Serbów czają się między innymi wspomniani Słoweńcy oraz Łotysze. Ci drudzy na ostatnich mistrzostwach świata doszli do finału, pierwsi dwukrotnie byli trzeci, ale we wcześniejszych edycjach. Oba te kraje wygrywały już również mistrzostwa Europy. Świetne wyniki osiągali też Holendrzy, dwa razy kończąc mistrzostwa świata na drugiej pozycji. Do grona mistrzów – pomijając tegoroczną edycję, bo o niej za chwilę – należałoby też dopisać Rumunów (2014, mistrzostwo Europy) i… Katar (2014, mistrzostwo świata). Przy czym, podkreślmy, piszemy w tym momencie wyłącznie o męskiej koszykówce 3×3, w kobiecej to wszystko wywraca się do góry nogami.

Skąd te wyniki, jakby nie było, małych państw? Tłumaczy Michał Łopaciński:

– Po prostu łatwiej jest znaleźć czterech dobrych gości do gry – bo tylu liczy kadra – niż dwunastu. Takie kraje jak Katar mają na to szanse. Mało tego, Marcin Sroka mówił mi kiedyś, że koszykówka 3×3 to sport narodowy na przykład w Mongolii. I tam w każdym parku, na każdym rogu widać dzieciaki, młodzież, nawet dorosłych, grających 3×3.

Z kolei Dariusz Drezno, dodaje: – Można powiedzieć, że ci którzy wcześniej zainwestowali w tworzenie drużyn, budowanie lig, organizację turniejów, promocję dyscypliny w swoich krajach uzyskali przewagę nad krajami “tradycyjnie” rządzącymi w koszykówce 3×3. To kolejna wspaniała cecha tego sportu – pozwala krajom bez tradycji koszykarskich poczuć smak zwycięstw i złapać bakcyla, czyli przede wszystkim zainteresować sportem młodzież.

To jednak zaraz może się zmienić. Dlaczego? Raz, że poważnie w 3×3 inwestują podobno Chińczycy (ich kobieca reprezentacja zdobyła ostatnio mistrzostwo świata), a dwa, że na serio tę odmianę koszykówki traktować zaczęli Amerykanie. I choć może dziwić, że dopiero teraz – w końcu tak naprawdę to tam się narodziła – to z kolei niespecjalnie dziwi, że ledwo to zrobili, a już zostali najlepszym zespołem świata. Bo to właśnie kadra USA rozniosła konkurencję i sięgnęła po mistrzostwo.

Wcześniej sukcesy osiągali w rywalizacji kobiet, teraz jednak – mniej więcej od momentu, gdy ogłoszono, że 3×3 będzie na igrzyskach – na poważnie wzięli się też za ogarnianie męskiej kadry i swoich struktur. Bo dotychczas problemem była dla nich choćby kwestia rankingu – większość wysoko punktowanych turniejów gra się w Europie i Azji, przez co rok temu Amerykanie nie dostali się nawet na mistrzostwa (na co bardzo narzekali). Do tego wszystko – jak to oni – robili po swojemu. Ich najpopularniejsze rozgrywki, BIG3, mają własne zasady, rozmijające się w wielu kwestiach z tymi, jakie narzuciła FIBA.

To bardzo ważne dla naszej koszykówki – mówił Jim Tooley, dyrektor naczelny USA Basketball. – Podoba mi się idea, wedle której ten sport trafia do krajów, gdzie inaczej by go nie było. Turnieje to jednak wyzwanie dla graczy. Moglibyśmy rozpocząć organizowanie kilku u siebie, żeby dostać się na igrzyska. Ale tych dużych tu nie ma i, na razie, nie będzie. Nasi zawodnicy nie zdobyliby więc wielu punktów.

Bo, choćby wspomniane BIG3 – skoro zasady ma inne – nie będzie łapać się w struktury FIBA. Zresztą to rozgrywki, które od początku miały nieco inny cel. Mówi o tym Michał Łopaciński:

Nie zapominajmy, co to jest BIG3. To jeszcze inna liga, na jeszcze innych zasadach. Bo tam się znaleźli byli gracze NBA, weterani, którzy nie wytrzymają 40 czy 30 minut gry na parkietach tej ligi, są już po trzydziestce, ale jeszcze chcą pograć. BIG3 miało w swoim założeniu zrzeszać przede wszystkim legendy i być zabawą. Poszło to jednak w stronę zawodowstwa. Sam jestem ciekaw, jak to się rozwinie. Znając Amerykanów, jeśli to ma się sprzedać, to się sprzeda.

Podstawowe pytanie na teraz brzmi: co przyniesie Amerykanom przyszłość? Bo niemal pewnym wydaje się, że jeśli USA zechce, to zacznie wygrywać regularnie i igrzyska olimpijskie, i mistrzostwa świata. Koszykówka to ich sport, oni są w nim najlepsi. Z drugiej strony 3×3 – przynajmniej na razie – to wciąż dyscyplina, którą władają głównie europejskie ekipy. Tu nie ma NBA i jej renomy. Więc jak to będzie? Raz jeszcze odpowie Michał Łopaciński:

Fajnie, że Amerykanie odnieśli sukces, choć trzeba powiedzieć, że inwestować w 3×3 zaczęli jakiś rok czy dwa temu. Do tej pory nie liczyli się specjalnie na rynku 3×3, bo w 3×3 grają u nich ludzie z rozgrywek akademickich – w tym roku choćby syn Ricka Barry’ego, legendy NBA. Przyszłość? Wiadomo, że w USA wszystko jest większe i lepsze. Jeśli tylko zechcą mieć sukces, to go będą mieli. Tym bardziej w koszykówce. Amerykanie w 5×5 nie myślą, po co jadą na igrzyska. Oni tam kolekcjonują złota, jak niektórzy podkładki po piwie. 3×3 może stać się ich podwórkiem. Tam są po prostu inne budżety i inne możliwości przygotowań.

Innymi słowy: śpieszmy się doceniać sukcesy Serbów, Holendrów, Łotyszy i nasze. Bo doszliśmy do tego miejsca, w którym zapytać wypada…

Jak tam nasze notowania?

Odpowiedź brzmi: naprawdę dobrze. W zeszłym sezonie zajęliśmy czwarte miejsce na mistrzostwach świata i piąte w mistrzostwach Europy. W tym? Pierwsze osiągnięcie już poprawiliśmy, jesteśmy brązowymi medalistami najważniejszej – nie licząc igrzysk olimpijskich – reprezentacyjnej imprezy. W niedzielę awansowaliśmy za to (dwa razy, bo zrobiła to i męska, i kobieca kadra!) na mistrzostwa Europy, turniej uznawany za trudniejszy niż czempionat globu. Sami widzicie – wygląda to świetnie, a może być jeszcze lepiej. Skąd jednak takie wyniki?

– Nasza drużyna jest doświadczona, zgrana i zdeterminowana aby osiągnąć sukces. Pierwsza reprezentacja opiera się na graczach zespołu Energa 3×3 Gdańsk, który przez wiele lat należał do ścisłej światowej czołówki i grał w turniejach Masters cyklu World Tour. Piotr Renkiel, czyli trener kadry, to również zawodnik i jednocześnie manager tego zespołu. Kiedy przejął kadrę od Mirosława Noculaka (również wielkiego miłośnika i popularyzatora 3×3), postawił na mądrą kontynuację, rozbudowę. Poświęcił też ogrom czasu na pracę z zespołem, by dostosować go do realiów 3×3. Jak już powiedzieliśmy, koszykówka 3×3 bardzo różni się od 5×5, to właściwie inna dyscyplina. Ogromną rolę odgrywa przygotowanie siłowe i wydolnościowe, rzuty z dystansu, wymienność pozycji, koncentracja w obronie. Nasza reprezentacja była budowana z myślą o tej specyfice i teraz zebrała tego owoce – mówi Dariusz Drezno.

Przed rokiem czwarte miejsce na świecie zajmowali Michael Hicks, Szymon Rduch, Paweł Pawłowski i Marcin Sroka, a prowadził ich Mirosław Noculak. W tym roku trenerem był już Piotr Renkiel (jego nominacja na to stanowisko wywołała zresztą wielkie kontrowersje, Noculak pracował z kadrą od 2014 roku i zawodnicy uważali, że powinien kontynuować swoją robotę), a w składzie doszło do jednej zmiany – Rducha zastąpił Przemysław Zamojski, który kilka dni po zdobyciu medalu… znalazł się w szerokim składzie kadry 5×5 na mistrzostwa świata w Chinach. Wcześniej szybko stał się ważnym punktem zespołu i odegrał sporą rolę w zdobyciu brązowego medalu. A skoro o brązie, to jak go skomentowali?

– To coś niesamowitego. Pracowaliśmy na niego w koszykówce 3×3 z kilkoma chłopakami z tej reprezentacji dobrych kilka lat. W dodatku, w decydującym meczu pokonaliśmy Serbię, z którą nigdy dotychczas nie wygraliśmy, niezależnie od tego, czy był to mecz mistrzowski, turnieju rangi masters czy challengerze. […] Dopiero teraz dociera do nas, że jest to tak ogromny sukces naszej koszykówki, nie tylko 3×3, ale całej dyscypliny. Co dało nam sukces? Myślę, że determinacja. To, co siedziało chłopakom w głowach przez cały rok – że mogli już na poprzednich mistrzostwach zrobić więcej. Udało się też szybko stworzyć kolektyw, bardzo dobrze dobrany pod względem charakterologicznym. Większość meczów zawodnicy zagrali bardzo dobrze w obronie, bo ona miała być naszą wizytówka. No i Michael Hicks, który ofensywnie rozegrał bardzo dobry turniej. To wszystko złożyło się na medal – mówił PAP Piotr Renkiel.

Wspomniany Hicks to Amerykanin, ale z polskim obywatelstwem. Gra w Polsce, mieszka w Polsce, tu płaci podatki. Wyjaśniamy to szybko, żeby nie było wątpliwości. W 5×5, choć spisywał się dobrze, nigdy nie był jednym z topowych zawodników. W 3×3 – jak powiedział Piotr Renkiel – stał się jednym z najlepszych na świecie. Na mistrzostwach rzucił 71 punktów, zostając królem strzelców z przewagą… ponad 20 oczek nad drugim zawodnikiem! To wielka wartość dodana do naszej kadry, gość, którego nie da się ignorować. Fajnie mieć świadomość, że mamy w ekipie kogoś takiego, co?

Jedna sprawa to jednak sukcesy reprezentacyjne, a druga – klubowe. I tutaj już wygląda to wszystko znacznie gorzej.

W momencie w którym rozmawiamy, najwyżej sklasyfikowanym polskim zespołem jest Energa 3×3 Gdańsk, zajmująca 25. miejsce na świecie. Potem długo, długo nic. W pierwszej dziesiątce rankingu są trzy zespoły z Serbii i dwa ze Słowenii. Nie mamy klubów i struktur do koszykówki 3×3, jeżeli coś jest organizowane to albo pod egidą Polskiego Związku Koszykówki albo jako totalnie oddolne inicjatywy. Tym bardziej cieszmy się więc sukcesem kadry i bądźmy wdzięczni determinacji ludzi którzy ten sukces stworzyli. Są pierwsze jaskółki tego, że sytuacja zmieni się na lepsze, ale to temat na osobną rozmowę…

mówi Dariusz Drezno.

Te jaskółki to choćby fakt, że Piotr Renkiel, zgłaszając się na trenera kadry, musiał przedstawić całą koncepcję rozwoju koszykówki 3×3. Jak wyglądała? W skrócie opisywał ją na łamach 3x3basket.pl. – Cel długofalowy zakłada rozwój dyscypliny w kraju od młodzieży szkolnej. Mamy problem w młodzieżowym 3×3. Pierwszym krokiem do jej poprawy będą występy Kadry U23 w Lidze Narodów. Polski Związek Koszykówki powołał Komisję do spraw 3×3. Jej zadaniem jest stworzenie programu rozwoju dyscypliny w kraju. Startując w konkursie na trenera kadry seniorów 3×3 przedstawiłem kilka pomysłów. Komisja zaczęła pracę nad rozgrywkami 3×3 organizowanymi przez Szkolny Związek Sportowy, rozgrywki 3×3 organizowane przez Okręgowe Związki Koszykówki, Akademickie Mistrzostwa Polski 3×3, Halowe Mistrzostwa Polski 3×3 w nowej formule. W planach jest stworzenie dodatkowego cyklu Pucharu Polski 3×3. Byłem też gościem na turnieju KOSSM 3×3 Czelendż w Człuchowie, który jest nowym projektem skierowanym do młodzieży. Poprzez taki projekt budujemy świadomość i pracujemy nad rozwojem polskiego 3×3 u dołu piramidy.

Z kolei na łamach „Przeglądu Sportowego uzupełniał: – Naszym celem jest awans do IO Tokio 2020, ale trzeba przygotować kolejne pokolenia. Stoimy nisko w rankingach U23 oraz U18. Tutaj czeka nas sporo pracy. Reprezentacja U23 będzie występować w Lidze Narodów, a jej celem awans na Mistrzostwa Świata w Xi’An. Udział w lidze będzie zapewniać dodatkowe punkty do rankingu federacji i rocznika. U18 to przyszłość polskiego 3×3. Poprzez konferencje i szkolenia będziemy uświadamiać trenerów, że 3×3 to doskonałe narzędzie do podnoszenia umiejętności indywidualnych. Koszykówka 5×5 przyspiesza, decyzje na boisku podejmuje się szybciej, akcje trwają krócej. Nawet po 12 sekund, czyli tyle ile w 3×3. Obie dyscypliny jeszcze długo będą się przenikać. Naszym celem jest dotarcie do jak największej liczby dzieci oraz pokazanie im od najmłodszych lat, że istnieją dwie odmiany koszykówki.

W podobnym tonie, gdy jeszcze prowadził kadrę, wypowiadał się Mirosław Noculak. Zauważał, że jesteśmy nieco opóźnieni w stosunku do świata. Bo weźmy Czechów – mają Challengera (turniej drugiej rangi w World Tourze), dzięki temu ich zespół jest zapraszany na inne, podobne imprezy. Tyle tylko, że organizacja takiego turnieju to pół miliona złotych. A u nas nikt nie chce tyle wydać, przynajmniej na razie. Mówił też o tym, że naprawdę dobrym pomysłem byłoby zorganizowanie całorocznych rozgrywek 3×3 dla młodzieżowców, którzy potem mogliby reprezentować Polskę na międzynarodowych zawodach. Szczególnie, że ta odmiana koszykówki byłaby dla nich doskonałym treningiem, który potem przydałby im się – a na tym zależy klubom – w „pełnowymiarowym” baskecie. Na razie jednak ten i podobne pomysły, pozostają wyłącznie pomysłami.

Dużo koszykówce 3×3 dało, oczywiście, włączenie jej do programu igrzysk. Bo wiadomo, że sporty obecne na tej imprezie, mają zwiększone nakłady finansowe, stypendia, nagrody i tak dalej. Już teraz podjęto decyzję o stworzeniu ośrodka szkoleniowego właśnie na potrzeby tej odmiany basketu. Co jeszcze można zrobić? Choćby zachęcić do współpracy kluby ze „standardowej” koszykówki. O tym mówi Michał Łopaciński:

– Mówi się o tym, że FIBA chciałaby pełnej profesjonalizacji 3×3. Sam jestem raczej zwolennikiem takiej efemerydy, w której funkcjonują i zawodnicy tylko do 3×3, którzy w zimie trenują, ale jest też miejsce dla zawodników grających 5×5, którzy chcą się w tym 3×3 sprawdzić, mają na to ochotę i dostają szansę – jak Przemek Zamojski. Może więc odpowiednia byłaby właśnie ta formuła, w której w klubach funkcjonowaliby reprezentanci Polski w 3×3? Wtedy można by ich zwalniać na mecze Polski w formule 3×3. Lub w ogóle – stworzyć sekcje 3×3 przy klubach grających 5×5. W tym momencie można to sformalizować. Przykładowo, biorąc pod uwagę Przemka Zamojskiego, który gra w Zielonej Górze. Jego klub miałby swoją sekcję 3×3, Przemek mógłby w niej grać i reprezentować Polskę, gdy zajdzie taka konieczność.

To rozwiązanie sensowne tym bardziej, że – na ten moment – nie wiadomo, czy Zamojski pojawi się na turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. Dlaczego? Bo ten rozgrywany będzie w kwietniu, a wtedy gra jeszcze liga 5×5, w której (bo nic nie wskazuje na to, by miało być inaczej) będzie występować. A to przecież i dzięki niemu w ogóle w tym turnieju wystąpimy. Bez medalu mistrzostw świata nie mielibyśmy bowiem takiej możliwości.

I jasne, idealna sytuacja wyglądałaby tak, że nasza kadra składałaby się tylko z gości grających 3×3 i poświęcających się wyłącznie tej dyscyplinie. Na ten moment jednak nie jest to możliwe. A czy kiedykolwiek będzie? Zadajmy sobie takie właśnie pytanie.

Jak to będzie w przyszłości?

Istnieją przesłanki ku temu, by myśleć, że tak. Może nie wszędzie, ale przynajmniej w kilku krajach. Ba, choćby w Japonii już teraz istnieje w pełni profesjonalna liga. Gra jednak tylko latem, jako że – o czym już pisaliśmy – koszykówka 3×3 to sport „okołowakacyjny”. Zresztą włodarze tamtejszych klubów podobno bardzo chcieliby mieć u siebie Michaela Hicksa i kuszą go niezłymi ofertami. Możliwe jednak, że za niedługo, podobne dostawać będzie od klubów z naszej ligi.

W czwartek spotkaliśmy się z ministrem sportu, który obiecał, że zaangażuje się w projekt stworzenia u nas profesjonalnej ligi. W ten sposób moglibyśmy wykonywać kolejne kroki do przodu w koszykówce 3×3. W najbliższym czasie będzie się ona rozwijać tak, jak to było z siatkówką plażową, do której przechodzili gracze z klasycznej odmiany. Jednak w dalszej perspektywie fajnie byłoby przyciągać młodych ludzi, przede wszystkim poprzez pokazywanie im, że tutaj Polska ma sukcesy, bo przecież w siatkówce po jakimś czasie nastąpiła specjalizacja

– mówił Piotr Renkiel „Przeglądowi Sportowemu” już po powrocie do kraju z mistrzostw świata.

Jasne, już teraz istnieją ekipy, które można nazywać profesjonalnymi. Serbowie z Nowego Sadu, o których już pisaliśmy, to najlepszy przykład, ale oni grają na zupełnie innym poziomie. W Polsce najbliżej osiągnięcia podobnego statusu jest wspomniana Energa 3×3 Gdańsk, ale jej zawodnicy wciąż grywają też w koszykówkę „standardową”. Całkiem niedawno nowa liga powstała też na Filipinach i tam, podobnie jak do Japonii, ściąga się zawodników z innych państw. Więc do tej profesjonalizacji – choć małymi krokami – się zbliżamy.

– Szansa na profesjonalizację jest – mówi Michał Łopaciński. – Jeśli zaczną się interesować tym duże kluby, które grają w najwyższych ligach, to być może da się to zrobić. W jakimś stopniu to 3×3 jest sportem zawodowym już teraz. Okej, w Polsce nie ma zawodników, którzy z tego żyją, ale myślę, że się pojawią. Trzeba na to jeszcze trochę czasu. Myślę, że jest na to szansa, ale to wszystko musi być zrobione z głową. Skoro Japończycy byli w stanie stworzyć w pełni profesjonalną ligę 3×3, to czemu za chwilę nie miałaby powstać taka liga na Bałkanach czy w Polsce? Nie mam nic przeciwko temu, trzeba jedynie usiąść, przeliczyć kasę i spróbować, jeśli będzie taka możliwość.

– Wciąż nie ma zbyt wielu zawodowców w 3×3 – twierdzi z kolei Dariusz Drezno. – W tej odmianie koszykówki nie ma jeszcze takich pieniędzy, żeby można było się z tego utrzymać. Zainteresowanie nieustannie rośnie, zarówno po stronie amatorów, jak i zawodowców, grających na co dzień w ligach 5×5. Aktualnie jednak jest to sport ludzi bezgranicznie zakochanych w grze na jeden kosz – zawodowców, którzy są w stanie poświęcić temu swój wolny czas i zdrowie oraz amatorów, poświęcających życie rodzinne i pieniądze. I to właśnie czyni ten sport tak fantastycznym. Warto wybrać się na najbliższy turniej i poczuć tę atmosferę – tego nie ma żadna inna dyscyplina. Czy w 3×3 pojawi się więcej graczy z sukcesami osiąganymi w „standardowej” koszykówce? Myślę, że będzie tak na całym świecie. Zdziwię się, jeśli ktoś się przekwalifikuje w 100% z dnia na dzień, ale spodziewam się, że w letnich turniejach będziemy coraz częściej spotykać graczy z sukcesami w 5×5. Z czasem pewnie zaczną tworzyć się z nich półprofesjonalne zespoły 3×3, a w momencie kiedy ci zawodnicy poczują, że w 3×3 mogą osiągać większe sukcesy niż w 5×5, na pewno mocno rozważą specjalizację w grze na jeden kosz.

 

Jeśli więc kiedyś graliście w kosza na całkiem niezłym poziomie, macie jakiś rok, może dwa na treningi i próby załapania się do jakiegoś klubu 3×3. Bo – jeśli dobrze wam pójdzie – może okazać się, że zrobicie z tego sposób na życie.

 

 


Aktualności

Kalendarz imprez