Iga wróciła z dalekiej podróży. I jest w ćwierćfinale turnieju w Rzymie!

Iga wróciła z dalekiej podróży. I jest w ćwierćfinale turnieju w Rzymie!

Czy Iga Świątek idzie przez turniej w Rzymie jak burza? Z jednej strony tak, bo przecież pokonuje kolejne rywalki. Z drugiej: jej poziom gry po prostu faluje, nie może być z niego w pełni zadowolona. Inna sprawa, że wygrywanie nawet wtedy, kiedy nie jest się w najwyższej możliwej formie (ta ma przyjść dopiero w Paryżu), to też sztuka. Dzisiaj Polka miała sporo problemów z Barborą Krejcikovą, musiała obronić dwie piłki meczowe, ale ostatecznie zwyciężyła 3:6, 7:6(5) 7:5. I od wygrania całych zawodów rangi WTA na rzymskiej mączce dzieli ją pokonanie trzech rywalek.

Czeszka zdecydowanie nie była zawodniczką, której Iga mogła spodziewać się w 1/8 turnieju. Wszystkie znaki na niebie i ziemie mówiły, że w tej fazie dojdzie do “rewanżowego” meczu za ubiegłoroczny finał French Open. I Polka zmierzy się z Sofią Kenin. Ale cóż – Amerykanka wypadła z drabinki po porażce właśnie z Krejcikovą, tenisistką, która przede wszystkim… specjalizuje się w grze podwójnej.

W 2018 roku wygrała deblowego Roland Garros oraz Wimbledon, była też w półfinale US Open. Natomiast jeszcze parę miesięcy temu wraz z Kateriną Siniakovą zameldowała się w finale Australian Open, w którym musiała uznać wyższość Aryny Sabalenki oraz Elisy Mertens. Czeszka świetnie radzi sobie też mikście, ale co by nie mówić – gra pojedyncza nigdy nie wydawała się jej smykałką.

Ale wiadomo – pokonanie Kenin nie mogło wziąć się z przypadku. Dlatego można było się spodziewać, że to wcale nie będzie łatwa przeprawa dla Polki.

Deja-vu?

Niestety powtórzyła się historia z wczoraj. Iga znowu miała problem z wejściem w mecz. Nie lekceważymy Czeszki, bo ta robiła swoje, ale kolejne błędy własne Polki przyczyniały się do tego, że wynik wyglądał jak wyglądał. W pierwszym secie nasza zawodniczka została przełamana… aż cztery razy. Coś takiego się przecież prawie nie zdarza, kiedy mówimy o zawodniczce dysponującej siłą uderzenia jak Polka. No ale fakty były takie, że Czeszka w miarę komfortowo, mimo, że sama traciła swoje podania, wygrała partię 6:3.

Chcielibyśmy powiedzieć, że w kolejnej nasza tenisistka odrodziła się jak feniks z popiołów, ale tak do końca nie było. Jasne, grała lepiej, ale wyłącznie na tyle dobrze, żeby mecz stał się wyrównany. Nie było jednak mowy o żadnej dominacji, jak w drugim secie pojedynku z Keys. Na dobrą sprawę – zwycięstwo Czeszki znajdowało się na wyciągnięcie ręki. Przy stanie 6:5 w drugim secie (i serwisie Świątek) miała dwie piłki meczowe. Ale ich nie wykorzystała. Najpierw wyrzuciła return, a następnie przegrała wymianę z Polką.

Okazało się, że do wyłonienia triumfatorki drugiej partii potrzebny będzie tie-break. W nim Polka na przemian imponowała świetnymi uderzeniami i popełniała błędy własne. Ostatecznie tego największego błędu dopuściła się jednak Krejcikova. W momencie, gdy przegrywała 5:6, zepsuła dwa serwisy z rzędu. Cóż, trudno nie cieszyć się z takich prezentów. Stało się zatem jasne, że będzie czekać nas kolejny, decydujący set.

W nim obserwowaliśmy już klasyczną sytuację, w której jedna zawodniczka zgarnia własne podania, druga robi to samo, a przełamanie wydaje się równie odległe co śnieg w czerwcu. Dopiero przy stanie 6:5, kiedy tie-break wydawał się koniecznością, Iga zdołała zaskoczyć Czeszkę. Wygrała seta, wygrała mecz i tym samym awansowała do ćwierćfinału prestiżowego turnieju w Rzymie!

Z kim zmierzy się w następnym meczu? Na drodze Polki stanie zwyciężczyni meczu Garbina Muguruza – Eliną Switolina.

 Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez