Iga Świątek wróciła na kort. I wygrała pierwszy mecz w tym roku

Iga Świątek wróciła na kort. I wygrała pierwszy mecz w tym roku

Jeśli nie grało się żadnego spotkania o stawkę od październikowego triumfu we French Open, można nieco zardzewieć. Przekonała się o tym Iga Świątek, która potrzebowała dziś dłuższej chwili na odnalezienie swojego rytmu. Gdy już jednak to jej się udało, wszystko poszło gładko. Polka pokonała Kaję Juvan i awansowała do kolejnej rundy turnieju (2:6, 6:2, 6:1). 

Juvan to jedna z najlepszych przyjaciółek Igi w tourze. W parze wygrały nawet deblowe złoto igrzysk olimpijskich młodzieży w 2018 roku. Słowenka zdobyła wtedy też singlowe mistrzostwo, ale od tamtego czasu to Świątek doszła już zdecydowanie wyżej, bo na sam szczyt – wygrywając tytuł wielkoszlemowy na paryskich kortach. Juvan za to próbuje przebić się na stałe do setki, co może nie brzmi przesadnie imponująco, ale że talent ma – potrafi udowadniać.

Dziś – w jej pierwszym starciu ze Świątek w tourze – też tak było.

No, przynajmniej w pierwszym secie. Kaja doskonale bowiem zaczęła to spotkanie. Grała szybko, znakomicie odnajdywała się przy siatce, była pewna w swoich zagraniach i, co najważniejsze, bardzo dokładna. Świątek z kolei tej dokładności brakowało. Zdarzało jej się sporo akcji, w których wypracowywała sobie przewagę, ale nie potrafiła jej później wykorzystać. Albo zostawiała piłkę rywalce do skończenia, albo wyrzucała na aut. Mimo wszystko byliśmy jednak dość spokojni – widać było, że to kwestia dopracowania detali, nie większy problem.

I faktycznie, kiedy Iga już weszła na swoje obroty, mecz zaczął się odwracać. O ile pierwszego seta ostatecznie przegrała dość łatwo (2:6), a na początku drugiego nadal miała problemy, o tyle potem gemy wygrywała już seryjnie. Tu warto podkreślić jej cierpliwość. Gdy grała źle, nie denerwowała się, a po prostu próbowała złapać regularność, której jej zdecydowanie brakowało. I choć trochę na to czekała – bo przecież niemal półtora seta – to w końcu weszła na swój poziom.

Lepiej zaczął funkcjonować jej serwis, w uderzeniach pojawiły się moc i precyzja, a i kierunki uderzeń, jakie Polka wybierała, sprawiały, że Juvan tak naprawdę nie miała nic do powiedzenia. To w dalszym ciągu nie była jeszcze tak doskonale grająca Świątek, jak miało to miejsce w Paryżu, ale widać było przebłyski tamtej formy, zwłaszcza w trzecim secie, wygranym już bardzo gładko.

Podkreślmy jednak coś ważnego – nie ma co oczekiwać od Igi, by grała tak, jak to robiła właśnie we Francji. W Australii – po długiej przerwie i na innej nawierzchni – tak naprawdę ma się przede wszystkim dobrze zaprezentować. To może oznaczać awans do III rundy Australian Open, gdzie przegra z Naomi Osaką lub inną tenisistką z topu, a może nawet półfinał, jeśli drabinka pozwoli lub wywalczy sobie awans mimo trudnej drogi. Wszystko zależy od okoliczności. Warto o tym pamiętać, bo Iga to wciąż młoda tenisistka, cała kariera przed nią.

Zanim jednak rozpocznie się Australian Open, to trwa Gippsland Trophy, turniej rangi WTA 500. Iga w nim jest już w trzeciej rundzie – w pierwszej miała wolny los, dziś grała w drugiej – a tam czeka na na nią Jekaterina Aleksandrowa. Rosjanka w imprezie rozstawiona jest z “9” (Świątek ma numer sześć), a na koncie już kilka wygranych turniejów rangi WTA. Najlepiej radzi sobie na nawierzchni twardej (choć raczej w hali), więc może stanowić poważny test dla Polki. Ale to dobrze. W końcu o to teraz chodzi – by grać wymagające spotkania i jak najlepiej przygotować się do startu w Australian Open.

A jeśli chcecie przekonać się, jak gra Iga, będziecie musieli zarwać noc lub nastawić budziki. Jej kolejny mecz przewidywany jest w okolicach czwartej lub piątej nad ranem naszego czasu.

Iga Świątek – Kaja Juvan 2:6, 6:2, 6:1

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez