Igrzyska w 5G i sport przyszłości. Co nowego zobaczymy w Tokio?

Igrzyska w 5G i sport przyszłości. Co nowego zobaczymy w Tokio?

Od kilku miesięcy wiemy, że następne igrzyska będą z wielu względów wyjątkowe. Bezprecedensowa zmiana terminu skomplikowała wiele planów, ale kilka osób w jakimś sensie ucieszyła. Technologiczni giganci wykorzystają dodatkowe miesiące na dopracowanie najnowszych patentów, które pozwolą cieszyć się nieznanym wymiarem sportu widzom na całym świecie. Wszystko dzięki sieci 5G, która z kuriozalnych względów nie ma ostatnio najlepszej prasy.

Ostatnie miesiące nie są dobre dla tych, którzy próbują pchać technologię do przodu. Elon Musk jest wściekły na nowe regulacje obowiązujące w Kalifornii i w związku z tym zamierza przenieść Teslę do innego stanu. Nie tylko jemu koronawirus pokrzyżował plany. Pandemia sprawiła, że niedorzeczne zarzuty przykleiły się do zbliżającej się wielkimi krokami sieci 5G. Teoria łącząca tę technologiczną nowinkę z nowym wirusem jest absurdalna, ale skutki stają się coraz bardziej bolesne.

Zaczęło się – jak w każdej teorii spiskowej – od połączenia pewnych faktów. Pierwszym ogniskiem koronawirusa było chińskie Wuhan. Tak się złożyło, że to właśnie w tym okręgu kilka tygodni wcześniej pojawiły się maszty sieci 5G. To wystarczyło, by temat zaczął żyć własnym życiem. Pod pewnymi względami nie jest to nic nowego – zjawisko jest znane w nauce jako korelacja pozorna. Upraszczając – to, że pewne zjawiska dzieją się obok siebie i mogą wydawać się powiązane wcale nie oznacza, że występuje między nimi zależność przyczynowo-skutkowa.

Przykładów takich pozornych korelacji znamy mnóstwo – choćby z życia codziennego. Przykład? Zimą rośnie liczba wypadków samochodowych i spada sprzedaż lodów. Sam fakt wystąpienia takich zjawisk nie oznacza, że lody w jakiś sposób wpływają na bezpieczeństwo ruchu drogowego. W obu przypadkach jest inna zmienna, którą trzeba wziąć pod uwagę – temperatura. Jej spadek może tłumaczyć gorsze warunki drogowe oraz mniejszą chęć sięgania po lody.

Teoria łącząca 5G z koronawirusem jest równie niedorzeczna. Owszem – Chiny są technologicznym liderem i również w kwestii sieci piątej generacji robią najwięcej. Warto jednak zauważyć, że na coraz szerszą skalę wdrażają ją także między innymi Finowie i Estończycy. Tam przebieg epidemii od początku udało się w jakimś sensie utrzymać pod kontrolą. Brak naukowych dowodów łączących te różne zjawiska wcale nie przeszkadza najbardziej aktywnym wyznawcom teorii spiskowych w przechodzeniu od słów do czynów. 

Płonące maszty

W kwietniu dwa maszty podpalono w Amsterdamie. Jak na ironię… oba nie miały nawet zamontowanego nadajnika 5G – musiały po prostu wyglądać groźnie. Do licznych podpaleń masztów doszło także między innymi w Wielkiej Brytanii. Trend zaczął niestety docierać do Polski – w ostatnich godzinach spłonął maszt należący do firmy Play. Podpalony przekaźnik również nie zawierał budzącego emocje nadajnika. Wygląda na to, że ktoś postanowił wyładować emocje na pierwszym lepszym maszcie.

Z jednej strony to nic dziwnego – nawet w najświeższej historii nie brakuje przykładów na to, że podważyć można właściwie wszystko. W 1900 roku wyszła książka o wiele mówiącym tytule “Kanalizacja miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia rolnictwa polskiego oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą”. Kilkanaście lat później obrzucano kamieniami monterów pierwszych anten radiowych. Szczególnie głośno protestowali rolnicy. Uważali, że przez technologię krowy nie chcą dawać mleka, a kury znoszą mniej jajek. Dowody na słuszność tych ludowych teorii nigdy się nie pojawiły – swoje zrobił czas.

Mechanizmy są więc stare jak świat – zmieniają się tylko detale. Powtórzmy jeszcze za podręcznikami, choć to nudne: fale radiowe nie tworzą ani nie rozprzestrzeniają wirusów, a żadne badania nie wykazały związku między rozwojem sieci a obniżaniem ludzkiej odporności. Czasy pandemii sprawiły jednak, że wiele aktywności przeniosło się do Internetu. Obciążenie sieci wzrosło do tego stopnia, że Komisja Europejska wystosowała apel do właścicieli platform streamingowych takich jak Netflix o… obniżenie jakości wyświetlanych filmów.

Dlaczego? Wbrew pozorom smutnym panom z Brukseli wcale nie zależy na tym, by Jan Kowalski nie mógł cieszyć oczu obrazem w HD. Komisja obawia się po prostu, że w wyjątkowych okolicznościach możliwości miłościwie nam panującej sieci 4G zostaną przekroczone. A to już może w prostej linii prowadzić do ograniczenia internetu w niektórych regionach. I właśnie po to, by uniknąć w przyszłości takich problemów, potrzebujemy sieci 5G.

W obliczu pandemii wiele fabryk stanęło, więc technologiczny rozwój w tym zakresie również się opóźni. Potrzeba bowiem nie tylko masztów, ale także modemów, routerów, kamer i innych tego typu urządzeń. Mimo wszystko sieć piątej generacji prędzej czy później w końcu zawita do naszych domów. Potrzebujemy jej także dlatego, że korzystamy z coraz większej liczby urządzeń wymagających stałego dostępu do szybkiego i niezawodnego internetu. 

Jeśli chcemy żyć w przyszłości zdominowanej przez rozwiązania z kategorii “smart”, to rewolucja w tej kwestii kwestii jest niezbędna. Dzięki 5G będzie można podłączyć do internetu nawet milion urządzeń na kilometr kwadratowy. Utrzymanie połączenia będzie możliwe podczas przemieszczania się z prędkością nawet 500 km/h. Samo pobieranie plików będzie się odbywać z kosmiczną prędkością 20 gigabajtów na sekundę. 

To będzie trzęsienie ziemi w świecie rozrywki. Każdy będzie mógł oglądać transmisje na żywo w najwyższej jakości nie tylko w domu, ale także w drodze do pracy na tablecie. Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień – według pierwszych planów wszystkie polskie miasta i główne drogi będą obsługiwać tę technologię w 2025 roku. Mimo to pierwsze smartfony z możliwością obsługiwania 5G już są na rynku, a kolejne są tylko kwestią czasu.

Nowy wymiar sportu

Sieć piątej generacji przyniesie rewolucję także w odbiorze sportu na żywo. 1 grudnia 2019 roku podczas meczu ligi NFL pomiędzy Houston Texans a New England Patriots doszło do historycznej próby nowego systemu. Zapis wideo był przesyłany z kamer do reżyserki za pomocą sieci 5G firmy Verizon. Korzystano z prototypowego nadajnika Sony i urządzenia Xperia 5G mmWave. Wnioski były wyjątkowo optymistyczne – kamery mogą wydajnie pracować bez połączenia przewodowego, co rozszerza zakres możliwych lokalizacji. W dalszej kolejności wiąże się z tym możliwość wykorzystania nowych ujęć, które przy dotychczasowej technologii z różnych względów nie były możliwe.

W kontekście igrzysk pierwsze próby miały miejsce już w 2018 roku w Pjongczangu. Korea Południowa to jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie państw, które dysponuje najszybszą siecią szerokopasmową. Sieć 5G została udostępniona między innymi na lotnisku i na kilku obiektach olimpijskich. Na torze bobslejowym zainstalowano kamerę, która zapewniała widzom obraz w czasie rzeczywistym z punktu widzenia sportowca. Dodatkowa kamera 360° była w stanie uchwycić cały wyścig, nie tracąc ani sekundy rywalizacji. To właśnie dzięki sieci 5G możliwe było przesyłanie na bieżąco ogromnej ilości danych, co wydatnie poprawiało wizualną jakość odbioru widowiska.

W dalszej kolejności dzięki rozwojowi sieci będziemy widzieć więcej. Wirtualna arena to koncept, który trochę już zdążyliśmy poznać. W czasie rzeczywistym reporterzy ze studia są w stanie “przenieść się” na cyfrowo zrekonstruowany stadion. Dzięki nowej technologii będą w stanie nawiązać interakcje z zawodnikami na bieżąco – na przykład tuż po zakończeniu zawodów. Łatwo sobie wyobrazić, że odtworzenie takiej grafiki na żywo wymaga sieci o potężnej mocy. Kolejnym krokiem może być zapewnienie wirtualnym widzom miejsca na wirtualnym stadionie – takie eksperymenty są prowadzone od lat.

Podczas igrzysk olimpijskich w Tokio po raz pierwszy zmierzymy się z nowatorską technologią 3DAT – 3D Athlete Tracking. To rozwiązanie z zakresu rzeczywistości mieszanej (MR), gdzie świat rzeczywisty i wirtualny łączą się w celu stworzenia wizualizacji, w których obiekty fizyczne i cyfrowe oddziałują na siebie w czasie rzeczywistym. Na wyciągnięcie ręki będziemy mieć także wszystkie parametry dotyczące uczestników – choćby takie jak długość i liczba kroków. 3DAT wykorzystuje sztuczną inteligencję do wydobywania ruchu 3D ze standardowego obrazu zapewnianego przez kamery, by nałożyć na niego dodatkowe informacje i dane. Prawdziwym popisem możliwości tej technologii ma być finał biegu na 100 metrów. 

To jedna z głównych rzeczy, które przynosi nam sieć 5G: ultra niezawodne połączenie o bardzo niskim opóźnieniu, które wyniesie zaledwie 1 milisekundę. Wiele wydarzeń sportowych z Tokio będzie transmitowanych w cyfrowej jakości 8K. To także będzie wymagało dużej przepustowości – tłumaczył Russell Mohr, jeden z inżynierów zaangażowanych w prace nad wizualnym odbiorem igrzysk.

Na igrzyskach za tę stronę działań będzie odpowiadać firma Intel. Gigant od niedawna pokazuje przyszłość transmisji między innymi dzięki współpracy z Manchesterem City. Za sprawą technologii True View fani mogą w odpowiedniej aplikacji obserwować zdobytą bramkę… z perspektywy każdego piłkarza. To kolejny krok naprzód – do niedawna nadawca mógł zamrozić i odtworzyć boiskową akcję „tylko” pod różnymi kątami. Potrzebował do tego nawet czterdziestu kamer 5K rozmieszczonych wokół murawy. 

Rozwój technologii może także ukrócić olimpijskie oszustwa. Intel pracuje nad technologią, która pozwoli zidentyfikować każdą z nawet 300 tysięcy osób zaangażowanych w igrzyska. To nie tylko sportowcy, ale także wolontariusze, dziennikarze i osoby z obsługi technicznej.  – Naszym zamysłem jest to, by technologia odgrywała główną rolę nie tylko dla widzów, ale także dla sportowców. Razem z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim wierzymy, że w tej kwestii ludzkości nic nie ogranicza. Chcemy stworzyć platformę, która pomoże jednostkom i organizacjom osiągnąć ich najwyższy sportowy potencjał – przyznaje Rich Echevarria, dyrektor generalny Intela. 

Co czeka za kolejnym zakrętem? Thomas Bach zdążył zdradzić, że już podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu (2024) zawody mogą odbywać się nie tylko w świecie realnym. Nie oznacza to jeszcze bezpośrednio dołączenia e-sportu, do którego MKOl od dawna puszcza oko. Na razie organizatorzy rozmawiają z poszczególnymi federacjami o stworzeniu wirtualnej wersji poszczególnych zawodów. Fani mogliby rywalizować w czasie rzeczywistym z atletami, by jeszcze lepiej wczuć się w ducha igrzysk. To też umożliwi sieć 5G – o ile do 2024 roku przetrwają jeszcze jakieś maszty.

KACPER BARTOSIAK 

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez