Jak odmrozić sport? Włosi badają temat, ale trochę na opak…

Jak odmrozić sport? Włosi badają temat, ale trochę na opak…

Świat wielkiego sportu powoli budzi się z pandemicznego koszmaru. Już 9 maja odbędzie się długo oczekiwana gala organizacji UFC, a kolejne dyscypliny grzecznie ustawiają się w blokach. Tydzień później do gry wróci Bundesliga. Poważnie – w teorii – do tematu powinni podchodzić ciężko doświadczeni przez koronawirusa Włosi, którzy zaprezentowali jednak niedawno bardzo kontrowersyjny raport dotyczący rzeczywistej skali ryzyka w poszczególnych sportach w czasach pandemii. Opracowanie wzbudziło ożywioną dyskusję i doczekało się kuriozalnego ciągu dalszego.

Zaczęło się od tego, że przed kilkoma tygodniami Włoski Komitet Olimpijski (CONI) zlecił Politechnice Turyńskiej przeprowadzenie wnikliwych badań na temat możliwości uprawiania sportu w czasach pandemii. Szczyt zachorowań w pierwszej fali koronawirusa właśnie zdawał się mijać, więc coraz poważniej zaczęło się mówić o stopniowym odmrażaniu gospodarki. Sport odgrywa w niej dość istotną rolę, ale nawet laik wie, że to skomplikowane zagadnienie. Każda dyscyplina rządzi się swoimi prawami – ryzyko nie wszędzie jest na podobnym poziomie, a w niektórych przypadkach jest bardzo trudne do oszacowania. I właśnie tu w sukurs miała przyjść nieoceniona nauka.

Logiczne wydaje się to, że nawet w czasach “nowej normalności” niektóre dyscypliny będą mogły wrócić łatwiej od innych. Do tej pory nie znaliśmy jednak pełnego tła sytuacji. Mogło się wydawać, że włoscy badacze odpowiedzialnie podeszli do zadania – w końcu po kilku tygodniach dostarczyli liczący ponad 400 stron raport. Zawarto w nim nie tylko podsumowanie zagrożeń, ale również szereg rad pozwalających patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem. Absolutną nowością miało być oszacowanie ryzyka zakażenia w konkretnych sportach na podstawie matematycznego modelu. Niech przemówią liczby – czarno na białym, bez żadnych subiektywnych uprzedzeń i preferencji.

Wyniki prac oparto na badaniach, których podstawą był poszerzony kwestionariusz rozesłany do przedstawicieli 387 dyscyplin, znajdujących się pod nadzorem Włoskiego Komitetu Olimpijskiego. Pytania były bardzo szczegółowe i zróżnicowane. Dotyczyły nie tylko kontaktów między zawodnikami podczas samych zawodów, ale także częstotliwości podróżowania, bliskości kibiców i zachowań w samej szatni oraz kwestii treningowych. Każde ryzyko należało ocenić w skali od zera do czterech. I tak 0 oznacza brak ryzyka, 1 to małe ryzyko, 2 to ryzyko średnie, 3 oznacza duże ryzyko, a 4 bardzo duże. W efekcie powstało opracowanie zatytułowane “Bezpieczny powrót sportu”, które trafiło na biurko ministra sportu i młodzieży – Vincenzo Spadafory. Najpierw jednak wyciekło do mediów i wzbudziło powszechną konsternację.

Co z tą siatkówką?

Oczywiście można było się spodziewać, że najgorzej będzie w dyscyplinach, które opierają się na bezpośrednim kontakcie zawodników – w takich sytuacjach wirus może przenosić się najłatwiej. W grupie sportów największego ryzyka znalazły się więc między innymi zapasy, boks, rugby, koszykówka, ale na pierwszym miejscu sklasyfikowano – z wyraźną przewagą nad resztą stawki – siatkówkę.

“Groźniejsza niż boks, gdzie pięściarz w trudnej sytuacji przytula się do przeciwnika, by wytrącić go z rytmu i móc odpocząć. Groźniejsza nawet niż rugby, gdzie pod koniec meczu każdy zawodnik jest mokry od potu połowy przeciwnej drużyny. Tak, najgroźniejsza okazała się siatkówka – sport, w którym zachowuje się dystans, a siatki, którą oddzieleni są rywale, w ogóle nie wolno przekraczać” – nie dowierzał dziennik “La Repubblica”. Ludzie ze środowiska poszli dalej i swoim niedowierzaniem chętnie dzielili się z mediami.

“Jak poważny uniwersytet mógł się w ogóle podpisać pod taką analizą? Jestem mocno zaskoczony. Zastanawiam się, czy ktoś, kto sporządził ten raport widział w ogóle kiedykolwiek jakiś mecz rugby, piłki nożnej, koszykówki lub walkę bokserską” – irytował się w rozmowie z “La Gazzetta dello Sport” wybitny trener Julio Velasco. “Z całym szacunkiem, ale o co wam chodzi? Już na zdrowy rozsądek powinniśmy być za rugby i koszykówką. Tam kontakt jest cały czas – my co najwyżej czasami dotykamy się po tyłkach po zdobytych punktach” – ironizował w mediach społecznościowych Ivan Zaytsev.

Nie trzeba być ekspertem do spraw bezpieczeństwa by dostrzec, że chyba faktycznie coś tu się nie zgadza. Po paru dniach nieśmiałego drążenia tematu pojawiła się teoria, że badacze z Politechniki Turyńskiej mogli pójść na łatwiznę, a w ich opracowaniu w ogóle nie brali udziału epidemiolodzy i specjaliści – głos oddano wyłącznie przedstawicielom związków sportowych. Ci mierzyli się z pytaniami we własnymi zakresie, udzielając mocno subiektywnych odpowiedzi. Niektórzy woleli dmuchać na zimne, inni mocno zaniżali ryzyko – coś takiego wydawało się wręcz niemożliwe do zweryfikowania.

Powstała więc praca, którą można było uważać za swoistą sztukę dla sztuki, a w najlepszym wypadku za pewne abstrakcyjne ćwiczenie intelektualne. Bo czy można na poważnie analizować bezpieczeństwo tenisistów przy założeniu, że zawodnicy nagle zaniechają wolejowych wymian i przestaną pojawiać się pod siatką w tym samym czasie? A podobnych kwiatków w pierwszej wersji raportu zdiagnozowano więcej…

Ostatecznie siatkówka zajęła pierwsze miejsce z wynikiem 3,1. Drugie miejsce zajęło rugby (2,7), a trzecie koszykówka (2,2). Dalej mamy judo (1,8), boks (1,6), kolarstwo torowe (1,4) i piłkę nożną (1,3). Na drugim biegunie znalazły się specyficznie rozumiany tenis (0,1), gimnastyka artystyczna (0,1), narciarstwo alpejskie (0,5) i golf (0,7).

Zaraz, to wcale nie tak…

Burza, jaka rozpętała się wokół raportu, nieoczekiwanie doprowadziła do ogłoszenia szybkiego sprostowania. I tak siatkówka właściwie z dnia na dzień straciła zaszczytny tytuł “najniebezpieczniejszej dyscypliny czasów pandemii”. Okazało się, że do mediów wyciekła… niepełna wersja raportu. Logika znów podpowiadała słusznie – opinie przedstawicieli danych dyscyplin miały być tylko punktem wyjścia do poważniejszych naukowych analiz.

“Niespodzianka, siatkówka jednak bezpieczna” – tłumaczył w “Tuttosport” Luca Muzzioli. W ostatecznej wersji raportu skala zrobiła się bardziej pojemna – od 0 do 8. Siatkówka uplasowała się bliżej środka stawki. Zagrożenie zakażeniem podczas samego meczu określono na “5” – tak samo jak w tenisie. Koszykówka otrzymała “7”, a judo znalazło się na szczycie z oceną “8”.

Analizie poddano inne elementy składowe danych dyscyplin – w tym nawet rozgrzewkę, naukę podstaw oraz różne rodzaje treningu. Siatkówka w każdym z przypadku była oceniana na “4” lub “5”. Mimo wszystko trudno udawać, że nic się nie stało – informacje o zagrożeniach związanych z uprawianiem siatkówki pojawiły się w czołówkach serwisów internetowych i na pierwszych stronach gazet. Wyjaśnienie opublikowano wprawdzie po paru dniach również w “Tuttosport”, ale… dopiero na 37 stronie!

“W ten sposób wyrządzono naszej dyscyplinie straszliwą krzywdę” – tłumaczył w programie radiowym trener Velasco. “Zwykłe nieporozumienie może teraz doprowadzić do tego, że tysiące rodziców niechętnie spojrzy teraz na posyłanie swoich dzieci na treningi, choć nie ma do tego żadnych naukowych podstaw” – dodawał utytułowany szkoleniowiec.

Całe to zamieszanie przykryło być może najważniejsze konkluzje związane z raportem. Aby w ogóle myśleć o wznowieniu jakiegokolwiek sportu trzeba będzie wprowadzić bezprecedensowe środki bezpieczeństwa. Naukowcy postulują, by testować zawodników na 48 godzin przed zawodami i konsekwentnie izolować ich od reszty populacji. Normą w wielu dyscyplinach stanie się ciągłe dezynfekowanie sprzętu i noszenie masek przez zawodników znajdujących się na ławce rezerwowych.

I choć dynamika zakażeń we Włoszech słabnie, to minister Spadafora wciąż zaleca ostrożność. Przez wiele tygodni wydawało się, że nie ma szans na wznowienie rozgrywek Serie A. „Jestem ministrem sportu, nie ministrem piłki nożnej” – tłumaczył wzburzonym kibicom swój sceptycyzm sam zainteresowany. Na szczęście szumnie lansowany w mediach powrót Bundesligi i kolejne nieco bardziej optymistyczne analizy medyczne zmieniły obraz sytuacji. Bardzo możliwe, że piłkarze otrzymają pozwolenie na to, by 18 maja wznowić treningi w grupach, a po paru tygodniach wrócą do gry przy pustych trybunach. Kluby już ściągają z zagranicy największe gwiazdy, które akurat zdążą przebyć kwarantannę, gdy pojawi się zielone światło. O ile oczywiście się pojawi…

KACPER BARTOSIAK

 Fot. Newspix.pl

Linki:

1) Nowa strona sportu w czasach pandemii:

https://www.youtube.com/watch?v=zoPgFETVgx0

 2) Jak może wyglądać sport w nowej odsłonie:

 https://www.youtube.com/watch?v=M1iUvLQksQQ


Aktualności

Kalendarz imprez