Plawgo: Jesteśmy mądrzejsi niż rok temu. Igrzyska mogą się odbyć, ale na pewno bez kibiców

Plawgo: Jesteśmy mądrzejsi niż rok temu. Igrzyska mogą się odbyć, ale na pewno bez kibiców

Marek Plawgo, były finalista igrzysk olimpijskich i medalista mistrzostw świata w biegu na 400 metrów przez płotki, był gościem audycji “Kierunek Tokio”. W rozmowie z Kamilem Gapińskim opowiadał o groźbie odwołania igrzysk i analizował, jak można by je przeprowadzić, by było bezpiecznie. Typował też kandydatów z Polski, którzy w Tokio powinni powalczyć o medale w biegach. 

KAMIL GAPIŃSKI: „The Times” donosi, że igrzyska się nie odbędą. Cytuje przy tym źródło, które ponoć jest bardzo blisko organizatorów i mówi: “Nikt nie chce być pierwszym, który to powie, ale panuje zgoda co do tego, że organizacja jest zbyt trudna. Osobiście nie sądzę, by doszły do skutku. Suga [premier Japonii – przyp. red.] nie jest emocjonalnie zaangażowany w organizację igrzysk. W rządzie chcą jednak pokazać, że są gotowi otrzymać kolejną szansę za 11 lat”. Oczywiście rząd japoński, gdy tylko tego typu rewelacje ujrzały światło dzienne, mocno się od nich odciął. To zresztą nie może dziwić. Trzeba sobie zadać jednak pytanie na ile te informacje „Timesa”, który nie jest przecież brukowcem, mogą być prawdziwe. Jak pan na to patrzy z perspektywy osoby siedzącej w sporcie od lat i człowieka, który mocno to śledzi?

MAREK PLAWGO: Przede wszystkim rzeczywiście zacząłbym od tego, jakie to jest medium. Myślę, że zanim tego typu informacja – ta „bomba”, jak to mówią Brytyjczycy – została zdysponowana, na pewno długo nad tym obradowano. Przede wszystkim źródło pozostaje anonimowe. Było tam trochę delikatnych słów o tym, że „taka decyzja została podjęta w prywatnym przedsięwzięciu, które jeszcze nie wyszło poza Japonię”. Lub nie została – tego się, oczywiście, na razie nie dowiemy.

Między wierszami jest tam podana jedna istotna informacja – że nikt nie chce być pierwszy. To jest bardzo podobne do tego, co działo się w trakcie pierwszego przesunięcia, gdy nie wiedzieliśmy jeszcze, jak sobie z tym wirusem radzić. Trochę to wszystko przypomina tamtą sytuację, bo na pewno muszą być podpisane jakieś umowy. Prawnicy z pewnością mają wiele klauzul, które są uruchamiane na wypadek anulacji takiej umowy lub przedsięwzięcia. Podobnie było poprzednim razem, gdy wszystkie strony zachowywały pokerową twarz i żadna nie chciała jako pierwsza powiedzieć o przesunięciu, bo to mogłoby wskazać winnego. Pewnie byłyby za to jakieś kary.

Toyota czy Coca-Cola nie po to płacą setki milionów dolarów, żeby igrzyska im się nie odbyły.

Tam jest dużo pieniędzy, tak. Dużo pochłonęły ich też przygotowania, dużo jest na stole do wydania i zarobienia. Żadna z tych stron – Międzynarodowy Komitet Olimpijski, rząd czy lokalny komitet organizacyjny – nie chce pewnie podjąć tej decyzji, bo byłaby stroną zrywającą tę umowę. To jest coś, co powinniśmy rozpatrywać. Druga rzecz, chyba bardziej optymistyczna – jesteśmy w nieco innych czasach. Doskonale wiemy, jak z pewnymi rzeczami sobie radzić. Na całym świecie trwają różne zawody. Są mecze piłkarskie, były wyścigi kolarskie na czele z Tour de France, trwają aktualnie mistrzostwa świata w piłce ręcznej… Wszystko to pokazuje, że są rozwiązania i można je aplikować, by zawody się odbywały. Jesteśmy nieco mądrzejsi, mamy metody na to, by igrzyska się odbyły. Już na pewno bez kibiców – trudno byłoby pozwolić na to, by setki tysięcy ludzi dotarły do Japonii.

I to z całego świata.

Tak, potem mogliby rozprzestrzeniać tego wirusa po całym świecie i to być może nawet w nowych mutacjach. To więc absolutnie nie wchodzi w grę, ale igrzyska mogą być jak najbardziej w formie telewizyjnej. Na pewno odbyłoby się to z mniejszą szkodą dla zawodników i kieszeni. Bo największy wpływ finansowy na igrzyskach jest zawsze wiązany z prawami do transmisji. Na pewno jest tak w MKOl, a pewnie też komitet organizacyjny ma to wpisane po stronie przychodów w arkuszach kalkulacyjnych. Determinacja, by igrzyska zorganizować, na pewno jest. A jednak dochodzimy do takiego samego momentu, w jakim byliśmy już wcześniej – wypływają informacje, że możliwe jest odwołanie, a potem mamy stanowcze stanowiska wszystkich zaangażowanych, że to nieprawda. Rok temu minęły jakieś trzy tygodnie od momentu, gdy pojawiły się pierwsze plotki, aż do przełożenia igrzysk. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

*****

Igrzyska mogą zostać odwołane? Z Tokio dochodzą sprzeczne sygnały

*****

W tym wszystkim ciekawa jest jedna rzecz – sami Japończycy sprawiają wrażenie narodu, który tych igrzysk nie chce. W ostatnim czasie w samym Tokio odnotowuje się powyżej 1000 zakażeń dziennie. Rekord, ustanowiony w tym miesiącu, to ponad 2400. Liczba łącznych przypadków śmiertelnych w całym kraju wynosi niecałe 5000. Do tego w przeprowadzonej niedawno ankiecie około 80 procent Japończyków wypowiedziało się negatywnie na pytanie o organizację igrzysk.

Można się zastanawiać, jak było zadane to pytanie – czy nie pytano przypadkiem o organizację igrzysk w takiej formie, w jakiej odbywały się do tej pory. Bo jeżeli igrzyska się odbędą, to będą igrzyskami bez precedensu, przeprowadzonymi inaczej – cichymi, jeśli chodzi o to, co będzie na tokijskich ulicach, ale głośnymi, gdy chodzi o sportową walkę, pokazywaną w telewizji. Trochę się przeniosą te emocje i cała ta energia, która wokół igrzysk zwykle była budowana. Jeżeli przeciętny Japończyk zrozumiał przy tej ankiecie, że będzie to organizacja pełnych igrzysk, to się nie dziwię. Wtedy powinno to być nawet bliżej stu procent, niż tych osiemdziesięciu.

Zastanawiam się nad tym, czy dadzą radę ogarnąć to wszystko od strony organizacyjnej. Mówimy o tym, że toczą się mistrzostwa świata w piłce ręcznej, ale to jednak nie przedsięwzięcie na taką skalę. Już na przykład pojawiły się obawy o to, czy sportowcy – głównie z biedniejszych krajów – dostaną szczepionki przed igrzyskami. A to jest, moim zdaniem, absolutne minimum, by pojechać. Podobnie zresztą z dziennikarzami – jeśli z każdego kraju poleci kilkudziesięciu, żeby zdawać relację, to też muszą być ludzie, którym komitety olimpijskie zapewnią szczepionkę.

Szczepionka jest jednym z rozwiązań, ale musiałyby tu być zaangażowane lokalne służby medyczne w każdym z krajów, więc to jest na ten moment raczej niemożliwe. Natomiast aktualnie – jak teraz przy Australian Open w tenisie – zawodnicy znajdują się w pełnych bańkach. Myślę, że przy okazji igrzysk olimpijskich byłoby to nawet łatwiejsze, niż przy okazji mistrzostw świata, które odbywają się w hotelach i na obiektach ogólnodostępnych. Na igrzyskach zawodnicy są skoszarowani w wiosce olimpijskiej. Wystarczy zrobić testy przesiewowe, potem wsadzić ich do bańki w tej wiosce i z niej będą wywożeni na obiekty, na których będą rozgrywane zawody. Dziennikarze będą niezależnie w swojej bańce, co też teraz ma miejsce. Widzimy to na przykład przy okazji skoków narciarskich – zawodnicy nie podchodzą do samych dziennikarzy, a do mikrofonu, który jest ustawiony na statywie. Zachowują dystans i jest to logistycznie możliwe do zrealizowania. Właśnie dlatego, że mieszkają w wiosce olimpijskiej. Choć dla niektórych jest to przekleństwem…

Zawodnicy z NBA mieliby pewnie problem. Choć wiele z tamtejszych gwiazd ma nie przyjechać, bo nawet jeśli igrzyska się odbędą, to będą w takim terminie, jak ich ligowe play-offy. Zostają więc może jeszcze ci najwięksi tenisiści, ich trzeba będzie przekonać.

Tak, aczkolwiek wiemy już, że największym tenisistom nie zawsze jest po drodze z igrzyskami. Myślę, że gdyby mieli ryzykować swoim zdrowie, a przy okazji też zdrowiem bliskich, gdy już wrócą do kraju, to trudno byłoby ich przekonać do rywalizacji w turnieju olimpijskim. Wszystko zależy od tego, jak indywidualnie się nastawią do tego turnieju i czy będą chcieli powalczyć trofeum, które może w świecie tenisowym nie jest aż tak mocno poważane…

Ale na przykład takiemu Federerowi brakuje. Ma 20 wielkich szlemów, jest mistrzem olimpijskim w deblu, ale w singlu złota nie wygrał.

Dokładnie. Jeżeli ktoś poszukuje takich wyzwań i brakuje mu tego, by zapisać się w annałach sportu globalnego, nie tylko tenisa, to wielu pewnie będzie chciało spróbować swoich sił. Ale będą musieli zadać sobie pytanie, czy jest to warte podjęcia tego ryzyka. Natomiast, wracając – myślę, że da się to wszystko zorganizować. Skoro robimy to na mniejszą skalę, to przy przedsięwzięciu olimpijskim, które jest większe, ale zaangażowane są też większe środki finansowe, to jest to logistycznie do ugrania. Sądzę, że problem tej nieprzychylności, wynikający z ankiety przeprowadzonej w Japonii, będzie większy po stronie rządowej, nie komitetu organizacyjnego, który ma wielu ekspertów od organizacji takich imprez.

Przypomnijmy, że igrzyska odbywają się przede wszystkim z pieniędzy publicznych i to rząd japoński będzie z tego rozliczany. Tam będą słupki popularności, a wiemy, że w polityce jest to bardziej wartościowe od złota. Tam jeśli opinia publiczna nie będzie zadowolona, to mogą polecieć jakieś głowy. Może dlatego rząd chciałby uniknąć tego ryzyka. Ale to jest tylko jedna ze stron, a myślę, że wszystkie trzy musiałyby wiosłować w jedną stronę i podjąć wspólną decyzję, że odwołują imprezę. A to na razie – tak to wygląda – nie wchodzi w grę. Zwłaszcza, że przesunięcie o rok było trudne, ale możliwe do zrealizowania. Natomiast kolejne przesunięcie i zderzenie tego z zimowymi igrzyskami…

*****

ROZMOWY Z MARKIEM PLAWGĄ MOŻESZ TEŻ POSŁUCHAĆ W AUDYCJI “KIERUNEK TOKIO”, SPONSOROWANEJ PRZEZ PKN ORLEN

*****

Tak było jeszcze choćby w 1992 roku, prawda?

Dokładnie, tak kiedyś to bywało. Rzeczywiście może byłoby to rozsądniejsze od odwołania, bo parę obiektów było przecież zbudowanych specjalnie na potrzeby igrzysk. Choćby wioska olimpijska. One już przez przesunięcie wygenerowały dodatkowe koszty, które wcześniej były niezaplanowane. A gdybyśmy mieli te obiekty przetrzymać jeszcze przez dziesięć lat – bo w 2024 roku jest Paryż, a w 2028 Los Angeles i dopiero potem wolny termin w 2032 roku – to trzeba by te obiekty albo tyle czasu utrzymywać i wydawać na to pieniądze, albo wręcz zbudować od nowa. To są duże koszty i pozostaje pytanie, czy znajdą się na to środki, by po raz kolejny podejść do organizacji igrzysk w Tokio. Pamiętamy, że w przeszłości już raz je odwołano ze względu na II wojnę światową.

Nie ma Tokio szczęścia do igrzysk, zdecydowanie.

Być może jesteśmy w przededniu kolejnej takiej decyzji. Przede wszystkim jednak – bo mówimy o pieniądzach, sprawach logistycznych i innych, podobnych – pozostaje sprawa sportowców.

Właśnie, chciałem zajrzeć na polskie podwórko. Dla wielu naszych sportowców, których znamy i lubimy, te igrzyska to ostatnia szansa. Do Paryża mogą nie dociągnąć takie postaci jak Marcin Lewandowski czy Adam Kszczot. Fajne chłopaki, bardzo ciężko pracują – ostatnio miałem ich nawet okazję widzieć w warszawskim AirZone, jak zasuwają w takich warunkach, jakie akurat oferuje stolica. Wiadomo, że są po trzydziestce i nawet teraz, jak patrzymy na medalistów na 800 czy 1500 metrów, to bardzo rzadko zdarzało się, by sięgali po nie ludzie w ich wieku.

Tak, dla nich to ostatni dzwonek.

Do tego dochodzi na przykład Michał Kubiak czy inni starsi siatkarze z kadry. Nam jest chyba bardzo po drodze z tym, by te igrzyska się odbyły, bo dla wielu naszych wybitnych sportowców to ostatnie szanse na medale.

Zwłaszcza, że mówimy o sportowcach, dla których ten medal przez wiele lat był wręcz na wyciągnięcie ręki. To są zawodnicy, którzy ocierali się o te medale, czuli ich zapach, wiedzą, jaki jest koszt przygotowań do takiej imprezy. To byłaby ich ostatnia szansa. To jedna grupa, której pewnie nie zobaczymy na kolejnych igrzyskach. Możemy sobie jednak wyobrazić i inną.

Ostatnie igrzyska były w 2016 roku w Rio de Janeiro. I jeśli ktoś rozpoczął dużą, światową karierę na przykład w roku 2017, to mało jest zawodników i sportów, w których można dominować przez na przykład dekadę. Częściej to trzy, cztery, może sześć czy siedem lat. Może zdarzyć się tak, że wielu zawodników na całym świecie będzie miało swoje szczyty formy, ale nigdy nie pokażą ich na igrzyskach. Bo jeżeli Tokio odpadnie i ci zawodnicy nie dowiozą tej formy do Paryża, to wręcz cała ich kariera będzie nieolimpijska. Te ich marzenia o medalu w takim scenariuszu po prostu by zgasły, zanim na dobre by zapłonęły. Byłoby to bardzo krzywdzące.

Te dywagacje, które powstają, powodują też duże zamieszanie psychologiczne. Duża będzie tu rola właśnie psychologów, by pilnować zawodników, studzić emocje i ukierunkowywać na to, by niezależnie od tego, co dzieje się dookoła – a tam aktualnie walą się mury – wychodzić na trening i dawać z siebie sto procent. To będzie szalenie trudne, bo tych wiadomości jest coraz więcej. Trudno jest ich uniknąć i nie czytać, trafiają przecież do każdego. Jak ktoś ma rano pójść na trening, wykonać go na sto procent ze świadomością, że przygotowuje się do igrzysk, to pewnie będzie miał w głowie taką myśl: „ale czy aby na pewno?”. Będą myśleć, że zaraz może być drugi rok z rzędu bez imprezy docelowej.

Ten trening też od razu w większości przypadków nie będzie tak efektywny, na pewno stanie się bardziej nużący i męczący. To jest fizyczne wyzwanie, które zawodnicy znoszą w świadomości, że robią to w określonym celu. To ten cel powoduje, że są w stanie znosić ten wysiłek. Jeśli cel gaśnie, to wszystko w jakimś momencie może tracić sens. Ci zawodnicy znowu postawieni są przed trudnym bojem. Już nie fizycznym, a psychologicznym. Muszą sobie z tym poradzić. To jest trudna sytuacja, wszystko niezdrowo zaczyna się przedłużać. Bodziec tej niepewności trwa już drugi rok. Dla wielu może to być zbyt długo.

SPONSOREM STRATEGICZNYM PKOL JEST PKN ORLEN

Zakładając, że igrzyska by się odbyły i wszystko było zgodnie z planem, to na koniec muszę zadać pytanie: spośród naszych biegaczy i biegaczek, kto na dziś będzie faworytem do medali?

Mamy dwie szanse w sprinterskich konkurencjach. W obu przypadkach to sztafety – mieszana i kobiet. Kobiety zdecydowanie przejęły pałeczkę od mężczyzn, którzy kiedyś wyznaczali jakość w polskiej kadrze. Teraz ta sztafeta męska się załamała, pewnie nadejdzie transformacja, ale na jej efekty trochę będziemy musieli poczekać. Niewątpliwie będziemy też czekali na biegi średnie. Bo długich nie mamy – w maratonie i innych niczego wielkiego bym się nie spodziewał. W średnich mamy za to dwóch panów i jedną panię, czyli Sofię Ennaoui. Ubiegły, covidowy sezon, zakończyła na trzecim miejscu w światowym rankingu. To pokazuje, że o miejsce w finale na pewno powalczy. Zresztą już w nim była – na igrzyskach w Rio, jeszcze jako młoda, niedoświadczona zawodniczka. Teraz już z rekordem życiowym porządnym, poniżej czterech minut i gdy zbliża się do rekordu Polski, możemy myśleć o tym, że nawiąże walkę z całą tą siłą czarnoskórych biegaczek.

Jako fan Realu Madryt jestem za nią jeszcze bardziej, bo to przecież fanka Królewskich.

(śmiech) Tak, zgadza się. Nie wiem jak teraz, po odejściu Cristiano Ronaldo, ale myślę, że dalej kibicuje. A co do dwóch panów, to wiadomo, że to wspomniani Adam Kszczot i Marcin Lewandowski. Ten pierwszy nieco słabo startował w ubiegłym roku, ale trzeba wziąć pod uwagę, że u niego nastąpiła bardzo duża zmiana – szkoleniowca. Zwykle jest tak, że ten pierwszy rok po takiej zmianie jest spisywany na straty, jest takim rokiem eksperymentów i sprawdzania nowych bodźców. Myślę, że z Tomkiem Lewandowskim, który nadzoruje ich treningi, będą w stanie znaleźć nowe rozwiązania. I tak jak u Marcina, gdy okazało się, że wraz z wiekiem jest on w stanie biegać szybciej, a nawet bić rekordy kraju, tak wierzę, że u Adama nastąpi taka sama zmiana. Podzielili się sprawiedliwie konkurencjami, więc doświadczenie jednego i drugiego powoduje, że możemy myśleć o tym, że te ich biegi będą jednymi z najważniejszych wydarzeń lekkoatletycznych w naszym wykonaniu. Oczywiście poza rzutami, pchnięciami czy skokami. Jeżeli chodzi o biegi to jest właśnie taka trójka plus sztafety. To nie są co prawda moje konkurencje, ale je ogląda się najprzyjemniej. Ta dawka emocji w biegu średnim jest rozłożona lepiej niż w sprincie…

Ale też nie tak jak na dziesięć tysięcy metrów, gdzie to już zaczyna nużyć przeciętnego kibica.

Tak jest. To są takie petardy. Trzyminutowe u mężczyzn, albo czterominutowe u kobiet. Mam nadzieję, że będziemy się mogli nimi emocjonować na igrzyskach.

ROZMAWIAŁ KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez