Iga Świątek znowu zwycięska. Teraz czas na Barty

Iga Świątek znowu zwycięska. Teraz czas na Barty

Czasami w dopięciu jakiejś sprawy najtrudniejsze są ostatnie kroki. Pójdziemy do sklepu, ale okaże się, że przed wejściem stoi potężna kolejka. Miniemy wszystkich obrońców, ale nie zachowamy zimnej krwi w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem. Sami wiecie. Dzisiaj podobny problem miała Iga Świątek. Polka zmierzała po zwycięstwo w drugiej rundzie turnieju WTA w Madrycie, ale w ostatnim gemie jej rywalka – Laura Siegemund – nie chciała tanio sprzedać skóry. Ostatecznie nasza tenisistka faktycznie wygrała, ale po drodze miała… jedenaście piłek meczowych.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że Iga Świątek oraz korty ziemne to kombinacja, która przynosi sukcesy. Nie chodzi tylko o wygrany Roland Garros. Po prostu nie jest żadną tajemnicą, że na tej nawierzchni nasza tenisistka radzi sobie najlepiej. Dowód tego mieliśmy choćby w pierwszej rundzie turnieju w Madrycie, kiedy wręcz rozniosła Alison Riske, tracąc w całym meczu zaledwie dwa gemy.

Podobnego show można było oczekiwać i dzisiaj. Szczególnie że jej rywalka do najmocniejszych nie należała – przynajmniej jeśli pokierujemy się miejscem w rankingu WTA (59.). Oczywiście żadnej zawodniczki lekceważyć nie należy, ale wydawało się, że większe emocje będą czekać nas dopiero w trzeciej rundzie – kiedy na drodze Polki miała stanąć Ashleigh Barty, światowa jedynka, która jeszcze przed meczem Igi poradziła sobie z Tamarą Zidansek.

Ile to trwało!

Polka rozpoczęła ten mecz najlepiej, jak tylko mogła. Wygrała własny serwis, a po chwili przełamała rywalkę. Ta co prawda nie odpuściła i sama ukradła podanie Świątek. Od tamtego momentu wszystko szło jednak po myśli Igi – znowu zaliczyła przełamanie, po czym już pewnie zmierzała w kierunku wygrania seta. Niemka zdołała w tej partii ugrać jeszcze tylko dwa gemy.

W drugim secie polska tenisistka nie traciła werwy. Szybko wyszła na prowadzenie 3:0 i wydawało się, że mecz wkrótce dobiegnie końca. Polka jednak – niespodziewanie – nieco się zablokowała. Zaczęła popełniać niewymuszone błędy i straciła tak zwane “momentum”, które do pewnego momentu stało zdecydowanie po jej stronie. Siegemund miała nawet szansę na wyjście na prowadzenie 4:3 w gemach, ale nie wykorzystała swojej szansy.

Świątek zdołała w końcu wrócić do dobrej gry, ale zapewne ani ona, ani nikt inny, nie spodziewał się, jakie problematyczne będzie dla niej zamknięcie pojedynku. Przy stanie 5:3 tenisistka miała piłkę meczową. Potem kolejną. I kolejną. Łącznie uzbierało się ich… jedenaście. Ale cóż – w końcu jedną z nich wykorzystała. Iga wygrała 6:3, 6:3. To oznacza, że w kolejnej fazie turnieju WTA w Madrycie zmierzy się z Barty.

– Często jestem zablokowana podczas meczbolów. Zawsze jest trudniej, kiedy brakuje ci tylko jednego punktu. Piłki nie trafiały w kort, wiec było to denerwujące. Ale cieszę się, że wreszcie się udało. Pobyt w Madrycie? Czuję się lepiej i lepiej każdego dnia. Nie miałam szansy grać tutaj rok i dwa lata temu. Obecność fanów na trybunach jest bezcenna. To dla mnie bardzo ważny element meczów. Dziękuję wam za doping – mówiła Polka po meczu.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez