Iga Świątek znów nokautuje. Polka już w III rundzie Roland Garros

Iga Świątek znów nokautuje. Polka już w III rundzie Roland Garros

Ktoś powinien stworzyć generator. I ten generator powinien pisać teksty po meczach Igi Świątek na Roland Garros. Bo my naprawdę staramy się nie powtarzać. Jednak jak się nie powtarzać, gdy niezmiennie powtarza się Polka? Iga wygrała dziewiąty z rzędu mecz w paryskim turnieju. Po raz dziewiąty z rzędu nie pozostawiła żadnych złudzeń rywalce. Rebecce Peterson oddała dwa gemy. Po jednym na seta. 

Peterson może nie jest najbardziej znaną zawodniczką na świecie, ale to całkiem solidna tenisistka. Szwedka od kilku lat zajmuje miejsce w okolicach połowy pierwszej setki rankingu WTA. Dysponuje niezłym serwisem, świetnym returnem, bardzo dobrze gra z forehandu. Do tego – co jest jej wielkim atutem – jest bardzo waleczna. W pierwszej rundzie tegorocznego turnieju obroniła piłki meczowe, a potem sama awansowała do kolejnej fazy. Miała więc swój wielki moment. Iga nie pozostawiła jej wątpliwości, że dziś takiego nie będzie.

Bo moglibyśmy rozpisywać się o atutach gry Szwedki, uwierzcie, dłużej niż przez te kilka zdań w poprzednim akapicie. Ale po co to robić, skoro atuty Igi przykrywają wszystkie te, jakie posiada Peterson? Świątek w Paryżu jest niezmiennie fenomenalna. Momentami wygląda to tak, jakby jakąś tajemną mocą kontrolowała lot piłki. Niektórych zagrań naprawdę nie da się inaczej wytłumaczyć. Gra tuż spod siatki mocnym krosem backhandowym, lądującym tuż przy linii, trzymając rakietę oburącz. Skrót z końca kortu opadający tuż za siatką zagrany w teorii z nieprzygotowanej do niego pozycji. Forehand w sam narożnik kortu powtarzany kilkukrotnie. Wszystko dziś wpadało Idze dokładnie tam, gdzie chciała.

Ledwie dwa razy w tym meczu Peterson była lepsza. Raz przy serwisie Igi, gdy ta już wysoko prowadziła w secie pierwszym. Po raz drugi przy własnym podaniu seta później. Też w momencie, gdy już wszystko w partii było jasne. Iga rozluźniała się tylko wtedy, gdy mogła sobie na to pozwolić. Jeśli jeszcze nie wszystko było rozstrzygnięte, to była w pełni skupiona. Wszelkie statystyki po meczu, oczywiście, świadczyły na jej korzyść. Na razie w jej wykonaniu to naprawdę powtórka z ubiegłorocznego turnieju. I oby skończyło się dokładnie tak samo.

Choć przyznać trzeba, że teraz zaczną się trudności. Na drodze Igi stanie bowiem Anett Kontaveit. Estonka nie należy może do ścisłej czołówki zawodniczek – aktualnie w rankingu WTA jest 31. – ale już dwukrotnie w swojej karierze pokonała Świątek. W teorii ma więc na Polkę patent. Tyle tylko, że warunki tym razem będą zupełnie inne. Oba te zwycięstwa Kontaveit odniosła bowiem po pierwsze na kortach twardych – na turnieju w Cincinnati i Australian Open – a te nie służą Idze tak jak mączka, a po drugie spotkania te rozgrywały jeszcze zanim Świątek została mistrzynią wielkoszlemową.

Po ubiegłorocznym sukcesie Polka jest już zawodniczką o zupełnie innym statusie, która nabrała  mnóstwo pewności siebie. Na mączce do tego wygląda jak prawdziwa dominatorka, jej niedawny występ w Rzymie – gdzie wygrała turniej, w finale nie oddając gema Karolinie Pliskovej – był tego dowodem. Teraz kolejne takie dowody daje w Paryżu. My mamy nadzieję, że będzie ich jeszcze pięć… nie licząc debla. Bo przecież i tam gra, a wczoraj awansowała – wraz z Bethanie Mattek-Sands – do drugiej rundy. Iga Świątek po prostu kocha paryskie korty.

A my kochamy ją na nich oglądać.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Maciej
Maciej
20 dni temu

A więc następna przeciwniczka to koszmar Świątek, dwa razy ograna, Jest okazja do rewanżu.

Aktualności

Kalendarz imprez