Iga Świątek w finale turnieju w Adelajdzie!

Iga Świątek w finale turnieju w Adelajdzie!

Po raz pierwszy w finale turnieju WTA na twardym korcie. Po drodze do niego nie straciła seta, łącznie oddając rywalkom ledwie osiemnaście gemów w czterech meczach. Już jest pewna tego, że zanotuje życiową pozycję w rankingu. Wychodzi na to, że tydzień w Adelajdzie Iga Świątek zapamięta na dość długi czas. Jutro dostanie szansę, by uczynić go jeszcze lepszym. 

Warto było wstać

Wiadomo, że pobudki o 5:30 do najprzyjemniejszych nie należą, ale jeśli wzywa półfinałowy mecz Igi Świątek, naszym honorem jest wyjście spod ciepłej kołderki, zaparzenie kawy i dopingowanie Polki na korcie. Tym bardziej, że w jej przypadku można w ciemno zakładać, że za całe to nasze poświęcenie przyjdzie nagroda. Bo Iga jest po prostu w świetnej formie i z łatwością odprawia kolejne rywalki.

Dziś mierzyła się z Jil Teichmann, leworęczną Szwajcarką, która potrafi spłatać psikusa lepszym od siebie przeciwniczkom, a na koncie ma już dwa turnieje rangi WTA. Trzeciego jednak na razie nie dołoży. Bo choć Jil pokazywała momentami, skąd wzięły się te dwa tytuły, to Iga była w stanie grać jeszcze lepiej od niej. I naprawdę, podkreślmy to, Teichmann grała bardzo dobre spotkanie. Na pokonanie wielu rywalek jej dzisiejsza postawa pewnie by wystarczyła.

Ale na Igę Świątek nie.

Polka rozegrała najlepszy mecz turnieju. Wreszcie do głosu doszło jej podanie, co szczególnie istotne dlatego, że Teichmann returnować potrafi. Przede wszystkim jednak – Polka była piekielnie dokładna. Bardzo mało piłek oddawała rywalce za darmo. Świetnie pracowała w defensywie, przebijała nawet naprawdę trudne zagrania, a Szwajcarka musiała się bardzo napracować by wygrać większość punktów.

Była przy tym jednak mniej dokładna niż Iga. I zdarzało się, że przy czwartym, piątym czy którymś tam z kolei odbiciu w wymianie popełniała łatwe błędy. Dobrze to zresztą widać było w statystykach, gdzie Świątek królowała niemal w każdym elemencie. Popełniła mniej niewymuszonych błędów, lepiej radziła sobie na returnie, lepiej też serwowała, ani razu nie oddając własnego podania i trzykrotnie przełamując rywalkę. Generalnie – nie mogła tego meczu przegrać.

I nie przegrała.

– Jestem szczęśliwa. Czułam się znakomicie na korcie. To dla mnie najważniejsze. Gdy gram dobrze, po prostu cieszę się wszystkim. Liczę, że jutro też tak będzie – mówiła po zakończeniu spotkania. Biorąc pod uwagę, że w Adelajdzie rozkręca się z meczu na mecz, naprawdę można liczyć, że jutro zagra jeszcze lepiej. Choć o to może być trudno. Nie z powodu klasy potencjalnych rywalek, a dlatego, że już dziś Iga zagrała po prostu znakomity mecz.

A skoro o rywalkach…

Szwajcarska droga?

Albo Belinda Bencic, albo Coco Gauff. Której z zawodniczek nie napotkałaby w finale Iga Świątek, będzie to dla niej najpoważniejsze wyzwanie w trakcie trwania tego turnieju. Gauff to, oczywiście, jeden z największych talentów na świecie, potencjalna następczyni sióstr Williams, która już teraz – w wieku niespełna 17 lat – potrafi ograć rywalki z samej czołówki rankingu WTA. Gra mocno, gra odważnie i nie wymięka w sytuacjach kryzysowych. Do tej pory raz dochodziła do finału turnieju WTA w singlu, dwa razy w deblu. Wszystkie je wygrała.

Mimo tego w półfinale to jednak Belinda Bencic będzie faworytką. Szwajcarka w turnieju rozstawiona jest z dwójką i jeśli do finału awansuje, stanie się jedyną rywalką z rozstawieniem, jaką na swej drodze w Adelajdzie napotka Iga Świątek. Aktualnie to 12. rakieta świata (i to się nie zmieni), ale bywała już nawet na czwartym miejscu. Wciąż jest zawodniczką dość młodą – w marcu skończy 24 lata – a na swoim koncie ma już 10 finałów turniejów WTA, choć z ujemnym bilansem: 4-6. Na nawierzchni twardej radzi sobie jednak najlepiej, co w Adelajdzie pokazuje. Jeśli to z nią zmierzy się Świątek, będzie musiała ograć drugą Szwajcarkę z rzędu.

Z kim by Iga nie zagrała, z pewnością stać ją na zwycięstwo. Polka znajduje się zresztą aktualnie w takiej sytuacji, że obawiać nie może się żadnej rywalki. Jest przecież mistrzynią wielkoszlemową, doszła do trzeciego finału w karierze, a w rankingu WTA podskoczy o co najmniej dwie pozycje (na 16. miejsce, nowa życiówka). Wygrywać może z każdym i wszędzie. Powoli staje się zawodniczką uniwersalną, która na twardych kortach odnajduje się równie dobrze co na mączce.

W tym tygodniu w Adelajdzie już to udowodniła. Nikt w Polsce nie obraziłby się jednak za to, by jutro zrobiła to jeszcze dobitniej i zgarnęła tytuł.

Iga Świątek 6:3 6:2 Jil Teichamnn

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Michał
Michał
1 miesiąc temu

Taaa Bencic faworytką? Szkoda że buchmacherzy nie podzielają tej opinii ( kurs 1,4 ).

Aktualności

Kalendarz imprez