Igrzyska za nieco ponad 2 miesiące. Kto wciąż walczy o olimpijski bilet?

Igrzyska za nieco ponad 2 miesiące. Kto wciąż walczy o olimpijski bilet?

Niektórzy olimpijczycy znajdują się już na “polach startowych”. Szlifują formę, aby ta wybuchła podczas igrzysk. Inni również spoglądają w kierunku Tokio, ale mają przed sobą parę mniej istotnych startów, chciałoby się powiedzieć: kartkówek przed kluczowym sprawdzianem. Istnieje jednak też grupa sportowców, która wciąż nie jest pewna, czy wyleci do stolicy Japonii.

Wśród nich nie brakuje dobrze znanych nazwisk. Odpowiadamy zatem na pytanie: którzy – utytułowani czy mający spory potencjał – polscy zawodnicy wciąż nie są pewni, że na przełomie lipca i sierpnia nie będą mieli wakacji?

Nadchodzą dni prawdy

Zacznijmy od “królowej sportu”. W lekkoatletyce sprawa jest o tyle prosta, że jeśli zrobiłeś minimum, możesz spać spokojnie (no chyba że w danej konkurencji podobnej sztuki dokonało więcej niż trzech zawodników). W takiej sytuacji jest ponad dwudziestu Polaków – w tym m.in. Justyna Święty-Ersetic z Grupy Sportowej ORLEN, Adam Kszczot czy Marcin Lewandowski, który na dobrą sprawę uzyskał kwalifikację na dwóch dystansach – 800 i 1500 metrów. Można jednak spekulować, że w Tokio skupi się na tym drugim.

Mniej komfortową sytuację mają zawodnicy, którzy w ciągu ostatnich paru lat zmagali się z kontuzjami, przez co nie mieli wielu okazji do uzyskiwania dobrych wyników. Trudno było im zatem zarówno o minimum, jak i budowanie pozycji w rankingu World Athletics (kolejna droga na IO). Wspomnieć należy choćby o Joannie Jóźwik – którą śmiało można nazwać jedną z najpopularniejszych lekkoatletek w Polsce.

Biegaczka nie dysponuje minimum, ale dobre występy na hali pozwoliły jej wspiąć się w światowej klasyfikacji. Na ten moment zajmuje 37. pozycję, kiedy w rywalizacji na 800 metrów w Tokio weźmie udział 48 zawodniczek. Nie wygląda to zatem źle, choć wiadomo, że lekkoatletyczny sezon wciąż się rozkręca. Koniec końców kluczowe będzie zdrowie – jeśli Jóźwik zaliczy kilka startów, nawet ostatecznie nie robiąc minimum, powinna bez problemu zbudować pozycję w rankingu i znaleźć się w kadrze do Tokio.

Zresztą – w rozmowie z Iwoną Niedźwiedź w “HejtParku” – podkreślała, że jeśli nie uzyska olimpijskiej kwalifikacji, to… zapewne zakończy karierę. – Przyznaję, że w tym roku postawiłam sobie ultimatum. Jeżeli nie pojadę na igrzyska, to schodzę ze sceny. To jest taki mój deadline. […] Uważam, że sport jest po to, żeby sprawiał mi radość i satysfakcję. Ale kiedy nie sprawia mi satysfakcji, to nie chcę się zapętlać – mówiła.

Pewna wyjazdu do Tokio nie jest Angelika Cichocka. Nasza biegaczka średniodystansowa również błysnęła na hali – zdobyła medal mistrzostw Europy w Toruniu, jej pierwszy na dużej imprezie od 2016 roku. Niezła forma nie zmienia jednak faktu, że próżno jej szukać w pierwszej setce rankingu zarówno na 800, jak i 1500 metrów – z powodu zbyt małej liczby występów. Kolejne tygodnie będą zatem decydujące dla szans olimpijskich Polki.

Następnym zawodnikiem, którego kariera wyhamowała z powodu kontuzji jest Sylwester Bednarek. Skoczek wzwyż jeszcze do niedawna znajdował się na 31. miejscu w zestawieniu World Athletics, co ledwo, ale jednak, premiowało go awansem na igrzyska (31 na 32). Teraz jednak spadł w rankingu. I również będzie musiał liczyć na dobre występy na stadionie. Czy będzie go na nie stać? Znowu – wiele będzie zależeć od zdrowia.

Sylwester Bednarek

Ciekawie sytuacja przedstawia się w biegu na 400 metrów kobiet. Jak wiemy – jest to konkurencja, w której nie brakuje nam utalentowanych zawodniczek. W Tokio oczywiście oczy będą zwrócone na sztafetę, natomiast jeśli chodzi o start indywidualny – minimum zrobiły Justyna Święty-Ersetić oraz – dawno niewidziana – Iga Baumgart-Witan. Warto jednak spoglądać na resztę stawki. Trzecie miejsce może bowiem przypaść Małgorzacie Hołub-Kowalik (33.) czy Ani Kiełbasińskiej (43., choć jej utrudnić zadanie może kontuzja), ale starać się o minimum czy wspięcie w rankingu będą również inne zawodniczki.

Kto również będzie spoglądał na tabelkę z wynikami? Na myśl przychodzą m.in. Damian Czykier (110 metrów przez płotki), Cyprian Mrzygłód (rzut oszczepem), Ania Kiełbasińska (200 metrów), Karol Zalewski (400 metrów), Paweł Wiesiołek (dziesięciobój), Jakub Szyszkowski (pchnięcie kulą). Z tego grona – najmniej pewny swego może być ostatni, bo poziom kuli na świecie jest zwyczajnie bardzo wysoki, co utrudnia przesuwanie się w górę w rankingu.

Osobną grupę stanowią zaś zawodnicy zamieszani w afery dopingowe. Norbert Kobielski wciąż nie wrócił do startów, po tym, jak w listopadzie otrzymał pozytywny wynik testu. Jego karencja co prawda oficjalnie dobiegła końca, ale wciąż pojawiają się pytania – kiedy wystartuje, w jakiej będzie formie? Na pewno minimum w jego przypadku jest odległą sprawą, a ranking – na ten moment – nie stoi po jego stronie.

W podobnej sytuacji znajduje się Jakub Krzewina, który mijał się kontrolami dopingowymi, w skutek czego został tymczasowo zawieszony w startach przez World Athletics. Trudno spodziewać się, żeby halowy mistrz świata w sztafecie 4×400 był w stanie wyrobić się z udowodnieniem swojej – ewentualnej – niewinności.

W tym wszystkim warto pamiętać o jednym – koniec końców World Athletics nie “rozdaje” biletów na duże imprezy tylko na podstawie minimów oraz rankingu. Parę miejsc przypada bowiem też zawodnikom z egzotycznych krajów, szczególnie jeśli mówimy o konkurencjach biegowych. Dlatego też, jeśli zawodnik zajmuje 43. miejsce w zestawieniu na 800 metrów (48 pobiegnie w Tokio), to absolutnie nie może być pewny swego.

Rywalizacja na basenach

Nie da się również nie wspomnieć o polskich pływakach – wielu z nich wciąż walczy o wyjazd na igrzyska. Kto już teraz może spać spokojnie? Pewna olimpijskiej przepustki od lutego ubiegłego roku jest Katarzyna Wilk-Wasick, a na początku 2021 roku do naszej najlepszej sprinterki dołączyła młodzież – 16-letnia Laura Bernat, a także 20-letni Jakub Majerski. Kolejne miejsca w kadrze udało się wywalczyć na mistrzostwach Polski w Lublinie. Dokonali tego Paweł Juraszek, Radosław Kawęcki oraz Krzysztof Chmielewski. Tak więc – doliczyliśmy się szóstki.

Co dalej? Czekają nas mistrzostwa Europy seniorów w pływaniu. Choć sama imprezą, której częścią są tę zawody, czyli ME w sportach wodnych, już wystartowała (trwa rywalizacja w skokach do wody i pływaniu artystycznym), pierwsze wyścigi będą miały miejsce w niedzielę. W ich czasie pływacy będą mieli praktycznie ostatnią okazję do zdobywania minimów (nie licząc pojedynczych zawodów za granicą – w ten sposób kwalifikacji poszuka m.in. Wojciech Wojdak, wicemistrz świata z 2017 roku).

Jeśli chodzi o najgłośniejsze nazwisko, to należy do Pawła Korzeniowskiego. Jeden z najlepszych polskich pływaków XXI wieku pokazał niezłą formę na mistrzostwach kraju – potrafił m.in. wykręcić najlepszy czas na 100 metrów delfinem w eliminacjach. W finale zajął natomiast 3. miejsce z czasem, który nie pozwolił mu wywalczyć minimum do Tokio, ale na ME już tak.

Inna sprawa, że Korzeń – w momencie, gdy wrócił do pływania – mówił, że raczej będzie celował w miejsce w sztafecie 4×100 stylem dowolnym, a nie kwalifikację indywidualną. No ale właśnie – akurat w rywalizacji kraulem nie zachwycił. I kto wie, może wywalczenie minimum w delfinie wydaje się bardziej prawdopodobne. W Lublinie uzyskał czas 52,35. Potrzebuje zatem zbić jeszcze 38 setnych, bo minimum wynosi 51,96.

Paweł Korzeniowski

Podobny cel może mieć Marcin Cieślak. Jego historia przypomina tą Korzeniowskiego – również miał przerwę od pływania, ale po paru latach wrócił do treningów. Co ciekawe, Cieślak świetnie radził sobie na krótkim basenie – zdobył dwa medale mistrzostw Europy, brylował w International Swimming League, tworząc kapitalny duet z Caelebem Dresselem. Ale jak się okazało na MP – przeskok na 50-metrowe odcinki wcale nie był dla niego łatwy.

Problem leży też w tym, że niektóre dystanse, w których specjalizował się Polak – na przykład 100 metrów zmiennym – nie są dystansami olimpijskimi. Do tego mówimy o zawodniku, któremu wiele daje technika, świetna praca na nawrotach, ale nieco gorzej radzi sobie w pływaniu na dystansie. Na mistrzostwach Polski w finale na 100 metrów delfinem zajął “dopiero” czwarte miejsce. Liczymy jednak, że już w Budapeszcie jego forma będzie naprawdę wysoka.

Na szybkie pływanie podczas ME liczyć będzie też Alicja Tchórz. Zawodniczka, która na arenie krajowej pokazała się z naprawdę dobrej strony – zdobyła złoty medal nie tylko w konkurencji grzbietowej, ale też w wyścigach kraulem. Do tego, wspólnie z koleżankami z Juvenii Wrocław, wygrała rywalizację sztafetową 4×100. Generalnie – Tchórz zapewne w Tokio się pojawi, ale kwestia jest taka: czy wyłącznie jako część zespołu, czy weźmie udział również w wyścigu indywidualnym?

Na swój, można śmiało powiedzieć, olimpijski “Last Dance” liczy Konrad Czerniak, jeden z najbardziej doświadczonych członków kadry, który w przeszłości zdobywał medale ME i MŚ. Najlepsze lata ma już raczej za sobą, ale z drugiej strony – od czasu, gdy zdobył swój ostatni medal wielkiej imprezy, minęły zaledwie trzy lata. W Budapeszcie może więc zaskoczyć pozytywnie.

Warto będzie obserwować też Jana Kozakiewicza, który w Lublinie pokazał formę godną żabkarza na wysokim, europejskim poziomie i niewiele minął się z kwalifikacją do IO. Co ciekawe, to gość, który na co dzień pracuje jako… kontroler ruchu lotniczego. W wywiadzie z “Przeglądem Sportowym” przyznał, że nie jest pewien, czy będzie kontynuował karierę po igrzyskach – ale pojechanie na nie to właśnie jego cel. Cóż, liczymy, że się spełni.

Inne dyscypliny

Olimpijskich przepustek nie mają polscy pięściarze, którym w ubiegłym roku pandemia przerwała trwające zawody w Londynie. Niektórzy z nich byli dosłownie parę minut od Tokio – bo do awansu potrzebowali wyłącznie wygrania jednej walki. W takiej sytuacji jest choćby Damian Durkacz, który będzie musiał pokonać Milana Fodora. Okazja do tego nadejdzie na początku czerwca (4-8), kiedy odbędą się kwalifikacje światowe w Paryżu.

W przypadku wielu sportów o wyjeździe do Tokio decyduje ranking olimpijski. Mowa m.in. o podnoszeniu ciężarów, badmintonie, paru sportach walki czy tenisie ziemnym. Z tego powodu nie możemy w stu procentach stwierdzić, czy w Tokio pojawi się Magda Linette, bo na ten moment zajmuje 46. miejsce w rankingu WTA, kiedy turniej olimpijski uwzględnia 56 najlepszych zawodniczek. Absolutnie spektakularnego sukcesu w najbliższych tygodniach potrzebowałby natomiast Kamil Majchrzak (129. w rankingu ATP).

Jeśli chodzi o sporty zespołowe – w większości z nich wszystko jest jasne. Reprezentacja Vitala Heynena pewna miejsca w olimpijskim turnieju siatkówki jest od 2019 roku, a szans nie mają już polskie siatkarki, szczypiornistki, szczypiorniści czy piłkarze. Wiele może wydarzyć się jednak w koszykówce. Naszych zawodników czeka zaplanowany na termin 29 czerwca – 4 lipca turniej kwalifikacyjny w Kownie.

Zadanie, przed którym stanie kadra Mike’a Taylora, nie jest łatwe. W telegraficznym skrócie: aby awansować na igrzyskach potrzebne będą zwycięstwa ze Słowenią oraz Litwą, czyli dwoma reprezentacjami z europejskiemu topu. Po naszej stronie stoi jednak to, że… nie mamy żadnych zawodników w NBA. I o ile nasi rywale muszą się martwić, czy na czas do zespołu dołączą Luka Doncic czy Domantas Sabonis, tak Polacy zameldują się na Litwie w najmocniejszym składzie.

Może zatem naprawdę różnie się to ułożyć. Do Tokio pojedzie tylko jedna ekipa z szóstki (Litwa, Polska, Słowenia, Angola, Korea, Wenezuela) i bez wątpienia – jeśli będzie to Polska, będziemy mogli mówić o sensacji. Ale przecież nie pierwszej, bo o ćwierćfinale mistrzostw świata czy zwycięstwie z Hiszpanią w eliminacjach do Eurobasketu też nikt głośno nie mówił. – Będziemy mieli zatem naprawdę mocne drużyny do pokonania. Mamy marzenia, ale zanim się one spełnią, będzie trzeba wykonać naprawdę sporo pracy. I na treningach, i na parkiecie – tak przedstawiał sprawę w rozmowie z nami Adam Hrycaniuk, jeden z reprezentantów.

O igrzyskach marzą też polscy zawodnicy w koszykówce 3×3. Ci w turnieju kwalifikacyjnym wezmą udział pod koniec maja (26 maja – 1 czerwca). Do Tokio awansują trzy najlepsze drużyny z tych zawodów, a sam turniej olimpijski będzie liczyć dwadzieścia reprezentacji. Jeśli chodzi o szansę Polaków – pandemia sparaliżowała rywalizację w tej odmianie basketu i naprawdę trudno stwierdzić, w jakiej formie się znajdują. Inna sprawa, że mówimy o brązowych medalistach mistrzostw globu z 2019 roku. Kwalifikacja olimpijska wydaje się zatem jak najbardziej realistycznym celem.

Ostatnie podrygi

Nieważne, czy mówimy o turniejach kwalifikacyjnych, rankingach olimpijskich, które wkrótce się zamkną, czy walce o minima – do igrzysk olimpijskich pozostały nieco ponad dwa miesiące. To oznacza, że niedługo wszystko się wyjaśni. Z naszej strony możemy powiedzieć tyle: liczymy, że polska kadra w Tokio będzie jak najliczniejsza.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez