Igrzyska bez architekta? “Super Mario” opuszcza olimpijski okręt…

Igrzyska bez architekta? “Super Mario” opuszcza olimpijski okręt…

W ostatnich latach był jednym z głównych reprezentantów Japonii na arenie międzynarodowej. Shinzo Abe sprawdzał się w roli premiera od grudnia 2012, ale nie wszyscy wiedzą, że to wcale nie jego pierwsze podejście do tej funkcji. Oczkiem w głowie polityka były igrzyska olimpijskie w Tokio – to właśnie on nadzorował walkę o organizację imprezy. Pod koniec sierpnia nieoczekiwanie podał się do dymisji i na ceremonii otwarcia pojawi się w zupełnie innej roli.

Oficjalny powód to “problemy ze zdrowiem”. Abe nigdy nie ukrywał, że cierpi z powodu wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. Ta przypadłość była zresztą głównym powodem jego pierwszej rezygnacji z funkcji premiera we wrześniu 2007 roku. Wtedy na stanowisku wytrwał równo rok. Można jednak przypuszczać, że to do pewnego stopnia wymówka – w końcu Japończyk żyje z tych schorzeniem już dobrych kilkadziesiąt lat, bo pierwszą diagnozę usłyszał jeszcze jako nastolatek.

W drugiej kadencji Abe sprawował urząd aż 2799 dni. To nie tylko statystyczna ciekawostka z japońskiego „Tygodnika Kibica”. To rekord – do tej pory w Kraju Kwitnącej Wiśni nie było premiera o tak długim stażu. Abe wyśrubował ten rezultat o zaledwie parę dni. Gdy już zapisał się na kartach historii, nieoczekiwanie ogłosił odejście na konferencji prasowej. Podobno pomysł kiełkował w nim od dawna, ale wcześniej nie zdecydował się na rezygnację ze względu na walkę z pandemią. Trzeba jednak dodać, że w długoletni premier od dawna nie miał najlepszych notowań i spotykał się z powszechną krytyką.

Ostatnie lata to także okres, w którym Abe coraz bardziej liczył się w świecie sportu. Podczas ceremonii zakończenia igrzysk w Rio wyszedł na scenę… przebrany za “Super Mario”, bohatera popularnej gry na Nintendo. Była to oczywiście część występu przedstawiającego gospodarza kolejnych zawodów. Dla premiera cały projekt miał także znaczenie osobiste – jego dziadek Nobusuke Kishi pełnił ten sam urząd, gdy Japonia zapewniła sobie prawo organizacji igrzysk w 1964 roku.

Pandemia położyła „abenomikę”?

W pewnym sensie sytuacja się więc powtórzy – przodek również nie doczekał na stanowisku do rozpoczęcia igrzysk. Na tym podobieństwa się nie kończą. Pierwsze japońskie igrzyska miały pokazać światu, że kraj stanął na nogi po wojennym koszmarze. W 2020 roku Japończycy chcieli zademonstrować, że odrodzili się po serii wypadków jądrowych w elektrowni atomowej w Fukushimie z 2011 roku.

Niewiele jednak zabrakło, by ten incydent przesądził o przekreśleniu kandydatury. W decydujących momentach Abe stawał na rzęsach. Jeździł po całym świecie i konsekwentnie lobbował, choć w płomiennych przemowach zdarzało mu się mijać z faktami. Liczył się efekt końcowy, a ten udało się osiągnąć – na ostatniej prostej Tokio pokonało Stambuł.

Marzę, by igrzyska stały się bodźcem, który zmiecie 15 lat deflacji i ekonomicznej zapaści – tłumaczył Abe w 2013 roku. To właśnie kondycja gospodarcza i stabilność polityczna były jednymi z głównych czynników, które ostatecznie pozwoliły przeważyć szalę na korzyść Japonii. Pomysły ekonomiczne premiera w ogóle doczekały się swojej oddzielnej nazwy. Podstawą “abenomiki” (nazwa na cześć “reaganomiki”) stała się właśnie walka z deflacją.

Premier Abe określił trzy filary działań. To tak zwane “strzały”, nawiązujące do jednej z japońskich legend. Mowa o luzowaniu polityki pieniężnej, stymulacji fiskalnej oraz głębokim programie reform strukturalnych. Chodziło o pobudzenie aktywności gospodarczej i zapewnienie długofalowego wzrostu gospodarczego. Japonia wiele dekad jawiła się jako gospodarcze eldorado – w połowie lat dziewięćdziesiątych ustępowała pod względem najważniejszych wskaźników tylko Stanom Zjednoczonym. Potem doszło jednak do przegrzania gospodarki, a w nowym wieku pojawiły się nowe problemy – głównie o podłożu demograficznym.

Cieniem na ogólnej strategii rozwoju położyła się jednak pandemia. W ostatnich miesiącach japońska gospodarka skurczyła się o bezprecedensowe 27,8 procent! To najgorszy wynik od 1980 roku. Programy pomocowe (w kluczowym momencie wpompowano blisko miliard dolarów) na niewiele się zdały. Niezadowolenie społeczne wciąż rośnie, a sam tylko japoński eksport zdążył zmaleć o ponad 18 procent.

Premier na trudne czasy czy kreatywny księgowy?

Poważne problemy z rzeczywistą skutecznością “abenomiki” pojawiły się jednak dużo wcześniej. W styczniu 2019 roku ukazał się szokujący raport ministerstwa spraw wewnętrznych. Zarzuty były poważne – wynikało z niego, że aż 22 spośród 56 najważniejszych statystyk gospodarczych opublikowanych w ostatnich latach przez rząd zawierało poważne błędy i niedopatrzenia. Opozycja oskarżyła premiera o kreatywną księgowość. Abe przeprosił, ale zapierał się, że o sukcesach jego polityki mają mówić nie tylko liczby.

Najlepszym tego dowodem miały być właśnie igrzyska. Wszyscy wiedzą, że to kosztowna zabawa, na której w krótszej perspektywie raczej nie da się zarobić. Pomysłowy premier i jego otoczenie podchodzili do tematu z wyjątkowym optymizmem. Szacowali, że do 2030 roku z tytułu organizacji imprezy i pobocznych atrakcji (związanych między innymi z rozwojem turystyki) uda się rozruszać koniunkturę do tego stopnia, że przyniesie to blisko 300 miliardów dolarów.

Po drodze jednak wiele rzeczy poszło nie tak – i to na długo przed pandemią. Jedną z głównych atrakcji igrzysk miał być Nowy Stadion Narodowy w Tokio. Obiekt powinien być gotowy już w listopadzie 2019 roku – planowano rozegrać tam finał Pucharu Świata w rugby. Konkurs na zaprojektowanie nowego obiektu wygrała Zaha Hadid – Brytyjka o irackich korzeniach, jedna z najważniejszych przedstawicielek dekonstruktywizmu.

Mowa o uznanej specjalistce, która miała już nawet olimpijskie doświadczenie. Odpowiadała między innymi za projekt Centrum Sportów Wodnych podczas igrzysk w Londynie. W 2004 roku została zresztą wyróżniona Nagrodą Pritzkera – pamiątkowym medalem, który przyznaje się corocznie architektom o znaczącym wkładzie w rozwój środowiska człowieka. Hadid zapisała się w historii jako pierwsza kobieta, która sięgnęła po to wyróżnienie.

Jej wizję nowego stadionu w Tokio początkowo przyjęto ciepło. Nie mogło być zresztą inaczej – Hadid nie dostała tej roboty po znajomości tylko wygrała silnie obsadzony międzynarodowy konkurs. Po wyburzeniu dotychczasowego obiektu okazało się, że koszty budowy nowego dzieła wciąż rosną. Początkowo szacowano je na nieco ponad miliard dolarów. Problem w tym, że kwota zdążyła się podwoić zanim w ogóle wbito pierwszą łopatę!

Stadion od nowa…

Premier Abe po raz kolejny znalazł się na celowniku mediów i w 2015 roku ogłosił… kolejny konkurs na projekt nowego stadionu. – Starałem się wsłuchać w głos nie tylko sportowców, ale też zwykłych ludzi. Stąd pomysł o tym, by spróbować jeszcze raz. Chcemy zminimalizować te koszty, które w pierwotnym planie wzrosły do kosmicznego poziomu – tłumaczył decyzję polityk.

Postanowienie spotkało się ze zrozumieniem i na moment pozwoliło premierowi nieco zyskać w sondażach. Pojawiły się jednak obawy, czy uda się zdążyć na czas z oddaniem stadionu zgodnie z założeniami nowego projektu. Działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) otrzymali jednak szereg niezbędnych gwarancji i również postanowili cierpliwie czekać.

Niezrażona Zaha Hadid chciała wziąć udział w kolejnym konkursie, ale ostatecznie wycofała się ze względu na brak możliwości znalezienia wykonawcy. To największa nowość różniąca oba konkursy – za pierwszym razem nie było takiego wymogu. Wtedy projekt Brytyjki był najlepszym z 45 zgłoszonych. Nie oznacza to jednak, że wszystkim się podobał. Plan konstrukcji porównywano do żółwia, rowerowego kasku, a nawet… do klozetu.

Największym echem rozniosła się w mediach krytyka ze strony Araty Isozakiego. Sędziwy japoński architekt zna się na rzeczy jak mało kto – zaprojektował między innymi Palau Sant Jordi, jedną z głównych aren igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Na pomysłach Hadid nie zostawił suchej nitki. – Widok tego projektu wprawił mnie w rozpacz. Jeśli stadion zostanie zbudowany według tej wizji, to Tokio zostanie obciążone gigantycznym białym słoniem – analizował.

Dla porządku warto dodać, że Isozaki krytykował plan budowy stadionu po kolejnych poprawkach. Oryginalna wersja nawet mu się podobała – problem w tym, że po przeróbkach jego zdaniem gdzieś zgubiła się dynamika obiektu. Ostatecznie nowy projekt wybrano w grudniu 2015 roku. Wygrał Kengo Kuma, a nie budzący już takich kontrowersji budynek oddano do użytku pod koniec 2019 roku.

Dramat pomysłodawcy

Podobnych kłopotów Shinzo Abe miał więcej – i to na wielu arenach. Warto przypomnieć, że do samego końca był on jedną z tych osób, które wierzyły w zorganizowanie igrzysk w pierwotnym terminie. Próbował tonować nastroje nawet na kilka dni przed oficjalnym ogłoszeniem zmiany daty – gdy koronawirus COVID-19 szalał już na całym świecie. Zawody były jego oczkiem w głowie. Można sobie tylko wyobrazić, jak trudną decyzją jest rezygnacja na ostatniej prostej.

Myślę, że to dla niego prawdziwy dramat. Długo wyglądało na to, że to właśnie igrzyska będą tą jedną rzeczą, o której Abe będzie mógł powiedzieć: ‘tak, dokonałem tego, to mój sukces!’. Oczywiście wciąż może to robić, a ktokolwiek zastąpi go na stanowisku na pewno zadba o to, by jego nazwisko było eksponowane podczas zawodów. To jednak nie to samo co przyjmowanie gratulacji w roli szefa rządu – tłumaczył w „Washington Post” David Leheny, wykładowca nauk politycznych na tokijskim Uniwersytecie Waseda.

Trzeba jednak brać pod uwagę także dużo gorszy scenariusz – być może Abe ucieka z tonącego okrętu. Koronawirus wcale nie powiedział ostatniego słowa i na wielu kontynentach dopiero się rozkręca. Szczepionki wciąż nie widać – podobnie jak pomysłów na zapewnienie bezpieczeństwa licznej grupie uczestników igrzysk i paraigrzysk. Doliczając do tego pracowników mediów, wolontariuszy i widzów suma wzrasta do co najmniej setek tysięcy osób.

Na ten moment wszystko wskazuje na to, że kolejne przełożenie terminu zawodów nie wchodzi w grę. MKOl postawił sprawę jasno – igrzyska odbędą się latem 2021 roku lub nie odbędą się w ogóle. Gospodarze na razie wolą do tego drażliwego tematu nie wracać – skupiają się na walce z pandemią i na odbudowie gospodarki. Zaprzestali nawet cyklicznych konferencji prasowych informujących o organizacyjnych postępach, które mają wrócić jesienią.

To chyba rzeczywiście dobra taktyka. Według jednego z sondaży przeprowadzonych w lipcu już ponad 60 procent Japończyków chce kolejnego przełożenia terminu igrzysk lub ich odwołania. A koszty wciąż rosną – oficjalnie przekroczyły już 12 miliardów dolarów. Nieoficjalnie znów powracają zarzuty o kreatywną księgowość – według krytyków premiera rzeczywista kwota może być nawet dwukrotnie wyższa. A do imprezy przecież jeszcze daleko…

Kadencja dotychczasowego szefa rządu powinna dobiec końca we wrześniu 2021 roku. Po ostatniej deklaracji o odejściu ruch należy do władz partii, które powinny wyłonić nowego premiera. Shinzo Abe odejdzie nie tylko osłabiony problemami zdrowotnymi i brakiem realizacji największego marzenia. Według Japończyków nie poradził sobie z pandemią i cieszy się zaufaniem tylko nieco ponad 1/3 ankietowanych – najniższym w długiej historii sprawowania urzędu.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez