Iga w pigułce. 15 rzeczy, które wypada wiedzieć o nowej mistrzyni wielkoszlemowej

Iga w pigułce. 15 rzeczy, które wypada wiedzieć o nowej mistrzyni wielkoszlemowej

Iga Świątek przeszła do historii polskiego sportu. Dokonała rzeczy, której przez ponad sto lat nie zrobiła żadna Polka i żaden Polak – wygrała turniej wielkoszlemowy w singlu. Trochę się więc na to naczekaliśmy. O finale z Sofią Kenin piszemy jednak w tym miejscu. Tu za to chcemy wam zaprezentować Igę Świątek od nieco innej strony. Wybraliśmy 15 faktów z jej życia, które naprawdę warto znać. A może wręcz – wobec jej sukcesu – nie wypada nie znać.

1. Tomasz, tata Igi, był olimpijczykiem. W 1988 roku pojechał do Seulu jako członek czwórki wioślarskiej. W planach Polaków była walka o medal, jednak jeden z wioślarzy rozchorował się tuż przed eliminacjami. Skończyło się jedynie na występie w finale B i sporym rozczarowaniu. To właśnie przez tamte wydarzenia Tomasz Świątek postanowił, że jeśli kiedyś będzie miał dzieci, to zaproponuje im sport indywidualny – by w rywalizacji nie musiały polegać na innych.

2. Iga wcale nie musiała zostać tenisistką. Pierwszym sportem, który zaproponował ojciec jej i Agacie, jej starszej o trzy lata siostrze, było pływanie. Z basenu trzeba było jednak zrezygnować, bo groźnie na głowę rodziny popatrzyła wkrótce laryngolożka. – Z basenem nie wyszło z banalnego powodu: nawracającego zapalenia uszu i gardeł. Tak padło na tenis – wspominał dwa lata temu Tomasz Świątek w naszym wywiadzie.

3. Iga Świątek odbijać piłki zaczęła jako czterolatka, gdy dostała swoją pierwszą rakietę. To wtedy rozpoczęło się to, co dziś jest jej karierą. Długo do wzmożonych wysiłków napędzała ją głównie chęć ogrania o trzy lata starszej siostry, jednak przewaga fizyczna robiła swoje. Sama Iga pamięta, że gdy siostra miała treningi, ona w tym samym czasie z tatą odbijała piłkę gdzieś w okolicach końca kortu. Zresztą nie tylko tam – z ojcem grała też w okolicach domu, gdzieś na asfalcie, czy też sama, o ścianę.

4. Bardzo szybko dostrzeżono talent Igi. Jedną z pierwszych oznak, że z tej dziewczyny może być wspaniała tenisistka była sytuacja sprzed dwunastu lat. Iga miała wtedy siedem wiosen i wzięła udział w treningu dla dzieci z Magdą Grzybowską, byłą juniorską mistrzynią wielkoszlemową. Jako jedyna była w stanie prowadzić z nią wymiany. Wkrótce – przy okazji innych turniejów – coraz częściej dostawała takie okazje. W wieku dziewięciu lat odbijała na przykład między innymi z Hsieh Su-Wei, Tajwanką, którą… pokonała w trakcie tego Roland Garros.

5. Jeśli sportowców kojarzycie z tym, że ze szkołą nie mają zbyt wiele wspólnego i po prostu chcą przez nią przejść, to nie dotyczy to Igi Świątek. Polska tenisistka, choć już jako piętnastolatka jeździła na wiele turniejów, uczyć się po prostu lubi. Przez całą edukację przeszła ze średnią powyżej 5.0, dobrze zdała maturę, mówiła nawet, że pandemia tak naprawdę nieco jej… pomogła. Bo dzięki niej mogła spokojnie przygotować się do egzaminu dojrzałości, nie grała przecież w tym czasie żadnych turniejów. Kilkukrotnie zdarzyło jej się też powiedzieć, że jeśli za kilka lat będzie nie w światowej czołówce, ale w okolicach na przykład 50. miejsca na świecie, to pomyśli o połączeniu kariery ze studiami. Choć na to się na razie nie zanosi – Iga już teraz awansuje bowiem do najlepszej „20”.

6. Okej, teraz może być fakt nieco szokujący: Iga nie do końca lubi… oglądać mecze tenisa. Za młodu w ogóle tego nie robiła. Tłumaczyła, że po prostu rozdzielała te dwie sfery: grę na korcie i oglądanie gry w telewizji. Gdy tylko włączyła jakiś mecz w telewizji, od razu chciała sama wyjść poodbijać. Dziś robi to już częściej, w dużej mierze po to, by zobaczyć „jak zmieniają się trendy”. Wiadomo też, że przydatne jest to przy analizie potencjalnych rywalek. Świątek zdarzyło się też powiedzieć, że jeśli już chodzi o oglądanie, to woli męski tenis od kobiecego. Z naciskiem na jedną postać.

7. To mój ulubiony tenisista. Jedyny zawodnik, którego oglądałam, gdy byłam młodsza. Naprawdę go lubię. Życzę mu wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że wygra kolejne French Open w tym roku – mówiła Iga na konferencji prasowej. Kto jest tym ulubieńcem? Oczywiście, Rafa Nadal. Lubi go na tyle, że po wygranym meczu ćwierćfinałowym z Martiną Trevisan Iga jeszcze na korcie upewniała się, czy Hiszpan gra swój mecz po niej, czy też jego spotkanie zostało przeniesione. A gdy dowiedziała się, że gra, na jej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Cóż, Iga swój tytuł już ma. Możliwe, że jutro dołączy do niej właśnie Rafa Nadal.

8. Świątek całkiem niedawno zaprzyjaźniła się z Naomi Osaką. Obie tenisistki często wyrażają się o sobie pozytywnie i wchodzą w interakcje na Twitterze. Teraz obie mają już też co najmniej jeden turniej wielkoszlemowy na koncie. Choć Japonka wciąż prowadzi – wygrała już trzy. O przyjaźni w tenisie, która zdaniem wielu jest niemożliwa do utrzymania, Iga opowiadała też całkiem sporo w programie „Mój pierwszy raz” w Kanale Sportowym:

 – Dla mnie głównym celem było to, żebym umiała oddzielić przyjaźń od tego, co jest na korcie. I to mi zawsze wychodziło. Przyjaźnię się na przykład z Mają Chwalińską, a grałyśmy bardzo dużo turniejów w Polsce i często spotykałyśmy się w finałach. Już na tamtym etapie się tego uczyłam. To nie było dla nas problemem, bo obie byłyśmy na tyle profesjonalne, że potrafiłyśmy się skoncentrować na tenisie. Przyjaźnię się też z Kają Juvan ze Słowenii, która ma słabszy ranking, ale jeździ na te same turnieje WTA. Wiem, że żeby wytrzymać w tourze tyle lat, nie można być samotnym. Bardzo sobie cenię, że mam taką przyjaciółkę, której potrafię zaufać, mimo że musimy czasem zagrać przeciwko sobie.

9. Wiele osób, słuchając wywiadów z Igą Świątek, dochodzi do wniosku, że Polka brzmi jakby była znacznie starsza. I faktycznie, często sprawia takie wrażenie. Nawet za sprawą… muzyki, której słucha. Gdyby tylko chciała, mogłaby na YouTubie pisać komentarze „tu rocznik 2001, moi rówieśnicy nie słuchają takiej muzy, a dla mnie jest najlepsza!”. Czego więc słucha Świątek?

Cóż, na kort aktualnie zawsze wchodzi przy „Welcome to the Jungle” Guns N’ Roses. Rok temu robiła to za to przy muzyce AC/DC. Lubi też między innymi Pearl Jam, Pink Floyd, Red Hot Chili Peppers, a nawet zespół ABBA. Ostatnio zaczęła za to słuchać jazzu. Muzykę rozważałaby nawet jako sposób na życie. – Myślę, że gdyby nie tenis, to miałabym coś wspólnego z muzyką. Tylko nie wiem, czy miałabym predyspozycje, bo wydaje mi się, że mam do tego antytalent – mówiła w Kanale Sportowym. Choć jeszcze w zeszłym roku dostała ukulele i zapewniała, że chciałaby spróbować nauczyć się na nim grać.

10. Uwierzylibyście, że Iga Świątek może złamać rakietę? Trochę trudno, co? A jednak. Jak sama wspominała, szczególnie dużo złamała ich jakoś pomiędzy czternastym a szesnastym rokiem życia. Co najmniej dziesięć. Z czasem nauczyła się panować nad emocjami i dodała do tego nieco cwaniactwa – jeśli łamała, to gdzieś poza kortem, schodząc z niego, żeby być może nie dostać upomnienia. Ostatnie łamania związane są z meczami wielkoszlemowymi.

– Ostatnią rakietę złamałam w Australian Open, po spotkaniu z Anett Kontaveit. Zagrałyśmy super mecz, ale mimo tego przegrać awans do ćwierćfinału wielkiego szlema o kilka punktów nie jest łatwo – mówiła Tomkowi Smokowskiemu. My możemy jedynie trzymać kciuki, by jak najrzadziej miała okazję do łamania kolejnych rakiet.

11. Na złamanie rakiety od czasu do czasu można sobie jednak pozwolić. Tym bardziej teraz. Na Roland Garros Iga zarobiła bowiem kupę kasy. W teorii mogłaby ją wydać na kupowanie torebek po kilkanaście tysięcy złotych czy kilkudziesięciu par butów (i tak, to faktyczne przykłady tego, co robiły niektóre z tenisistek z nagrodami za zwycięstwa w turniejach). Ale raczej tak jej nie spożytkuje. Wiele razy mówiła już, że tak naprawdę to nie wie, co zrobić z tymi pieniędzmi, które wygrywa. Więc leżą sobie na koncie. Iga twierdziła też, że może kiedyś zainwestuje w coś dużego. Nie obrazilibyśmy się, gdyby za kilkanaście lat okazało się, że będą to kolejne… duże polskie talenty.

12. Równie dobrze mogłaby jednak zainwestować w klub piłkarski. Bo piłkę nożną bardzo lubi. Gdy Iga znajdowała się pod opieką Warsaw Sports Group, a WSG współpracowało z Legią, bywała na meczach stołecznej ekipy, bo dostawała bilety. Potem wspominała, że bardzo podoba jej się atmosfera. Zresztą sama pograć coś też umie. Zdarzyło się, że jej umiejętnościami żonglerki zaskoczony był sam Gael Monfils, czyli prawdopodobnie największy showman wśród tenisistów. Zaimponować Gaelowi w taki sposób – to już coś.

13. Jako swoje największe tenisowe marzenie Iga wymienia złoto igrzysk olimpijskich. Dopiero na drugim miejscu wygranie wszystkich turniejów wielkoszlemowych, najlepiej w jednym sezonie. To w dużej mierze efekt wychowania przez ojca, któremu – jak już wiecie – na igrzyskach się nie powiodło. Iga więc – choć jak na tenisistkę dość nietypowo – marzy właśnie o tym złocie. Kto wie, może uda się już w Tokio. Choć szans występów w olimpijskich turniejach powinna mieć w swojej karierze sporo. Stawiamy, że co najmniej trzy. I wierzymy, że choćby przy okazji jednej z nich sprawi nam wielką radość.

14. No to chwila o czytaniu. Zastanówcie się chwilę, jakie książki może lubić młoda tenisistka. Śmiało, obstawiajcie. Choć Iga pewnie znów was nieco zaskoczy. – Lubię książki historyczne. Bardzo podobała mi się ostatnio „Katedra w Barcelonie” Ildefonso Falconesa. Czytam też historyczne książki Kena Folletta, ale to są zazwyczaj grube tomiska, więc czasem czuję, że potrzebuję czegoś lżejszego. Wtedy sięgam na przykład po Dana Browna albo jakieś kryminały – mówiła oficjalnej stronie Red Bulla jeszcze w zeszłym roku.

Teraz sama stworzyła historię, o której będzie się kiedyś pisać w książkach. A, właśnie! Iga zresztą została już jedną z bohaterek książki. Rozmowa z nią ukazała się w „Young power!”, książce, opowiadającej o młodych osobach, które w jakiś sposób zmieniają świat, nie zważając na swój wiek. Dzisiejszym zwycięstwem Iga świat zdecydowanie odmieniła – ten naszego tenisa.

15. No to rzecz ostatnia, czyli… prawo jazdy. Świątek jest aktualnie w sytuacji, w której znajduje się naprawdę niewiele młodych osób. Ma swój własny samochód – podarowany jej przez sponsora – ale jeszcze nie może go prowadzić, bo nie ma do tego uprawnień. Robią to jej trener albo tata. Ale skoro już jest mistrzynią wielkoszlemową, może i czas na to wyzwanie. Tym bardziej, że jesteśmy ciekawi jednego: czy egzamin praktyczny okaże się bardziej stresujący niż wielkoszlemowy finał.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Optiv
Optiv
14 dni temu

Uff, udało się wcisnąć legie to artykułu, brawo!

Legia Fan
Legia Fan
14 dni temu

Wkład Legii w ten sukces był duży, dlaczego to ma być pomijane ?

Rafał
Rafał
14 dni temu
Odpowiedz  Optiv

Kolejny ograniczony…

pep
pep
14 dni temu
Odpowiedz  Optiv

Legia to akurat w tym przypadku OK. Trudno tu o Legii nie wspomnieć. Ciesz się, że widzewa nie wtrynili…bo jeszcze trochę Weszlo będzie miało stronę w ich barwach.

Lukasz
Lukasz
14 dni temu

Swietna dziewczyna i fajny, ciekawy artykul. Mam nadzieje ze Iga sprawi nam jeszczce wiele radosci!
powodzenia!

Gregorio
Gregorio
13 dni temu

do roboty niech sie weżmie, olimpiada sie sama nie wygra

Aktualności

Kalendarz imprez