Igrzyska olimpijskie w Tokio bez fanów spoza Japonii

Igrzyska olimpijskie w Tokio bez fanów spoza Japonii

Mówiło się o takiej możliwości od dawna. W czasach pandemii koronawirusa przyjmowanie u siebie w kraju setek tysięcy fanów z całego świata brzmiało momentami wręcz absurdalnie. Dziś sami organizatorzy potwierdzili, że nie dojdzie do takiej sytuacji, bo kibiców spoza Japonii po prostu nie wpuszczą na igrzyska. A Międzynarodowy Komitet Olimpijski tę decyzję zaakceptował. 

Trudna, ale rozsądna decyzja

Od dawna mówiło się, że ostateczny komunikat co do obecności kibiców z innych państw podjęty zostanie wiosną 2021 roku, potem – że pod koniec marca. Organizatorzy chcieli mieć wgląd w to, jak wtedy będzie wyglądać sytuacja związana z koronawirusem na świecie. I cóż… wciąż nie jest najlepiej, choć szczepienia, oczywiście, pomagają powoli opanować wirusa. To jednak głównie w krajach bogatszych, mających większe możliwości. A na igrzyska fani przyjechaliby przecież również z tych biedniejszych. Każdy z nich mógłby wwieźć też wirusa, a w Japonii strach przed nim jest spory i podejmowane są zdecydowane środki zaradcze – dziś na przykład bardzo utrudniony jest wjazd do kraju osób z innych części świata. Do lata może się to nie zmienić. Decyzja organizatorów nie może więc dziwić.

– W wielu kwestiach igrzyska w Tokio będą zupełnie inne od poprzednich. Mimo tego istota igrzysk pozostanie niezmieniona, sportowcy nadal będą dawać z siebie wszystko i inspirować świat swoimi występami. W tej chwili pracujemy nad konkretnym planem podziału wsparcia z całego świata, by pomóc zebrać razem ludzi w sposób dostosowany do naszych czasów. Nawet jeśli nie możesz już przybyć do Japonii tego lata, mamy nadzieję, że będziesz wspierać igrzyska w Tokio 2020 – mówiła Seiko Hashimoto, przewodnicząca komitetu organizacyjnego igrzysk.

To ona też powiadomiła o tej decyzji Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Thomas Bach, jego przewodniczący, oczywiście zdziwiony nie był – bo wiedział o takiej możliwości od dawna – i zaakceptował takie postawienie sprawy ze strony organizatorów. A to oznacza, że po raz pierwszy w historii igrzyska odbędą się za sprawą odgórnej decyzji wyłącznie z kibicami z kraju-organizatora. Jak informowano, tak szybkie podjęcie tej decyzji ma też na celu umożliwienie przeprowadzenia procesu zwrotu środków za zakupione wejściówki dla fanów z innych państw.

– Podzielamy rozczarowanie wszystkich fanów igrzysk z całego świata, a także rodzin i przyjaciół sportowców, którzy planowali wyjazd na igrzyska. Z tego powodu naprawdę mi przykro. Wiemy, że to dla wszystkich wielkie poświęcenie. Od samego początku pandemii mówiliśmy, że poświęcenie będzie konieczne. Mówiliśmy też jednak, że najważniejsze jest bezpieczeństwo. Każda decyzja musi mieć przede wszystkim właśnie je na uwadze – mówił Bach.

Dodawał też, że MKOl zrobi wszystko, by igrzyska doszły do skutku, rywalizacja stała na najwyższym poziomie, a kibice – nawet oglądając igrzyska z domów – mogli się nimi ekscytować. Zresztą istnieje szansa, że nawet bez obecności kibiców spoza Japonii trybuny będą pełne.

Atmosfera? Nie powinna ucierpieć

Jeszcze jakiś czas temu Marcin Nowak, szef polskiej misji olimpijskiej, mówił nam, że Japończycy starają się, by kibice mogli do Tokio przylecieć. Zastrzegał jednak, że mimo ich wysiłków może nie udać się zapewnić warunków, w których będzie to możliwe. No i okazało się, że faktycznie takiej możliwości nie będzie. Wiadomo, dla igrzysk to strata – kolorowe, wielojęzyczne, zaangażowane w zmagania sportowców trybuny to jedna z ważniejszych części olimpijskiego klimatu. Ale brak fanów z Polski, Argentyny, Stanów Zjednoczonych czy jakiegokolwiek innego państwa nie oznacza wcale, że atmosfera będzie zła. Przywołajmy jeszcze raz słowa Nowaka:

– Pamiętajmy też o tym, że [Japończycy] są świetnymi kibicami, potrafią docenić wszystkich sportowców, nie tylko swoich i nie tylko wygrywających. Rozmawiając z ludźmi od organizacji tej imprezy widzę, że nie martwią się tym, że będzie ograniczony dostęp kibiców z całego świata. Oni mówią wprost – nawet, gdyby się tak zdarzyło, to i tak sprzedadzą się wszystkie bilety, bo zainteresowanie igrzyskami w samej Japonii jest ogromne.

SPONSOREM POLSKIEJ REPREZENTACJI OLIMPIJSKIEJ JEST PKN ORLEN

Podobnie o tamtejszych fanach mówił też jakiś czas temu w naszym wywiadzie Leszek Blanik – mistrz olimpijski w gimnastyce z Pekinu – który w Japonii miał okazję niejednokrotnie startować. – W ogóle sport w Japonii to jest coś nieprawdopodobnego. Teraz w Polsce są popularne te programy z torami przeszkód – Ninja Warrior i podobne. Oryginalna wersja pochodzi z Japonii i nazywa się Sasuke. Byłem tam zaproszony przez organizatora. Wszystko odbywa się na zewnątrz, w ciągu jednego dnia. Zaczyna się o ósmej rano, kończy nad ranem następnego dnia. Ci ludzie muszą te tory przeszkód przechodzić ciągiem. Gdy tam byłem, czułem od ludzi ogromny szacunek dla kogoś, kto pojawia się tam z medalem olimpijskim. To jest niewiarygodne, jaki tam jest szacunek do sportu i jak się celebruje sportowców. Moglibyśmy się tego od nich uczyć – mówił.

Pozostaje więc liczyć na dwie rzeczy. Po pierwsze, że japońscy fani wejdą na trybuny. To jest możliwe, bowiem w całej Japonii program szczepień, który – zgodnie z założeniami – przebiegać sprawnie i do czerwca zapewnić zaszczepienie większej części populacji (choć cały program dopiero startuje). Jeśli do tego dodamy odpowiednie zasady sanitarne, które akurat tam są przestrzegane – powinno się udać. Druga rzecz, w którą warto wierzyć? Że Japończycy potwierdzą swoją opinię znakomitych kibiców. Jeśli tak się stanie, igrzyska nie powinny przesadnie ucierpieć. A i sportowcy będą mogli poczuć ich specjalną atmosferę.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez